Trzcinniczkowa Dziupla umarł przez to, że zbytnio uwierzył w czyjąś wersje wydarzeń. Na szczęście, Cętkowany Tęgosz musiał jedynie czyścić futra starszych i pielęgnować ich posłania, które wykonał. To była jego kara za zbrodnię. Łoża były całkiem nowe, więc starszyzna miała na czym wygodnie leżeć. Gdy tylko zaglądał do nich, nie mógł uniknąć pogardliwego i wkurzonego wzroku Gąsiorkowego Trzepotu. Starsza miała podejrzenia, że to on za tym wszystkim stał, tak mu się wydawało. Nawet nierzadko syczała na niego z tego powodu! Jak dobrze, że po większości klanu to spłynęło, dość szybko. Większość myślała, że liliowy van umarł ze starości i nie szukała w tym drugiego dna. Taki obrót spraw był korzystny dla niego. Aktualnie zajmował się czyszczeniem futra Lamentującej Toni, nie bez powodu postanowił zająć się nią na końcu…
Starsza prawie całkowicie zrezygnowała z pielęgnacji futra i było to czuć, już wchodząc do legowiska. Kleszcze zdążyły rozwinąć na jej skórze cywilizacje i dobrze sobie radziły. Nie raz chciało mu się płakać, gdy musiał gorzką żółcią jechać po kleszczu. Pajęczak odpadał, ale co rudy się nawdychał łzawiącego odoru, to jego. Woń brudnego, niemytego futra również nie ułatwiała sprawy.
— Dobrze ci idzie, młodzieńcze! Tylko weź mi usuń jeszcze trochę tych kleszczy z pleców, bo coś niedokładnie je zdejmujesz — poleciła mu dymna.
Niedokładnie?! Na jej futrze było nawet więcej niż dziesięć kleszczy. Już przy dziesiątym przestał liczyć, tak wiele ich było. Ilość kleszczy, która mnożyła się stale w jej futrze, byłaby idealna do odstraszania wrogów. Czyszcząc kłosy Lamentującej Toni, kocur najprawdopodobniej będzie zmuszony spędzić tu całe popołudnie, a miał jeszcze przeprowadzić trening Zamroczonej Łapy.
Czyszczenie tej jednej dymnej było dużo cięższe, niż wyczyszczenie wszystkich starszych razem wziętych. A jednak nadal było to łatwiejsze niż zbliżenie się do Gąsiorkowego Trzepotu. Gdy pomagał jej w higienie, to sierść starszej zawsze się podnosiła, przez to trudniej było znaleźć resztę kleszczy i stale pozostawały jakieś niedociągnięcia. Grzebiąc w futrze czarno-dymnej kotki, znalazł następnego, wielkiego kleszcza. Zwinnie namoczył go żółcią, ten jednak nie chciał zejść.
"CO, NA MROCZNĄ PUSZCZĘ?! JESZCZE JAKIŚ KLESZCZ WIELKOŚCI GUZA BĘDZIE MI NA ZŁOŚĆ ROBIŁ!", pomyślał, maczając go żółcią nieugięcie. Już za niedługo połowę zasobu żółci zużyje na tego mutanta! Nie wytrzymał i wyrwał go własnołapnie.
— Ej, to bolało! Mógłbyś być bardziej delikatny! Ach ta dzisiejsza młodzież — Lamentująca Toń westchnęła z marudzeniem. Przy niej nie można było być delikatnym. Jeszcze na jej futrze zauważył podobne kleszcze, jakby tego było mało. "Ta kara wcale nie była taka łagodna", myślał za każdym razem, gdy spoglądał na futro dymnej Powierniczki Cienia.
***
Nastał wieczór. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, sięgając czubków drzew iglastych. Cętkowany Tęgosz zamierzał teraz zabrać swoją kuzynkę na szkolenie. Czekoladowa kotka odpoczywała na ziemi, była bardzo zamyślona. Zawsze, gdy rudy odwiedzał trójkę kociąt w żłobku, mógł dostrzec fakt, iż kotka była dużo spokojniejsza od swojego rodzeństwa. Musiał wykorzystać to, że mógł łatwiej na nią wpłynąć i przekazać prawidłowe wartości. Czekoladowa kotka podbiegła do niego, zauważywszy, że się zbliżał.
— Już myślałam, że tego wschodu słońca nie zabierzesz mnie na trening! — Spojrzała na niego ze zniecierpliwieniem.
— Jak widzisz, dotrzymałem słowa, a teraz chodźmy. Tylko współpracuj ze mną, bo jak nie, to za karę będziesz czyścić futro Lamentującej Toni — zażartował z kuzynki, a kotka się skrzywiła na wzmiankę o czyszczeniu czyjegoś futra.
— Fuj! Jeszcze jakiejś starej kocicy?
— Nie byle jakiej! Lamentująca Toń to najbrudniejsza starsza w Klanie Wilka. Mogę ci zagwarantować, że drugiego kota z tak dużą ilością kleszczy nigdzie nie znajdziesz. — Lamentująca Toń była takim śmierdzielem, że można było tylko się z niej nabijać. Na szczęście, zdążyli wyjść poza obóz, więc oprócz ich dwóch, nikt tego nie słyszał.
***
Wieczór nie był często wybieraną porą przez wojowników na aktywności treningowe. Zamroczonej Łapie nic się jednak raczej, nie stanie, gdy poćwiczy o takiej porze. Gdy nadejdzie noc, to tym bardziej. W końcu trzeba było nauczyć ją bycia twardą.
— Od kiedy umarł ten starszy, to niektórzy podejrzewają, że mogłeś to być ty. Miałeś coś z tym wspólnego, Tęgoszu? Bo większość myśli, że Trzcinniczkowa Dziupla umarł z powodu starości i sama już nie wiem. Niektórzy widzieli cię po czuwaniu, jak wchodziłeś do legowiska babci.
Rudy westchnął ciężko. Jego kuzynka nie mogła się dowiedzieć od nieodpowiednich kotów, że to on to zrobił i że mordowanie było złe, bo czasem było przydatne.
— Dobrze, byłem to ja, ale musisz zrozumieć, że nie zrobiłem niczego złego. Trzcinniczkowa Dziupla ledwo się trzymał i był ślepy. Nie potrzebujemy wykarmiać samych słabych pysków, skoro i tak będziemy mieć niedługo nowe i zdrowsze. Tak czasami bywa, że się pozbywa słabszych jednostek, żeby nie obciążać klanu niepotrzebnym ciężarem. Klan Wilka ceni sobie silne koty, nie ledwo funkcjonujące i niedołężne, na Mroczną Puszczę! Żebyś raz, a dobrze to zapamiętała.
Cętkowany Tęgosz spojrzał na kotkę, a ta dość niejasno kiwała głową.
— Ale on nie był zwyczajnym kotem... Miał przecież tytuł Powiernika Cienia, a tacy dostają go za poświęcenie w imię klanu.
Rudzielec westchnął na słowa swojej uczennicy.
— Miał go, co nie znaczy, że go zwalniał z bycia przydatnym. Powiem ci tyle; zdobywając ten tytuł, nie musisz tracić wzroku lub wszystkich kończyn. Możesz stracić jak już, maksymalnie jedno oko, jak Pustułkowy Szpon lub jedną łapę, jak Lamentująca Toń. Tracenie całkowicie wzroku sprawi, że nie będziesz już mogła polować dla klanu, a strata wszystkich łap to, że będziesz kaleką. Jeśli pozwalasz się tak oszpecać, to znaczy, że nie masz umiejętności. Dlatego zdobywając ten tytuł, też musisz być jeszcze sprawną po tym. To, co ci powiedziałem, ma dużą wagę. Większość myśli, że Trzcinniczkowa Dziupla umarł przez starość i to teraz jest prawidłowa wersja zdarzeń dla Klanu Wilka. Ta, którą Ci powiedziałem, ma pozostać w rodzinie, obiecujesz?
Miał nadzieję, że jego kuzynka nie była gadułą, że będzie mądra, jak na swój wiek i pojmie tę ważną lekcję. Kotka zdawała się przez chwilę nie wiedzieć, co powiedzieć, jednak wreszcie po długiej ciszy się odezwała:
— Obiecuję.
Uśmiechnął się, gdy nie usłyszał żadnego sprzeciwu. Nie lubił, gdy nie miał nad czymś kontroli. Uczucie bezradności dawało mu tylko poczucie pustki i niemocy, które pociągało go w dół. Wojownik zaczął rozglądać się za jakimś godnym drzewem do wspinaczki dla Zamroczonej Łapy. Finalnie wybrał dla niej sosnę z grubym pniem.
— Koniec tego dobrego, teraz masz się wspiąć na to drzewo, używając pazurów. Chcę cię widzieć, jak się wspinasz na najbliższą gałąź. — Czekoladowa kotka spojrzała na sosnę, wysunęła pazury i zaczęła się wspinać pewnie. Najbliższa gałąź była w odstępie króliczego skoku. Kotka wydawała się dosyć zwinnie i prędko poruszać po gałęzi, jakby robiła to już kiedyś wcześniej. Następnie dostrzegł, jak niebieskie oczy, zostały utkwione na gałęzi. Jego uczennica przygotowywała się do skoku. Cętkowany Tęgosz patrzył czy jej się uda. Czekoladowa zgięła łapy, a następnie wyskoczyła. Niestety, brakowało jej odległości pazura, by ją złapać i runęła na ziemię. Nie spadła nawet na cztery łapy. No cóż, dopiero co się uczyła, uczennica lekko zawyła z bólu w odpowiedzi.
— Chyba mnie boli łapa! — Cętkowany Tęgosz, przyjrzał się jej kończynie. Nie była na szczęście dziwnie wygięta. Jeszcze by musiał trening odwołać, gdyby była.
— To, że cię boli i że jesteśmy rodziną, nie znaczy, że dam ci fory. Ból zwykle utrudnia nam różne czynności, zwłaszcza taki zbędny, dlatego zignoruj go i wespnij się jeszcze raz. Przy okazji spadaj brzuchem, nie bokiem, bo wtedy możesz łatwiej wylądować na czterech łapach i nic ci się nie stanie.
Coś w nim krzyczało, żeby nie był taki surowy i oschły, ale jego treningi z Tropiącą Łaską też nie były łagodne. Nie raz kotka zakradała się do niego, atakując go lub posługując się nim w drobnych rzeczach, które mogła zrobić sama. Uczyniło go to jednak silniejszym. Takie same metody treningi chciał wcielić w swoje własne z Zamroczoną Łapą, bo kocurowi nie było dane poznać innych metod prowadzenia treningów.
<Kuzynko?>
[1265 słów, trening Zamroczonej Łapy]
[13%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz