— To ci się udało. Są zdrowe i krzepkie, co dobrze świadczy. Zapewniłeś Klanowi Wilka dwóch przyszłych członków wspólnoty. To lepsze niż cokolwiek, co zrobiłeś podczas szkolenia. — Skinęła głową na znak aprobaty. — Już teraz widzę, że będą lżejszym ciężarem dla swoich mentorów, niż ty byłeś dla mnie. — Kotka dokończyła swój krótki wywód i wbiła wzrok w wojownika.
— Tak, Tropiąca Łasko — odpowiedział z lekkim uśmieszkiem, pomimo wyczuwalnego napięcia w głosie. Pręguska nie była zainteresowana kontynuowaniem rozmowy, a Nocny Śpiewak najpewniej również nie miał ochoty na dłuższą pogawędkę z byłą mentorką. Opuściła więc żłobek i przysiadła w obozie. Wspomnienia szybko wróciły do męki, jaką bez wątpienia było dla niej bycie mentorką. Jej poprzedni uczniowie zostali wojownikami właściwie tylko dlatego, że miała gorsze dni, a ich walki kończyły się niejednoznacznie. Wszystkie trzy pojedynki, które stoczyła w dniu ceremonii któregoś ze swoich uczniów lub z innymi uczniami walczącymi o tytuł wojownika Klanu Wilka, kończyły się remisem lub jej nieznaczną przegraną. Pierwszym z nich był pojedynek z Nadciągającym Pomrokiem. Tropiąca Łaska pamiętała ten dzień, jak gdyby zawalczyła z mistrzynią zaledwie wczoraj, a nie wiele księżyców temu.
Przeszłość
To właśnie wczoraj Pustułkowy Szpon obiecał Tropiącej Łapie, że po raz pierwszy będzie miała okazję zmierzyć się z młodszą uczennicą i definitywnie wygrać. Kiedy mentor powiedział jej, że Nikła Gwiazda zadecydował, aby zawalczyła z córką swojej zastępczyni, patrzył na nią wzrokiem niecierpiącym odmowy. Niecierpiącym odmowy, ale przede wszystkim niecierpiącym porażki. Dzisiaj nadszedł dzień, w którym – jak się okazało – miała pokonać Pomroczną Łapę. Wcześniej z mentorem zamieniła ledwie kilka słów. Pustułkowy Szpon tłumaczył jej, aby nie ograniczała się do ataków ze schowanymi pazurami. Jeśli chciała wygrać, musiała naprawdę chcieć wyrządzić młodszej kotce krzywdę. Nie chciała tego. Wierzyła, że szylkretka jest na tyle niegroźna i łatwa do pokonania, że obejdzie się bez wysuwania pazurów. Myliła się. Gdy koty dookoła ucichły, a głos Nikłej Gwiazdy rozbrzmiał nad zgromadzonymi w niewielkim kręgu pobratymcami:
— Zaczynajcie! — Pomroczna Łapa wyskoczyła w jej kierunku z wyciągniętymi pazurami, które niemal od razu zahaczyły o futro pręguski, pomimo próby wykonania uniku. Młodsza kotka wczepiła się w bark Tropiącej Łapy, napierając na niego przednimi i tylnymi łapami. Tropiąca Łapa, próbując ją odepchnąć tylnymi łapami, sprawiła, że obie przekoziołkowały niemal na długość lisa. Zmieniły się w jedną, wściekłą kulkę pełną posykiwania i wyrzucanych w powietrze kępek długiej oraz półdługiej sierści. Jakimś sposobem czekoladoworuda kotka zakończyła koziołkowanie, przygważdżając Pomroczną Łapę grzbietem do ziemi i zmuszając ją tym samym do poluzowania chwytu.
— Nie dam wygrać młodszej kotce! — wycedziła Tropiąca Łapa. Na chwilę dostrzegła patrzącego prosto na nią Pustułkowego Szpona. Ten krótki kontakt wzrokowy wystarczył, aby zrozumiała, że naprawdę musiała zwyciężyć. Pomroczna Łapa pokazała jej język. Przez kolejną chwilę szarpały się, przewracając z jednego boku na drugi, by za moment znów wrócić do poprzedniej pozycji. Kiedy szylkretka akurat okładała łapami pysk Tropiącej Łapy, ta wykorzystała okazję i – prawdopodobnie najmocniej, jak potrafiła – zacisnęła zęby na łapie przeciwniczki. Zaskoczona Trop warknęła i nieznacznie się odsunęła, rozluźniając uścisk. Pomroczna Łapa wykorzystała tę chwilę i wymierzyła jej mocnego, celnego kopniaka. Tropiąca Łapa wylądowała na ziemi podbrzuszem, skulona, z najeżonym futrem i rozwartymi wargami, ukazującymi komplet ostrych, białych kłów. Rzuciła szybkie spojrzenie w kierunku mentora. Pustułkowy Szpon już na nią nie patrzył. Patrzył na Nikłą Gwiazdę. Przegrała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz