Dawniej dość chętnie przesiadywał ze Złocistym Widlikiem, potrafiąc rozmawiać z piastunem godzinami, lecz wszystko uległo zmianie, podobnie, jak w życiu wojownika. Starszy przestał być postrzegany przez Konwalię za przyjaciela lub kogoś więcej, teraz uważał starszego jedynie za znajomego z czasów żłobka i późnego dzieciństwa.
Po opuszczeniu wyspy, będącej więzieniem dla niego i części rodziny, przestał tak często zaglądać do legowiska, gdzie Widlik doglądał kociąt. Ostatnim razem rozmawiał z kocurem, kiedy to dzieci Kropiatkowej Skórki miał z może trzy księżyce, od tamtej pory nie pojawił się w żłobku ani razu. Choć w końcu musiała nastąpić zmiana w tej sprawie, gdyż niedługo po rozmowie z Fląderką i Wymarzoną Słodyczą o własnej ucieczce, postanowił poinformować również kocura o tym. Długo się z tym wahał, lecz uważał, że jest mu to winien ze względu na ich dawną bliską relację.
Kiedy tylko wszedł do środka, nie zastał już Mysiomózgiej Łapy w środku. Kotka niedawno zginęła. Konwalia nie rozumiał jakim cudem do tego doszło, skoro czekoladowa zbyt często nie opuszczała obozu, a przynajmniej tak mu się wydawało. Nim piastun zdołał jakkolwiek zareagować na nagłe pojawienie się wojownika, ten podszedł do zielonookiego, zakrywając mu pysk ogonem. Dał mu jasno do zrozumienia, by ten nie mówił ani słowa.
— Widliku, wiem, że między nami różnie bywało, ale jest coś, co chciałbym ci powiedzieć. Odchodzę z klanu. — Nie obchodziło go już, że ktoś niepożądany może usłyszeć jego słowa lub kociaki później komuś je powtórzą. Wszystko miał już zaplanowane. W ciągu ostatnich nocy udało mu się raz wyjść z obozu i sprawdzić miejsce przy granicy, które byłoby idealne do przekroczenia i udania się w głąb terenów niczyich. — Może to niespodziewane, lecz już dłużej tutaj nie wytrzymam. Mam jedynie prośbę, byś opiekował się moją siostrą oraz Fląderką. Może brzmi to absurdalnie, byś zajął się czekoladowym kotem, jednak proszę, zrób to ze względu na naszą dawną przyjaźń. — Po tych słowach, nie dając czasu starszemu na przetrawienie tej informacji, opuścił żłobek.
«★»
Kiedy tylko powoli zaczęło zmierzchać, liliowy zaczął odczuwać pewien stres, ale też i spokój ducha, jakby świadomość tego, że już za chwilę na zawsze opuści to miejsce, sprawiło, że dotychczas niewidzialny ciężar znikał z jego barków. Będzie mógł być w końcu wolny, żyć na własnych zasadach, bez obawy, że jeden niewłaściwy gest lub słowa sprawią, iż ponownie zostanie odizolowany od pozostałych Nocniaków.
W końcu, mając pewność, że nikt zbytnio nie zainteresuje się jego wyjściem, podniósł się z posłania, które przez tyle księżyców zajmował i ruszył ku wyjściu. Niestety przy nim stał wojownik, który od razu zaczął go przewiercać wzrokiem na wylot.
— Wychodzę tylko na chwilę. Ostatnio nie było to problemem — oznajmił, a Nocniak jedynie przewrócił oczyma, lecz nic na temat wyjścia Konwalii nie powiedział. Ten uznał to za znak i niespiesznie, by nie wzbudzać podejrzeń, minął pobratymca.
Gdy tylko upewnił się, że nikt go nie widzi, ruszył biegiem do Zrujnowanego Mostu, po którym przeprawił się na drugą stronę. Po jego prawej wznosił się Brzozowy Zagajnik, a po lewej dalsza część terenów aż do niewielkiej rzeki, stanowiącej naturalną granicę. To właśnie tam czasem liliowy wędrował na patrolach i spotykał czarno białego samotnika. Liczył, że ponowne odnalezienie go nie będzie takie trudne i ten zgodzi się nauczyć dawnego klanowicza trochę o życiu na terenach niczyich.
Śnieg pod jego łapami nieco tłumił stawiane kroki w biegu, lecz również potęgował uczucie chłodu, które towarzyszyło, odkąd słońce zniknęło za horyzontem. Z ciężkim oddechem pokonał ostatnią przeszkodę, za którą zatrzymał się i z ulgą spojrzał na tereny Klanu Nocy. Już nigdy tam nie wróci, do końca swych dni będzie żył jako samotnik i żaden ród nie będzie czyhać na jego błąd. Będzie wolny i skazany tylko na siebie.
Sesja wstrzymana/zakończona
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz