BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fiołek x Wełnianka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fiołek x Wełnianka. Pokaż wszystkie posty

23 sierpnia 2026

Od Fiołka CD. Wełnianki

— Nie wiem, Fiołku… — miauknęła cicho Wełnianka, a w jej brązowych oczach tliły się smutek i gniew. Rudo-biała owinęła ogonek wokół łapek. — Chyba tak. Mama jest zawsze miła… Pomaga mi.
Szylkretka dopiero teraz zauważyła emocje na pysku koleżanki i przez chwilę nie wiedziała co odpowiedzieć, zła na siebie. Tym swoim głupim, wścibskim pytaniem kompletnie zbiła Wełniankę z tropu i zepsuła jej humor. Że też nie mogła czasem pomyśleć, zanim coś powie!
Nie miała jednak dużo czasu, aby żałować tego, co zrobiła, bo jej uwagę odwrócił gwałtowny ruch głowy rudo-białej.
Zielone oczy Fiołka rozszerzyły się z ciekawości. Co to było? Może jakaś mucha usiadła Wełniance na grzbiecie i koteczka chciała ją w ten sposób przepędzić? Nie, to jakoś inaczej, dziwniej wyglądało…
Już chciała się o to spytać, ale nie zdążyła, bo koleżanka zaczęła mówić dalej.
— Nie wiedziałam nawet o tym ślubie, ale to okropne! Dlaczego ktoś chciałby pobić naszego opiekuna? On jest… taki miły! Co za okropny kot. Dostał karę?
— Chyba tak. — Szylkretka pokiwała ochoczo łebkiem. W pełni zgadzała się z tymi słowami. Złocisty Widlik był najlepszym piastunem, jakiego można było sobie wymarzyć i ten cały czekoladowy samotnik zasługiwał na karę. Ponownie wezbrała w niej złość, a jej futerko lekko się nastroszyło. — Mama mówiła, że sprawiedliwość go dosięgła… — miauknęła, przypominając sobie wcześniejszą rozmowę z Senną Łzą. — Ale nie powiedziała, o co dokładnie jej chodziło. Jak ty myślisz?
— Może dali mu do zjedzenia taką paskudną… eee… piszczkę, właśnie, piszczkę. Wiesz, taką gnijącą, śmierdzącą i oblepioną muchami. Co sądzisz? — odparła Wełnianka po chwili zastanowienia się.
W zielonych oczach Fiołka zamigotały psotne iskierki, a po wcześniejszej złości nie było już najmniejszego śladu.
— Nie, nie piszczkę! Bardziej wronią strawę — zachichotała. — A do posłania wrzucili jakieś obrzydliwe, oślizgłe robaki. I do tego dużo cierni!
Wełnianka pokiwała głową i obie zamruczały rozbawione.
— A wy dwie, może byście przesunęły się ze środka obozu. Jeśli nie zauważyłyście, to podpowiem wam, że ja, wasz zastępca, chcę przejść i stoicie mi na drodze. Nie wypada kociakom plątać się pod łapami wojownikom, a zwłaszcza tym z rodu królewskiego! — Nad koteczkami rozległo się głośne, oburzone prychnięcie.
Fiołek podniosła wzrok i zobaczyła Błękitną Lagunę, który wbił w nie swój wyczekujący wzrok.
Szylkretka zmarszczyła brwi. Przecież siedziały zaledwie parę długości ogona od żłobka, nie było powodów do marudzenia! Była przekonana, że zastępca się ich czepiał tylko dla zasady, przecież wcale nie zrobiły niczego złego.
Nastroszyła obronnie futerko i już otworzyła pyszczek, aby odpowiedzieć coś nie do końca grzecznego i uprzejmego, ale Błękitna Laguna poszedł dalej, cały czas mamrocząc pod nosem i rzucając jeszcze jedno obrzydzone spojrzenie Wełniance.
— Ja w waszym wieku… — Później słowa zlały się ze sobą i przestały tworzyć cokolwiek zrozumiałego dla uszu koteczek.
Fiołek jeszcze chwilę patrzyła się na odchodzącego kocura, a później spojrzała z oburzeniem na swoją przyjaciółkę.
— To niesprawiedliwe! — syknęła, wbijając pazurki w ziemię. — On uważa się za kogoś lepszego tylko dlatego, że jest z rodu! Ja też chcę być z rodu! — Nagle jej pyszczek wyraźnie posmutniał. — Myślisz, że jesteśmy gorsze? Tylko dlatego, że nie mamy znaczków na głowach? Tylko dlatego, że nasi rodzice nie są wysoko postawieni?

<Wełnianko?>

16 sierpnia 2026

Od Wełnianki CD. Fiołka

Wełnianka przysiadła obok koleżanki, wbijając białe kiełki w obraną z łusek zdobycz. Ostrożnie przeżuła mięso, zgodnie ze słowami Złocistego Widlika uważając na obecne w nim ości. Połknęła kęs posiłku, oblizując pyszczek i mrucząc cicho z aprobatą. Ryby były nieco dziwne, znacznie różniły się od myszy czy ptaków, mając swój własny, niepowtarzalny smak, ale były… dobre. Koteczka dodatkowo cieszyła się, mogąc wreszcie spróbować jednej z nich — nieco głupiutko czuła, że czyniło to z niej lepszą Nocniaczkę.— Dobre! — Fiołek rzekła, przerywając obecną między nimi ciszę — Słyszałaś, co się działo na ślubie Ulewnego Szkwału i Liliowej Pieśni, teraz już w sumie Bagna? Przyszedł jakiś czekoladowy samotnik i pobił Złocistego Widlika! Jak on tak mógł!? Szkoda, że mnie tam nie było, to bym obroniła naszego piastuna. — Ze złością uderzyła ogonem o ziemię. Lubiła kremowego i nie chciała, żeby ktoś go atakował. — I okazało się, że to był jej brat. Brat Bagna. Tylko nadal nie rozumiem, po co przyszedł i przerwał ceremonię ślubną! Mówią, że to dlatego, że jest czekoladowy, że czekoladowi tak mają… Ale twoja mama nie jest taka, prawda? Wydaje się miła i zawsze jest grzeczna, z tego, co wiem.
Wydawało się, że cała frustracja i oburzenie szylkretki zniknęło dokładnie tak prędko, jak się pojawiło. Teraz wyglądała na zaciekawioną, jakby rzeczywiście zainteresowały ją tajniki zachowań błotnych kotów. Pewnie zresztą tak było. Dla większości Nocniaków czekoladowi pobratymcy wydawali się czymś egzotycznym, równie odrażającym, co fascynującym, dziwnym, brzydkim, pięknym, pociągającym przez to, że samo ich istnienie zdawało się nie na miejscu. Było błędem, było złe i skażone, jak wszystko, czego się tknęli. Wełnianka sama nie wiedziała, jak się z tym czuła. Wiedziała, że koleżanka zapewne nie miała na myśli niczego złego. Pochwaliła w końcu jej mamusię, stwierdziła, że na pewno nie była ona taka, jak inni. Jak inni…
Z niezrozumiałych dla niej powodów brązowooka koteczka poczuła, jakby skóra skryta pod jej krótkim futerkiem zajęła się żywym ogniem. Była tym zawstydzona. Sama nie należała do grupy kotów czekoladowych, mogąc pochwalić się biało-rudym futerkiem, ale przecież to wciąż byli jej bliscy! Ta wstrętna w oczach Klanu Nocy, mulista krew krążyła również w jej żyłach, przepływała przez jej serce i zapewne pozostawiała na niej swoje piętno — według wszystkich współklanowiczów. Przygryzła policzek, odwracając nieco wzrok od drugiej kotki, zastanawiając się, co powinna na to odpowiedzieć. W środeczku czuła smutek, rosnący i rozlewający się po jej tkankach, ściskający jej serduszko. Jednocześnie tuż obok niego kiełkował gniew, chociaż starała się tego po sobie nie pokazywać — co zapewne kiepsko jej szło. Pyszczek kotki zazwyczaj od razu zdradzał wszelkie rodzące się w niej uczucia, a ona nie potrafiła dobrze tego zamaskować.
— Nie wiem, Fiołku… — powiedziała cicho, owijając ogonek wokół łapek. Ryba nagle przestała jej smakować. Zyskała dziwny, mulisty aromat, który wywoływał u niej wyłącznie nudności — Chyba tak. Mama jest zawsze miła… Pomaga mi.
Nagle poczuła, jak jej małe ciałko przeszywa dreszcz. Jej głowa mimowolnie, gwałtownie przechyliła się w bok. Było to już coś, co znała dość dobrze — chociaż nie wiedziała, z czym było związane, to nie niepokoiło jej to szczególnie. Przynajmniej nie było to bolesne. Bardziej martwiła się, że w związku z tymi ruchami w oczach innych uchodziła za dziwaczkę.
— Nie wiedziałam nawet o tym ślubie — dodała po chwili, przełykając głośno ślinę. Miała szczerą nadzieję, że koleżanka nie zwróciła uwagi na jej niecodzienną przypadłość. — Ale to okropne! Dlaczego ktoś chciałby pobić naszego opiekuna? On jest… taki miły! Co za okropny kot. Dostał karę? — zapytała Wełnianka, spoglądając z powrotem na swoją towarzyszkę.
— Chyba tak. — Szylkretowa koteczka pokiwała ochoczo łebkiem. Znowu wyglądała na tak samo zbulwersowaną, jak przed chwilą, najwyraźniej rzeczywiście przejęta zaistniałą sytuacją. Sama rudo-biała nie do końca wiedziała nawet, o kim mówiła jej koleżanka. Jedynie ledwo kojarzyła liliową wojowniczkę, którą czasem widywała, gdy wyglądała ze żłobka, aczkolwiek nie była pewna, czy to rzeczywiście o niej mówiła Fiołek. — Mama mówiła, że sprawiedliwość go dosięgła… Ale nie powiedziała, o co dokładnie jej chodziło. Jak ty myślisz?
Wełnianka na chwilę się zastanowiła. W jaki sposób mogli ukarać tego łobuza?
— Może dali mu do zjedzenia taką paskudną… eee… piszczkę, właśnie, piszczkę. Wiesz, taką gnijącą, śmierdzącą i oblepioną muchami. Co sądzisz?

< Fiołku? >

13 sierpnia 2026

Od Fiołka CD. Wełnianki

Weszła do kociarni, rozchylając pędy trzcin na boki z zielonym, błyszczącym spojrzeniem wpatrzonym w rudo-białą koteczkę. Szybko poczuła ciepłe i suche powietrze panujące w legowisku na swoim długim futrze, a do jej noska dotarł zapach mleka. Na widok uśmiechu współlokatorki nie mogła powstrzymać swojego.
— Jasne! Będzie fajnie — zamruczała i odeszła do swojego posłania, na pożegnanie lekko muskając bok Wełnianki końcówką swojego puchatego ogona.
Mech uginał się pod poduszkami jej łap, kiedy skierowała swoje kroki w stronę Sennej Łzy i Jasności, które właśnie się obudziły i szeroko ziewały, aby rozbudzić swoje umysły. Płuca Fiołek wypełniły się przyjemnymi zapachami kotek. Szylkretka położyła się obok zaspanej Jasności, wtulając nos w jej miękkie, czarne futro.
— Gdzie byłaś? — zamruczała koteczka.
— Bawiłam się — odpowiedziała ciepło Fiołka i zaczęła wylizywać główkę swojej siostrzyczki.

***

Wiatr poruszał futrem i wibrysami koteczki, jednak ta z zadowoleniem zauważyła, że tego dnia podmuchy były nieco słabsze i nie aż tak zimne. Miała nadzieję, że pora Zielonych Liści, o której karmicielki mówiły z tęsknotą, niedługo nadejdzie. Chciała wiedzieć, co jest w niej takiego cudownego. Miękkie źdźbła trawy łaskotały jej poduszki i rozchylały pod naciskiem łap, kiedy szła w stronę dziupli ze zwierzyną. Zgrabnie wskoczyła na kamienie prowadzące do niej, a kiedy znalazła się już wystarczająco blisko, wsadziła głowę do środka. Zamrugała parę razy, aby przyzwyczaić się do panującego w pniaku półmroku i obwąchała piszczki, aż w końcu zdecydowała się na płoć. Spojrzała z obrzydzeniem na mysz, która leżała niedaleko. Wciąż jeszcze nie przekonała się do futerkowej zwierzyny.
Z rybą w pysku trochę trudniej się szło, bo jej ogon znajdował się między przednimi łapami szylkretki i parę razy prawie się o niego potknęła. Dodatkowo zdobycz była duża przy małej koteczce.
Fiołka rozejrzała się po obozie, szukając kogoś, z kim mogłaby się podzielić. Gdy zauważyła Wełniankę, zamruczała z zadowoleniem. A przynajmniej spróbowała, bo dźwięk, który wydała z siebie, nie był nawet podobny do mruczenia ze względu na trzymaną w pysku rybę.
— Cześć! Zjesz ze mną? — miauknęła, upuszczając zdobycz.
Wibrysy biało rudej koteczki lekko wychyliły się do przodu.
— Jasne! Jadłaś kiedyś tą… no… — Na chwilę się zawahała.
— Płoć? — domyśliła się Fiołek. — Nie, to mój pierwszy raz!
— Właśnie, płoć! Mój też.
Szylkretka ostrożnie zasmakowała zdobyczy, po tym, jak obrały ją z łusek, które sprawiedliwie podzieliły między siebie. Żadna z nich nie była wyjątkowo ładna, więc nie było powodów do kłótni o nie.
Poczuła w pysku smak rzeki i zamruczała.
— Dobre! — Po chwili zmieniła temat. — Słyszałaś, co się działo na ślubie Ulewnego Szkwału i Liliowej Pieśni, teraz już w sumie Bagna? Przyszedł jakiś czekoladowy samotnik i pobił Złocistego Widlika! Jak on tak mógł!? Szkoda, że mnie tam nie było, to bym obroniła naszego piastuna. — Ze złością uderzyła ogonem o ziemię. Lubiła kremowego i nie chciała, żeby ktoś go atakował. — I okazało się, że to był jej brat. Brat Bagna. Tylko nadal nie rozumiem, po co przyszedł i przerywał ceremonię ślubną! Mówią, że to dlatego, że jest czekoladowy, że czekoladowi tak mają… Ale twoja mama nie jest taka, prawda? Wydaje się miła i zawsze jest grzeczna, z tego, co wiem.
Szybko zapomniała o gniewie, który w niej wezbrał, kiedy mówiła o ataku na Złocistego Widlika, a zamiast tego w jej głowie pojawiła się ciekawość.

<Wełnianko?>

11 sierpnia 2026

Od Wełnianki CD. Fiołka

Wełnianka była nieco zbita z tropu potokiem słów, który opuścił przed chwilą pyszczek jej nowej koleżanki. Przez chwilę patrzyła tylko na nią z głupią miną, mrugając. Och, ona też by chciała mówić tak zwinnie, tak sprawnie, jak Fiołek! To musiało być wspaniałe. Bardzo chciałaby wiedzieć, jak to jest… Czy to przychodziło koteczce naturalnie? A może musiała się postarać?
Biało-ruda trzepnęła łebkiem, rozpędzając kłębiącą się w jej główce chmarę myśli.
— Jasne! Możemy pobawić się w ganianego, dobrze? — spytała, na co szylkretka entuzjastycznie pokiwała głową, uśmiechając się szeroko.
Obie radośnie wybiegły przed żłobek, zatrzymując się na mokrej, świeżo zroszonej deszczem ziemi, niemal wpadając do pobliskiej kałuży. Podobne do niej mikro-źródełka pokrywały teraz całą okolicę. Woda wypełniała każde zagłębienie, jakie tylko mogła, zmieniając obozowe podłoże w bagnistą papkę. Idealne warunki dla dwóch niesfornych kociąt.
Wełnianka zrobiła nikczemną minę, klepiąc Fiołek w bok ciała.
— Ty gonisz! — miauknęła wesoło.
Czym prędzej rzuciła się do ucieczki, korzystając z chwili zdezorientowania swojej towarzyszki. Szybko jednak poczuła, że druga koteczka biegła tuż za nią, ewidentnie wykazując się większą zwinnością i prędkością niż ona. Ostatecznie zdołała ją dopaść po kilkunastu uderzeniach serca, szybko zawracając, aby samej nie paść ofiarą zemsty biało-rudej. Wełnianka ruszyła w pogoń, kilka razy ledwie unikając poślizgnięcia się na mokrym błocie. W pewnym momencie jej to jednak nie wyszło — jedną łapką wpadła w kałużową dziurę, tracąc równowagę i czystym ślizgiem wpadając wprost w Fiołek, tym samym ją przewracając. Obie zatrzymały się tuż obok żłobka, częściowo zanurzone w mulistej wodzie, całe umorusane błotem, gliną i brudem. Po chwili bezczynnego leżenia spojrzały na siebie zdezorientowane. Fiołek momentalnie wybuchła śmiechem, a Wełnianka zaraz do niej dołączyła, ciesząc się, że ta nie była zła ze względu na ten mały wypadek. Podniosła się, otrzepując się z gęstej ziemi, po czym wsparła koleżankę w tym samym.
— Wybacz za to — mruknęła, chociaż widziała po zachowaniu drugiej koteczki, że ta nie chowała do niej urazy.
— Nie ma sprawy! Było i tak fajnie! Śmiesznie się poślizgnęłaś… Nie wiedziałam, co zrobić! Wpadłaś na mnie tak szybko, to było tylko “zium” i obie leżałyśmy!
— Tak. — Wełnianka pokiwała łebkiem, wciąż się uśmiechając. — Jesteś bardzo szybka, wiesz? W ogóle nie mogłam cię… no, złapać. — Zakłopotana niedoborem słownictwa położyła po sobie uszy, chwilowo odwracając wzrok od towarzyszki, wbijając go w podłoże, gdy obie przekroczyły znowu próg kociarni. Czy ona myślała, że jest dziwna? Pewnie tak… Sama tak pięknie wszystko mówiła, och! Gdyby tylko ona tak potrafiła…
Po chwili podniosła jednak główkę, ukradkiem zerkając na szylkretkę.
— Będziesz chciała się pobawić ze mną jutro? — zapytała, przechylając łebek w bok. — Postaram się już więcej na ciebie nie wpadać — dodała po chwili namysłu, szczerząc ząbki.

< Fiołek? >

10 sierpnia 2026

Od Fiołka do Wełnianki

Jasność i Senna Łza wciąż jeszcze spały. Cała trójka udała się na drzemkę, kiedy z ciemnych, gęstych chmur wiszących ciężko na niebie, zaczęły sączyć się krople deszczu. Nie wyglądało to tak, jakby miało się zaraz rozpogodzić i kotki były zmęczone, więc schowały się w suchym, ciepłym żłobku i odpoczywały.
Fiołek jednak już otworzyła swoje zielone oczy, na które zaraz wstąpiły wesołe iskierki, a energia rozlała się po jej małym ciałku i już chwilę później szylkretka podniosła się z miękkiego, wyłożonego ptasimi piórami posłania.
Wesoło wychyliła głowę ze żłobka i się rozejrzała. Przestało padać, jednak w powietrzu wciąż unosiła się wilgoć. Woda spływała kropla za kroplą z gałęzi sumaków tworzących kociarnię, jak i z pozostałych legowisk. Kilku wojowników weszło do obozu. Nie wyglądali na zadowolonych tym, że podczas patrolu spotkał ich deszcz. Nie było to jednak nic nowego. W tej porze Nowych Liści ciągle padało.
Fiołek urodziła się niedawno, więc na razie nie poznała innego sezonu niż ten, który panował obecnie. Była jednak ciekawa, jak wyglądały liście, które brązowiały i opadały z drzew oraz jaki w dotyku byłby śnieg. Wiedziała, że dowie się tego wszystkiego, kiedy zostanie uczennicą.
Tak bardzo chciała już nią zostać. Głównie dlatego, że odnosiła wrażenie, jakby nikt ważny się nie liczył z jej zdaniem i nikt nie był nią zachwycony. Inaczej by się miała sprawa, jeśli na codziennych treningach radziłaby sobie wyśmienicie. I miała szczerą nadzieję, że tak właśnie jej będzie szło. Dobrze nie wystarczyło. Chciała być lepsza od innych kociąt. Nie wiedziała zresztą czemu. Może wtedy jej bliscy bardziej by się nią przejmowali?
Uznała jednak, że teraz nie było sensu się tym denerwować. Zanim zostanie mianowana, musiało minąć jeszcze parę księżyców.
Usłyszała kroki za sobą, a jej uszy na ten dźwięk mimowolnie drgnęły i się odwróciły. Za nimi podążyło spojrzenie zielonych oczu. Odwróciła się i lekko machnęła końcówką ogona z zadowolenia.
To była Wełnianka. Fiołek od razu rozpoznała jej białą sierść z rudymi plamami na ogonie i uszach oraz ciemne oczy.
Szylkretka jeszcze nie znała jej za dobrze, ale z tego, co na razie o niej wiedziała, koteczka Fląderki wydawała się jak najbardziej okej. Miła, ciekawska, miała dużo energii… Tak jak Fiołek! No i w niczym jej nie przeszkadzała, poza tym nie miała lepszego od niej futerka i była potomkinią odrzutka, tak więc szylkretka mogła przebywać w jej towarzystwie bez zastanawiania się cały czas, czy Wełnianka nie była czasem lepsza od niej. Nie miała też czekoladowej sierści, więc wojownicy nie będą patrzyć na Fiołkę tak krzywo, jakby się pewnie patrzyli, gdyby spędzała czas z Komarem.
Podeszła do niej energicznie, podnosząc szylkretowy ogon wysoko do góry. W oczy rzuciły jej się kwiaty, które Wełnianka nosiła w swoim futrze.
Czuła wilgotny piasek pod poduszkami łap, którego drobne ziarenka wsuwały się między jej palce, tak więc kiedy dotarła do koleżanki z legowiska, potrząsnęła wszystkimi łapami po kolei. To mogło wyglądać dość dziwnie, jednak nie przejmowała się tym.
— Cześć, Wełnianko! Fajnie, że wstałaś, nie to, co te śpiochy — rzuciła żartobliwie z uśmiechem i przewróciła oczami w udawanym obrażeniu. — Deszcz przestał padać, więc możemy się pobawić, co ty na to? — Nie czekała jednak na odpowiedź, tylko kontynuowała, dając w ten sposób upust energii, która w niej kipiała. — W co lubisz się bawić? Berek, wojownik i zwierzyna, klany, wojownicze walki, kulka z mchu, borsucza przejażdżka…? Tylko potrzebujemy do niej wojownika, ale na pewno uda nam się jakiegoś znaleźć. Możemy też odwiedzić kącik zabaw lub zorganizować mini zawody, na przykład kto będzie lepiej udawać rybę.
Przypomniały jej się kwiatki wplątane w sierść Wełnianki.
— O, jakie ładne roślinki! Możemy ci poszukać jeszcze ładniejszych. Może chciałabyś nosić fiołki w sierści? — miauknęła rozbawiona.
Po chwili zdała sobie sprawę, że rozmawiała sama ze sobą, nie dając drugiej koteczce nawet szansy na odpowiedź. Uśmiechnęła się zakłopotana.
— No, to dałam ci całkiem dużo pomysłów, z których możesz coś wybrać — zamruczała już spokojniej, przy okazji lekko się chwaląc.

<Wełnianko?>