Wzięła jeszcze głęboki wdech, aby nieco się uspokoić, zanim postanowiła się podnieść. Łapy Wężynowego Splotu były potwornie zesztywniałe, jakby spoczywała w jednej i tej samej pozycji przez wiele księżyców! Prędko rozprostowała nogi, ziewając przy tym, a następnie zamrugała kilka razy, chcąc się tym nieco przebudzić. Powoli zapominała o tej niezbyt miłej pobudce i zajęła się swoim wyglądem, jak na prawdziwą damę przystało! Wężynka zerknęła przelotnie na swoje futro, przykrywał je delikatny kurz, nie mówiąc już o kołtunach! Nie czekając ani chwilki dłużej, zaczęła pielęgnacje, nieszczególnie chętna do opuszczenia posłania. Na samą myśl o wysiłku fizycznym robiło się jej nie dobrze. Pomiędzy liźnięciami zastanawiała się, co musiała zrobić, gdy już wywlecze się z posłanka oraz ile kotów mogło ją zaczepić. Cóż, prawdopodobnie nikt. Ta odpowiedź niepożądana, wtargnęła do rozmyślań juniorki, przerwała na chwilkę pielęgnację futra, zapatrując się w jeden punkcik. Kocica nie chciała psuć sobie poranka takimi depresyjnymi myślami, a już na pewno nie w trakcie procesu, który według niej uchodził za najbardziej odprężający. Uwielbiała się czyścić, układać futro, rozplątywać kołtuny i wyciągać listki lub drobne gałązki, które jakimś cudem ugrzęzły w fali szylkretowej sierści kotki.
Następnym ważnym krokiem rutyny Wężynki była jej imponujących rozmiarów kryza. Wojowniczka zaczęła zatem starannie układać swoją grzywę w kształt serca, jak to miała w zwyczaju. Gdy już jej poranna pielęgnacja dobiegła końca, juniorka dźwignęła się ospale na łapy i powolutku przecisnęła przez wyjście do legowiska wojowników. Kiedy tylko wystawiła wąsy za próg legowiska, fala mrozu uderzyła w jej pysk, momentalnie zniechęcając wojowniczkę do jakiejkolwiek aktywności poza granicami posłania. Westchnęła ciężko, ale mimo wszystko zgodnie z początkowym planem wyszła na zewnątrz. Chmury zdążyły już szczelnie zasłonić całe niebo, zwiastując opady śniegu, z czego juniorka nie była ani trochę zadowolona. Dopiero kotom udało się oczyścić obóz po ostatniej śnieżycy, a właśnie nadciągała kolejna! Podburzona wizją odśnieżania, a co za tym idzie mokrej i ubłoconej sierści oraz niemiłosiernego mrozu, Wężynowy Splot strzepnęła wściekle ogonem, aby wyładować część negatywnych emocji.
Juniorka sunęła łapami po ziemi w stronę swojego ulubionego kąta w obozie, skąd miała idealny widok na koty go zamieszkujące. W końcu opadła w wybranym miejscu i przystąpiła do swojej drugiej najbardziej ulubionej czynności tuż po pielęgnacji, czyli obserwacji innych kotów. Położyła łapę na łapie i dumnie uniosła łeb gotowa do wyboru swojej pierwszej ofiary. Spojrzeniem intensywnych zielonych ślepi przejechała przez cały obóz, aby ostatecznie zatrzymać się na pewnej bardzo bliskiej jej kotce, bo mowa o Wężynowym Kle, matce Wężynowego Splotu. Juniorka miała początkowo pustkę w głowie, przyglądała się matce, próbując znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Zauważyła, że w przeciwieństwie do oczu matki, jej futro stało się bardziej matowe, choć nadal ładnie ułożone, co prawda nie tak ładnie, jak u Wężynki, bo nie dało się ukryć, że była ona najpiękniejszym kotem z rodziny. Na tę myśl kąciki jej ust drgnęły do góry, chociaż o tym wiedziała, że górowała ponad innymi. Jej matka zmieniła pozycję, w której odpoczywała, odwracając łeb w stronę juniorki, przez co kotki złapały kontakt wzrokowy. Wężyna, widząc dziwny uśmieszek córki wpatrującej się w nią, przymrużyła z zainteresowaniem oczy. Zrobiło się nieco niezręcznie… Młodsza szylkretka próbując uratować swoją godność, oblizała pysk, aby zgrabnie przejść z dumnego uśmiechu w pytające spojrzenie. Patrzyły na siebie w ten sposób jeszcze kilka uderzeń serca, aż w końcu wyrazy pyska kotek złagodniały i odwróciły się w inne kierunki. Myśli Wężynki nieustannie kręciły się wokół matki, w trakcie tego całkiem niezręcznego kontaktu wzrokowego dostrzegła siwe włoski na jej pysku. W swojej pamięci trzymała wizerunek swojej młodziutkiej pięknej mamusi, która teraz wyglądała zupełnie inaczej. Była już podstarzała z matowym futrem i zmęczonym wyrazem pyska. Zimny dreszcz przebiegł wzdłuż kręgosłupa juniorki, uświadomiła sobie właśnie, jak szybko czas upływał. Spuściła wzrok na własne łapy, a jej serce przyspieszyło. Nie tylko Wężynowego Kła dotknął ząb czasu, ale również każdego innego mieszkańca obozu, w tym samą Wężynowy Splot. To nieprzyjemne ukłucie niepokoju w klatce piersiowej wojowniczki towarzyszyło każdej jej ponurej myśli, kiedy to iluzja idealnej kocicy ulatniała się jakby zdmuchnięta podmuchem wiatru. Nie mogła dopuścić do siebie myśli, że mniej księżyców dzieliło ją od spoczęcia w legowisku starszyzny niżeli od dnia, w którym po raz pierwszy ujrzała świat pod dachem dawnego żłobka. Ciężko było szylkretce przełknąć fakt, że większość jej życia już przeżyła i to w dodatku mało owocnie.
Coraz to nieprzyjemniejsze myśli napływały do głowy Wężynki, niszcząc tym jej poranek. Kotka potrząsnęła energicznie łbem, pragnąc pozbyć się tym samym hałasu panującego w jej głowie. Chciała za wszelką cenę zamieść wszystko, co nieprzyjemne pod kupę liści i wrócić do bycia wojowniczką bez skazy, która miała ego większe niż terytorium wszystkich klanów razem wziętych. W tym celu wzięła kilka niezwykle długich oraz głębokich wdechów i wydechów, przymykając powieki, aby maksymalnie skupić się na oddychaniu, w międzyczasie wizualizując sobie, jak szponami rozszarpywała na strzępy drobne gryzonie, co miało być metaforą depresyjnych myśli. Po chwili zapomniała o oddechach, kiedy zbyt mocno skupiła się na wymyślonym polowaniu. To wszystko uświadomiło spory głód członkini Klanu Nocy. Wężynowy Splot otworzyła oczy, szukając wzrokiem pnia ze zdobyczami, a gdy już zawiesiła na nich swoje zielone ślepia, oblizała ze smakiem pysk i dźwignęła się na łapy. Powolnym krokiem z gracją i wysoko uniesioną brodą podreptała w obraną stronę, by ukoić doskwierający głód. Ostatniego dnia nie jadła nic, miała w planach wyrządzić sobie smakowitą ucztę, jednak wieczorny patrol, w którym uczestniczyła, na tyle ją wymęczył, że po powrocie niemal od razu legła w swoim posłaniu z zamkniętymi powiekami, a wymarzoną kolację zjadła we śnie. Szukała więc jakiegoś kota, którego życie nie ułożyło się najlepiej, aby móc go upokorzyć w swoich myślach, by odwrócić uwagę od niej samej. Jednak jej żądny wzrok zatrzymał się na Żmijowcowej Wici.
Momentalnie jej i tak nie najlepszy humor całkowicie się zepsuł. W porównaniu do brata, kocica była nikim. Wężynowy Splot znów poczuła to niesamowicie nieprzyjemne ukłucie w sercu, czuła się jakby czyjeś szpony zacisnęły się na jej klatce piersiowej, wbijając się w sam jej środek. Odkąd pamiętała, nienawidziła burego. Ciągle rywalizowała z nim, karmiąc swoje ego, ilekroć okazywała się lepsza, jednak teraz? Teraz kocur zmiażdżył siostrę, w końcu należał do jednych z bardziej wpływowych i znaczących kotów w klanie, nosząc miano namiestnika, o czym juniorka mogła tylko marzyć… Fala gorąca uderzyła w jej pysk, niewidzące spojrzenie utkwione miała niezmiennie w Żmijowcowej Wici, ale uwaga szylkretki była skupiona w pełni na wyniszczających myślach. Świadomość tego, że stała się gorsza od brata, była motorkiem napędowym dalszych rozterek. To, że Wężynowy Kieł ceniła sobie bardziej Żmijowcową Wić… Serce Wężynki zabiło dużo szybciej i głośniej, nie była w stanie przyznać na głos, że nie była ulubienicą matki, której kochający wzrok częściej padał na brata! Jego życie było całkowicie udane, został doceniony przez liderkę, miał kochającą partnerkę oraz cudowne kociaki, czego chcieć więcej? Wężynowy Splot została tą gorszą z rodzeństwa bez żadnej z wymienionych przed chwilą rzeczy osiągniętych przez burego. To takie niesprawiedliwe! Kot taki jak on, nie zasługuje na uznanie. Jest chamski, podły, zupełnie zapatrzony w siebie i ogólnie okropny! Zacisnęła szczęki z całych sił, a w jej wnętrzu aż gotowało się z wściekłości. Jakim cudem zdołał tyle osiągnąć? Najpewniej liżąc zad rodziny królewskiej z Mandarynkową Gwiazdą na czele. Końcówka ogona kocicy drgała jak szalona, a futro na jej grzbiecie podniosło się delikatnie, pokazując kotom wokół, co właśnie działo się w głowie wojowniczki. Chociaż próbowała zganić wszystko na brak sprawiedliwości, w prawdzie była po prostu zazdrosna. Chciałaby być na miejscu Żmijowca, chciałaby należeć do grupy najlepszych i najbardziej sprawnych, ale również lubianych wojowników klanu. Jednak nie była w stanie tego osiągnąć, nie była wcale najlepsza, była zwyczajnie średnia.
— Hej, Wężynowy Splocie, wszystko w porządku? — Hałas myśli kotki przerwał zaniepokojony głos Zmierzchającej Fali.
Juniorka wnet obdarzyła go gniewnym spojrzeniem. Czuła, jak futro paliło ją ze wstydu. Czy jej intensywne rozmyślania były aż tak widoczne na zewnątrz?
— Tak, wszystko jest cudnie, a teraz zmykaj stąd, mysi móżdżku! Jak możesz zakłócać mój spokój? Proszę, daj mi przestrzeń na, chociaż, zaczerpnięcie powietrza! Nie musisz wszędzie wtykać swoich długaśnych wąsów — Kocica podniosła się gwałtownie, przez co kocur musiał się odsunąć, aby przypadkowo nie dostać z bara. — Uważaj, bo zaraz cię połamię. Czy moja paplanina wcale do ciebie nie dotarła? Milutko, że się troszczysz o starą mentorkę, ale na całe szczęście już nią nie jestem więc… Uhhh! Po prostu się stąd wynoś!
Wężynka ruszyła prędko w stronę wyjścia z obozu. Miała już tak bardzo dosyć kotów. Reakcja dawnego ucznia uświadomiła jej, że inni członkowie Klanu Nocy też mogli zwrócić na nią uwagę. Od tych wszystkich skrajnych emocji kocicy zakręciło się w głowie. W jednym momencie czuła złość, wstyd, żal. Nie miała już siły. Chciała po prostu wrócić do swoich młodzieńczych lat i zatopić się w miękkim futerku mamusi. Kiedy szylkretka rozpędzona wpadła do wody, jej mróz momentalnie oblał całe jej ciało. To było zupełne przeciwieństwo ciepła panującego w żłobku. Szybko wynurzyła się po drugiej stronie i otrzepała z wody, od zimna łapy wojowniczki całkowicie zdrętwiały, a mokre futro w połączeniu z rześkim wiatrem dało szczególnie nieprzyjemny efekt. Każdy z tych czynników w połączeniu owocował okropnym wręcz samopoczuciem Wężynowego Splotu, która teraz machała łapami, aby jak najszybciej zniknąć w głębi lasku. Czuła się bardzo bezsilnie, nie miała już chęci i sama nie była pewna, jaka emocja nią w tej chwili kierowała i w rezultacie po jej policzkach zaczęły spływać słone łzy, jedna za drugą. Ciężko słowami opisać było, jak straszliwie nie pasowała jej sytuacja, w której się znalazła. Chciała już tylko rzucić się na ziemię i leżeć w tym samym punkcie bez końca. Było tak potwornie zimno. Przemoczone futro i Pora Nagich Drzew nie stanowiły idealnego duetu, można powiedzieć, że był on wręcz tragiczny! Wężynka wiedziała, że musiała się uspokoić, ale nie miała pojęcia jak. Te uciążliwe myśli o własnej słabości trzymały się jej czaszki jak ślimak swojej skorupy. Zaczęła więc jak zawsze, od próby wyrównania swojego oddechu, jednak ciągle wybijała się z rytmu przez głośne szlochania. Ten dzień naprawdę zapowiadał się źle. Zwolniła nieco kroku, kierując się powoli w stronę lasku. Zielonymi ślepiami przeskakiwała z jednego punktu na drugi i powoli się uspokajała, łzy przestały napływać w kąciki oczu oraz serce wróciło do normalnej pracy. Juniorka sunęła tak łapami przed siebie, pamiętała jak jeszcze jako uczennica, po raz pierwszy przemierzała te tereny pod opieką Dryfującej Bulwy. Nie przepadała za tym kocurem, co pomimo upływu księżyców wcale nie uległo zmianie, cieszyło ją to, że wojownik nie był już częścią Klanu Nocy. Nie musiała już dłużej znosić obecności kota i jego wybuchowej partnerki, jednak w klanie pozostawili po sobie swoje potomstwo, dokładniej mówiąc Trzcinowy Szmer. Wężynowy Splot skrzywiła się na myśl o kotce, nie dało się ukryć, że była ona partnerką Żmijowcowej Wici, za którym szylkretka nie przepadała. Samo wspomnienie kocura wywoływało u Wężynki odruch wymiotny. Ciężko słowami opisać było jak wielką nienawiścią darzyła tego kota. Miała ochotę uciec z klanu, byleby nie musieć dzielić posłania z tą stertą lisiego łajna! Wracając do matki jego kociąt, atmosfera między wojowniczkami była gęsta. Juniorka straciła szacunek do drugiej kocicy, odkąd ta związała się z jej bratem i raczej wolała jej unikać, chociaż uważała, że zasługiwała na podziw i uwielbienie przez to, jak wiele księżyców temu wybawiła Trzcinkę od pewnej śmierci wśród silnych fal.
Juniorka wnet obdarzyła go gniewnym spojrzeniem. Czuła, jak futro paliło ją ze wstydu. Czy jej intensywne rozmyślania były aż tak widoczne na zewnątrz?
— Tak, wszystko jest cudnie, a teraz zmykaj stąd, mysi móżdżku! Jak możesz zakłócać mój spokój? Proszę, daj mi przestrzeń na, chociaż, zaczerpnięcie powietrza! Nie musisz wszędzie wtykać swoich długaśnych wąsów — Kocica podniosła się gwałtownie, przez co kocur musiał się odsunąć, aby przypadkowo nie dostać z bara. — Uważaj, bo zaraz cię połamię. Czy moja paplanina wcale do ciebie nie dotarła? Milutko, że się troszczysz o starą mentorkę, ale na całe szczęście już nią nie jestem więc… Uhhh! Po prostu się stąd wynoś!
Wężynka ruszyła prędko w stronę wyjścia z obozu. Miała już tak bardzo dosyć kotów. Reakcja dawnego ucznia uświadomiła jej, że inni członkowie Klanu Nocy też mogli zwrócić na nią uwagę. Od tych wszystkich skrajnych emocji kocicy zakręciło się w głowie. W jednym momencie czuła złość, wstyd, żal. Nie miała już siły. Chciała po prostu wrócić do swoich młodzieńczych lat i zatopić się w miękkim futerku mamusi. Kiedy szylkretka rozpędzona wpadła do wody, jej mróz momentalnie oblał całe jej ciało. To było zupełne przeciwieństwo ciepła panującego w żłobku. Szybko wynurzyła się po drugiej stronie i otrzepała z wody, od zimna łapy wojowniczki całkowicie zdrętwiały, a mokre futro w połączeniu z rześkim wiatrem dało szczególnie nieprzyjemny efekt. Każdy z tych czynników w połączeniu owocował okropnym wręcz samopoczuciem Wężynowego Splotu, która teraz machała łapami, aby jak najszybciej zniknąć w głębi lasku. Czuła się bardzo bezsilnie, nie miała już chęci i sama nie była pewna, jaka emocja nią w tej chwili kierowała i w rezultacie po jej policzkach zaczęły spływać słone łzy, jedna za drugą. Ciężko słowami opisać było, jak straszliwie nie pasowała jej sytuacja, w której się znalazła. Chciała już tylko rzucić się na ziemię i leżeć w tym samym punkcie bez końca. Było tak potwornie zimno. Przemoczone futro i Pora Nagich Drzew nie stanowiły idealnego duetu, można powiedzieć, że był on wręcz tragiczny! Wężynka wiedziała, że musiała się uspokoić, ale nie miała pojęcia jak. Te uciążliwe myśli o własnej słabości trzymały się jej czaszki jak ślimak swojej skorupy. Zaczęła więc jak zawsze, od próby wyrównania swojego oddechu, jednak ciągle wybijała się z rytmu przez głośne szlochania. Ten dzień naprawdę zapowiadał się źle. Zwolniła nieco kroku, kierując się powoli w stronę lasku. Zielonymi ślepiami przeskakiwała z jednego punktu na drugi i powoli się uspokajała, łzy przestały napływać w kąciki oczu oraz serce wróciło do normalnej pracy. Juniorka sunęła tak łapami przed siebie, pamiętała jak jeszcze jako uczennica, po raz pierwszy przemierzała te tereny pod opieką Dryfującej Bulwy. Nie przepadała za tym kocurem, co pomimo upływu księżyców wcale nie uległo zmianie, cieszyło ją to, że wojownik nie był już częścią Klanu Nocy. Nie musiała już dłużej znosić obecności kota i jego wybuchowej partnerki, jednak w klanie pozostawili po sobie swoje potomstwo, dokładniej mówiąc Trzcinowy Szmer. Wężynowy Splot skrzywiła się na myśl o kotce, nie dało się ukryć, że była ona partnerką Żmijowcowej Wici, za którym szylkretka nie przepadała. Samo wspomnienie kocura wywoływało u Wężynki odruch wymiotny. Ciężko słowami opisać było jak wielką nienawiścią darzyła tego kota. Miała ochotę uciec z klanu, byleby nie musieć dzielić posłania z tą stertą lisiego łajna! Wracając do matki jego kociąt, atmosfera między wojowniczkami była gęsta. Juniorka straciła szacunek do drugiej kocicy, odkąd ta związała się z jej bratem i raczej wolała jej unikać, chociaż uważała, że zasługiwała na podziw i uwielbienie przez to, jak wiele księżyców temu wybawiła Trzcinkę od pewnej śmierci wśród silnych fal.
Nad głową juniorki zaczęły pojawiać się drzewa, powoli wchodziła na teren lasku. Rozejrzała się szybko wokół, szukając miejsca na odpoczynek, by móc wyczyścić swoje futerko, które mocno ucierpiało w trakcie tej podróży. Szybko wypatrzyła miejsce między korzeniami drzewa, mogła tu przycupnąć, a trzon osłoni ją od wiatru. Szybciutko zrealizowała swój plan, siadając w wybranym punkcie i przystępując do pielęgnacji. Może to pomoże się jej trochę zrelaksować?
Wężynka sunęła językiem po swoim boku, zaczęła odczuwać potrzebę rozmowy z kimś, potrzebowała jakichś interakcji z innym kotem, jednak nikogo nie było u jej boku. Kocica była po prostu sama. To naprawdę jej przeszkadzało. Kiedyś miała u swojego boku rodzeństwo… Na wspomnienie rodziny momentalnie zastygła w miejscu, to był wrażliwy temat, o którym nie lubiła z nikim rozmawiać. Zwykle mówiła, że miała gdzieś utratę braci a czasami, że nawet ją to cieszyło, lecz prawda była zupełnie inna, bo w środku nadal nie była w stanie zaakceptować odejścia Tojadowej Kryzy i Lulkowego Ziela. Odchodząc z jej życia, zabrali ze sobą spory kawał jej serca i bez nich już nigdy nie będzie tym samym kotem. Zniknięcie Lulka było dla niej dosyć niespodziewane i chociaż, że często zdarzyło się jej mruknąć coś niemiłego na jego temat, w głębi go szczerze kochała. Zdawała sobie sprawę z tego, że był gorszy i jego obecność obok niej działała raczej na niekorzyść kotki, dlatego też wszelkie czułości zostawiała na momenty, kiedy byli sami. Teraz już więcej nic mu nie powie i to bolało najbardziej. Nie doceniała jego obecności, kiedy jeszcze był obok… Łzy znowu napłynęły do oczu Wężynowego Splotu, która nawet nie próbowała ich zatrzymać. Było jej tak przykro, dlaczego najgorsi z jej rodzeństwa zostali w przeciwieństwie do tych bardziej kochanych? Teraz jej myśli przeskoczyły na Tojadową Kryzę, wojowniczka nie mogła uwierzyć, że wybrał swoją głupią partnerkę zamiast ukochanej siostry! Jak mógł zostawić Klan Nocy? Słone łzy ciekły po policzkach Wężynowego Splotu. Ta schowała pyszczek między łapy, cichutko szlochając. Nie doceniała rudego kocura. Może jeśli byłaby milsza i dawałaby mu upragnioną atencję, zamiast ciągle zbywać, nadal byłby przy niej. Szylkretka poczuła silne ukłucie poczucia winy. Nie chciała tego przyznać, ale prawda była taka, że przyczyną odejścia jej braci była ona sama. Żałowała każdej sytuacji, w której powiedziała coś złego na temat któregoś z nich. Jak mogła być tak głupia?! Trwała tak, skurczona w korzeniach drzewa, obwiniając się za zniknięcie Tojadu i Lulka szlochając nieustannie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz