Dawniej
Nerina obniżyła lekko pyszczek, obserwując rozbawiona poczynania swojej córki. Badała go łapkami, tak jakby jego futerko było najciekawszym obiektem w żłobku. Uśmiechnęło się ciepło, spoglądając w stronę Psotnego Nietoperza. W którymś momencie malutka kulka tak po prostu zaczęła próbować chować się w sierści. Towarzyszyły temu zabawne piski i śmiech rodziców.
— No, no skarbie, właśnie zostałeś jej schronieniem — zamruczała rozbawiona Psotny Nietoperz.
Dymówka zapiszczała cicho uradowana.
Chwilę później koteczka zaczęła bardziej grzebać jeno w futerku na brzuchu. Puszek strzepnął uchem, przechylając odrobinę głowę.
— Teraz chyba ja mam być jej mamą — zachichotała Gałęzatka, liżąc Dymówkę po główce, czemu towarzyszył cichy, lecz niezbyt zadowolony pisk.
W którymś momencie jednak niebieski poczuł nieco mocniejsze pociągnięcie. Syknęło z bólu i spróbowało lekko odciągnąć kociaka. W końcu złapało delikatnie koteczkę w ząbki i oddało Psotce.
— Mała bestia… — mruknął z przekąsem, ale na jego pyszczku nadal widniał uśmiech.
Pręgowana spojrzała na Ciskę, zaraz obok swojej mamy i ją również polizała troskliwie po łebku.
— Mam wspaniałe kotecki… — zamruczało pieszczotliwie, ocierając swoim pyszczkiem o pyszczek Nietoperki.
Aktualnie
Możnaby stwierdzić, że praca protektora była nudna. Ci, którzy patrzyli z boku, mogliby stwierdzić, że protektorzy lenią się całe dnie, okazjonalnie tuptając sobie po obozie, aby coś zrobić. Tak jednak mogli stwierdzić tylko głupi wojownicy i uczniowie. Z pewnością robili mniej, ale ich praca była równie ważna. Nerina był nie raz wzywany, aby pomóc w lecznicy. Rozmawiał ze starszymi o ich samopoczuciu, podczas usuwania ich kleszczy. Czasem nawet pomagał uczniom przy wymianie legowisk i wysłuchiwał opowieści tych bardziej gadatliwych, dopytując, jak idą im treningi i czy mentorzy za bardzo ich nie wyciskają. Pamiętała treningi z Rozpromienionym Skowronkiem. Kocur był wesoły i irytujący, ale Gałęzatka przeprosiłaby go teraz, gdyby miała taką możliwość i oczywiście, gdyby kocur nie był martwy. Nerina przeciągnął się w legowisku i spojrzał w stronę Serdecznej Naparstnicy. Kocur był chyba najlepszym mentorem z całej trójki. Wężynowy Splot była zdecydowanie najgorsza, chociaż pod jej okiem spędził tylko kilka księżyców. Wyszedł z obozu i ujrzał Rozkwitający Aster wraz z Dymówkową Łapą. Niebieska zamruczał cichutko i podeszło do obu kotek, przez chwilę wąchając się z przywitaniem.
— Dzień dobry — miauknął, obserwując, jak Aster dokładnie tłumaczy coś uczennicy.
— Akurat kończymy — mruknęła ciepło bura protektorka.
Nerina kiwnęła głową i zaczęła słuchać treningu. Rozkwitający Aster miała nieco inne techniki niż Serdeczna Naparstnica, ale miała bardzo podobną wiedzę. Puszek zastanawiał się, kiedy on sam będzie miał ucznia. Po jakimś czasie Dymówka podeszła do niego powoli ze słabym uśmiechem na pyszczku.
— Tato czy protektorzy są bezużyteczni? — zapytała koteczka, a Nerina zmarszczyła brwi.
— A czy czujesz się bezużyteczna? Przecież tyle się nauczyłaś. Jestem pewna, że również wielu kotom pomogłaś — odparła, przechylając łebek.
Dymówka była cicho tak jakby niezbyt pewna słów rodzica.
— Przydajemy się. Pomagamy wszystkim, bez nas Klan Klifu mógłby skończyć jak Wilczaki — zasugerował z głupim uśmieszkiem i przytulił córkę. — Kto ci takich głupot naopowiadał Dymóweczko? — zapytała.
<Dymówko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz