Przed śmiercią Mysiomózgiej Łapy
— Morszczynowy Wąsie... M-możemy się zatrzymać?
Bury kocur z niechęcią przystał na prośbę Fląderki. Wdrapał się na kłodę iglaka, rozsiadając się na niej wygodnie. Obrzucił Fląderkę nieprzychylnym spojrzeniem, zirytowany jej ciągłymi prośbami nagłego postoju.
— Jesteś chora?
— Nie, po prostu... Razem z Mysiomózgą Łapą zjadłam bardzo dużą rybę. Jej większą część. I teraz czuję się ociężała i mi trochę niedobrze...
Fląderka żałowała swojego łakomstwa i obżarstwa. No może jedynie czego nie żałowała to widok uśmiechniętej Mysiomózgiej Łapy, która tarzała się po kociarni tuż po tym, jak zobaczyła, z jaką szybkością Fląderka pochłania ich wspólny posiłek. Złocisty Widlik wydawał się zirytowany zachowaniem obu kocic, które pomimo posiadania kilkudziesięciu księżyców na karku, zachowywały się jak małe rozwydrzone kocięta, które miały możliwość po raz pierwszy spróbować rybiego mięsa.
Morszczynowy Wąs przyglądał się Fląderce dłuższą chwilę, po czym zeskoczył tuż przed nią.
— To wyjaśnia Twój wzdęty brzuch! — Mówiąc to, pacnął lekko łapą Fląderkę w okolicach brzucha, na co zawstydzona Fląderka zwiększyła odległość między nimi na lisią długość. — Rany, jest prawie taki sam, jak brzuch Sennej Łzy... jesteś pewna, że tylko tę dużą rybę zjadłaś? A nie całą żywność ze sterty? Albo nie daj Klanie Gwiazdy jakiegoś młodego ucznia? — Ściszył głos. W tym samym momencie Fląderka zwróciła posiłek, przed łapami kocura. Zniesmaczony zmarszczył nos, po czym strzepnął ogonem. — Masz nauczkę. Następnym razem będziesz wiedziała, aby się nie obżerać, jak wygłodniały samotnik.
~~~
Mimo powrotu do obozu przez cały czas dokuczały jej nudności. Z trudem była w stanie się skupić na swoich zadaniach, raz za razem, próbując pozbyć się treści z żołądka. Wymarzona Słodycz widząc, jak odrzutem się męczy, w jej imieniu udała się po zioła na zatrucie pokarmowe. Nikt nie przypuszczał w tamtym momencie, że Fląderka może być w ciąży. Nikt. Nikomu to nie przyszło przez myśl. Nawet jej samej. No bo jak. Z kim? Żaden szanujący się Nocniak nie spojrzałby na to lichą wybrakowaną istotę pochodząca z bagnistych głębin, w dodatku będąca odrzutkiem.
— Proszę. To powinno pomóc na nudności — zamruczała kocica. Fląderka nic nie odpowiedziała. Zmęczona pokiwała jedynie głową, mając nadzieję, że przyniesione zioła w jakimś małym stopniu jej pomogą.
Nie pomogły.
~~~
Fląderka odwiedziła w starszyźnie Różaną Woń, przynosząc jej pożywienie. I już miała wyjść, gdy z pyska zielonookiej padło słowo, przez które odrzutek w pierwszej chwili znieruchomiał, a po chwili z trudem był w stanie zachować powagę na twarzy. Emerytowana medyczka zasugerowała, że Fląderka spodziewa się kociąt, w dodatku będąc na jednym z ostatnich etapów ciąży. Początkowo Fląderka broniła się, starając się przekonać zielonooką do zaistniałej pomyłki, jak i postawienia błędnej diagnozy, próbując zrzucić winę na to, że może faktycznie ostatnio zbyt często zdarza się jej podjadać, za co oczywiście przeprosiła, i stąd widoczne krągłości, jednak czarna kocica uparcie pozostawała przy swoim. Zbliżyła się do Fląderki, przewracając ją na bok. Starcza łapa zaczęła badać brzuch kotki, zwracając uwagę na zbyt szybki przyrost masy, a w dodatku spostrzegła, że sutki szylkretki się powiększyły i wokół nich znajdował się biały nalot. Fląderka nie umiała wejrzeć w umysł emerytowanej medyczki, jednak najpewniej zamiast faktycznej ciąży życzyła jej w tym momencie jakiegoś schorzenia przypominającego na pozór ciążę.
I nagle pysk medyczki się wykrzywił. Gwałtownie odsunęła od odrzutka łapę, wycierając ją o legowisko.
Poczuła kopnięcie. Fląderka również to poczuła, dlatego teraz sparaliżowana wpatrywała się w medyczkę, w myślach po raz pierwszy rozważając ucieczkę i zapadnięcie się pod ziemię.
Fląderce nie udało się w porę ulotnić, bo już po chwili starsza ze strachem w oczach, wydarła się na całe gardło, nakazując czym prędzej przybycie do legowiska starszych dwójki medyków oraz przebadanie odrzutka.
— Trzy... nie, cztery kocięta...
🐟🐟🐟
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz