— Hej — zaczął, ale potknął się o wystający korzeń jednego z krzewów. Wylądował na pysku, przygryzając łodygę zerwanego żonkila.
Kotka spojrzała w dół wprost na małego rudzielca. Usłyszała jego przywitanie, ale na moment postanowiła zbytnio na nie nie zważać. Zmrużyła lekko oczy, mimowolnie się uśmiechając.
— Auć — mruknął. Spojrzał niezręcznie do góry na kotkę. — Hej! Ten kwiat jest dla ciebie, jak masz na imię? Masz piękne futro.
Teraz po czymś takim to na pewno nie będzie chciała gadać…
Nieznajoma, widząc, jak mały podsuwał do niej żółty kwiatek uniosła lekko brwi.
— Umm... Dzięki? — mruknęła w końcu cicho. — Mordor. Ty? — rzuciła krótko, jakby nie była jeszcze pewna czy chciała rozmawiać z rudym kocurkiem.
Zwinek pozbierał się z ziemi i otrzepał futro. Uśmiechnęła się! Widział to, widział! Więc może jego spektakularna gleba nie była aż taka zawstydzająca. Chyba że śmiała się z niego... to wtedy miał problem. Być spalonym już na samym początku...
— Ja jestem Zwinek! — odpowiedział z uśmiechem. — Masz puchate futerko, mogę dotknąć? Moje jest takie raczej sterczące, a Twoje wygląda super mięciutko.
Mordor zmrużyła oczy i westchnęła cicho. Słysząc zapytanie, przełknęła ślinę.
— Wolałabym... nie? — odmruknęła.
Zwinek patrzył, jak koteczka powoli przyjmuje od niego prezent. Wzięła w pyszczek żonkil od rudzielca i ząbkami wczepiła gdzieś na grzbiecie. Zwinek uśmiechnął się szeroko. Wyglądała świetnie. Zwinek zastrzygł po chwili uszami.
— Och, pewnie! Ej a jesteś uczennicą czy już po szkoleniu?
Mordor zmarszczyła nosek niezadowolona.
— Zwiadowczynią...? — mruknęła niepewnie. — Co tak wypytujesz, ciekawskie jajco?
Po jej odpowiedzi Zwinek podniósł wysoko ogonek. Tak się ucieszył, że nie słyszał wyzwiska i zaczepki.
— Ale epicko! A zabierzesz mnie poza obóz na spacer? Nie mogę iść sam... ale z tobą bym mógł, skoro jesteś kimś ważnym. — Uśmiechnął się.
Mordor zmarszczyła brwi. Jej mimika mówiła wszystko. Zdecydowanie nigdzie go nie zabierze. Przełknęła ślinę i spojrzała w bok.
— Za młodą zwiadowczynią jestem — mruknęła. — Ktoś inny zabrać musi cię. No i tak są lisy... Mogą Cię zjeść z jednym kłapnięciem — miauknęła, a w jej oczach pojawił się niewielki błysk.
— Jak jesteś młoda, to jesteś nieistotna? — zapytał, przechylając głowę. — To emmm... trochę smutne.
— Czy ja wiem, czy smutne? Chyba… jestem istotna? Jest teraz dużo zwiadowców, a ja nie lubię być w uwagi... centrum — miauczała, przerywając co jakiś czas, aby zebrać myśli. — Będziesz wojownikiem, to poza obóz wyjdziesz — mruknęła cichutko.
Zwinek poczuł, jak sierść mu staje dęba. Wysłuchał kotki grzecznie, poruszył uszami i opuścił ogon. Posłał jej pokrzepiający uśmiech. Widząc uśmiech kociaka, mimowolnie na pyszczek Mordor także wpełzł uśmiech, choć odrobinę bardziej przerażający niż ten rudzielca. Zwinek ucieszył się, widząc, że zaraził kotkę dobrym nastrojem, a przynajmniej tak myślał. Po zobaczeniu jej delikatnego uśmiechu podniósł ogon do góry, radując się tym widokiem. Przygnębiona samica to zły znak, dlatego cieszył się swoją małą wygraną. Mimo tego troszkę zastanowił go fakt, że Mordor nie chciała być w centrum uwagi. Czyli nie przepadała za towarzystwem? Więc przeszkadzał jej tutaj? Może się wstydziła innych kotów?
— Jesteś nieśmiała? — zapytał prosto z mostu. — Czy lisy są aż takie groźne, jak mówią? Nie widziałem nigdy żadnego — zapytał jeszcze. Na wzmiankę o zostaniu wojownikiem, trochę się skrzywił. On chyba nim nie zostanie... ale nie powie tego kotce, póki nie będzie pewien.
Szylkretka słysząc słowa kociaka, zamruczała cicho pod nosem. Pokręciła zaraz głową i zmrużyła oczy.
— Ja raz. Z drzew nie wyglądają aż tak groźnie. A przynajmniej gdy widzę je ja, a nie mnie one — mruknęła. — Są groźne. Jeden wojownik nie ma z nimi zbyt dużych szans... Nawet jeśli jest bardzo silny. Inne dzikie zwierzęta tak samo — miauczała dalej, po chwili zakrywając przednie łapki ogonem. — Ale słyszałam, że dawniej Owocowy Las mógł z nimi rozmawiać — mruczała dalej, gdy jednak ucichła położyła uszy lekko po sobie.
Gdy kotka zaczęła mówić o lisach, otworzył szeroko oczy.
— Postaram się trzymać od lisów z daleka... — mruknął niepewnie, wyobrażając sobie wielkie krwiożercze bestie z opowieści. Aż przymknął oczy na chwilę. Po informacji kolejnej nieco opuścił go strach, a nawiedziła ciekawość. — Naprawdę? Koty dawniej z nimi rozmawiały? Czyli wtedy lisy były dobre? Ciekawe czy moglibyśmy do tego wrócić. Może wtedy nie byłyby dla nas zagrożeniem!
Po mianowaniu Zwinka na ucznia uzdrowiciela
Któregoś pięknego dnia dostrzegł w obozie znajome futro. Mordor!
— MORDORRRR — krzyknął do niej i podbiegł żwawo. — Zostałem uczniem! Mogę teraz wychodzić za obóz z Gołąbkiem, fajnie nie? Może chcesz iść ze mną na spacer z tej okazji?
Posłał jej szeroki uśmiech.
<Mordor?>
[838 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz