BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fiołkowa Łapa (kn). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fiołkowa Łapa (kn). Pokaż wszystkie posty

17 września 2026

Od Fiołka (Fiołkowej Łapy) CD. Alki

Kiedy Fiołek była jeszcze kociakiem

Mała Alka rozejrzała się po żłobku, po czym uśmiechnęła się do szylkretki i pisnęła w odpowiedzi:
— Cześć. Ja mam na imię Alka.
Fiołek zaśmiała się, rozbawiona cichym i cienkim głosem młodszej koteczki. Zastanawiała się chwilę, czy też tak mówiła, jak była w jej wieku. Miała nadzieję, że sprawiała wrażenie bardziej wojowniczej, bo liliowa wyglądała, jakby strasznie się stresowała nie wiadomo czym, a kiedy tylko usłyszała śmiech starszej koleżanki, jej oczka od razu się zaokrągliły z przerażenia.
Po co te nerwy?”, pomyślała Fiołek, strzepując ogonem i ruszyła ku wyjściu ze żłobka.
— Chodź, pokażę ci obóz! — miauknęła, odwracając głowę w kierunku Alki.

***

Teraźniejszość

— Co czujesz? — spytała Czosnkowa Krewetka, na co Fiołkowa Łapa po raz kolejny tego wschodu słońca otworzyła pyszczek, aby posmakować powietrza. Skupiła się na swoim węchu i zamknęła oczy.
Starała się ignorować typowe zapachy plaży Porą Opadających Liści, takie jak ostra, intensywna sól, mokry piasek, rozkładające się wodorosty i wilgotne morskie powietrze.
— Nornicę — miauknęła po chwili i otworzyła oczy. — O tam. — Wskazała uszami kierunek i kiedy zobaczyła, że Czosnkowa Krewetka kiwa głową potwierdzająco, machnęła ogonem dumna z siebie.
Kotki wracały z porannego patrolu razem z Jasną Łapą i Śnieżną Mordką, a więc Fiołkowa Łapa szukała jak najwięcej okazji do pokazania, że lepiej jej szedł trening od siostry. Miała nadzieję, że Czosnkowa Krewetka pochwali ją przy Sennej Łzie. Chciała, żeby mama była dumna z jej sukcesów.
Po chwili wróciły do obozu i Fiołkowa Łapa zauważyła Alkę, wychodzącą od medyków. Uczennica miała teraz trochę wolnego czasu, a więc zdecydowała się podejść do młodszej przyjaciółki.
— Jak tam siostrzyczka? — miauknęła ostrożnie, stając obok koteczki i patrząc się na nią ze współczuciem. Na pewno musiała bardzo martwić się o Kokoszkę.

<Alka?>
[280 słów]

[6%]

Od Fiołka (Fiołkowej Łapy)

Dzień mianowania

Nie protestowała, kiedy Senna Łza starannie wylizywała jej kark, usuwając z futra gałązki i liście oraz wygładzając włosy. Podobało jej się to, że cała uwaga matki była w tej chwili skupiona tylko i wyłącznie na niej. Dlatego nie próbowała wyślizgiwać się z miejsca pomiędzy przednich łap karmicielki, jak to robiły niektóre kociaki w jej wieku, zamiast tego siedziała grzecznie, a na jej pyszczku malował się chytry uśmieszek, kiedy spoglądała z wyższością na młodsze towarzystwo ze żłobka. Ruda końcówka ogona uderzała w szybkim rytmie o mech i ptasie pióra wyścielające jej posłanie. Miała zostać uczennicą, kiedy poranne patrole wrócą do obozu, aby koty w nich uczestniczące też mogły obserwować ceremonię. Nie mogła się doczekać. Wiedziała, że jej życie bardzo się zmieni, kiedy zostanie łapą. Będzie mogła brać udział w patrolach i polowaniach, co da jej tym samym mnóstwo szans do popisania się przed wojownikami. Już sobie wyobrażała podziw i szacunek na ich pyskach, kiedy zobaczą jej zdolności. Zastanawiała się też, kto zostanie jej mentorką lub mentorem. Miała nadzieję, że będzie to ktoś szczególnie wybitny, może jakiś członek rodu?
— Niech wszystkie koty zdolne samodzielnie pływać, zbiorą się na zebranie klanu! — Słowa Mandarynkowej Gwiazdy dotarły do każdego, nawet najmniejszego zakamarka w obozie. Fiołek wyskoczyła ze żłobka podekscytowana, porzucając rozmyślania. Błyszczącymi oczami wpatrywała się w przywódczynię, później jej spojrzenie przeniosło się na koty wychodzące z legowisk. Jej ogon uniósł się wysoko, kiedy dotarło do niej, że uwaga niemal całego obozu będzie skupiona na Fiołce. No i może ewentualnie na jej rówieśnikach. Chyba trochę zbyt wcześnie wybiegła na środek wyspy z dumnie podniesioną głową, jednak była zbyt podekscytowana, aby się tym przejąć. Spojrzała jeszcze raz na Senną Łzę i Gąbczastą Perłę, które stały blisko siebie, a w ich oczach błyszczała duma. Później zauważyła Morszczynowego Wąsa i lekko położyła uszy po głowie, zmartwiona. Nie widziała w jego oczach takiej samej miłości, jak u dwóch kotek. To nie była jednak nowość. Kocur rzadko odwiedzał żłobek i Fiołek często odnosiła wrażenie, że zabawa z nią nie przynosiła mu żadnej radości. — Fiołku, skończyłaś sześć księżyców. — Szylkretka przeniosła spojrzenie na przywódczynię, a jej oczy ponownie błysnęły. — Już czas, abyś została uczennicą. Od dzisiaj, do momentu, w którym otrzymasz imię wojowniczki, będziesz znana jako Fiołkowa Łapa. Twoją mentorką zostanie Czosnkowa Krewetka. Czosnkowa Krewetko, liczę, że przekażesz całą swoją wiedzę i umiejętności Fiołkowej Łapie.
Kotki zetknęły się nosami, a chwilę później cały klan skandował imiona nowych uczniów. Fiołkowa Łapa rozglądała się po obozie zadowolona. Dawno nie czuła się tak kochana, chciana i akceptowana. I chyba jeszcze nigdy nie miała na sobie uwagi aż tylu kotów jednocześnie. To było niesamowite uczucie.

***

Kiedy już wymieniła kilka słów z Senną Łzą i Gąbczastą Perłą, jej mentorka od razu zabrała ją na pierwszy trening. Fiołkowa Łapa skakała podekscytowana u boku Czosnkowej Krewetki, zasypując ją pytaniami, które błyskawicznie powstawały w jej głowie.
— Co będziemy dzisiaj robić? Nauczysz mnie polować? Chciałabym umieć łowić ryby. Albo bardzo głęboko nurkować! Poćwiczymy dzisiaj walkę? Ruchy bitewne na pewno mi się przydadzą, gdyby na patrolu stało się coś złego. Właśnie, pójdziemy na patrol?
Wojowniczka zaśmiała się i spojrzała na nią przyjaźnie swoimi dużymi, skośnymi oczami.
— Najpierw musimy wydostać się z obozu — miauknęła, zatrzymując się na brzegu wyspy.
Oczy Fiołkowej Łapy rozszerzyły się, kiedy zobaczyła plażę, którą od kotek dzieliło pasmo wody. Pewna siebie wskoczyła do wody i zaczęła płynąć. Po tym, jak niemal utopiła się w źródełku, poprosiła Senną Łzę o kilka lekcji w Kąciku Zabaw i bardzo polubiła wodę. Kochała się w niej pluskać i najchętniej by z niej nie wychodziła. Tutaj jednak pływało się inaczej, płynęła wolniej, choć była przekonana, że robiła wszystko dobrze. Dlatego zaczęła szybciej machać łapami.
— Nie, nie, nie! Ruchy muszą być opanowane. Skup się na tym, żeby pociągnięcia łapami były spokojne, mocne i kontrolowane. Z czasem nabierzesz więcej siły i będzie ci łatwiej.
To już jest dla mnie łatwe!”, pomyślała Fiołkowa Łapa zła na samą siebie. “A przynajmniej powinno być”. Dopiero co zaczęła trening, a już popełniła błąd. Miała nadzieję, że innym szło gorzej. Skupiła się na poleceniach mentorki i zaciskała zęby, czerpiąc energię ze swojej frustracji.
— O, teraz jest znacznie lepiej! Tylko trochę niżej pysk… Świetnie!

***

Fiołkowa Łapa weszła do legowiska uczniów i uśmiechnęła się słabo do Czosnkowej Krewetki, która znalazła dla niej wolne posłanie. Położyła na mchu myszkę, którą sobie wybrała z dziupli i omiotła wzrokiem otoczenie.
Większość jej rówieśników już wróciła z pierwszego treningu, ale chyba wszyscy byli tak samo zmęczeni, jak ona i nie mieli ochoty rozmawiać.
Tak więc zjadła piszczkę i położyła się na posłaniu. Miała wrażenie, że już się nie podniesie przez najbliższy księżyc. Była wyczerpana.
Zwiedziła z Czosnkową Krewetką całe terytorium Klanu Nocy, zobaczyła granice z innymi klanami, których oznaczenia strasznie śmierdziały i zobaczyła kilka ciekawych miejsc, takich jak Kolorowa Łąka czy Brzozowy Zagajnik. Sporo się też napływała i praktycznie nie czuła łap.
Cieszyła się z tego, jaką Mandarynkowa Gwiazda wybrała jej mentorkę. Co prawda uczennica wolałaby kogoś z rodu, ale na to były bardzo małe szanse, a Czosnkowa Krewetka była przyjazna i wyrozumiała. Niesprawiedliwe było jednak to, że Centuriowa Łapa, córka odrzutka, była szkolona przez namiestnika! Czy to dlatego, że miała czarno białe futerko?
Fiołkowa Łapa skrzywiła się. Nie mogła pozwolić, aby rówieśniczka była lepsza. Musiała pilnie trenować i zostać mianowana przed Centurią. Z tym postanowieniem zamknęła oczy, odpływając w krainę snów.

[876 słów + pływanie]

[18% + 5%]

10 września 2026

Od Fiołka CD. Milczka (Milczącej Łapy)

— Phephlasam? — mruknął cicho Milczek, bawiąc się pazurkiem w ziemi.
Fiołek prychnęła pogardliwie, następnie ostentacyjnie odwróciła się i odeszła z dumnie podniesionym ogonem i głową oraz bardzo obrażonym wyrazem pyszczka.
Jedne pojedyncze przeprosiny i to tak skromne zdecydowanie nie wystarczą! Może za księżyc lub dwa szylkretka wybaczy kocurkowi, jeśli ten będzie każdego wschodu słońca przepraszał ją, wyciągał ciernie z jej posłania i przynosił najsmaczniejsze ryby z dziupli na zwierzynę.
Co za niewychowany futrzak o mysim móżdżku”, dalej wyzywała Milczka w myślach, kierując się do Wełnianki i Lipieńka, którzy rzucali sobie piłkę z mchu niedaleko żłobka. Miała nadzieję, że zabawa z nimi pomoże jej zapomnieć o złości.

***

Miała naprawdę zły dzień. Nikt nie zwracał na nią uwagi, nikt nie miał dla niej czasu. Jej przyjaciele bawili się z kociakami, za którymi nie przepadała, więc nie chciała do nich dołączyć. Senna Łza rozmawiała z wojownikami, którzy wyraźnie nie mieli cierpliwości do ‘małego kociaka plątającego się pod łapami’ którym ją nazwali.
Zacisnęła mocno szczękę, żeby się nie popłakać. Nie chciała pokazywać swojej słabości. Jeszcze ktoś by ją wyśmiał, a Senna Łza pewnie przestałaby ją kochać.
Strzepnęła ogonem zirytowana, widząc Milczącą Łapę wchodzącego do obozu z myszą w pysku. Jeszcze go tu brakowało! Pewnie myślał sobie, że był teraz taki świetny i że był lepszy od niej. Na samą tę myśl szylkretce się nastroszyło futro. Chciała być od niego lepsza za wszelką cenę.
Milcząca Łapa był karmiony mlekiem Sennej Łzy, co robiło z niego przybranego brata Fiołki. Dlatego tak bardzo nie podobało jej się, że uczniowi dobrze szedł trening i tak bardzo chciała z nim rywalizować. Bała się, że karmicielka pokocha kocurka tak, jakby był jej prawdziwym, biologicznym synem. A skoro był lepszy od Fiołka, to może nawet będzie jej ulubionym dzieckiem.
Wiedziała, że nie mogła na to pozwolić, jednak nie wiedziała, co mogłaby zrobić w takiej sytuacji. Łapy ją swędziały z irytacji, kiedy docierało do niej, że musiała sobie odpuścić.
Właśnie dlatego nie lubiła Milczącej Łapy. Poza tym nadal nie zapomniała o tym, że ten ją podrapał, kiedy jeszcze był kociakiem. Fiołek potrafiła naprawdę długo chować urazę.
Zauważyła, że uczeń szedł w jej kierunku. No tak, stała na drodze do jego legowiska.
Wstała i spojrzała się na niego krzywo.
— I co, myślisz sobie, że jesteś taki fajny, bo upolowałeś myszkę? Pewnie chcesz, żeby Senna Łza cię kochała bardziej ode mnie, ale tak się nie stanie! I przestań ciągle być taki dobry we wszystkim! Podobno dobrze ci idzie trening, a ja nadal jestem kociakiem, to niesprawiedliwe! Zostaniesz mianowany wojownikiem przede mną i każdy pomyśli, że jestem gorsza! — wyrzuciła z siebie, nie mogąc już dłużej chować emocji.
Łezki napłynęły do jej zielonych oczu i za wszelką cenę próbowała je powstrzymać.

<Milcząca Łapo?>

30 sierpnia 2026

Od Fiołka CD. Centurii

Pisnęła zaskoczona, kiedy ząbki dymnej mocno zacisnęły się na jej przedniej łapie i odskoczyła, strosząc obronnie futro. Ostry ból rozchodził się po jej kończynie, a gdyby ktoś rozchylił jej długą sierść, zobaczyłby czerwone ślady po ugryzieniu.
Centuria nadal płakała i oddychała strasznie szybko, wyglądając przez to nieco bardziej jak pieszczoszka, niż jak kot klanowy, podczas gdy w głowie Fiołka kotłowały się myśli. Z jednej strony była strasznie wściekła i oburzona, no bo przyszła się pobawić ze swoją współlokatorką ze żłobka, a ta nagle zaczęła płakać i ją ugryzła! Tak mocno i gwałtownie! A Fiołek przecież nic złego nie zrobiła! I była miła od samego początku! Co jest nie tak z tymi niemowami? Wszystkie jakieś agresywne!
Z drugiej strony Centuria praktycznie topiąc się we własnych łzach, wyglądała, jakby dostała jakiegoś ataku. Czy na pewno wszystko z nią w porządku? Czy ona się dobrze czuła? Może szylkretka powinna pobiec po medyków…
W każdym razie gniew zwyciężył i Fiołek, cała zjeżona, przykucnęła przy ziemi, gotowa do ataku.
— Chcesz się bić? To proszę bardzo, lisi bobku! Zaraz zobaczysz, kto wygra! — syknęła i wysunęła pazury.
Już prawie wyskoczyła, kiedy Centuria szybko pokręciła głową. To mocno zbiło szylkretkę z tropu. Jak to nie chciala się bić?!
— Hę? To po co mnie ugryzłaś!
Tak jak mogła się tego spodziewać, nie dostała żadnej odpowiedzi. Dymna po prostu płakała dalej.
Fiołek wiedziała, że nie powinna, ale część jej nakazywała zaatakować Centurię, chociażby tylko dla zasady, żeby jej oddać. W końcu nie wytrzymała pokusie i skoczyła na koteczkę. Przetoczyły się po ziemi i szylkretka zacisnęła zęby na uchu przeciwniczki, która wyglądała na spanikowaną. W końcu odepchnęła Fiołkę tylnymi łapami, kiedy się pod nią znalazła i po chwili dwie koteczki znowu stały naprzeciwko siebie.
Centuria wyglądała na strasznie przestraszoną, a łzy nie przestawały jej spływać po policzkach. Mimo tego chyba nic poważnego jej się nie stało, była tylko poobijana, straciła parę kępek futra i miała kilka lekkich zadrapań na grzbiecie.
Fiołek nagle otrząsnęła się ze swojego szału bitewnego i spojrzała ze zdziwieniem na dymną. Przez chwilę nie mogła uwierzyć, że ją zaatakowała. Przecież zrobiła jej krzywdę! Tylko dlatego, że Centuria ją ugryzła?
Cofnęła się o parę kroków, wytrzeszczając zielone oczy. Po wcześniejszej furii nie było już ani śladu.
— Na Klan Gwiazdy… Przepraszam, przepraszam! — pisnęła. — Nic ci nie jest? Jejku… Nie chciałam cię zaatakować, po prostu się zezłościłam, przepraszam!
Po chwili uświadomiła sobie, że rany Centurii nie były głębokie i odetchnęła z ulgą, wciąż jednak była zła na siebie. Nie powinna jej tak brutalnie atakować! Czemu nigdy nie mogła choć trochę pomyśleć, zanim zrobi coś głupiego?

<Centurio?>

24 sierpnia 2026

Od Fiołka CD. Milczka

Podkradła się do Milczka, swojego przybranego brata, żeby zabrać mu mysz. Przez dużą ilość energii, która w niej buzowała, lubiła płatać innym kotom, zwłaszcza tym w swoim wieku, psikusy. Kremowemu udało się zatrzymać zdobycz, a kiedy spróbowała ponownie, ten zaatakował jej łapkę, którą wyciągnęła w stronę zwierzęcia.
Drgnęła ze zdziwienia, nie spodziewała się tego. Długie futro nieco uchroniło ją przed zadrapaniem, więc chociaż poczuła lekki ból, nie leciała jej krew.
Jej zielone oczka zamigotały z zadowolenia, a końcówka ogona zaczęła drgać. Milczek dołączył do zabawy! W tej całej swojej gonitwie myśli, która zawsze plątała jej się po głowie, nie zauważyła nawet, że kociak wyciągnął pazury.
— Jej! Zabawa! — miauknęła wesoło, podbiegając jeszcze raz do kremowego i szczypiąc go w ogon.
Ten obnażył zęby mocniej, a jego białe kły zalśniły w blasku słońca Pory Zielonych Liści. Fiołek zamruczała zadowolona i uszczypnęła go jeszcze raz, odskakując na tyle szybko, by kremowy nie zdążył nawet zareagować.
— Presań! — wycharczał kocurek, a szylkretka po chwili namysłu zorientowała się, o co mu chodzi.
Nie miała jednak najmniejszego zamiaru kończyć dokuczania przybranemu braciszkowi, przecież świetnie się bawiła. Poza tym uznała, że Milczek tylko wcielał się w swoją rolę i tak naprawdę podobała mu się zabawa.
Uszczypnęła jeszcze raz, jednak tym razem nie zdążyła odskoczyć wystarczająco szybko. Biała łapa z wysuniętymi pazurami przeorała kończynę Fiołki, która pisnęła z zaskoczenia i cofnęła się.
— Presań! — powtórzył gniewnie kremowy, a wtedy szylkretka zorientowała się, że ten mówił na poważnie. I tak samo na poważnie chciał ją zaatakować.
Poczuła, jak gniew w niej wzbierał i wysunęła pazury, gotowa się bronić. Zjeżyła się i przypadła do ziemi, a jej ogon gwałtownie poruszał się na boki.
Chciała się tylko pobawić, zwrócić na siebie uwagę przybranego braciszka, po prostu strasznie jej się nudziło, nikt na nią nie patrzył i nie wiedziała, co ze sobą zrobić… A ten lisi bobek ją zaatakował. Jak on śmiał?! Nie zasługiwał na to, aby być przybranym synem Sennej Łzy, powinni go razem z rodzeństwem wysłać do Klanu Wilka!
— Ty… Ty mysia strawo, ja tylko się chciałam pobawić! A ty mnie atakujesz!? Co z ciebie za kot! — prychnęła z oburzeniem. — Zachowujesz się jak lis z cierniem w łapie, co cię gryzie?!
Ledwo powstrzymywała się przed zaatakowaniem Milczka. Chciała się bowiem najpierw dowiedzieć, jaki był jego problem.
Jej gniewne okrzyki szybko sprawiły, że Senna Łza podeszła do dwójki kociąt i spojrzała na Fiołka ze zmartwieniem w oczach.
— Co się dzieje?
— On mnie podrapał! Z wysuniętymi pazurkami! — poskarżyła się mamie, decydując się na nową strategię i przybierając jak najbardziej zraniony wyraz pyska. — Krew mi leci, chciał mnie zabić! Gdybym nie była taką świetną wojowniczką, już bym się witała z Klanem Gwiazdy!
Miała nadzieję, że Senna Łza srogo ukarze tego zapchlonego kociaka i pokaże mu, kto tu był lepszy!

<Milczku?>

23 sierpnia 2026

Od Fiołka CD. Wełnianki

— Nie wiem, Fiołku… — miauknęła cicho Wełnianka, a w jej brązowych oczach tliły się smutek i gniew. Rudo-biała owinęła ogonek wokół łapek. — Chyba tak. Mama jest zawsze miła… Pomaga mi.
Szylkretka dopiero teraz zauważyła emocje na pysku koleżanki i przez chwilę nie wiedziała co odpowiedzieć, zła na siebie. Tym swoim głupim, wścibskim pytaniem kompletnie zbiła Wełniankę z tropu i zepsuła jej humor. Że też nie mogła czasem pomyśleć, zanim coś powie!
Nie miała jednak dużo czasu, aby żałować tego, co zrobiła, bo jej uwagę odwrócił gwałtowny ruch głowy rudo-białej.
Zielone oczy Fiołka rozszerzyły się z ciekawości. Co to było? Może jakaś mucha usiadła Wełniance na grzbiecie i koteczka chciała ją w ten sposób przepędzić? Nie, to jakoś inaczej, dziwniej wyglądało…
Już chciała się o to spytać, ale nie zdążyła, bo koleżanka zaczęła mówić dalej.
— Nie wiedziałam nawet o tym ślubie, ale to okropne! Dlaczego ktoś chciałby pobić naszego opiekuna? On jest… taki miły! Co za okropny kot. Dostał karę?
— Chyba tak. — Szylkretka pokiwała ochoczo łebkiem. W pełni zgadzała się z tymi słowami. Złocisty Widlik był najlepszym piastunem, jakiego można było sobie wymarzyć i ten cały czekoladowy samotnik zasługiwał na karę. Ponownie wezbrała w niej złość, a jej futerko lekko się nastroszyło. — Mama mówiła, że sprawiedliwość go dosięgła… — miauknęła, przypominając sobie wcześniejszą rozmowę z Senną Łzą. — Ale nie powiedziała, o co dokładnie jej chodziło. Jak ty myślisz?
— Może dali mu do zjedzenia taką paskudną… eee… piszczkę, właśnie, piszczkę. Wiesz, taką gnijącą, śmierdzącą i oblepioną muchami. Co sądzisz? — odparła Wełnianka po chwili zastanowienia się.
W zielonych oczach Fiołka zamigotały psotne iskierki, a po wcześniejszej złości nie było już najmniejszego śladu.
— Nie, nie piszczkę! Bardziej wronią strawę — zachichotała. — A do posłania wrzucili jakieś obrzydliwe, oślizgłe robaki. I do tego dużo cierni!
Wełnianka pokiwała głową i obie zamruczały rozbawione.
— A wy dwie, może byście przesunęły się ze środka obozu. Jeśli nie zauważyłyście, to podpowiem wam, że ja, wasz zastępca, chcę przejść i stoicie mi na drodze. Nie wypada kociakom plątać się pod łapami wojownikom, a zwłaszcza tym z rodu królewskiego! — Nad koteczkami rozległo się głośne, oburzone prychnięcie.
Fiołek podniosła wzrok i zobaczyła Błękitną Lagunę, który wbił w nie swój wyczekujący wzrok.
Szylkretka zmarszczyła brwi. Przecież siedziały zaledwie parę długości ogona od żłobka, nie było powodów do marudzenia! Była przekonana, że zastępca się ich czepiał tylko dla zasady, przecież wcale nie zrobiły niczego złego.
Nastroszyła obronnie futerko i już otworzyła pyszczek, aby odpowiedzieć coś nie do końca grzecznego i uprzejmego, ale Błękitna Laguna poszedł dalej, cały czas mamrocząc pod nosem i rzucając jeszcze jedno obrzydzone spojrzenie Wełniance.
— Ja w waszym wieku… — Później słowa zlały się ze sobą i przestały tworzyć cokolwiek zrozumiałego dla uszu koteczek.
Fiołek jeszcze chwilę patrzyła się na odchodzącego kocura, a później spojrzała z oburzeniem na swoją przyjaciółkę.
— To niesprawiedliwe! — syknęła, wbijając pazurki w ziemię. — On uważa się za kogoś lepszego tylko dlatego, że jest z rodu! Ja też chcę być z rodu! — Nagle jej pyszczek wyraźnie posmutniał. — Myślisz, że jesteśmy gorsze? Tylko dlatego, że nie mamy znaczków na głowach? Tylko dlatego, że nasi rodzice nie są wysoko postawieni?

<Wełnianko?>

Od Fiołka CD. Lipieńka

Patrzyła z zazdrością na Lipieńka, który wyraźnie cieszył się wygraną i postanowiła sobie, że od teraz nie pozwoli mu zdobyć ani jednego punktu. Musiała się postarać, być szybka, zwinna i odpowiednio prędko reagować, ale wtedy może zaimponuje koledze ze żłobka i innym kotom, jeśli te akurat na nią spojrzą. Spięła ciało, przygotowując się do skoku lub biegu z zielonymi oczami wbitymi w kulkę z mchu. Zauważyła jednak, że bury kocurek delikatnie trąca pazurkiem ich zabawkę, myślami jakby błądząc zupełnie gdzie indziej. Wyprostowała się, przechylając główkę na bok z zaciekawieniem. Zastanawiało ją, o czym kolega tak rozmyśla i kiedy wróci umysłem z powrotem do obozu Klanu Nocy.
— Fiołek…? — W pomarańczowych oczach Lipieńka widać było wahanie. — Co ty właściwie myślisz o czekoladowych kotach? Takich… czekoladowych jak moja mama. Bo jedni mówią, że są gorsi, a inni chyba wcale tak nie uważają. I już sam nie wiem, co jest prawdą.
Na chwilę zapadła między nimi bardzo poważna cisza. Koteczka zmarszczyła nosek i usiadła, lekko strzepując ogonem. Zaskoczyło ją to pytanie, kompletnie nie na temat tego, co akurat robili. Musiała jednak przyznać, że było ono bardzo trudne. Co miała odpowiedzieć koledze, skoro sama miała ten sam problem? Nie wiedziała, co sądzić o czekoladowych kotach, targały nią mieszane uczucia co do nich i była w tym wszystkim szczerze zagubiona. Ale nie mogła się do tego przyznać! To była jej okazja, żeby mu zaimponować, pokazać mu, że wie coś na ten temat, tylko prawda była taka, że nic nie wiedziała. Zastanawiała się, co by było prawdą, a jednocześnie brzmiało mądrze, aż w końcu miauknęła:
— Wiesz… Jest ta cała legenda, o tym, jak powstał świat i takie tam… I teoretycznie jest to legenda, ale większość kotów, no… Prawie każdy kot traktuje ją, jakby to było coś prawdziwego — zaczęła ostrożnie. — Moja mama też.
Przerwała na chwilę, zastanawiając się nad dalszymi słowami i przypominając sobie jak najwięcej opowieści, które słyszała od innych.
— Może czekoladowe koty naprawdę są złe? No bo wiesz, słyszałeś opowieści starszych o Mysiomózgiej Łapie, prawda? A ten czekoladowy samotnik zaatakował naszego piastuna. Tylko że twoja mama, Fląderka, nie zrobiła mi nigdy niczego złego. Jest czekoladowa, ale dobra. W ogóle mi nie przeszkadza ani nikomu chyba… i słucha się innych kotów… Może Gwiezdni się pomylili? Może dali jej złe futerko, może tak naprawdę miała dostać inne… Na przykład bure tak jak ty… A ty co myślisz?

<Lipieńku?>

18 sierpnia 2026

Od Fiołka do Wężynowego Splotu

Wpatrywała się w legowisko medyków, zastanawiając się, czym obecnie zajmowała się Gąbczasta Perła. Konstrukcję ze splątanych pnączami tataraku i gałęzi sumaka tworzących zadaszenie zdobiły żółte jaskry. To nie było jedyne miejsce w obozie, gdzie rośliny kwitły, zachwycając swoimi żywymi kolorami i zapachami. Gdzie nie spojrzeć, widać było przeróżne kwiaty, a Fiołek mogła tylko zastanawiać się, jak pięknie wyglądała Kolorowa Łąka, o której opowiadali starsi i wojownicy.
Wiedziała, że niedługo ją zobaczy, wtedy kiedy zostanie mianowana na uczennicę. Żałowała tylko, że stanie się to pewnie, dopiero kiedy nadejdzie Pora Opadających Liści. Gdyby teraz stała się łapą, miałaby o wiele łatwiej. Widziała, ile zdobyczy wnosiły do obozu koty powracające z patroli myśliwskich. Zwierzyny zdecydowanie nie brakowało, co w połączeniu z przyjemną temperaturą sprawiało idealne warunki do szkolenia.
Zobaczyła kawałek dymnej sierści medyczki, a iskierki w jej oczach zamigotały z zadowolenia. Bardzo lubiła Gąbczastą Perłę, która często odwiedzała ją, Jasność i Senną Łzę w żłobku. Ruszyła w jej kierunku, po chwili jednak zobaczyła, że ta kierowała     się do wyjścia z obozu, a chwilę później już jej nie było. Pewnie poszła zbierać zioła. Fiołek skrzywiła się z rozczarowaniem. Nie zdążyła zagadać do kotki.
Rozejrzała się więc po obozie, ponieważ poczuła to dziwne uczucie, które zawsze towarzyszyło jej, kiedy była zbyt długo sama. Coś jakby kłuło ją w klatce piersiowej, coś nie dawało spokoju, jakiś niepokój nie pozwalał jej usiedzieć w miejscu. Ledwo się powstrzymywała przed głośnym zamiauczeniem na cały obóz, aby ściągnąć na siebie uwagę innych.
Podeszła do grupki wojowników, rozmawiających w cieniu sumaka tworzącego legowisko Mandarynkowej Gwiazdy. Wśród nich był Błękitna Laguna, jego czarna gwiazdka na łapie, którą pokazywał coś swoim rozmówcom i krwistoczerwony znak lotosu na czole od razu rzuciły się koteczce w oczy.
— Ty, Zmierzchająca Falo, poprowadzisz patrol na wybrzeże niedaleko Bursztynowej Wyspy. Słyszałem, że ostatnio pływa tam dużo ryb, więc na pewno coś znajdziecie. — Te słowa doleciały do uszu Fiołka, kiedy podeszła bliżej i niezbyt dyskretnie usiadła między wojownikami, kiwając z powagą głową, jakby zastępca mówił do niej.
Dymny przytaknął i już chciał odejść, aby poszukać sobie chętnych do polowania, ale spojrzenie jego pomarańczowych oczu spotkało się ze wzrokiem koteczki.
— Ehm… Potrzebujesz czegoś, Fiołko? — zapytał życzliwie i opiekuńczo, co ściągnęło na szylkretkę uwagę reszty wojowników.
— Idę z wami na patrol! — oświadczyła zdecydowanym głosem i wstała, dumnie podnosząc ogon do góry.
Na chwilę zapadła niezręczna cisza, a Zmierzchająca Fala przestąpił z łapy na łapę, jakby niepewny co odpowiedzieć, aby jej nie urazić.
— Kociaki nie mogą chodzić na patrole. — Kropiatkowa Skórka włączyła się do rozmowy, spokojnie patrząc na nią swoimi ładnymi oczami. — Nie martw się, już niedługo zostaniesz uczennicą. A potem wojowniczką.
— Ale ja chcę teraz! — zawołała zezłoszczona.
Machnęła wściekle ogonem, a futro na jej grzbiecie się nastroszyło. Błękitna Laguna coś jeszcze powiedział tonem pełnym pogardy i krytyki do jej zachowania, jednak Fiołek już nie chciała tego słuchać. Ostentacyjnie tupiąc, skierowała się na środek obozu.
Nagle złość minęła, kiedy w jej głowie powoli zakiełkował plan. Już nie chciała iść na patrol. Teraz miała lepszy pomysł. Odczekała chwilę, aż wojownicy wrócą do swoich spraw i kiedy nikt na nią nie patrzył, powoli podeszła do źródełka. Pochyliła głowę i napiła się, chociaż wcale nie była spragniona. Rozejrzała się po obozie ostatni raz. Najbliżej stała Wężynowy Splot, która wylizywała swoje długie, szylkretowe futro i nie zwracała uwagi na koteczkę.
Nagle Fiołek przechyliła się i z głośnym piskiem na całą wyspę wpadła do źródełka. Planowała później powiedzieć klanowi, że ktoś ją wepchnął. Cała zanurzyła się pod powierzchnią wody, jej tylna łapka dotknęła dna. Spróbowała się odepchnąć, jednak jej pazurki ześlizgnęły się po kamykach i boleśnie wykręciły. Zawyła z bólu, tym samym nabierając wody do pyska. Poczuła kłucie w płucach. Potrzebowała powietrza! Zaczęła szybciej machać kończynami. Nie umiała jeszcze pływać! Co ona sobie wyobrażała?!
Na chwilę udało jej się wynurzyć pysk i głośno charcząc, wypluła wodę, a następnie zdążyła nabrać odrobinę powietrza, zanim znowu się zanurzyła.
Dlaczego była taka głupia?! Nie mogła pokazać się z gorszej strony! Teraz nikt jej nie będzie traktował poważnie, no bo co za Nocniak topił się w źródełku do picia?! I to wszystko tylko dlatego, że Błękitna Laguna nie chciał jej wziąć na patrol. No teraz to na pewno nie weźmie! Płuca bolały ją coraz bardziej, rozpaczliwie machała łapkami, czekając na ratunek.

<Wężynowy Splocie?>

13 sierpnia 2026

Od Fiołka CD. Drzemlika

Obserwowała, jak oczy niebieskiego kocurka się otwierają coraz szerzej. Sprawiał wrażenie przejętego brakiem ślimaków współlokatorki. Szylkretka wiedziała jednak, że to wszystko był jeden wielki podstęp, aby ukraść jej pupile. Postanowiła, że nie da się nabrać na jego gadki. Nie zamkną się jej oczy tak jak całej reszcie i nie będzie latać za Drzemlikiem, jakby był wysłannikiem od samego Klanu Gwiazdy. Musi mu pokazać, kto tu rządzi!
— Może ci uciekły? Poszukajmy ich, chodź — miauknął zachęcająco.
Na te słowa Fiołek cała się zjeżyła, a jej oczy zapłonęły dzikim gniewem. Jak on śmiał!? Czy ten lisi oddech słyszał samego siebie? Jej ślimaki miałyby uciec? Za kogo on miał ją i jej kochane mięczaki? Wbiła pazury w paprocie i poczuła, jak liście rozrywają się na drobne kawałki pod naciskiem. Nie będzie pozwalać tej zapchlonej świerzbowej skórze na takie poniżanie. W ogóle jej nie szanował! Myślał sobie, że jest najlepszy w całym żłobku, ale to jego problem, że nie docenił Fiołki. Zaraz mu pokaże!
— Jak ty śmiesz… — Jej źrenice się zwęziły, a ogon wściekle przecinał powietrze, kiedy gniewnie machała nim na boki. Chyba jeszcze nigdy nie była tak zła. — MOŻE UCIEKŁY? MOJE ŚLIMAKI UCIEKŁY!? — splunęła wściekle. — Moje ślimaki nigdy by nie uciekły. Były tresowane i się mnie słuchały. Potrafiły robić wszystko, o co je poprosiłam — wysyczała prosto w pysk Drzemlika. — Ale nie wiem, czy taki ptasi móżdżek jak ty byłby w stanie to pojąć, przecież ty nigdy nie miałeś takich cudownych, tresowanych ślimaków. I nigdy nie będziesz miał, bo nie potrafisz ich nauczyć tego wszystkiego, czego ja nauczyłam moje dwa piękne niebieskie ślimaki. A teraz ich nie ma! Ktoś je musiał ukraść, rozumiesz!?
Patrzyła ze wściekłością na zdezorientowany pyszczek Drzemlika, który chyba nie wiedział co odpowiedzieć. Pewnie nikt nigdy tak na niego nie nakrzyczał. A szkoda, bo już dawno mu się należało! Nigdy też pewnie nie widział Fiołki w takiej furii. No cóż, pewnie zapamięta ten widok na długo i następnym razem pomyśli trochę, jeśli w ogóle potrafi, zanim coś powie!
— Fiołko, Drzemliku! Co się stało? Wszystko w porządku? — Nagle nie wiadomo skąd przybiegła Senna Łza ze zmartwioną miną i trąciła swoje kocię nosem. Pewnie obawiała się, że zaraz dojdzie do bójki, co wcale nie byłoby takie dziwne, patrząc na porywczy temperament szylkretki.
Fiołek spojrzała na matkę i na chwilę oprzytomniała, przypominając sobie, że te niebieskie tresowane ślimaki istnieją tylko w jej głowie. Przecież nie miała żadnych zwierzątek. Co jednak miała powiedzieć Drzemlikowi, kiedy ten opowiedział jej o swoim pupilu? Nie mogła być gorsza od niego! Może na razie te mięczaki były wymyślone, ale niedługo znajdzie sobie jakieś prawdziwe, a na razie musiała improwizować.
Zauważyła, że coraz więcej kotów w obozie ma oczy skupione na dwójce młodych kociąt i z zaciekawieniem obserwuje tę kłótnię. Powstrzymała uśmiech satysfakcji, ale poczuła przyjemne ciepło rozchodzące się po jej ciele od nosa aż po końcówkę ogona. Tylu wojowników miało swoją uwagę skupioną na niej! Skupiła się na tym, żeby przybrać smutną, zrozpaczoną minkę i żeby mówić wystarczająco głośno, aby cały obóz ją słyszał.
— No bo ja znalazłam dwa niebieskie ślimaczki. I były przepiękne, takie z niebieskimi muszlami. I były też bardzo mądre, więc wpadłam na super pomysł, żeby je wytrenować. I mi się udało! I one się mnie słuchały i znały bardzo dużo słów i... i… I teraz ich nie ma! — Spojrzała oskarżycielsko na Drzemlika. — One by nie uciekły, mamusiu, bo one były tresowane! Ktoś musiał je ukraść albo… — przerwała na chwilę, jakby nie chciała dopuszczać do siebie tej strasznej myśli. — Albo coś je zjadło! Może nawet ktoś! Kto wie, czy drzemliki nie jedzą przypadkiem ślimaków. Pewnie nie bez powodu Świteziankowe Jezioro nadała mu takie imię, pewnie przeczuła coś albo Klan Gwiazdy zesłał jej znak!
Kompletnie nie przejmowała się tym, jakie głupoty gadała. Najważniejsze, aby ściągnąć na siebie jak najwięcej uwagi i doprowadzić do takiego stanu, gdzie każdy będzie jej współczuć, a Drzemlik niech ma za swoje. Obraził jej ślimaki i nigdy mu tego nie wybaczy!

<Drzemliku?>

Od Fiołka CD. Wełnianki

Weszła do kociarni, rozchylając pędy trzcin na boki z zielonym, błyszczącym spojrzeniem wpatrzonym w rudo-białą koteczkę. Szybko poczuła ciepłe i suche powietrze panujące w legowisku na swoim długim futrze, a do jej noska dotarł zapach mleka. Na widok uśmiechu współlokatorki nie mogła powstrzymać swojego.
— Jasne! Będzie fajnie — zamruczała i odeszła do swojego posłania, na pożegnanie lekko muskając bok Wełnianki końcówką swojego puchatego ogona.
Mech uginał się pod poduszkami jej łap, kiedy skierowała swoje kroki w stronę Sennej Łzy i Jasności, które właśnie się obudziły i szeroko ziewały, aby rozbudzić swoje umysły. Płuca Fiołek wypełniły się przyjemnymi zapachami kotek. Szylkretka położyła się obok zaspanej Jasności, wtulając nos w jej miękkie, czarne futro.
— Gdzie byłaś? — zamruczała koteczka.
— Bawiłam się — odpowiedziała ciepło Fiołka i zaczęła wylizywać główkę swojej siostrzyczki.

***

Wiatr poruszał futrem i wibrysami koteczki, jednak ta z zadowoleniem zauważyła, że tego dnia podmuchy były nieco słabsze i nie aż tak zimne. Miała nadzieję, że pora Zielonych Liści, o której karmicielki mówiły z tęsknotą, niedługo nadejdzie. Chciała wiedzieć, co jest w niej takiego cudownego. Miękkie źdźbła trawy łaskotały jej poduszki i rozchylały pod naciskiem łap, kiedy szła w stronę dziupli ze zwierzyną. Zgrabnie wskoczyła na kamienie prowadzące do niej, a kiedy znalazła się już wystarczająco blisko, wsadziła głowę do środka. Zamrugała parę razy, aby przyzwyczaić się do panującego w pniaku półmroku i obwąchała piszczki, aż w końcu zdecydowała się na płoć. Spojrzała z obrzydzeniem na mysz, która leżała niedaleko. Wciąż jeszcze nie przekonała się do futerkowej zwierzyny.
Z rybą w pysku trochę trudniej się szło, bo jej ogon znajdował się między przednimi łapami szylkretki i parę razy prawie się o niego potknęła. Dodatkowo zdobycz była duża przy małej koteczce.
Fiołka rozejrzała się po obozie, szukając kogoś, z kim mogłaby się podzielić. Gdy zauważyła Wełniankę, zamruczała z zadowoleniem. A przynajmniej spróbowała, bo dźwięk, który wydała z siebie, nie był nawet podobny do mruczenia ze względu na trzymaną w pysku rybę.
— Cześć! Zjesz ze mną? — miauknęła, upuszczając zdobycz.
Wibrysy biało rudej koteczki lekko wychyliły się do przodu.
— Jasne! Jadłaś kiedyś tą… no… — Na chwilę się zawahała.
— Płoć? — domyśliła się Fiołek. — Nie, to mój pierwszy raz!
— Właśnie, płoć! Mój też.
Szylkretka ostrożnie zasmakowała zdobyczy, po tym, jak obrały ją z łusek, które sprawiedliwie podzieliły między siebie. Żadna z nich nie była wyjątkowo ładna, więc nie było powodów do kłótni o nie.
Poczuła w pysku smak rzeki i zamruczała.
— Dobre! — Po chwili zmieniła temat. — Słyszałaś, co się działo na ślubie Ulewnego Szkwału i Liliowej Pieśni, teraz już w sumie Bagna? Przyszedł jakiś czekoladowy samotnik i pobił Złocistego Widlika! Jak on tak mógł!? Szkoda, że mnie tam nie było, to bym obroniła naszego piastuna. — Ze złością uderzyła ogonem o ziemię. Lubiła kremowego i nie chciała, żeby ktoś go atakował. — I okazało się, że to był jej brat. Brat Bagna. Tylko nadal nie rozumiem, po co przyszedł i przerywał ceremonię ślubną! Mówią, że to dlatego, że jest czekoladowy, że czekoladowi tak mają… Ale twoja mama nie jest taka, prawda? Wydaje się miła i zawsze jest grzeczna, z tego, co wiem.
Szybko zapomniała o gniewie, który w niej wezbrał, kiedy mówiła o ataku na Złocistego Widlika, a zamiast tego w jej głowie pojawiła się ciekawość.

<Wełnianko?>

10 sierpnia 2026

Od Fiołka do Wełnianki

Jasność i Senna Łza wciąż jeszcze spały. Cała trójka udała się na drzemkę, kiedy z ciemnych, gęstych chmur wiszących ciężko na niebie, zaczęły sączyć się krople deszczu. Nie wyglądało to tak, jakby miało się zaraz rozpogodzić i kotki były zmęczone, więc schowały się w suchym, ciepłym żłobku i odpoczywały.
Fiołek jednak już otworzyła swoje zielone oczy, na które zaraz wstąpiły wesołe iskierki, a energia rozlała się po jej małym ciałku i już chwilę później szylkretka podniosła się z miękkiego, wyłożonego ptasimi piórami posłania.
Wesoło wychyliła głowę ze żłobka i się rozejrzała. Przestało padać, jednak w powietrzu wciąż unosiła się wilgoć. Woda spływała kropla za kroplą z gałęzi sumaków tworzących kociarnię, jak i z pozostałych legowisk. Kilku wojowników weszło do obozu. Nie wyglądali na zadowolonych tym, że podczas patrolu spotkał ich deszcz. Nie było to jednak nic nowego. W tej porze Nowych Liści ciągle padało.
Fiołek urodziła się niedawno, więc na razie nie poznała innego sezonu niż ten, który panował obecnie. Była jednak ciekawa, jak wyglądały liście, które brązowiały i opadały z drzew oraz jaki w dotyku byłby śnieg. Wiedziała, że dowie się tego wszystkiego, kiedy zostanie uczennicą.
Tak bardzo chciała już nią zostać. Głównie dlatego, że odnosiła wrażenie, jakby nikt ważny się nie liczył z jej zdaniem i nikt nie był nią zachwycony. Inaczej by się miała sprawa, jeśli na codziennych treningach radziłaby sobie wyśmienicie. I miała szczerą nadzieję, że tak właśnie jej będzie szło. Dobrze nie wystarczyło. Chciała być lepsza od innych kociąt. Nie wiedziała zresztą czemu. Może wtedy jej bliscy bardziej by się nią przejmowali?
Uznała jednak, że teraz nie było sensu się tym denerwować. Zanim zostanie mianowana, musiało minąć jeszcze parę księżyców.
Usłyszała kroki za sobą, a jej uszy na ten dźwięk mimowolnie drgnęły i się odwróciły. Za nimi podążyło spojrzenie zielonych oczu. Odwróciła się i lekko machnęła końcówką ogona z zadowolenia.
To była Wełnianka. Fiołek od razu rozpoznała jej białą sierść z rudymi plamami na ogonie i uszach oraz ciemne oczy.
Szylkretka jeszcze nie znała jej za dobrze, ale z tego, co na razie o niej wiedziała, koteczka Fląderki wydawała się jak najbardziej okej. Miła, ciekawska, miała dużo energii… Tak jak Fiołek! No i w niczym jej nie przeszkadzała, poza tym nie miała lepszego od niej futerka i była potomkinią odrzutka, tak więc szylkretka mogła przebywać w jej towarzystwie bez zastanawiania się cały czas, czy Wełnianka nie była czasem lepsza od niej. Nie miała też czekoladowej sierści, więc wojownicy nie będą patrzyć na Fiołkę tak krzywo, jakby się pewnie patrzyli, gdyby spędzała czas z Komarem.
Podeszła do niej energicznie, podnosząc szylkretowy ogon wysoko do góry. W oczy rzuciły jej się kwiaty, które Wełnianka nosiła w swoim futrze.
Czuła wilgotny piasek pod poduszkami łap, którego drobne ziarenka wsuwały się między jej palce, tak więc kiedy dotarła do koleżanki z legowiska, potrząsnęła wszystkimi łapami po kolei. To mogło wyglądać dość dziwnie, jednak nie przejmowała się tym.
— Cześć, Wełnianko! Fajnie, że wstałaś, nie to, co te śpiochy — rzuciła żartobliwie z uśmiechem i przewróciła oczami w udawanym obrażeniu. — Deszcz przestał padać, więc możemy się pobawić, co ty na to? — Nie czekała jednak na odpowiedź, tylko kontynuowała, dając w ten sposób upust energii, która w niej kipiała. — W co lubisz się bawić? Berek, wojownik i zwierzyna, klany, wojownicze walki, kulka z mchu, borsucza przejażdżka…? Tylko potrzebujemy do niej wojownika, ale na pewno uda nam się jakiegoś znaleźć. Możemy też odwiedzić kącik zabaw lub zorganizować mini zawody, na przykład kto będzie lepiej udawać rybę.
Przypomniały jej się kwiatki wplątane w sierść Wełnianki.
— O, jakie ładne roślinki! Możemy ci poszukać jeszcze ładniejszych. Może chciałabyś nosić fiołki w sierści? — miauknęła rozbawiona.
Po chwili zdała sobie sprawę, że rozmawiała sama ze sobą, nie dając drugiej koteczce nawet szansy na odpowiedź. Uśmiechnęła się zakłopotana.
— No, to dałam ci całkiem dużo pomysłów, z których możesz coś wybrać — zamruczała już spokojniej, przy okazji lekko się chwaląc.

<Wełnianko?>

09 sierpnia 2026

Od Fiołka do Centurii

Trzciny okalające wyspę kołysały się i szumiały, a ich długie łodygi uginały się pod naporem mocnych powiewów chłodnego wiatru. Długie futro koteczki odruchowo napuszyło się, aby ochronić ją przed niezbyt sprzyjającą temperaturą. Jej uszy odwróciły się do tyłu, kiedy powietrze rozdarł ostry wrzask mewy. Szylkretka jej nie widziała, ale mogła tylko się domyślać, że ptaki wszczęły kłótnię o rybę, którą jeden z nich złowił.
Wiedziała, że niedługo też będzie łowić ryby, dla klanu jako uczennica. Miała nadzieję, że będzie w tym najlepsza ze swoich rówieśników. Wtedy wojownicy i starsi uczniowie patrzyliby na nią z większym podziwem i na pewno chcieliby się z nią zaprzyjaźnić. Nie mówiąc już o kociakach takich jak wiecznie piszczący Orzechówka i Drzemlik, którzy na pewno będą ją błagać o porady.
Lekko się skrzywiła na myśl o kociętach Świteziankowego Jeziora. Co prawda, to całe zamieszanie wokół nich ucichło i teraz trochę więcej kotów przebywających w żłobku patrzyło na nią, ale Fiołek wciąż nie zapomniała tych okropnych czasów, kiedy wszystko kręciło się wokół nowo narodzonych. Zabrali jej uwagę piastuna, a także karmicielek. Na pewno zrobili to celowo! Po prostu jej nie lubili i w ten sposób jej dokuczali. Albo nawet znęcali się nad nią. Myśleli sobie, że byli najważniejsi w całej kociarni i szylkretka nie mogła się doczekać, aż im pokaże, że była od nich znacznie lepsza. Wtedy będą żałować tego, co narobili.
O wiele lepiej czuła się przy młodych Fląderki. Co prawda nie zawsze wiedziała, czy powinna się z nimi bawić, ani co o nich myśleć, skoro ich matka była odrzutkiem. Nie chciała być traktowana z taką pogardą jak ona ani być gorszą od swojej siostry, Jasności, czy w ogóle kogokolwiek przez to, że się z nimi zadawała. Jednak, kiedy spędzała z nimi czas, czuła się dobrze, bo wiedziała, że była uważana od nich za lepszą. Czy tak było, nie miała pojęcia. Sama nie doświadczyła niczego złego ze strony czekoladowych kotów, ale chyba z jakiegoś powodu nikt ich nie lubił… W każdym razie przyjemnie było móc się z kimś bawić bez presji ciągłego udowadniania, że była lepsza.
Rozejrzała się po obozie. Rozpierała ją energia! Chciałaby się z kimś pobawić, więc szukała wzrokiem jakiegoś kota, z którym byłoby przyjemnie. Rozglądała się przede wszystkim za pobratymcami ze żłobka. Spojrzenie jej zielonych oczu padło na czarno białą koteczkę. Centuria siedziała niedaleko żłobka przy kępie paproci, wygładzając długimi pociągnięciami języka sierść na piersi. Może warto z nią nawiązać przyjaźń? Nie spędzały na razie ze sobą dużo czasu, głównie dlatego, że czarnobiała była dość cicha i sama z siebie zazwyczaj nie podchodziła do innych. Fajnie byłoby poznać ją bliżej. Może okaże się dobrą przyjaciółką?
Koteczka wstała, żeby do niej podejść, jednak zawahała się w pół kroku. Centuria była czarno biała, a Fiołek miała na swojej sierści również rude plamy. Czy nie była przez to gorsza? Nie miała przecież tak idealnego futerka, jak kocię Fląderki, nie łączyła w sobie harmonii gwiazd i nocnego nieba, a wszystko przez ten ogień, który w sobie miała według historii o powstaniu świata.
Zaraz jednak porzuciła te rozmyślania. Centuria była kociakiem odrzutka, nikt nie powinien uznać jej za lepszą od Fiołka. A przynajmniej taką szylkretka miała nadzieję. W razie czego jednak zaczęła rozmowę popisywaniem się, tak na wszelki wypadek, żeby na pewno Centuria nie uznała jej za gorszą od siebie.
— Centurio! Patrz, jak umiem wysoko skakać! — zawołała, podbiegając bliżej. Wzięła rozbieg i przeskoczyła nad grzbietem siedzącej czarno białej koteczki. Ledwo jej się udało, ale próbowała udawać, że zrobiła to z łatwością. Serce jej łomotało. Była o długość wąsa od ośmieszenia się przed koleżanką ze żłobka. Całe szczęście, że nie wpadła na pomysł przeskoczenia nad jej głową.

<Centurio? Daj atencji>

06 sierpnia 2026

Od Fiołka do Złocistego Widlika

Szylkretowa koteczka siedziała na swoim posłaniu i niezbyt dyskretnie obserwowała Świteziankowe Jezioro rozmawiającą z ich piastunem. Bura poprzedniego wschodu słońca urodziła dwójkę kociąt. Na czas porodu Fiołce i innym kociętom nie wolno było wchodzić do żłobka, aby nie przeszkadzać karmicielce. Koteczka wciąż pamiętała lekkie ślady krwi znaczące posłanie królowej, kiedy Senna Łza wyganiała ją i Jasność ze żłobka. Gąbczasta Perła mówiła, że to normalne, o ile krwawienie nie jest zbyt obfite, jak to było w przypadku tej czekoladowej samotniczki, której kociaki zostały zaadoptowane przez Klan Nocy. Ściółka oczywiście już dawno została wymieniona na nową i nie było na niej ani śladu po szkarłatnych smugach.
Szylkretka nie wspominała tamtego wschodu słońca przyjemnie. Babcia cały czas siedziała w żłobku ze Świtezianką, tak samo, jak ich piastun. Każdy zachowywał się, jakby bura i jej nowo narodzone kociaki były najważniejsze, a Fiołek już się w ogóle nie liczyła. Nikt nie zwracał na nią uwagi, nikt nie chciał się z nią pobawić, ani chociaż pogadać z nią o czymś innym niż o porodzie.
Złocisty Widlik instruował teraz Świteziankowe Jezioro, jak radzić sobie z maluchami, mówił coś o masowaniu maluchom brzuszków po karmieniu, sprawdzał, czy wszystkie ładnie piją mleko i badał ich zachowanie. Następnie zwrócił się do Fląderki i spytał, kiedy ostatnio odwiedziła legowisko medyków z Wełnianką i Centurią. Fiołek przez chwilę zastanawiała się, czy kociaki Fląderki są chore. Uznała, że aby dowiedzieć się więcej, skuteczną metodą będzie podsłuchiwanie. Rozmowa jednak zaraz przybrała nudny charakter, przy czym szylkretka nie rozumiała połowy zdań, które koty między sobą wymieniały.
Chwilę później Pyza podeszła do kremowego kocura i się go o coś zapytała, jednak Fiołek nie słyszała konkretnych słów. Piastun długo mówił w odpowiedzi, a tymczasem szylkretka przestała podsłuchiwać i zaczęła zastanawiać się, co mogłaby zrobić, żeby ściągnąć na siebie uwagę Złocistego Widlika. Wiedziała, że obecnie w żłobku było sporo kociąt, jednak chyba piastun mógłby wygospodarować jej chociaż trochę czasu?
Wcale nie podobało jej się to, że teraz kiedy Świteziankowe Jezioro urodziła, wszystko kręciło się wokół niej i jej maluchów, Orzechówki i Drzemlika. Nie można było się bawić w żłobku, ani nawet w nim głośno mówić, żeby nie obudzić tych dwóch wrzodów na ogonie. Oczywiście one mogły piszczeć od jednego wschodu słońca do następnego i nikt nie był na nie za to zły. A jeśli Fiołek coś powiedziała zbyt głośnym szeptem, od razu czuła na sobie karcące spojrzenia ze wszystkich stron. Wolała jednak tak, niż żeby wszyscy się zachowywali, jakby jej nie było.
Może poprosi Złocistego Widlika, żeby opowiedział jej jakąś historię…? Nie, wtedy łatwo będzie innym kociakom i karmicielkom odciągnąć uwagę piastuna od niej. W takim razie najlepiej byłoby wyciągnąć go poza żłobek, może tam się razem pobawią…
Jej oczka zalśniły, kiedy wpadła na genialny pomysł. Pójdą do Kącika Zabaw! Zawsze chciała tam wpaść, ale nie mogła bez opiekuna, a ze Złocistym Widlikiem świetnie by się tam bawiła. Może nawet nauczyłby ją pływać? Wtedy byłaby o krok bliżej do zostania wojowniczką. I byłaby lepsza od reszty kociaków ze żłobka. Nie wiedziała co prawda, czy inni umieją pływać, czy nie, ale nawet jeśli to chciałaby to robić lepiej od nich. Poza tym pływanie musi być świetną zabawą.
Wstała, przeciągnęła się, następnie z podniesionym ogonkiem podeszła do piastuna, zgrabnie wślizgując się między niego a Pyzę. Niech sama się sobą zajmie!
— Złocisty Widliku… — zaczęła, aby zwrócić na siebie jego uwagę.
— Tak, Fiołko?
— Pójdziemy do Kącika Zabaw, proszę? Może byś mnie nauczył pływać… Co ty na to?
Uśmiechnęła się delikatnie, w myślach modląc się do wszystkiego, co możliwe, żeby piastun się zgodził i nie zostawił jej samej.

<Złocisty Widliku? Pójdziemy?>

Od Fiołka do Żabiego Oka

Głęboko ziewnęła na cały żłobek, prawie wyrywając tym dźwiękiem swoją siostrę Jasność ze snu. Następnie przeciągnęła się, parę razy zamrugała, po czym oprzytomniała. Tej nocy było zgromadzenie! Wyjrzała ze żłobka i zobaczyła, że słońce od jakiegoś czasu wschodziło. To oznaczało, że wojownicy już dawno wrócili do obozu.
Wybiegła z kociarni w podskokach.
— Hej, Fiołko! Gdzie idziesz? — zawołała za nią Senna Łza.
Odwróciła się w stronę matki i zawołała w odpowiedzi:
— Zapytać kogoś, co się działo na zgromadzeniu!
Bardzo chciała razem z wybranymi wojownikami i uczniami pójść na Bursztynową Wyspę. Musiało być tam super! Oczami wyobraźni widziała siebie za kilka księżyców, jako uczennicę o imieniu Fiołkowa Łapa rozmawiającą z grupką uczniów z innych klanów. Spojrzenia wszystkich są wlepione w nią i każdy słucha z podziwem, jak ona opowiada o swoich bohaterskich zasługach dla klanu, na przykład o samodzielnym pokonaniu rodziny lisów. Później nadchodzi czas na komplementy i każdy ją chwali oraz myśli sobie, że chce być taki jak ona.
Poza tym na zgromadzeniach pewnie tyle się działo! Tyle kotów i tyle możliwości do nawiązywania przyjaźni… Przy okazji pewnie było sporo afer i dram.
Niestety nie mogła jednak jako kociak, zwłaszcza tak młody, jak ona, opuszczać obozu. A do Bursztynowej Wyspy podobno był kawał drogi. Głupie, bezsensowne zasady! Z pewnością świetnie by sobie poradziła na zgromadzeniu. Poza tym chciała poznać świat poza obozem!
Rozejrzała się po wyspie, szukając kogoś, kto był na zgromadzeniu, a już nie spał. Jej wzrok padł na młodą srebrną kotkę o czarnych spiralach pokrywających jej boki i gęstej białej kryzie. Miała wrażenie, że widziała ją wśród kotów szykujących się do wyjścia. A nawet jeśli nie, to warto spróbować.
Pobiegła do niej truchcikiem, wysoko podnosząc swój puchaty ogon. Chciała się dowiedzieć jak najwięcej! Kiedy szeroko otwarte pomarańczowe oczy padły na nią z zaciekawieniem, usiadła przed srebrną, owinęła łapki ogonem i szybko się przedstawiła:
— Cześć, jestem Fiołek! Byłaś na zgromadzeniu? I jak było? Działo się coś ciekawego? Jak wyglądają koty z innych klanów? Przyjazne są? — zaczęła swoją podekscytowaną paplaninę, nie dając nawet swojej rozmówczyni możliwości do odpowiedzi, aż do czasu, kiedy musiała wziąć kolejny wdech, bo powietrze jej się skończyło.

<Żabie Oko?>

Od Fiołka do Łabędziej Łapy

Miała dość żłobka. Miała serdecznie dość żłobka! Nic tu się nie działo, nic nie zmieniało, no i... jak miała poznawać starszych członków Klanu Nocy, skoro tu tkwiła od swoich narodzin? Jak miała zawierać nowe przyjaźnie? Jak miała przygotowywać się do zostania wojowniczką? Nie była taka mała, jak Sennej Łzie się to wydawało. Poza tym, niby jakie zagrożenia na nią czyhały po wyjściu z kociarni?
Gęsto splecione gałęzie sumaków tworzące dach kociarni, promienie słoneczne wpadające przez szczeliny, barwiące legowisko Sennej Łzy na złoty kolor i skromne posłanie Fląderki, to praktycznie wszystko, co Fiołek widziała na oczy. Trudno byłoby się nie znudzić.
Pocieszała ją jednak myśl, że kiedy nadejdzie Wysokie Słońce, będzie mogła wyjść ze żłobka, aby zwiedzić obóz. Od dłuższego czasu męczyła o to matkę, marudziła w kółko, nie dając jej ani chwili wytchnienia. No i się udało! Dostała to, czego chciała. Nie podobało jej się tylko to, że musiała poczekać, aż będzie najcieplejsza pora dnia. Żeby nie złapać jakiejś choroby, czy czegoś tam.
Nie lubiła czekać, a im więcej o tym myślała, tym bardziej odnosiła wrażenie, że słońce się zatrzymało na nieboskłonie i nie miało najmniejszego zamiaru ruszyć się dalej. Miała wrażenie, że zaraz wybuchnie ze zniecierpliwienia. Dla urozmaicenia czasu podgryzała więc końcówkę ogona biednej Jasności.

***

Wychyliła głowę z wejścia do żłobka, uderzenie serca później pojawiły się przednie łapki, a na końcu tylne. Rozejrzała się po obozie oczami świecącymi z zachwytu i ekscytacji. Poczuła chłodny wiatr mierzwiący jej futro. W legowisku nie było tak mocno czuć jego powiewów.
Pierwszy raz patrzyła na żłobek z zewnątrz, co do reszty legowisk to większość już widziała, wyglądając przez wejście do kociarni, teraz jednak miała okazję przyjrzeć im się z bliska. Chwilę stała i patrzyła, a potem łapki poszły w ruch i już nie było po niej śladu.
Odwiedziła kącik zabaw, zajrzała do legowisk uczniów, medyka, wojowników, starszych i lidera, jednak do tego ostatniego nie wchodziła. Zamoczyła łapki w źródełku, wsadziła nos do dziupli ze zwierzyną, biegała w tę i z powrotem, plącząc się wojownikom pod łapami, aż w końcu uznała, że zwiedziła każdy zakamarek obozu.
Usiadła przy wejściu do kociarni, żeby odsapnąć, bo przez cały ten czas ani na chwilę się nie zatrzymała. Poczuła też, że robi się jej jakoś dziwnie. Nie wiedziała, jak to nazwać. Chwilę patrzyła na wojowników i uczniów chodzących po obozie. Niektórzy rozmawiali, inni jedli lub odpoczywali, ale w tym wszystkim nikt nie uwzględnił jej. Nikt z nią nie rozmawiał, nikt jej nie podziwiał. Odniosła wrażenie, jakby nikt się nią nie przejmował.
Kiedy się odwróciła w poszukiwaniu choć jednego zwracającego na nią uwagę kota, zobaczyła Senną Łzę wylizującą futerko Jasności. Kotki rozmawiały wesoło. Wyglądały na szczęśliwe. Czyli dobrze się bez niej bawiły. Słyszała głębokie mruczenie matki i poczuła, jak jej wnętrze się gotuje ze złości.
A więc to tak? Teraz Fiołek już ich nie obchodziła? Teraz karmicielka wolała jej siostrę? Już nie kochała szylkretki?
Zacisnęła zęby, powstrzymując syknięcie. Nie pozwoli nikomu, nawet Jasności odebrać jej uwagi matki!
Już chciała ruszyć w ich stronę i szybko naprawić sytuację, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. To one ją zostawiły. To one o niej zapomniały. Więc to one powinny teraz to naprawić. Uznała, że to Senna Łza powinna do niej przyjść. Powinna pamiętać o tym, że ma drugą córkę. I że wypadałoby się nią zająć. A jeśli nie, to Fiołek jej nie potrzebowała. A przynajmniej tak sobie wmawiała, sztywnym krokiem odchodząc od tego nieprzyjemnego widoku.
Przechodząc przez obóz, spojrzenie jej zielonych oczu padło na młodą, zgrabną kotkę siedzącą niedaleko i czyszczącą swoje czarno-białe futro. Ogon owinęła wokół długich łap, a jej kręcona grzywka lekko się kołysała przy pociągnięciach języka.
Tak! To była jej okazja! Skoro nie mogła liczyć na Senną Łzę i Jasność, czemu by nie zawrzeć nowej przyjaźni? Nieznajoma wyglądała wiekiem na uczennicę. Teraz kiedy Fiołek będzie miała znajomości wśród starszaków, będzie lepsza od swojej siostry.
— Cześć, jestem Fiołek — miauknęła, podchodząc do uczennicy.
Oczami wyobraźni już widziała podziw Jasności i Sennej Łzy, kiedy dowiedzą się, że ma przyjaciółkę, która jest uczennicą.

<Łabędzia Łapo? Chcesz się zaprzyjaźnić?>

29 lipca 2014

Fiołek

Autor grafiki: listexx
OGÓLNE
FIOŁEK
*Poprzednie imiona: ///
Płeć: Kotka
Orientacja: Biseksualna
Przynależność: Klan Nocy
Ranga: Kocię

- - - -

Właściciel: listexx (dc)
CHARAKTERYSTYKA

APARYCJA
Opis ogólny - Fiołek jest odrobinę niższa od swoich rówieśników, jednak nie rzuca się to bardzo w oczy, jest swoim wzrostem jak najbardziej w normie. Ma atletyczną sylwetkę, która łączy w sobie jednocześnie siłę, szybkość, wytrzymałość i zwinność. Jej sierść jest długa, miękka i przyjemna w dotyku, przy czym ogon jest najbardziej puchaty. Koteczka jest maści czarna szylkretowa calico bicolor. Rude i czarne plamy są wyraźnie oddzielone od siebie, przy czym zajmują mniej więcej tyle samo powierzchni. Na rudym widać pręgowanie tygrysie, czarny jest jednolity. Fiołek ma pyszczek, szyję, pierś, brzuch i łapy pokryte bielą. Kotka jest uważana za śliczną, o czym doskonale wie i jest z tego faktu zadowolona. Ma trójkątny kształt główki, pędzelki na uszach, czarny nos, jasnozielone oczy z wesołymi iskierkami i uroczy, figlarny, łobuzerski uśmiech. Fiołek dużo się bawi i nie ma zbytnio czasu na higienę, uważa, że inne sprawy są o wiele ważniejsze, dlatego często można ją spotkać lekko poczochraną.
Cechy szczególne - Pędzelki na uszach, puchaty ogon
Kolor sierści - Czarny szylkret bicolor
Długość sierści - Długa
Kolor oczu - Zielone
Problemy zdrowotne - Brak

CHARAKTER

Jest kompletnym przeciwieństwem samotniczki. Nie cierpi przebywać sama, ale jeszcze gorszą dla niej sytuacją jest towarzystwo wielu kotów, z czego uwaga ich wszystkich skupiona jest na kimś innym niż na niej. Nie radzi sobie, kiedy nie dostaje wystarczająco dużo atencji, w takich sytuacjach zwyczajnie nie wie co ze sobą zrobić, nie potrafi funkcjonować, nie będąc cały czas najważniejsza. Ma zaniżoną samoocenę, czuje się niepełna i nieszczęśliwa bez czyjejś uwagi, lepsza jest dla niej negatywna uwaga niż żadna, więc aby ją zdobyć, posuwa się do naprawdę przeróżnych rzeczy. Chociaż nie daje po sobie tego poznać, brakuje jej miłości. Czuje, że jeśli jej rodzice zajmują się innymi kociakami to znaczy że jej nie kochają, albo skoro jej najlepsza przyjaciółka rozmawia z kimś innym, to już jej nie lubi. Potrafi być zazdrosna nawet o najmniejsze szczegóły. Kiedy jest w centrum uwagi, czuje się szczęśliwa, zadbana i kochana.
Należy do tego rodzaju kotów, które najpierw działają, potem myślą, za co nie raz przyjdzie jej ponosić konsekwencje. Czasem zrobi coś głupiego, a dopiero potem zorientuje się jak bezsensowne to było. Emocje bardzo szybko ją ponoszą. Z wielką łatwością wpada w gniew czy euforię, a jej emocje zmieniają się szybciej niż trwa mrugnięcie okiem. Zawsze jednak stara się nie płakać przy innych, żeby nie pokazywać słabości. Ma skłonności do dramatyzowania, koloryzowania czy wyolbrzymiania, często obraża się za byle co lub opowiada coś nie do końca zgodnego z rzeczywistością. Na przykład, jeśli w walce z czyjąś pomocą przewróciła wojownika to opowie, że pokonała dwóch zupełnie sama. Jest też strasznie uparta, jeśli czegoś chce to będzie tak jęczeć, aż to dostanie, a jeśli coś sobie wymyśli to nie zmienisz jej zdania. Zawsze myśli, że ma rację, a nawet jeśli już zostanie przekonana, to będzie udawać, że ona wcale tak nie myślała lub wciśnie jakąś zupełnie głupią i bezsensowną wymówkę.
Ma przyjazne nastawienie do kotów, których nie zna, lubi zawierać nowe znajomości i jest bardzo towarzyska. Czuje się swobodnie wśród obcych, może z nimi rozmawiać cały dzień bez oporów. Lubi mówić, za słuchaniem zbytnio nie przepada, ale robi to, jeśli tylko zorientuje się, że ktoś chce coś powiedzieć, a zwykle dosyć rzadko to zauważa w swoim natłoku myśli i paplaninie. Jest wulkanem energii, lubi mieć dużo wrażeń i emocji, uwielbia też się bawić i ruszać. Jeśli chodzi jednak o niezbyt przyjemne obowiązki, to jest strasznie leniwa i nie cierpi robić czegoś, czego nie lubi. Zwykle wtedy stara się wywinąć od swojego zadania. Uwielbia się popisywać, robi to głównie po to, aby podwyższyć swoją samoocenę i żeby zwrócić na siebie uwagę, chociaż nie zdaje sobie z tego sprawy. Kocha komplementy i lubi, jak inni ją podziwiają. Nie znosi za to kiedy ktoś jest lepszy od niej, zwykle wtedy włącza się w niej tryb niezdrowej rywalizacji i stara się udowodnić, że to ona jest najlepsza we wszystkim.

MORALNOŚĆ

Fiołek wie, że kodeks wojownika jest słuszny, jednak nie miałaby problemów z lekkim nagięciem niektórych jego zasad, na przykład jeśli chodzi o wymknięcie się z obozu. Jest jednak bardzo lojalna dla swojego klanu i nigdy by go nie zdradziła. Nie miałaby oporów przed skrzywdzeniem kota w samoobronie lub w obronie klanu, ale podczas walki stara się nie wyrządzać zbyt dużej krzywdy i na pewno nie zabiłaby kota. Jeszcze nie wie do końca, czy i w co wierzy, jednak ciekawią ją różne wyznania. Nie wie co myśleć o kotach czekoladowych, w końcu wydają się one spoko, ale inni mówią co innego.

CIEKAWOSTKI

- Bardzo chciałaby umieć oddychać pod wodą, bo wtedy nie musiałaby z niej wychodzić.
- Jej ulubioną zwierzyną są leszcze.
- Bardzo lubi pointy, a jej ulubiona maść bazowa to kremowy.
- Chciałaby kiedyś zaprzyjaźnić się z lisami, ale zatrzymuje to dla siebie.

UMIEJĘTNOŚCI

Poziom medyczny: ///
Poziom wojownika: ///
Słabe strony: Głupiutka, porywcza, leniwa, ma słabą równowagę i problemy ze skupieniem na dłuższy czas oraz taktycznym myśleniem
Mocne strony: Jest silna, szybka i zwinna, bardzo dobrze czuje się pod wodą, jest też odważna i ma dużo energii

RELACJE

RODZINA

Ojciec - Lisi Oset (nie zna, nie wie że jest ich ojcem), przybrany: Morszczynowy Wąs (kocha, ale uważa, że jest on zbyt marudny!)
Matka - Senna Łza (kocha ją, choć czasem nie rozumie jej emocji i potrzeb, są przecież kompletnymi przeciwieństwami)
Rodzeństwo - Jasność (kocha ją i lubi się z nią bawić, ale czasem zabiera jej uwagę rodziców)
Partner - ///
Potomstwo - ///

INNE

///

SZKOLENIE

Mentor - ///
Uczniowie obecni - ///
Uczniowie dawni - ///
HISTORIA
Urodzona w Klanie Nocy w miocie Sennej Łzy i Lisiego Ostu za panowania Mandarynkowej Gwiazdy.