Mimo tego, że ucieczka Truskawkowego Pola tak nim nie wstrząsnęła, bał się, że jednak rzeczywiście uciekła wtedy przez nich. A jeśli była to prawda, ta plotka mogła nabrać zupełnie innego znaczenia dla Migoczącego Nieboskłonu.
Wojownik obawiał się odrzucenia ze strony ojca. Myśl, że przywódca przyprowadził kogoś na jego miejsce, wywoływała u niego mdłości. A połączyć to jeszcze z ich matką? Klanie Gwiazdy. To tak jakby wszechświat chciał doprowadzić go do upadku, jakiegoś szaleństwa.
Jednak wszystko to było tylko wymysłem. Lśniąca Gwiazda nie mógł zdradzić Klanu Klifu, a Truskawkowe Pole nie mogła tak po prostu wrócić. Cała ta plotka była niedorzeczna tak samo, jak każdy, kto w nią wierzył.
Mimo to Migoczący Nieboskłon nie mógł przestać wpatrywać się w żłobek, w którym to siedziała rzekoma trójka jego rodzeństwa. Był ciekaw, czy te bajki doszły również do nich. I czy rzeczywiście uwierzyli, że mogliby być dziećmi kogoś tak wspaniałego, jak Lśniąca Gwiazda.
W jego głowie nie znajdowało się nic innego niż domysły dotyczące trójki kociaków. I najpewniej tak by zostało, jednak znalazła się kotka, która zdecydowanie chciała mu to przerwać.
– Planujecie zrobić jakąś dynastię w klanie klifu? Jakoś was tak sporo teraz, od kiedy mówią, że Lśniąca Gwiazda jest ojcem tych kociaków – wypaliła Zanurzona Łapa, nawet bez żadnego przywitania. Jakby zwykły wstęp był dla niej za skomplikowany do wypowiedzenia.
Migoczący Nieboskłon przeniósł na nią swoje spojrzenie, ewidentnie zdenerwowany jej obecnością. Chociaż nie miał z uczennicą większych kontaktów, doskonale pamiętał, jak potraktowała go, gdy był jeszcze uczniem. Ta wronia strawa nie miała ani grama szacunku, a jej niewyparzony język zdecydowanie działał pointowi na nerwy.
– Lśniąca Gwiazda nie jest ojcem tych kociąt – odparł stanowczo, dalej wierząc w swoją wersję, tą prawdziwą.
– Cóż, skoro nie jest ich ojcem, to czemu inni mówią że jest ich ojcem? – spytała ciekawsko córka Rozżarzonej Pieśni. Jakby nie potrafiła nie wtryniać nosa w nie swoje sprawy! Czy naprawdę nikt nie mógł zrozumieć tak prostej wersji wydarzeń, że ich lider nie był ojcem całej tamtej trójki?
– Może dlatego, że inni są głupi, hm? – zapytał ostro. – Każdy kto chociaż odrobinę zna naszego przywódcę może zagwarantować, że on czegoś takiego by nie zrobił – powiedział, zirytowany taką ciekawością kotki. Odkąd pierwszy raz się z nią zderzył wiedział, że będą z nią problemy. Na szczęście była jeszcze młodą uczennicą, która może zmieni się wraz z treningiem i nabierze trochę pokory.
– Em... – Zanurzona Łapa otworzyła pysk, jakby chciała dodać coś jeszcze. Jednak tego nie zrobiła, następnie szybko go zamykając. Może zastanowiła się trochę nad swoim zachowaniem i oszczerstwami w stronę głowy klanu i jego rodziny? – To dzięki za sprostowanie lub coś takiego, na razie – powiedziała szybko, a po chwili odwróciła się od kocura i w pośpiechu wyszła z obozu. Migotowi nie umknął fakt, że ruszyła prosto w stronę Różeńcowego Serca, który na nią czekał.
Wojownik miał nadzieję, że ta ostra wymiana zdań da uczennicy do myślenia i więcej nie będzie poruszać tego tematu. Ani z nim ani z nikim innym.
***
*Przed rozmową Lśniącej Gwiazdy z Migoczącym Nieboskłonem*
Chłodny wiatr co jakiś czas wlatywał do jaskini, w której znajdowali się klifiacy. Mimo pory Nowych Liści słońce nie zaszczyciło nikogo swoją obecnością. Zamiast tego chłodne i rześkie poranne powietrze nieprzyjemnie szczypało wszystkich w nos, a gęsta mgła otaczała terytoria klanów, jakby skrywała jakąś tajemnicę. Jedyny plus takiej pogody był fakt, że akurat tego dnia nie padało, a Migoczący Nieboskłon miał udać się na patrol poranny. Idealnie się złożyło, ponieważ kocur szczerze nienawidził moknąć, a gdyby padało to nie mógłby przecież zostać w obozie. Obowiązki to obowiązki, a on nie mógł ich lekceważyć.
Rozejrzał się sennym spojrzeniem po obozie Klanu Klifu. Cierpliwie wyczekiwał na członków swojego patrolu, chociaż w środku zaczynał się już niecierpliwić. Przecież nie mogli tak siedzieć wiecznie, a im szybciej wyruszą w teren, tym szybciej w razie czego będzą mogli zareagować na niebezpieczną sytuację. W końcu tylko Klan Gwiazdy wiedział, co tak właściwie mogło się danego dnia kryć wokół klifów. Jeszcze spotkałoby ich to samo co Przepiórczą Wichurę, której ciało zostało znalezione niedawno przy klifie. Chociaż większość mówiła, że to samobójstwo, tak właściwie nikt nic nie wiedział, a większość bliskich mówiła, że pierwsza z opcji jest całkowicie niemożliwe. No cóż. Lepiej było nie skończyć jak ona i przypadkiem, lub wcale nie przypadkiem, nie spaść z klifu.
W końcu Migoczący Nieboskłon usłyszał pewne szmery i szepty. Odwrócił powoli głowę w stronę źródła dźwięku, gdzie zauważył Różeńcowe Serce i jego uczennice - Zanurzoną Łapę.
<Zanurzona Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz