Dzień uwięzienia rodziny stokrotkowej
Wpatrywał się w grupę kotów, która nagle została wywołana i okrzyknięta zdrajcami. Klekotek znał te koty, z niektórymi nawet dzielił legowisko jeszcze za czasów, kiedy trenował pod okiem Algowej Strugi. Nigdy nie wydawali mu się niebezpieczni czy podejrzani, zwłaszcza taki Konwaliowa Mielizna, który emanował wręcz tym dojrzałym spokojem i wojowniczą siłą ducha. Rozmawiali nieco, niedużo, ale wystarczająco, aby książę mógł nakreślić sobie swoją własną opinię na temat liliowego. W tej opinii słowo "zdrajca" raczej nie występowało. Nawet jeden raz. O ile o Rozpromienionym Skowronku nie wiedział prawie nic, tak Borówkową Słodycz znał przecież od maleńkości i chociaż nigdy za nią szczególnie nie przepadał, to kotka nie zdawała się być niebezpieczna czy szkodliwa, podobnie jej pociechy. Ale Klekocząca Łapa wiedział, że to nie jego zdanie na ten temat ma znaczenie i niekoniecznie zależało mu na tym, aby bronić sprawiedliwości. Nawet jeśli zdziwiła go ta nagła decyzja, to zwyczajnie miał to wszystko gdzieś. To nic nie zmieniało w jego życiu, w żaden sposób w nie nie ingerowało, a jeśli uwięzienie tych kotów miało sprawić, że babka i reszta rodu, czy nawet całego klanu, poczują się lepiej i bezpieczniej za ścianami obozu, niech więc tak będzie, niech siedzą zamknięci na wyspię. Chciał już odejść i zająć się czymś pożytecznym lub przynajmniej udawać, że się tym zajmuję. Przez moment złapał jednak kontakt wzrokowy z Konwaliową Mielizną. Ten nadwyraz stoicki i opanowany kocur był teraz szczerze zadziwiony i zaszokowany. Biały nie uciekł spojrzeniem na bok, nie pokazał też otwarcie jakiejkolwiek skruchy, przeprosin względem swojej rodziny. Niebieskie ślepia szukały odpowiedzi w pysku księcia, ale ten nie był w stanie mu żadnej dać; nie wiedział więcej niż skazaniec.
"A jeśli faktycznie są zdrajcami, to może to właśnie oni mają większe pojęcie…" — pomyślał i przeniósł oczy na swoje łapy. Nie miał już ochoty tutaj siedzieć. Nie miał ochoty rozwodzić się na tym, czy decyzja jego babki była dobra, zła, pochopna czy przemyślana. Liczyło się tylko to, że była to decyzja lidera, a z nią nie ma sensu dyskutować, nawet jeśli nie robi się tego wyłącznie dla własnego spokoju i ignorancji.
"To nie moja sprawa. To nie ja zostałem wysłany na wyspę. To nie ja jestem więźniem skazanym na potępienie przez swoją rodzinę" — tłumaczył sobie. To, co Klekotek wiedział od najwcześniejszych momentów swojego życia, to to, że rodzina, w której się urodzisz, kształtuje twoją przyszłość w sposób, który niekoniecznie będzie ci się podobać. Jako książę nie mógł decydować o swoim życiu do takiego stopnia, jak chciał. On płacił cenę. Oni też muszą. To ta sama sytuacja, tylko wyegzekwowana w nieco inny sposób.
"To nie moja sprawa. To nie ja zostałem wysłany na wyspę. To nie ja jestem więźniem skazanym na potępienie przez swoją rodzinę" — tłumaczył sobie. To, co Klekotek wiedział od najwcześniejszych momentów swojego życia, to to, że rodzina, w której się urodzisz, kształtuje twoją przyszłość w sposób, który niekoniecznie będzie ci się podobać. Jako książę nie mógł decydować o swoim życiu do takiego stopnia, jak chciał. On płacił cenę. Oni też muszą. To ta sama sytuacja, tylko wyegzekwowana w nieco inny sposób.
Ostatecznie po prostu wstał, otrzepał ogon i bez słowa wrócił do lecznicy, gdzie po chwili pojawiły się też Różana Woń i Gąbczasta Perła. Kotki bardziej przejęły się ową sytuacją i dyskutowały zażarcie o tym, czy wcześniej zauważyły coś podejrzanego w zachowaniu kotów, które od teraz miały zamieszkiwać wiezienną wyspę. Klekocząca Łapa nie brała udziału w tej rozmowie; nie miała nic do dodania. Usiadł jedynie w kątku i wrócił do swojego poprzednio przerwanego zajęcia.
Koniec sesji
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz