Jakiś czas temu
Puszysta Łapa spojrzała na Serdeczną Naparstnicę. Nie był najwyższy, można by powiedzieć, że Puszek był dwa razy większy od niego. Miał króciutkie łapki i chodził wyraźnie wolno. Szli razem w ciszy, słychać było jedynie tupot ośmiu łap. Gałęzatce trochę brakowało wszechobecnej wody Klanu Nocy, w której mogło zamoczyć łapki i popływać w cieplejsze dni. Teraz podczas Pory Nagich Drzew nawet by się jej to nie przyśniło, mimo to tęsknił za tym. I za Złocistym Widlikiem. Chciałaby, żeby jej brat chodził na zgromadzenia. Lub był przynajmniej na jednym z nich. Kto wie, może kiedyś, gdy ktoś go zastąpi, będzie jeszcze im dane się spotkać? Dryfek nie był szczególnie co do tego przekonany, jednak nikt nie zabraniał mu mieć nadziei.
— Jak się miewa Psotny Nietoperz? — zapytał nagle Naparstnica, a Puszek niemal podskoczył wystraszony.
— Bardzo dobrze. Jest zdrowa, kocięta również — miauknął, czując ciepło na serduszku.
— Czy w Klanie Nocy ćwiczyłeś może wspinaczkę na drzewa? — zapytał zaraz arlekin, a Puszek pokiwał głową ochoczo. — A co z tunelami? — mruknął.
— Nigdy nie miałam treningu w tunelach. Czy to istotne w Klanie Klifu? Jest coś, co jeszcze powinienem wiedzieć? — podpytał od razu.
— Nauczę cię także trochę ziół, żebyś mógł wyleczyć podstawowe choroby — dodał, a Nerina kiwnęła głową.
Puszek spojrzała w zacieniony otwór.
— Idziesz za mną — miauknął Serdeczny, a końcowa jego ogona skinęła lekko w stronę kotki. — Nie zgub się.
***
Puszysta Łapa zaraz po treningu zabrała ze stosu niewielką wiewiórkę i ruszyła w stronę żłobka. Podsunęło zwierzątko swojej partnerce i spojrzało na ich kociaki. Poruszały się już trochę bardziej pewnie niż po porodzie, choć ich oczka nie wyglądały jeszcze na gotowe, aby ujrzeć koci świat. Najwyraźniej jednak były wystarczająco wyrośnięte, aby jedno z nich podpełzło w stronę Neriny i zaczęło szperać w jego sierści na brzuchu. Spojrzało na niebieskiego na drobną koteczkę rozczulone.
— Psotko ja chyba się popłaczę — zaczął, kierując swój pyszczek w stronę partnerki, a jego oczy zeszkliły się lekko. — Jaka ona jest urocza… — miauknął i delikatnie liznął Dymówkę po drobnej główce.
Podsunął lekko niebieską kuleczkę pod brzuch matki, a ta niemal od razu zaczęła wysysać z niej mleko.
— Myślisz, że nas słyszą? Albo rozumieją? — zapytał cichutko, głaszcząc lekko łapką niebieską koteczkę. — Kiedy zaczną mówić swoje pierwsze słowa? Chciałabym przy tym być…
Mała Dymówka odwróciła pyszczek w stronę ojca z cichym piskiem.
<Mała Dymóweczko?>
[364 słowa + nawigacja w tunelach]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz