Przeszłość
Był wczesny ranek. Słońce wolno wznosiło się, a mała rodzinka niedaleko Owocowego Lasu powoli zaczynała ruszać się w swoim gnieździe z mchu. Mały Lis jako pierwszy otworzył pysk i pisnął, gdyż było mu zimno. Chwilę potem jego brat, Iskrzyk, także się obudził. Na końcu podniosła głowę ich matka, Tefra.
— Cześć, dzieciaki. Jak się wam spało? — wymamrotała sennie.
— Dobrze! — pisnął Lis.
— Było okej — odparł Iskrzyk.
Cała trójka zaczęła myć swoje futro — a raczej Tefra i Iskrzyk myli futro, ponieważ Lis próbował, jednak jego główka kiwała się bez przerwy, a ciało przewracało się za każdym razem, gdy ją odwrócił.
— Czekaj, Lisie, zaraz ci pomogę — wymruczała rozbawiona Tefra, kończąc pielęgnację swego futra i przechodząc do Lisa.
Po krótkiej chwili cała trójka aż lśniła.
— Dobrze, idę zapolować. Nie oddalajcie się stąd i uważajcie na siebie. Niedługo wrócę.
Tefra odeszła, by zapolować dla jej małej, rozkosznej rodzinki. Kociaki przez chwilę drzemały, potem zaczęły opowiadać sobie wymyślone historie.
— I wtedy liść odleciał przerażony! Tak, zadałem mu tyle mocnych ciosów, że odleciał! — mówił Lis.
Kociaki bawiły się świetnie. Jednak Tefra już długo nie wracała, a więc kocurki zaczęły się coraz bardziej martwić. Gdzie była mamusia?
— Może pójdziemy jej poszukać, co? — zasugerował Lis.
— Coś ty. Po pierwsze, mama pewnie zaraz wróci i będzie przestraszona, gdy ujrzy, że nas nie ma. Po drugie, na tych twoich kiwających się łapkach nie zajdziesz daleko.
Biedna Tefra nie wiedziała, że do jej legowiska zbliżały się obce koty. Nie wiedziała, że zaniesienie obfitej zdobyczy do niego skończy się rozpaczą i poszukiwaniem młodych…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz