Świergotek.
Oczywiście, można było znaleźć na to wiele logicznych wyjaśnień. Na przykład wyróżniający się, rudo-biały kolor futra…
No dobra. W sumie to nie udało mi się wpaść na nic innego do tej pory…
By zbadać ten niespotykany fenomen, postanowiłem zbliżyć się do kocura. Zastosowałem w tym celu kilka prostych taktyk, składających się na całość mojej wybitnej strategii.
Przykładowo, zamiast wylegiwać się większość czasu wolnego w legowisku, spędzałem go w dolnej części obozu. Udawałem, że gdzieś idę lub też po prostu siedziałem w miejscu, czekając cierpliwie na pojawienie się Świergotka. Gdy wreszcie zauważałem go, przechodzącego, całą siłą umysłu starałem się złapać z nim kontakt wzrokowy, a następnie — w zależności od sytuacji — przywitać się z nim słownie lub kiwnięciem głowy.
Nie zostawało mi jednak zbyt wiele czasu wolnego, gdyż kolejną taktyką było… zgłaszanie się na każdy możliwy patrol. Nie byłem pewien, na którym z nich będzie rudy kocur, dlatego szedłem na wszystkie. Byleby tylko spędzić z nim czas. Nie ważne, że w większości wyglądało to tak, że on szedł, a ja się gapiłem, nie uzyskując oczekiwanej reakcji…
Dziś ponownie zgłosiłem się na poranny patrol i w końcu miałem szczęście — Świergotek również tam był. Jak zwykle szedłem za nim i obserwowałem — no bo co innego miałem zrobić? Nie wiem, co. Na pewno nie zagadam. Bo co miałbym powiedzieć?
Ale tym razem było inaczej. Skupiłem się na nim tak bardzo, że… zamiast przeskoczyć na gałąź obok, wlazłem w pień głową…
Rozległ się stłumiony trzask.
Rudy kocur odwrócił się do mnie gwałtownie z otwartymi szeroko oczami.
— Borowiku? Wszystko dobrze? — spytał.
Skrzywiłem się i potrząsnąłem głową na boki.
Oj, będę miał guza…
Chciałem odpowiedzieć, że tak, wszystko dobrze, ale zamiast tego z mojego pyska wydobył się jedynie bliżej niesprecyzowany dźwięk.
— Eueuaehhhh… — Zachwiałem się.
Świergotek zmarszczył brwi i przeskoczył na moją gałąź, stając obok mnie, by w razie czego zapobiec mojemu upadkowi.
Czułem, jak przegrzewają mi się zwoje mózgowe.
— Możesz iść? — Gdy pokiwałem głową, kontynuował: — To dalej, powinniśmy dogonić resztę. Musisz bardziej uważać, Borowiku.
Ton jego głosu nie brzmiał ani trochę, jakby kocur był zdziwiony czy zirytowany. Bardziej, jakby to była całkowicie normalna sytuacja…
— Uch. Nie no… Nic mi… nie jest. Jestem przyzwyczajony do… uch… wpadania w… pnie… — mruknąłem. — Nic… nic specjalnego…
Kocur zaśmiał się dość naturalnie i przechylił głowę.
— To pewnie przez to, że ostatnio chodzisz na te wszystkie patrole, Borowiku.
No i zatopiony.
Zdemaskował mnie.
Ale jak? Moja tajna operacja była zaplanowana wybitnie i w sposób złożony, zwykły umysł nie byłby w stanie tego odkryć…
— Uch… Co…? Znaczy… trochę mi się… wiesz… nudzi ostatnio… Nie mam ucznia ani nic… — Zmarszczyłem brwi, próbując ostrożnie postawić łapę na następnej gałęzi.
— Tia, zauważyłem. Ciągle siedzisz na środku obozu. Musi ci się naprawdę nudzić…
Podwójnie zatopiony.
Nie wierzę…
Nie wiedziałem, że jest aż tak spostrzegawczy…
— Uch. No… — Po wejściu w drzewo nie stać mnie było na bardziej rozbudowane odpowiedzi.
Rudzielec spojrzał na mnie.
— Wiesz, jeśli chciałbyś z kimś pogadać czy coś, to nie musisz się tak czaić — dodał, jakby od niechcenia. — Ja też nie mam nic lepszego do roboty.
Jakby dla żartu pacnął mnie ogonem.
BUM.
Zaliczyłem drugie spotkanie mojej głowy z pniem.
Tym razem siła zderzenia była na tyle duża, że spadłem z gałęzi i zacząłem zsuwać się odruchowo po pniu w dół.
— BOROWIKU! — krzyknął za mną Świergotek, tłumiąc śmiech. — ŻYJESZ?
Wylądowałem w krzakach na dole.
***
Auć.
Nie mam pojęcia, jak to się stało, że wlazłem w drzewo. Dwukrotnie. I to przez jakiegoś kota. Nigdy mi się to nie zdarzyło przez jakiegoś kota. Z reguły było to celowe działanie z mojej strony lub dywersja…
W dodatku zostałem rozpracowany z taką łatwością…
Nie podoba mi się to.
“Jeśli chciałbyś z kimś pogadać czy coś, to nie musisz się tak czaić”.
Pff. Ja mu dam. Tak z nim pogadam, że sam w pień wlezie. Jeszcze pożałuje, że zasugerował mi najbardziej logiczną i naturalną opcję…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz