BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Owocowym Lesie!
(Brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 12 kwietnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

13 kwietnia 2026

Od Flaminga do Fląderki

Przed Porą Nagich Drzew

Mały Flaming czuł się tak, jakby miał żłobek na wyłączność, jakby tylko on tutaj mógł przebywać, ponieważ zasługiwał na to. Zasługiwał na swoje własne, wielkie legowisko, przez sam fakt bycia wnukiem liderki, nawet jeśli nie zamienił z nią jeszcze ani słowa i tak naprawdę nie pamiętał za dobrze, jak dokładnie wygląda. Chłodne podmuchy wiatru docierały do kociarni, owiewając policzki jasnego kocięcia. Mokra woń poniosła się po jego nozdrzach, wypełniając je także przyjemnym, rybim zapachem. Przyglądał się pyszczkowi swojej mamy, która czuwała nad nim i obserwowała każdy jego ruch z uwagą, jakby miała cały czas na świecie tylko dla niego, jakby nic innego się nie liczyło. Zdążyła do tej pory opowiedzieć mu tak wiele… najważniejszą i przede wszystkim najnowszą historią było powstanie wszystkich kotów, w tym, dlaczego Klan Nocy był tak mocno przekonany, że koty czekoladowe są zdradliwe i po prostu brudne, niegodne. Mimo że był malutki i ledwo co zaczął formować własne myśli, przekonania te przeszły i na niego, ponieważ nie miał nikogo, kto by mu powiedział, że takie myśli są złe. Wręcz przeciwnie. Był chwalony za nie. Za to, że się tak szybko i sprawnie uczył. Jak dobrze, że umaszczeniem przypominał inne, normalne koty! W końcu nie był czekoladowy, tak jak ta pokraka, która siedziała nieopodal niego, w żłobku. Ta cała… Rybia strawa. Żabi móżdżek. Nie, ona chyba miała inaczej na imię. Ach, to nieistotne! I tak była tylko podkotem. Nie pozwoli jej na to, by go ciągnęła za sobą w dół i pogrążała się nawet bardziej. Gdyby on był czekoladowy, to by mu nie było tak dobrze w tym miejscu. W końcu według opowieści powstał z czarnego nieba, a na nim skrzyło się codziennie tak wiele zjawiskowych, przepięknych gwiazd. Jaka szkoda, że nie mógł takiej sprowadzić sobie tutaj, na ziemię i mieć ją na wyłączność. Już próbował, ale to na nic. Wpatrywałby się w nią jak w najpiękniejszą taflę wody, odbijającą jaskrawy blask księżyca na granatowym nieboskłonie. Skoro miał na sobie biel, musiało to oznaczać, że był także połączeniem okruchów Srebrnej Skórki. To czyniło go wyjątkowym, ponieważ nie każdy mógł sobie pozwolić na te dwie rzeczy i to w dodatku razem! Jako, iż łączył te dwie niezwykłe cechy, był prawdziwym przykładem i dowodem harmonii. Oznaczało to również, że był na samym szczycie hierarchii i to według wielu, w tym i według jego samego. Należały mu się same najlepsze rzeczy.
Spojrzał na łaciatego kocura, który ostatnio działał mu na nerwy. Dlaczego się tak w niego wgapiał? Zazdrościł mu pięknego futra? Może tego, że jego mamą była Wężynowy Kieł? Wcale się nie dziwił. Kto by nie chciał być synem samego zastępcy i kotki tak wspaniałej, jak jego mamusia? Jego mama dzisiaj wyglądała na dość poddenerwowaną, co nie umknęło pointowi. Ciekawe co mogło spowodować taki rozwój spraw? Przekrzywił główkę z lekkim zmartwieniem, jednak prędko, acz niezgrabnie polizał się po piersi, aby nie prezentować się nagannie. Może powodem był brak krwistego lotosu na jego czole, który powinien mieć, ale jednak go nie otrzymał? Słyszał już wielokrotnie, że kiedyś jego czoło naznaczy lotos taki, jak na głowie jego taty, Błękitnej Laguny. Tak naprawdę to czekał na ten moment. Chciał być chwalony, chciał, żeby wszyscy na niego patrzyli z dumą i nadzieją. Może ojciec by go wtedy dużo częściej odwiedzał i opowiadał o jego rodzinie, pochwalił porządnie, tak, jak Flaming sobie zapracował. Żeby z niego brali przykład. Kocię postawiło uszka, gdy dotarł do nich pewny oraz stanowczy głos rodzicielki. Najwidoczniej Mandarynkowa Gwiazda musiała się zastanowić. Może zbierali dla niego prezenty i to same najlepszej jakości, dlatego się to tak opóźniło. Oczywiście wolałby już, żeby każdy wiedział, z kim ma do czynienia – Nocniacy traktowaliby go nawet lepiej, gdyby już teraz nosił na sobie znak rozpoznawczy, w końcu był wnukiem samej przywódczyni!
— Flamingu, mój synku, wiesz, że jesteś prapraprawnukiem samej Sroczej Gwiazdy? To ona zapoczątkowała ród. To dzięki niej Klan Nocy wie, co jest właściwe, to ona im otworzyła oczy na prawdę, z której nie zdawali sobie sprawy. Jesteś niezwykle wyjątkowy i z pewnością zdajesz sobie z tego sprawę — miauknęła nisko, poprawiając mu zmierzwione futerko na czubku głowy. — Twoim zadaniem jest kontynuowanie tego, co zapoczątkowała twoja prapraprababka. Pokaż tym głupcom, co oznacza być prawdziwym, przykładnym Nocniakiem. Jeśli będziesz mnie słuchać, zajdziesz daleko — przedstawiła mu jeszcze bez ani krzty zawahania czy zająknięcia się. Kocię poczuło miłe, ciepłe uczucie rozpływające się po jego piersi. Uwielbiał, gdy mama opowiadała mu o takich rzeczach. Dzięki temu miał nawet więcej powodów do chwalenia się! Do czucia się lepszym niż ci wszyscy niegodziwi głupcy.
— Nie martw się, mamusiu. Nie zawiodę cię. Jeszcze będziesz ze mnie dumna — zamruczał, wtulając się w jej puchate futro na piersi. Po chwili odsunął się odrobinę, wpatrując z zadowoleniem na jej kufę. Matka zamruczała, poruszając kitą.
Flaming po jakimś czasie poczuł znowu, jakby mu ktoś wywiercał futro wzrokiem. Sierść na karku podniosła się odrobinę. Odwrócił łeb w stronę nieopodal siedzącego piastuna, który najwidoczniej nie miał nic lepszego do roboty niż podsłuchiwanie go. Fuknął z niezadowoleniem, wytrzymując kontakt wzrokowy. Zmarszczył brew. Kocur spozierał na niego jeszcze przez parę uderzeń serca, po czym odwrócił wzrok. On już zobaczy! Jeszcze się ukłoni przed wielkim Flamingiem, synem Błękitnej Laguny, wnukiem Mandarynkowej Gwiazdy i prapraprawnukiem wielkiej, mądrej Sroczej Gwiazdy! Kocię machnęło ogonem, podnosząc brodę ku górze, a oczy mrużąc, jakby się obraził. Wężynowy Kieł odchrząknęła nagle.
— Złocisty Widliku, pokaż mojemu synowi jak pływać. To niezbędna wiedza każdego Nocniaka, a już w szczególności rodziny królewskiej — zagadnęła, poruszając puchatą, ciemną kitą, przypominając mu, że nie miał do czynienia z byle kim. Odpowiadał za sporą część wiedzy wszystkich Nocniaków, jako iż opiekował się przyszłymi pokoleniami, odkąd został mianowany na piastuna klanu.
Rudy zamrugał parokrotnie, aczkolwiek po paru uderzeniach serca pokiwał głową. Flaming zadarł łeb, przyglądając się teraz nieznanemu mu dotąd starszemu. To on mu miał przekazywać wszystkie ważne informacje, oczywiście zaraz po jego kochanej mamusi. Pointowi nie podobało się to za bardzo, aczkolwiek nie zamierzał narzekać. Nie mógł zawieść Wężynowego Kła. Musiał się uczyć ile tylko był w stanie.
— Tak… oczywiście — powiedział, po czym zachęcił młodziaka do podejścia do jednego z pobliskich zbiorników. Skoro jego mama mówiła o tym z takim przekonaniem, każdy Nocniak musiał kiedyś odbyć taki minitrening, nie śniło mu się nawet postępować inaczej. Nie protestował nadto, był raczej ciekaw, jak mu pójdzie. Czy Wężynowy Kieł będzie z niego dumna? Może go pochwali? Zawoła Błękitną Lagunę, by obserwował, jak wspaniale radzi sobie jego kocię? Spojrzał na swoje odbicie w mieniącym się płytkim zbiorniku wody. Uśmiechnął się pociesznie, zauważywszy swoją mordkę. Był taki piękny!
Najpierw zanurzył prawą łapę, a potem lewą, wchodząc wreszcie cały do mokrego wgłębienia. Spojrzał się na kocura stojącego nad nim oraz matkę, która pilnowała każdego jego ruchu i tego, żeby mu Widlik przypadkiem nie zrobił krzywdy. Niech tylko spróbuje! Flaming uniósł brodę wyżej, ponad wodę, odruchowo machając łapkami, chociaż wcale nie panicznie. Wiedział, że gdyby mu się miała stać krzywda, jego rodzicielka zainterweniowałaby i mu pomogła. Oczywiście miał momenty, w których lekko opadał, bo źle machnął kończyną i woda dostawała mu się do pyska, ale nie było w tym miejscu wcale głęboko.
Piastun, zauważywszy to, zamruczał z zadowoleniem. Na mordce burej pojawił się usatysfakcjonowany uśmiech, a serduszko małego pointa zaczęło bić szybciej. Byli z niego dumni? A raczej… czy mama była zadowolona z jego postępów? Cieszyła się, że ma tak utalentowanego synka?
— Doskonale! Nawet nie musiałem ci tłumaczyć, że musisz trzymać brodę ponad taflą i nie machać panicznie łapami na losowe strony. Szybko się uczysz — pochwalił go rudy, na co zielonooka spiorunowała go wzrokiem.
— Oczywiście, że jest mądry. Jest bardzo mądry. W końcu jest członkiem rodu, a w dodatku moim synem, to chyba oczywiste — rzuciła ostro, machając kitą z poirytowaniem. — Nie trać czasu na oczywistości — ucięła wreszcie, uderzając łapą jednokrotnie o grunt głucho. Po paru uderzeniach serca jej wyraz pyska zmienił się na łagodniejszy, gdy przypatrywała się swojemu synkowi. Złocisty Widlik pochylił przed nią łeb w formie przeprosin, co wymiotło z niebieskookiego całą złość, jaka się w nim kumulowała z powodu braku szacunku względem jego matki.
Flaming zapomniał prędko o złości i zaczął pływać w kółko – oczywiście na tyle, na ile pozwalało mu na to miejsce oraz siła, jaka mu pozostała w łapkach. Miał wrażenie, że takie przebieranie nimi w wodzie było dużo przyjemniejsze, niż bieganie po lądzie. Tutaj czuł się bardzo lekki i nie musiał nawet nadto starać.

***

Otrzepał się z nadmiaru wody, czując zamaszyste pociągnięcia szorstkiego języka karmicielki wzdłuż kręgosłupa. Zaczął mruczeć głośno, mrużąc oczka po dość męczącej nauce pływania. Był z siebie niezwykle zadowolony. Niektóre rzeczy trzeba było mu wytłumaczyć, aczkolwiek nie trzeba było wcale nadto się rozgadywać, ponieważ szybko łapał to, co miał na myśli piastun. Spróbował nawet zanurkować, chociaż wyszło mu to dość zabawnie przez to, że zbiornik nie był wcale taki głęboki. Może spróbuje kiedyś, jak urośnie i znajdzie się w wodzie z większą ilością miejsca, może by w ten sposób złowił te całe ryby, o których tak wiele słyszał, a ponadto miał nawet okazję jednej skosztować. Stwierdził prędko, że są pyszne. Nawet nie wadziło jemu to, że trzeba było je skubać z łusek. Oskubano ją dla niego, nie musiał wcale się starać nad tym posiłkiem.
Gdy wreszcie był idealnie suchy i najedzony, o lśniącym, aksamitnym w dotyku futerku, oddalił się odrobinę od matki, nadal trzymając się ram żłobka. Spojrzał z widoczną pogardą i grymasem wyrzeźbionym na mordce na wyższą od siebie kotkę. Jego drobny ogonek falował na boki, jakby go ktoś raził prądem.
— Czekoladowa pokrako! Tak, do ciebie mówię — zasyczał, zyskując wreszcie uwagę Fląderki. Brązowooka spojrzała na niego niepewnie, kładąc po sobie jedno ucho. Wyglądała paskudnie! Nic dziwnego, w końcu była czekoladowa. Oni właśnie tacy byli i nie zasługiwali na współczucie, nieważne jak wielkich oczu by nie zrobili. Fląderka ukłoniła się przed nim na powitanie. To przyniosło na jego mordkę chytry uśmieszek. Nauczyli jej chociaż tego.
— Książę Flamingu, czy mogę coś dla ciebie zrobić? — miauknęła wyczekująco, chociaż zawahała się przez chwilę, zanim to powiedziała, jakby nie była pewna jak się do niego właściwie zwrócić. W jej oczach zatańczyła niepewność, która tylko karmiła jego ciekawość. Mógł zażyczyć sobie wszystkiego?
— Oczywiście. Nie gadałbym z tobą, gdybym nic od ciebie nie chciał — miauknął z udawaną rezygnacją, kręcąc przy tym teatralnie łbem. Sprawdzał, na ile mógł sobie pozwolić. — Widziałaś gwiazdy na niebie? Chciałbym taką tylko dla siebie jak najszybciej. Przynieś mi jedną. Dzisiaj — rozkazał stanowczo, pusząc na razie krótkie futerko na piersi. Nie sądził, żeby jej się to udało, aczkolwiek skoro nie określiła się, czy był jakiś limit względem jego życzeń, zamierzał wykorzystać daną mu okazję tak bardzo, jak było to możliwe. — Jeśli ci się nie uda, to spotka cię kara! Możesz mi jednak to zadośćuczynić, zostając moim prywatnym sługą — powiedział pewnie, oblizując policzki, jakby był świeżo po posiłku. W pewnym sensie był. Niedawno zjadł małą rybkę, nie znał jej nazwy, ale to nie było dla niego jakoś bardzo istotne.
Oczy szylkretki zogromniały, a na jej mordce wymalował się swego rodzaju sprzeciw. Może tylko sobie go wmówił?
— Obawiam się, że nie dam rady przynieść ci gwiazdy. Są niezwykle daleko i nie ma obecnie żadnego sposobu, żeby ich dosięgnąć łapą. Jedyne, co nam pozostaje, to możliwość spoglądania na nie co noc — wyjaśniła mu niepewnie, zawijając ogon ciasno wokół łap.
Na pysku kociaka zaistniała powaga wraz ze wzrokiem takim, jakby mógł nim mordować i to z zimną krwią. Jego ogon opadł, a wąsiki przestały się poruszać. Czy ona mu właśnie… odmówiła?
— Jak śmiesz! Czy ty masz w ogóle, rybi odpadzie, świadomość z kim rozmawiasz? — powiedział, co prezentowało się dość… zabawnie ze względu na jego dziecięcy, piskliwy głosik, aczkolwiek był całkowicie poważny. — W takim razie, skoro mi odmówiłaś, musisz spełniać moje zachcianki. Jeśli i w tym nie podołasz… — zakończył, posyłając jej wymowne spojrzenie. Niech wie, że z nim nie ma co zadzierać. Nie miała z nim najmniejszych szans! Obrócił główkę w stronę matki, która zajęta była w tej chwili czyszczeniem poduszki łapy, chociaż zdawało się, że patrzy na nich spod przymrużonych powiek. Powrócił ślepiami do Fląderki siedzącej przed nim, posyłając jej kolejny, bardzo dumny z siebie uśmiech. Wiedział, że nie mogła mu odmówić.

<Fląderko, może gdybyś wplotła w swoje futro gwiazdy i przybrała ich kolor, wyglądałoby to zupełnie inaczej>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz