TW: przemoc rodzinna, śmierć
– Witaj, bracie! – uśmiechnęła się do niego.
– A więc jednak… – powiedział mocny głos. Zza krzaków wyłonił się czekoladowy pręgowany kocur, o przenikliwych, zielonych oczach. To był Sosna. – Spotykasz się z kotką z klanu! Ty głupku, zdradziłeś nas! Spotykasz się z wrogiem!
– Ja… przepraszam…
Kotce waliło serce. Odebrało jej mowę.
– Twoje słowa nic dla mnie nie znaczą! Jeśli naprawdę żałujesz, zabij ją.
Brat wytrzeszczył oczy.
– Co?!
– SŁYSZAŁEŚ, CO POWIEDZIAŁEM! – ryknął potężnie.
– Nie każ mu zabijać własnej siostry! – W końcu sprzeciwiła się Liliowa Pieśń. Wiedziała, po kim wpadała w wysokie tony.
Sosna najpierw popatrzył na nią ze zdziwieniem, a potem się zaśmiał.
– To niemożliwe! Nie uratujesz się kłamstwem, rybosisto!
Rybosisto? Musiało to być przezwisko dla Nocniaków.
– Otóż jest to możliwe, gdyż to ja jestem twoją córką, Sosno.
Kocur otworzył szerzej oczy.
– JESZCZE MÓWIŁEŚ O NAS?! JAK MOGŁEŚ, TY WYPRÓŻNI BORSUKA!
Kotka zrozumiała, czemu jej brat tak się go bał. Głos ojca dudnił jej po całym ciele, aż sierść jej stanęła.
– To nie on o tobie mi powiedział! Ja sama pamiętam. Jestem twoją córką, Sosno. Córką Sójki, którą wykorzystałeś i opuściłeś. Straszyłeś ją, manipulowałeś nią. Zostawiłeś mnie i ją, zostawiając w twojej byłej partnerce ślad smutku i rozpaczy, przez który zginęła. Jej dawniej ukochane miejsce na ziemi stało się najgorszym, gdyż wszystko, zapach, legowisko, nawet rzeka przypominała jej o tobie. Kocurze, który zrobił jej potomstwo i uciekł z jednym bez słowa. Później, szukając nowego domu, wyczuł nas lis. By mnie chronić, odciągnęła go ode mnie i zapłaciła za mój ratunek życie. Później Klan Nocy mnie znalazł i dał mi opiekę. Jesteś okropnym kotem. Synem też manipulujesz, aby był twoim sługą. Wykonywał twoje rozkazy. Jesteś bestią, która mogłaby zapoczątkować legendę o czekoladowych kotach. Nie zasługujesz, by do ciebie mówiono tato, a nawet ojcze…
Kocur coraz szybciej zaczął oddychać. To musiało wydostać jego demony przeszłości, które dawno zakopał.
– Tato, czy to prawda? – zapytał, kładąc uszy Mrok.
– …ZABIJE CIĘ, POĆWIARTUJE, A POTEM UTOPIĘ!!! – ryknął i rzucił się na kotkę.
Liliowa Pieśń przewróciła się pod ciężarem kocura, który próbował ją zagryźć. Odepchnęła Sosnę tylnymi łapami, a on przewrócił się na bok. Kotka przytrzymała ojca.
– Nie chcę cię zabijać. Chcę, byś zrozumiał swój wielki błąd.
Kocur przestał się mocować, rozluźnił się, a więc wojowniczka też puściła.
– A więc… JA ZABIJĘ CIEBIE!!!!! – znowu rzucił się na kotkę i przybliżył swój pysk do gardła swej córki. – TY… TY GLONOJADZIE! CHCESZ MI GO ODEBRAĆ! JEDYNEGO SYNA, NA KTÓREGO TAK CZEKAŁEM! SÓJKA MI GO DAŁA! ALE JEJ NIE POTRZEBOWAŁEM, CIEBIE PCHLARZU RÓWNIEŻ. – Czemu puściła! Wiedziała, że on chciał ją zabić, ale to była rodzina. Lecz on sprawił, że serce jej matki skruszyło się na wiór. Już miała się odegrać, ale wtedy Mrok, który wcześniej zmieszany patrzył na bitwę, podbiegł do ojca i zacisnął swoje kły na jego gardle. Liliowa Pieśń czuła, jak napastnik puszczał. Jego wzrok był utkwiony w dal, a z jego pyska sączyła się krew. Liliowa szybko wstała i zobaczyła brata trzymającego martwe ciało ojca.
– Mrok! Nie! Ja… nie chciałam! – Łzy jej napłynęły do oczu. Brat, z którym spotykała się kilka księżyców, zabił swego ojca, z którym był całe życie. Jednak widziała, że ona, mimo o wiele krótszego okresu, dała mu więcej czułości, niż Sosna.
– Już dobrze. Chciał cię zabić. Nie mogłem na to pozwolić.
– Ja… j-ja... przeze mnie wszystkich straciłeś…
– Wcale nie, mam ciebie. To jego wina, że matka zmarła i tego paskudnego lisa.
***
Przybyli do grobu matki. Rodzeństwo wykopało dół obok niej, a następnie wsadzili tam ciało czekoladowego. Zasypali, a później postawili tam puszczającą liście gałązkę, która symbolizowała przemienienie zła w dobro w zaświatach.
– Jeżeli uschnie, nigdy nie żałował – powiedział Mrok. – Tata mi opowiadał takie tradycje.
– Czy czułeś, że cię w głębi serca kochał? – spytała się kotka.
– Tak… bronił mnie. Nie wiem tylko, czy kochał mnie jako mnie, czy jako jego dziedzictwo. – Jego oczy spochmurniały.
– Jestem przy tobie, dziękuję za uratowanie mi życia – miauknęła kotka w podziękowaniu. Już nigdy więcej głupich błędów.
– Nie ma za co. – Podniósł lekko uszy i w zachodzącym słońcu, czuwali nad grobami. Cała rodzina tu była, wspominając ostatnie wydarzenia.
[*]
🌸
😿😿
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz