Kocur z rana zdecydował, że od razu zabierze się do roboty. Zauważył, jak Mglisty Sen rozdziela patrole, więc dołączył do jego boku. Kocur spojrzał na niego kątem oka, skinając mu głową, na co czekoladowy odpowiedział tym samym gestem. Gdy już rozdzielił wojowników, odwrócił się do niego całkiem.— Chcesz się wybrać ze mną poza obóz? Powinniśmy pozbierać trochę materiałów na legowiska… — powiedział czarny.
— Jak najbardziej, prowadź. — odpowiedział mu czekoladowy. Wyszli z obozu, zostawiając za sobą garstkę tych, którzy zostali go pilnować. Skierowali się w stronę rzeki, przy której mieli szansę znaleźć więcej mchu, przez wilgoć, która się tam utworzyła. Gdy dotarli, Szczawiowe Serce rozejrzał się po kamieniach, szukając takich, które pokryte byłyby zielonymi poduszkami. Ściągał je, używając pazurów i kłów uważając, aby nie postrzępić ich. Odkładał swoje kawałki na jedną stertę, aby ułatwić przeniesienie ich potem do obozu. Mglisty Sen sam zebrał pokaźną sumę, czekając teraz na Szczawiowe Serce. Widocznie kocurowi nie odpowiadała cisza, gdyż zdecydował się przemówić.
— Myślisz, że mamy zgraną grupę? — zapytał kocura.
— To znaczy? — zdziwiony spojrzał na czarnego.
— Czasami mam takie… Przeczucie… Że może nie każdy z nas ma dobre zamiary. Ufam każdemu, ale nie można ufać bezgranicznie.
— To prawda… Cóż, mam jednak nadzieję, że nic się nie stanie… — przyznał, zajmując się nadal mchem. Drugi tylko skinął, po chwili mówiąc, że powinni już wracać do obozu. Zanieśli mech, zostawiając go przed legowiskami, a Szczawiowe Serce rozejrzał się po obozie. Co, jeśli faktycznie coś się wydarzy..?
teraźniejszość
Patrzył przerażony na organy porozrzucane po obozie. Zapach krwi unosił się wszędzie, a reszta jego pobratymców patrzyła na scenę z równym szokiem, co on. Nie potrafił na to patrzeć. Wybiegł z obozu, czując, jak żółć idzie mu do gardła. Zwymiotował do pierwszego lepszego krzaku, jaki znalazł. Pluł, powstrzymując łzy. Jak to się mogło stać… Jak ktoś mógł być tak okrutny. Dlaczego… Trząsł się, próbując opanować swój oddech, który drastycznie przyspieszał. Czuł się tak, jak tamtej nocy samemu w obozie, jak wtedy, gdy ojciec zostawił go samego przed patrolem Klanu Wilka… Musiał się uspokoić, po prostu musiał, bo inaczej… Zrobiłby to znowu… Przypomniał sobie Gąbczastą Łapę. Jego ukochaną partnerkę. Przypomniał sobie, jak znaleźli swoje kociaki. Spojrzał w stronę obozu. Przypomniał sobie swojego syna. Musiał być silny. Dla niego. Dla reszty… Przecież da sobie radę… Czuł, jak łapy robią się ciężkie, a gardło związuje się w supeł, na samą myśl o stanie obozu. W końcu westchnął, uspokajając się na myśl o swojej rodzinie. Szczawiowe Serce wrócił do obozu, omijając krew, patrząc przed siebie. Nie chciał pokazać innym, że tak bardzo go to przejęło. Mglisty Sen i Jarzębinowy Żar już prowadzili analizę tego, co mogło się stać w obozie. Szczawiowe Serce jednak wiedział jedno, nikomu nie będzie już można zaufać… A przynajmniej on nie zaufa…
<Mglisty Śnie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz