Przed usłyszeniem plotki o swoim pochodzeniu
__________
Każdy księżyc budził w nim miłość względem grupy coraz to mocniejszą, rosnącą stopniowo. Zwłaszcza w sytuacjach takich, jakiej doświadczył dzisiaj. Ten dzień nie wyróżniał się niczym szczególnym na tle reszty jego przeżytych księżyców. Niemniej personalnie dla kocurka, był czymś specjalnym. Miał bowiem przyjemność poznać ucznia z prawdziwego zdarzenia! Kiedy takowa - Dymówkowa Łapa - po prostu wkroczyła do żłobka… serce aż podskoczyło mu do gardła. Osobiście nie marzył o zostaniu podopiecznym, przez obowiązki jakie zdawały mu się okropnie trudne do wykonywania, a także własne lęki związane z problemami z pamięcią z jakimi się mierzył. Jednak takie spotkanie było czymś, co już jego marzeniem można było nazwać.
Wymuskawszy się spod łap swojej mamy, rozciągnął się na jego pysku pełen uśmiech. Koteczka z tyłu wymruczała standardowe słowa ostrzeżenia: nie zgub się, uważaj na siebie. On odmachnął jej ogonem, w intencji uspokojenia jej, że nie wyjdzie nawet na zewnątrz. Na pewno to miał w planie. Wówczas coś musiałoby bardzo go zaciekawić, gdyż rzadko to robił. Do pójścia na drugi koniec żłobka nie potrzebował wiele.
To nie tak, że nikt nigdy nie przynosił im zwierzyny. No, ale rzadko zdarzało się, iż zakręcili się po legowisku dłużej niż parę minut. Zostawiwszy zdobycz, której młody nie zarejestrował zbyt dokładnie, u łap jednej z królowych, poczęła pogadankę. Teraz, kotka zagadująca do tego i owego kota, wzniecała w nim ciekawość na wielką skalę - tak miło gawędząc i przechadzając się. Kociak zastanawiał się czy mógłby kiedyś być taki jak ona. Każdy zdawał się przyjaźnie przyjąć ją do wymiany zdań. Mimowolnie zaczął podążać za nią krok w krok, aż tamta zauważając jego perypetię, odwróciła się w jego kierunku po pewnym czasie.
Zawsze chciał porozmawiać z uczniem, aby porównać swoje oczekiwania i strach względem jakiegoś prawdziwego punktu widzenia. To była okazja wręcz idealna właśnie do tego. Chociaż podskoczył, gdy ślepia trafiły bezpośrednio na niego. To już chyba stało się nawykiem. Co poradzi, czując uzasadnione przerażenie na rzecz spotykania innych, przed którymi może się ośmieszyć! W tym wypadku nawet nie znał imienia spacerującej pręguski. Strzelił na temat jej wieku, opierając się na wyglądzie. Zachodził sobie o to w głowę, podczas otwierania się jej pyska, aby się odezwać.
— Hej, Kaczorku! — zagaiła. Ona znała jego imię, co już było ciosem w jego klatkę piersiową. Wdech, przed chwilką zaczerpnięty, uciekł mu z płuc. Wielu mogłoby uznać to za głupkowate… nie zmieniało to faktu, potrzeby wzięcia głębszego oddechu, żeby uspokoić kołatanie odczuwane w sercu. — Co się tak czaisz? — zażartowała, uprzejmym tonem, nie zważając na osobliwość w jego zachowaniu. Natomiast maluch pomimo tego poczuł, że zrobił coś źle i zaczął przebierać nerwowo łapkami stojąc w miejscu.
— Przepraszam, nie miałem nic złego na myśli — wytłumaczył się. Jego spojrzenie momentalnie zmieniło się w przepraszające, na co tamta wydała się zmieszana. Na szczęście rudzielca, nie skomentowała tego głębiej, po prostu przysuwając się bliżej. — Zastanawiałem się… jak to jest być uczniem? — zapytał wbrew swojemu lękowi, nie mogąc się powstrzymać mimo naglącego palenia stresu rozchodzącego się po całym jego ciele. Był tak strasznie ciekawy! Może to zmieni całą jego perspektywę na bycie w tym wieku? Może stanie się oczekującym na służenie swojemu ukochanemu klanowi? Może bycie podobnym do niebieskiej okaże się zupełną normą?
<Proszę, opowiedz mi, Dymówkowa Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz