Przeszłość
Zauważyła, że Lipieniek zmarszczył pyszczek. Nie zdążyła się jednak zastanowić nad tym, co źle powiedziała, bo kociak zaraz miauknął:
— Nie sądzę, żeby gwiezdni się pomylili. Myślę, że to Mandarynkowa Gwiazda jest głupia. I rasistowska! — Fiołek nie do końca wiedziała, co to znaczy, że ktoś był rasistowski, ale nie spytała, żeby nie wyjść na rybi móżdżek. — Dlaczego niby mieliby dać mojej mamie złe futro? Przecież nie można dostać złego koloru. To tylko sierść! A jeśli ktoś uważa, że przez nią jest gorsza, to chyba sam ma coś nie tak w głowie.
Szylkretka nastroszyła futro, próbując zebrać myśli. Czy to była sugestia, że ONA ma coś nie tak w głowie? Musiała przyznać, że zaskoczyła ją reakcja Lipieńka. Przecież jeszcze przed chwilą spokojnie rozmawiali.
— I co z tego, że jakiś czekoladowy samotnik zaatakował piastuna? Bure koty też mogą być złe, czarne też, a nikt przecież nie mówi, że wszystkie takie są! Moja mama jest dobra. Nie musi mieć innego futra, żeby zasługiwać na to, żeby inni ją lubili. A jeśli ktoś naprawdę wierzy w tę legendę, to powinien przynajmniej pomyśleć samodzielnie, zamiast powtarzać wszystko, co usłyszy od starszych — dodał Lipieniek.
***
Na tym skończyła się ich rozmowa, jednak Fiołkowa Łapa wciąż do niej wracała myślami, choćby teraz, kiedy szła z Ćmim Mżeniem na trening. Widziała we wspomnieniach złość kolegi, czuła szczerość płynącą z jego słów. I coś jej nie dawało spokoju.
Może chodziło o to, że nawet nie wiedziała, czy Umykająca Łapa był na nią zły, czy ją w ogóle jeszcze lubił i czy uważał, że ona też jest głupia oraz rasistowska. Teraz już przynajmniej wiedziała, co to znaczy.
A może chodziło o to, że rzeczywiście Lipieniek miał trochę racji. Albo nawet całkowitą rację. Czy czekoladowe koty rzeczywiście powstały z błota? Przecież Fiołkowa Łapa nigdy nie widziała, aby z brązowej lepkiej kałuży wyłoniło się jakieś kocię. Chociaż chyba nie powinna wszystkiego brać tak dosłownie.
W takim razie nie powinna też brać tak dosłownie całej tej legendy i potraktować ją jak zwykłą głupią bajkę opowiadaną kociętom. Tylko że każdy w Klanie Nocy w to wierzył poza nielicznymi kotami. Więc chyba nie mogła to być kompletnie wymyślona historia.
Jednak faktycznie nie miało to najmniejszego sensu. Po rozmowie z Umykającą Łapą zaczęła dostrzegać coś więcej. A może widziała to samo, tylko że z innej perspektywy. Z perspektywy kociaka odrzutka, którego mamą każdy pomiatał ze względu na jej kolor futra. I któremu też się za to czasami obrywało.
Biedna Fląderka. Biedny Umykająca Łapa i całe jego rodzeństwo. Współczuła im. Lubiła Wełniankę, lubiła Lipieńka i nie miała nic do ich mamy. Czuła, że nie zasługiwali na takie traktowanie, jakie dostawali od reszty klanu.
A jednocześnie zgadzała się z opowieściami starszych, zgadzała się z tą legendą od małego powtarzaną tak często, że nie potrafiła spojrzeć na czekoladowe koty tak samo, jak na przykład na rude, liliowe lub czarne.
Jakby jej mózg był zaprojektowany tak, aby wierzyć w coś, w co nie chciała już wierzyć. I chociaż ten sposób myślenia Umykającej Łapy docierał do jej głowy, to nie była w stanie go zaakceptować. Czy mogła zgadzać się i z Lipieńkiem i z legendą? Albo raczej czy mogła się i z tym i z tym nie zgadzać?
— Czy czekoladowe koty są złe? — szepnęła bezgłośnie, tak cicho, żeby Ćmie Mżenie niczego nie usłyszała.
To nie mogło być sprawiedliwe, że Fląderka została rozdzielona z trójką swoich kociąt i wysłana na wyspę. Przecież musiała za nimi strasznie tęsknić, a one za nią. Poza tym, czy czekoladowe koty mogły w ogóle nazywać się członkami klanu?
“Przecież już Klifiaków na granicy traktujemy łagodniej!”, przemknęło jej przez myśl.
Zaraz jednak przypomniała sobie o tym samotniku, który zaatakował Złocistego Widlika, przypomniała sobie opowieści o Mysiomózgiej Łapie… Czy to mógł być przypadek?
Zanim się zorientowała, dotarły na średniej wielkości polanę. Kiedy przecisnęła się przez krzewy, zobaczyła Umykającą Łapę i jego mentorkę Kropiatkową Skórkę, którzy już tam stali. Na pysku Lipieńka pojawiło się zaskoczenie.
“Co on się tak zdziwił?”
— Fiołek? Znaczy, Fiołkowa Łapo! — poprawił się tak szybko, że szylkretka nie zdążyła nawet nastroszyć futra. — Nie wiedziałem, że też dzisiaj trenujesz!
A więc raczej nie był na nią zły, a przynajmniej nie okazywał tego.
— Nie powiedzieli ci? Będziemy ćwiczyć polowanie! Ale wiesz, takie na wyższym poziomie — dodała i przez chwilę próbowała przybrać profesjonalną minę.
Kiedy zobaczyła uśmiech na pysku Umykającej Łapy, sama też się uśmiechnęła, a figlarne iskierki w jej oczach zamigotały.
***
Po długim wykładzie, na którym mentorki pokazywały między innymi, czym się różniło podchodzenie myszy od podchodzenia ptaka, nadeszła pora na praktykę. Dostali proste zadanie: złapać jak najwięcej, wykorzystując omówione wcześniej metody. Ćmie Mżenie i Kropiatkowa Skórka szły obok uczniów, żeby w razie potrzeby poprawiać ich technikę.
Fiołkowa Łapa otworzyła pyszczek, aby posmakować powietrza. Od razu zalała ją fala zapachów. Chwilę jej zajęło przebicie się przez woń Umykającej Łapy, stojącego tuż obok, przyzwyczajenie nozdrzy do chłodu wilgotnego powietrza, które strasznie powoli się ocieplało po surowej Porze Nagich Drzew i wychwycenie drobnego zapachu nornicy.
— Tam. — Wskazała kierunek ogonem. — Ale jest daleko od nas.
***
Słońce powoli zachodziło za horyzont, barwiąc niebo intensywnie pomarańczowymi i żółtymi smugami, a powietrze z każdym uderzeniem serca stawało się jeszcze chłodniejsze, kiedy wracali do obozu. Fiołkowa Łapa szybko truchtała, żeby zmniejszyć czas, w którym poduszeczki jej łap dotykały szczypiącego od zimna podłoża. Trzymała w pysku nornicę, a Umykająca Łapa wróbla.
Przeszkadzała jej cisza, która na chwilę zapadła, kiedy skończyli polować. Chciała coś powiedzieć, z nieznanych powodów chciała wrócić w jakiś sposób do rozmowy, którą przeprowadzili, kiedy jeszcze byli kociakami. Tej o czekoladowym kolorze futra.
— To niesprawiedliwe, że Fląderka nie może z nami mieszkać — miauknęła niewyraźnie przez nornicę trzymaną w pysku, nie zastanawiając się długo nad słowami.
<Umykająca Łapo?>
[928 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz