Wiedziała, że niedługo też będzie łowić ryby, dla klanu jako uczennica. Miała nadzieję, że będzie w tym najlepsza ze swoich rówieśników. Wtedy wojownicy i starsi uczniowie patrzyliby na nią z większym podziwem i na pewno chcieliby się z nią zaprzyjaźnić. Nie mówiąc już o kociakach takich jak wiecznie piszczący Orzechówka i Drzemlik, którzy na pewno będą ją błagać o porady.
Lekko się skrzywiła na myśl o kociętach Świteziankowego Jeziora. Co prawda, to całe zamieszanie wokół nich ucichło i teraz trochę więcej kotów przebywających w żłobku patrzyło na nią, ale Fiołek wciąż nie zapomniała tych okropnych czasów, kiedy wszystko kręciło się wokół nowo narodzonych. Zabrali jej uwagę piastuna, a także karmicielek. Na pewno zrobili to celowo! Po prostu jej nie lubili i w ten sposób jej dokuczali. Albo nawet znęcali się nad nią. Myśleli sobie, że byli najważniejsi w całej kociarni i szylkretka nie mogła się doczekać, aż im pokaże, że była od nich znacznie lepsza. Wtedy będą żałować tego, co narobili.
O wiele lepiej czuła się przy młodych Fląderki. Co prawda nie zawsze wiedziała, czy powinna się z nimi bawić, ani co o nich myśleć, skoro ich matka była odrzutkiem. Nie chciała być traktowana z taką pogardą jak ona ani być gorszą od swojej siostry, Jasności, czy w ogóle kogokolwiek przez to, że się z nimi zadawała. Jednak, kiedy spędzała z nimi czas, czuła się dobrze, bo wiedziała, że była uważana od nich za lepszą. Czy tak było, nie miała pojęcia. Sama nie doświadczyła niczego złego ze strony czekoladowych kotów, ale chyba z jakiegoś powodu nikt ich nie lubił… W każdym razie przyjemnie było móc się z kimś bawić bez presji ciągłego udowadniania, że była lepsza.
Rozejrzała się po obozie. Rozpierała ją energia! Chciałaby się z kimś pobawić, więc szukała wzrokiem jakiegoś kota, z którym byłoby przyjemnie. Rozglądała się przede wszystkim za pobratymcami ze żłobka. Spojrzenie jej zielonych oczu padło na czarno białą koteczkę. Centuria siedziała niedaleko żłobka przy kępie paproci, wygładzając długimi pociągnięciami języka sierść na piersi. Może warto z nią nawiązać przyjaźń? Nie spędzały na razie ze sobą dużo czasu, głównie dlatego, że czarnobiała była dość cicha i sama z siebie zazwyczaj nie podchodziła do innych. Fajnie byłoby poznać ją bliżej. Może okaże się dobrą przyjaciółką?
Koteczka wstała, żeby do niej podejść, jednak zawahała się w pół kroku. Centuria była czarno biała, a Fiołek miała na swojej sierści również rude plamy. Czy nie była przez to gorsza? Nie miała przecież tak idealnego futerka, jak kocię Fląderki, nie łączyła w sobie harmonii gwiazd i nocnego nieba, a wszystko przez ten ogień, który w sobie miała według historii o powstaniu świata.
Zaraz jednak porzuciła te rozmyślania. Centuria była kociakiem odrzutka, nikt nie powinien uznać jej za lepszą od Fiołka. A przynajmniej taką szylkretka miała nadzieję. W razie czego jednak zaczęła rozmowę popisywaniem się, tak na wszelki wypadek, żeby na pewno Centuria nie uznała jej za gorszą od siebie.
— Centurio! Patrz, jak umiem wysoko skakać! — zawołała, podbiegając bliżej. Wzięła rozbieg i przeskoczyła nad grzbietem siedzącej czarno białej koteczki. Ledwo jej się udało, ale próbowała udawać, że zrobiła to z łatwością. Serce jej łomotało. Była o długość wąsa od ośmieszenia się przed koleżanką ze żłobka. Całe szczęście, że nie wpadła na pomysł przeskoczenia nad jej głową.
<Centurio? Daj atencji>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz