Szylkretowa koteczka siedziała na swoim posłaniu i niezbyt dyskretnie obserwowała Świteziankowe Jezioro rozmawiającą z ich piastunem. Bura poprzedniego wschodu słońca urodziła dwójkę kociąt. Na czas porodu Fiołce i innym kociętom nie wolno było wchodzić do żłobka, aby nie przeszkadzać karmicielce. Koteczka wciąż pamiętała lekkie ślady krwi znaczące posłanie królowej, kiedy Senna Łza wyganiała ją i Jasność ze żłobka. Gąbczasta Perła mówiła, że to normalne, o ile krwawienie nie jest zbyt obfite, jak to było w przypadku tej czekoladowej samotniczki, której kociaki zostały zaadoptowane przez Klan Nocy. Ściółka oczywiście już dawno została wymieniona na nową i nie było na niej ani śladu po szkarłatnych smugach.
Szylkretka nie wspominała tamtego wschodu słońca przyjemnie. Babcia cały czas siedziała w żłobku ze Świtezianką, tak samo, jak ich piastun. Każdy zachowywał się, jakby bura i jej nowo narodzone kociaki były najważniejsze, a Fiołek już się w ogóle nie liczyła. Nikt nie zwracał na nią uwagi, nikt nie chciał się z nią pobawić, ani chociaż pogadać z nią o czymś innym niż o porodzie.
Złocisty Widlik instruował teraz Świteziankowe Jezioro, jak radzić sobie z maluchami, mówił coś o masowaniu maluchom brzuszków po karmieniu, sprawdzał, czy wszystkie ładnie piją mleko i badał ich zachowanie. Następnie zwrócił się do Fląderki i spytał, kiedy ostatnio odwiedziła legowisko medyków z Wełnianką i Centurią. Fiołek przez chwilę zastanawiała się, czy kociaki Fląderki są chore. Uznała, że aby dowiedzieć się więcej, skuteczną metodą będzie podsłuchiwanie. Rozmowa jednak zaraz przybrała nudny charakter, przy czym szylkretka nie rozumiała połowy zdań, które koty między sobą wymieniały.
Chwilę później Pyza podeszła do kremowego kocura i się go o coś zapytała, jednak Fiołek nie słyszała konkretnych słów. Piastun długo mówił w odpowiedzi, a tymczasem szylkretka przestała podsłuchiwać i zaczęła zastanawiać się, co mogłaby zrobić, żeby ściągnąć na siebie uwagę Złocistego Widlika. Wiedziała, że obecnie w żłobku było sporo kociąt, jednak chyba piastun mógłby wygospodarować jej chociaż trochę czasu?
Wcale nie podobało jej się to, że teraz kiedy Świteziankowe Jezioro urodziła, wszystko kręciło się wokół niej i jej maluchów, Orzechówki i Drzemlika. Nie można było się bawić w żłobku, ani nawet w nim głośno mówić, żeby nie obudzić tych dwóch wrzodów na ogonie. Oczywiście one mogły piszczeć od jednego wschodu słońca do następnego i nikt nie był na nie za to zły. A jeśli Fiołek coś powiedziała zbyt głośnym szeptem, od razu czuła na sobie karcące spojrzenia ze wszystkich stron. Wolała jednak tak, niż żeby wszyscy się zachowywali, jakby jej nie było.
Może poprosi Złocistego Widlika, żeby opowiedział jej jakąś historię…? Nie, wtedy łatwo będzie innym kociakom i karmicielkom odciągnąć uwagę piastuna od niej. W takim razie najlepiej byłoby wyciągnąć go poza żłobek, może tam się razem pobawią…
Jej oczka zalśniły, kiedy wpadła na genialny pomysł. Pójdą do Kącika Zabaw! Zawsze chciała tam wpaść, ale nie mogła bez opiekuna, a ze Złocistym Widlikiem świetnie by się tam bawiła. Może nawet nauczyłby ją pływać? Wtedy byłaby o krok bliżej do zostania wojowniczką. I byłaby lepsza od reszty kociaków ze żłobka. Nie wiedziała co prawda, czy inni umieją pływać, czy nie, ale nawet jeśli to chciałaby to robić lepiej od nich. Poza tym pływanie musi być świetną zabawą.
Wstała, przeciągnęła się, następnie z podniesionym ogonkiem podeszła do piastuna, zgrabnie wślizgując się między niego a Pyzę. Niech sama się sobą zajmie!
— Złocisty Widliku… — zaczęła, aby zwrócić na siebie jego uwagę.
— Tak, Fiołko?
— Pójdziemy do Kącika Zabaw, proszę? Może byś mnie nauczył pływać… Co ty na to?
Uśmiechnęła się delikatnie, w myślach modląc się do wszystkiego, co możliwe, żeby piastun się zgodził i nie zostawił jej samej.
<Złocisty Widliku? Pójdziemy?>