Dlatego znalazła sobie swoją nową ofiarę. O ile było wiele innych kotów, z którymi znajomość mogłaby wynieść jej reputację i status trochę wyżej, to postanowiła na razie zapewnić sobie jakiekolwiek towarzystwo. Wzorzysta Dal, którą poznała jeszcze jako Wzorzystą Łapę, była wręcz idealna. Przypominała jej nawet trochę Kruszynkę. Nie miała silnego charakteru, więc podporządkowanie jej sobie było tylko kwestią kilku uderzeń serca, zwłaszcza że o ile kotka była częścią Klanu Klifu dłużej niż para pointów, tak zdecydowanie nie cieszyła się jakąś ogromną popularnością. Wszystko szło zgodnie z planem.
Szło, dopóki nad Kaczym Bajorkiem, gdzie przycupnęły sobie na moment podczas spaceru (nielegalnego, ale Truskawkowa Łapa nie interesowała się głupimi zasadami, w końcu jej mentor był niemal w tym samym wieku, co ona) nie zobaczyły głupiej, obślizgłej i rozrechotanej paskudy. Najeżyła się niemal automatycznie, nie miała na to wpływu. Sama myśl o żabach sprawiała, że miała ochotę zwymiotować. Były mokre i śliskie, a do tego rozdymały się przeokropnie. A ten ich gardłowy śmiech, który czasem można usłyszeć w nocy... Mrozi krew w żyłach...
— Coś się stało, Truskawkowa Łapo? — zapytała Wzorek, która przez większość spaceru trzymała język za zębami. Miłostka nawet tego nie zauważyła. I tak niekoniecznie interesowało ją, co ma do powiedzenia. Wolała mówić, a nie słuchać.
— Patrz! — burknęła groźnie, wskazując na burą żabkę, która przesiadywała spokojnie na płyciźnie. Jedynie jej czarne oczka były dobrze widoczne.
— To żaba... Raczej nie groźna, nietrująca... — Przekręciła nieco łebek.
— Jest szkaradna! — prychnęła, kładąc uszy po sobie. Uderzyła ogonem o trawę, która otaczała zbiornik wodny. Szelest był znacznie głośniejszy, niż się początkowo spodziewała, a płaz nagle wyskoczył przed siebie, spłoszony hałasem. Pointka zjeżyła się nagle jeszcze bardziej i syknęła. Zamknęła oczy i zrobiła krok do tyłu, chcąc uciec przed żabą, mimo że ta nawet nie odskoczyła w jej kierunku. Miała wrażenie, że lepkie paluszki wspinają jej się po karku, a rechotanie dobiega prosto za jej uszu. Nie mogła się powstrzymać; zaczęła próbować ściągnąć z siebie wyimaginowanego agresora, który tak naprawdę już dawno ukrył się gdzieś w wysokiej trawie.
<Wzorzysta Dal?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz