Czuł obok siebie obecność byłego mentora i cieszył się z tego. Lubił z nim przebywać, chociaż miał świadomość, że nie każdy za nim przepada. Nie zamierzał jednak z tego powodu obcinać więzi z kocurem, któremu tak wiele zawdzięczał. Jednym z kotów, które najwyraźniej nie lubiły Wilczego Skowytu była na przykład… Kocimiętkowy Wir.
To szkoda, bo Kamienne Pióro lubił kotkę. Co prawda, kiedy był jeszcze uczniem i przegrał bitwę z nią, czuł do wojowniczki jedynie czystą niechęć. To było jednak głupie i teraz ani najmniejsza cząstka tego uczucia nie została w nim. Przecież Kocimiętkowy Wir też chciała wygrać, tak jak on i miała do tego prawo. Nic złego mu nie zrobiła. Poza tym była dla niego miła i przyjemnie się z nią rozmawiało. Próbowała mu pomóc po jego przegranej. Pamiętał, jak skandowała jego imię, kiedy w końcu wygrał. Jej głos wyraźnie przebijał się przez tłum.
Kiedy tylko jej imię przemknęło wojownikowi przez głowę, jego spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem kotki. Wyczuł jednak w jej oczach coś nieprzyjemnego, chłodnego, jakby niechęć lub złość.
Sierść na jego karku delikatnie się podniosła z niepokoju, lecz zaraz opanował emocje. Starał się myśleć szybko, jednak nie miał pojęcia, czemu Kocimiętkowy Wir mogła być na niego zła. Przecież nic takiego nie zrobił, a przynajmniej tak mu się wydawało.
Kamienne Pióro skierował swoje kroki w jej stronę.
— Pójdę do legowiska — usłyszał głos Wilczego Skowytu.
Pręgowany klasycznie, nie odrywając wzroku od kotki, kiwnął głową na znak, że usłyszał i że zaraz do niego dołączy.
— Um… Cześć — miauknął niepewnie, siadając naprzeciwko kotki. — Coś się stało? Jesteś na mnie zła? Coś zrobiłem?
Po chwili zorientował się, że może za bardzo się rozpędził i że Kocimiętkowy Wir mogła nie zrozumieć.
— No bo wiesz… Tak się na mnie patrzyłaś. Tak, jakbyś była zła. Chociaż nie, pewnie nie. Pewnie tylko mi się wydawało, wybacz.
Uśmiechnął się zawstydzony, mając nadzieję, że nie pogorszył sytuacji.
<Kocimiętko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz