— Ciociu Figo — miauknął przeciągle, przyklejając się do niej, a ona aktualnie leżała obok wujka Topoli przy legowisku starszych.
— Zwinku! Jak dobrze Cię widzieć — miauknął czarno-biały starszy.
— OOoo wujaszek Topola! — krzyknął rozradowany, dostrzegając kocura spoza gęstej sierści zastępczyni. — Cześć!
Poszedł się do niego przytulić.
— Mam do Was takie pytanko… — zaczął nieśmiało. — Bo Pani Poinsecja urodziła kociaki jakiś czas temu… No i ja chciałem się z nimi zaprzyjaźnić, ale oni tak jakby mnie nie chcą. Jedna z nich to w ogóle zaczęła się trząść, kiedy do niej podszedłem i coś powiedziałem — miauknął przygnębiony, wyglądając jak zbity pies. — Nie wiem co robić! Ona się mnie boi!
Pociągnął nosem i pozwolił, by Topola zgarnął go w swoje objęcia. Figa machnęła końcówką ogona jakby podirytowana. Odwróciła głowę i spojrzała w stronę żłobka, a jej oczy miały wyraz oceniających, może poniekąd uprzedzonych. Zwinek mógł wywnioskować, że kotka nie przepadała za Poinsecją, skoro tak zareagowała na wspomnienie o niej.
— Wiesz — zaczęła niskim tonem, po chwili wzdychając. — Może ona jest po prostu nieśmiała? Wujek Topola też taki był, kiedy próbował mnie poznać.
Sprzedała partnerowi kuksańca w bok, a Topola się zaśmiał.
— Z kolei ciocia Figa była zarozumiałą zołzą! — odgryzł się, jednak jego ton przepełniony był sympatią. Figa wypięła do niego język.
— Co to zołza? — zapytał skołowany Zwinek.
— Taki wredny kot — wyjaśniła Figa, jakby z dumą. — Która tam koteczka się Ciebie boi?
— Ja to nie wiem, jak to jest w ogóle możliwe, przecież Zwinek to najsłodszy okruszek na świecie! — odparł Topola, zadziwiając się opowieści kociaka.
— Kostka! — odparł z wyrzutem. — Nie wiem, o co jej chodzi!
— Ciekawe imię — mruknęła Figa, która chyba nie znała latorośli koleżanki z Owocowego Lasu. — A co zrobiłeś podczas rozmowy z nią?
— Eeeh? Skomplementowałem jej futro i uszy! — odpowiedział.
— Hmm, to dziwne w takim razie — mruknął Topola. — Koteczki lubią komplementy.
— No ja też tak myślałem!
— Być może ona jest… troszkę inna — wtrąciła Figa.
— Następnym razem spróbuj ją zapytać, czy się z Tobą pobawi albo co lubi zjeść, dobra? Może wtedy się otworzy — dokończył Topola, jakby czytając z myśli Fidze.
Zwinek podziękował im obojgu za pomoc, kiwając głową na porady od wujka. Przytulił oboje i podreptał z powrotem do żłobka.
Następnego dnia
Zerknął na drugą stronę żłobka, pod krzewy kaliny. Kostka była przyklejona do Poinsecji, wręcz ukryta. Zwinek by jej nie zauważył, gdyby nie wystające uszy kociaka zza puchatego ogona matki. Syn Purpury próbował do niej podejść, jednak rodzicielka Kostki go powstrzymała.
— Dokąd to? — zapytała niskim głosem.
— D-do Twojej córki — odparł beztrosko, jednak z odrobiną strachu.
— Czego od niej chcesz? — warknęła tak, jak gdyby Zwinek był potencjalnym zagrożeniem ze swoim wątłym ciałkiem.
— No poznać się, no!
— Nie ma takiej potrzeby, możesz już iść.
— Jak nie ma, jak jest! — Rudzielec się wkurzył. — Nic tylko w kółko ich kontrolujesz i wszystkich odganiasz! Tak nie wolno! Jesteś zołzą!
I tutaj Zwinek popełnił błąd. Bardzo, bardzo poważny błąd.
Poinsecja podniosła się ze swojego miejsca, a z jej oczu buchał żar złości. Zwinek momentalnie skulił się w sobie i przykleił w strachu do podłogi. Gdyby nie interwencja Kasztanki, zapewne niewiele by z niego zostało.
Kiedy ruda rodzicielka wkroczyła, broniąc swojego dziecka własnym ciałem, Zwinek czmychnął spod jej łap. Nie chciał, by go zdeptała, a nie chciał też sprawdzać, jak mocne Poinsecja miała szczęki. Kiedy obie matki dyskutowały i się wykłócały, rudzielec podszedł do Kostki. Kotka wyglądała jak malutka puchata kuleczka, przerażona całym światem.
— Hej — zaczął delikatnie, zachodząc ją od strony, z której miała pyszczek. — Przepraszam za ostatni raz. Zachowałem się nieładnie. Chciałbym spróbować jeszcze raz Cię poznać, jeśli mi na to pozwolisz. W porządku?
<Kosteczko? :3 >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz