Przeszłość
Wróciła z eskortą, która składała się z Modliszkowej Ciszy i Szarej Skóry. Nazywała to tak prześmiewczo, bo za każdym razem, gdy wychodziła, żeby kopać tunele lub coś upolować, to zawsze szła za nią jakaś obstawa. Zwykle to byli dwaj wojownicy. Takiej ochrony to nawet Królicza Gwiazda nie miał przy sobie! Oczywiście jej myśl była sarkastyczna, bo przecież ile mogła znosić, że nie może nawet sama wyjść z obozu, by się załatwić? Bali się pewnie, że na każdym kroku im zwieje lub coś zrobi, ale Chomik nie miała na to ani chęci, ani siły.
Srebrna kotka była już w takim wieku, że było jej bliżej do osiemdziesięciu księżyców niż do dwudziestu ileś. Kiedyś wpadła na plan ze swoją przybraną matką, Norniczym Śladem, by pozbyć się Przeplatkowego Wianka.
Szła z królikiem w pysku w stronę stosu. Spojrzała na niego, po czym położyła tam swoją zawartość, następnie wzięła jakiegoś mniejszego ptaka do skonsumowania. Wgryzła się w jego wnętrzności bez żadnego współczucia, mieląc jego organy w pysku. Właściwie jak na niego patrzyła, to miała wrażenie, że czuła się jak ten obgryziony ptak, tracąc większość swej godności, czując się tak samo martwo.
– Wszystkie koty wystarczająco dorosłe, by polować na króliki i biegać po wrzosowiskach, niech zbiorą się tu, pod Skruszonym Drzewem, na zebranie klanu – wybrzmiał głos Króliczej Gwiazdy. A on czasem nie był przybity do swego legowiska na amen? Odłożyła ptaka, idąc w stronę Skruszonego Drzewa. Im szybciej tu przyjdzie, tym szybciej dokończy to, co miała zjeść. Wiele kotów było ciekawe, co chce powiedzieć ich lider. Może ujawni karę Rybiej Łapy za narażenie swego życia? Może, to było najbardziej prawdopodobne. Bo niby po co miał zwoływać koty? Dla zabawy?
– Jak wszyscy wiecie, lis nie daje spokoju naszemu klanowi! Zabrał jednego z naszych uczniów, Kołysankową Łapę i pozbawił ogona Rybią Łapę, przez jej własną głupotę. Wiem, że wszyscy się boicie, jesteście niepewni przyszłości, lecz znaleźliśmy norę naszego problemu, który terroryzuje nas! Nie obawiajcie się, wyznaczyłem już trzy koty, które podejmą się wygonienia drapieżcy. Saharo, Ambrozjo i Chomiku, wyjdźcie na środek! – Chomik zrobiła tak wielkie oczy, że każdy, kto ją widział, myślał, że jej wypadną. Że ona? On się nie przejęzyczył? Podeszła posłusznie na środek, będąc już w centrum uwagi wraz z obiema pozostałymi kotkami. Spojrzała na Saharę, kremową kotkę i Ambrozję, tą rudą, po czym szybko przeniosła wzrok na lidera.
– Saharo i Ambrozjo, jesteście tu dosyć długo jako przybysze, doceniam waszą pracę na rzecz klanu. Jedna z was w przeszłości uratowała Równonocną Łapę przed sową, gdy była jeszcze kociakiem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika, Sahara będzie Wydmową Łapą, a Ambrozja Pożarową Łapą. Twoim mentorem, Wydmowa Łapo, będzie Sójczy Błękit, za to twoim, Pożarowa Łapo, będzie Skrzydlata Płomykówka. Mam nadzieję, że Sójczy Błękit i Skrzydlata Płomykówka przekażą wam całą swoją wiedzę, niezbędną do tej misji – koty skandowały nowe imiona przybyszek, które były u nich od dawna. Ciekawe co Królik teraz z nią zrobi? Bo chyba nie wzywałby jej na środek bez powodu, co nie? Chyba że dał ją na środek tylko po to, by ją ośmieszyć. To chyba nie był koniec, spojrzenie Chomik spotkało się ze spojrzeniem Króliczej Gwiazdy. Czy kocur zechce też jej dać szansę?
– Chomiku, wykonywałaś przez wiele księżyców sumiennie i cierpliwie swoje wyznaczone obowiązki, przez długi czas nie złamałaś żadnych postanowień ani kodeksu wojownika. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Chomiczą Łapą. Twoim mentorem będzie mój syn i zastępca, Zawodzące Echo. Będzie miał cię na oku, mam nadzieję, że przekaże ci całą swoją wiedzę niezbędną do tej misji – niewiele kotów zaczęło skandować jej imię, było to takie pół na pół. Słyszała, że najgłośniej jej imię skandowali Barszczowa Łodyga, jej partner, Ruda Lisówka, wraz z ich dziećmi, Śpiewającą Łapą i Cichą Łapą, który chyba udawał, że skanduje. O dziwo jej imię równie głośno skandował Skrzypiący Skrzyp. Reszta kotów już tak zwyczajnie okrzykiwała jej imię, wśród tłumu jednak zauważyła, że Przeplatkowy Wianek patrzyła na nią tajemniczo, a Świerszczowy Skok ukrywał swoje niedowierzanie. Kotkę mało to już obchodziło, miała swoją rodzinę. Patrząc teraz, nie opłakiwała już relacji ze swoim żywym rodzeństwem i matką, byli dla niej już zamkniętym rozdziałem. "Myśleliście, że pozbędziecie się mnie? Bzdury, teraz wracam, by się zemścić, oboje jeszcze pożałujecie, że kiedykolwiek zabiliście Norniczy Ślad. Jeszcze pożałujecie..." – kotka pomyślała, patrząc na nich, po czym rozejrzała się jeszcze po innych z serdecznym wyrazem pyska. Jeszcze, gdy wróci pełna sił, to będą tak wiwatować na jej cześć, że nawet wiatr rozniesie te wiwaty. Podejrzewała, że będzie następnym celem Przeplatki, po Norniczym Śladzie. Kotka była jednak gotowa, na cokolwiek co jej zdradziecka część rodziny planowała przeciwko niej.
– Chomiku, wykonywałaś przez wiele księżyców sumiennie i cierpliwie swoje wyznaczone obowiązki, przez długi czas nie złamałaś żadnych postanowień ani kodeksu wojownika. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Chomiczą Łapą. Twoim mentorem będzie mój syn i zastępca, Zawodzące Echo. Będzie miał cię na oku, mam nadzieję, że przekaże ci całą swoją wiedzę niezbędną do tej misji – niewiele kotów zaczęło skandować jej imię, było to takie pół na pół. Słyszała, że najgłośniej jej imię skandowali Barszczowa Łodyga, jej partner, Ruda Lisówka, wraz z ich dziećmi, Śpiewającą Łapą i Cichą Łapą, który chyba udawał, że skanduje. O dziwo jej imię równie głośno skandował Skrzypiący Skrzyp. Reszta kotów już tak zwyczajnie okrzykiwała jej imię, wśród tłumu jednak zauważyła, że Przeplatkowy Wianek patrzyła na nią tajemniczo, a Świerszczowy Skok ukrywał swoje niedowierzanie. Kotkę mało to już obchodziło, miała swoją rodzinę. Patrząc teraz, nie opłakiwała już relacji ze swoim żywym rodzeństwem i matką, byli dla niej już zamkniętym rozdziałem. "Myśleliście, że pozbędziecie się mnie? Bzdury, teraz wracam, by się zemścić, oboje jeszcze pożałujecie, że kiedykolwiek zabiliście Norniczy Ślad. Jeszcze pożałujecie..." – kotka pomyślała, patrząc na nich, po czym rozejrzała się jeszcze po innych z serdecznym wyrazem pyska. Jeszcze, gdy wróci pełna sił, to będą tak wiwatować na jej cześć, że nawet wiatr rozniesie te wiwaty. Podejrzewała, że będzie następnym celem Przeplatki, po Norniczym Śladzie. Kotka była jednak gotowa, na cokolwiek co jej zdradziecka część rodziny planowała przeciwko niej.
***
Była ciekawa, co jej da za zadanie. Okrążenie całego terytorium? Upolowanie stada królików? Mieli przegonić lisa, więc nie będzie to coś lekkiego. Tak naprawdę to nie chciała niczego lekkiego, była stworzona do trudnych zadań, a nie testów dla kociaków. Niestety nie dowie się jednak, co dostanie za zadanie. Zobaczyła, że Pożarowa Łapa wraz z Wydmową Łapą czekają na coś. Postanowiła zagadać do kotek, może zostaną dobrymi znajomymi.
– Cześć! Chyba już mnie znacie, jak się czujecie, że będziemy przeganiać lisa? Bo ja szczerze sądzę, że to dosyć gruba misja, jaką dostaliśmy, ale chyba nie mamy wyboru – gdyby odmówiły, to nie wiadomo co by Królik zrobił, zapewne dałby im grubą karę. Na szczęście ona nie dostanie kary, bo chciała bardzo walczyć z lisem i pokazać, że jest lojalna klanowi, mimo incydentu sprzed wielu księżyców temu. Ruda kotka popatrzyła niechętnie na nią.
– Zawsze się tak ekscytujesz, kiedy zostajesz wysłana na bardzo prawdopodobną śmierć? – lekko opryskliwie dała po sobie znać, że nie chce zabić tego lisa. Na prawdopodobną śmierć? Czy ona bała się lisa? Było ich trzy, może im nie pójdzie to aż tak źle.
– Em... Wiesz, może nie zabrzmi to pozytywnie, ale mamy go tylko przegonić, nie zabić. Więc może nie ucierpimy? Spójrz na to z drugiej strony. Jeśli go pokonamy, może dostaniemy wojownicze imiona – spoglądała nadal w przestrzeń obozową, co u licha się działo z Zawodzących Echem? Czemu tak się ociągał? Chciała już mieć trening z głowy.
Jej słowa miały być pozytywnie odebrane, ale ruda uczennica wbiła pazury w ziemię.
– Ja już jestem wojowniczką – wycedziła, a Wydmowa Łapa popatrzyła na swoją koleżankę z jakimś żalem, przynajmniej tak to widziała Chomicza Łapa.
To chyba sobie nie po plotkują czy coś, jak to robią kotki, a szkoda. Zwłaszcza że jeśli Pożarowa Łapa myślała, że ona jest wojowniczką, to Chomicza Łapa była latającym królikiem. Patrząc na kotkę, wiedziała, że mogą mieć wspólne tematy, ale dogadanie się z nią w tym momencie nie było wykonalne. Uczennica obróciła głowę, gdy usłyszała tupot łap, był to Zawodzące Echo z Sójczym Błękitem i Skrzydlatą Płomykówką. Nareszcie! Dymny zastępca podszedł do kotek.
– Dziś zrobicie między sobą sparing, chcę zobaczyć, na jakim poziomie jest wasza walka. Też chciałbym was przygotować do przegonienia lisa. Są jakieś pytania, zanim zaczniemy? – Chomik ziewnęła tylko, raczej nie chciała zadawać jakiś losowych pytań, zwłaszcza że było widać po Pożarowej Łapie i Wydmowej Łapie, że chyba nie były z tego zadowolone.
– Skoro nie ma pytań, to idziemy – odwrócił się od nich, idąc w stronę wyjścia z obozu. Sójczy Błękit i Skrzydlata Płomykówka poszły za nim, a z tyłu szła Chomicza Łapa z dwoma uczennicami. Wyszli już poza obóz. Dopóki więc Zawodzące Echo zajęty był rozmową z dwoma wojowniczkami, to srebrna czarna szylkretka zagadała do Pożarowej Łapy.
– Czemu on nas chce uczyć od nowa walki? Myślicie, że nam sprzeda jakąś specjalną taktykę na lisa, czy będzie improwizował? Mam nadzieję, że coś ma. Bo jeśli nie to nawet ja bym mogła już lepszy plan wymyślić jak przegonić tego lisa – szepnęła do Pożar.
– Wiesz, kiedy tu trafiłyśmy, Sa-... – Pożar ugryzła się w język. – Wydmowa Łapa była nieźle pokiereszowana. Mogli się domyślić, że lepiej poćwiczyć z nami walkę, zanim wepchnie nas lisom do gardeł – Wydmowa Łapa zjeżyła się.
– Zamknij pysk, Ambrozjo! – syknęła kremowa kotka. Chomik tylko lekko zachichotała. Cieszyła się, że atmosfera rozluźniła się na swój sposób, przynajmniej teraz będą mniej spięte podczas nadchodzącego sparingu.
***
Długie pogaduszki się skończyły, gdy musiały się już zatrzymać na znak zastępcy.
– To tutaj sprawdzimy wasze umiejętności – Zawodzące Echo spojrzał na wszystkie uziemione panie.
– Na mój znak zaczniecie, zanim jednak zaczniemy, ustawcie się naprzeciw siebie. Musi być między wami odległość króliczego skoku – na znak zastępcy kotki się cofnęły od siebie na dużą odległość, żeby pomiędzy nimi była długość skoku królika i naprzeciw. Chomicza Łapa już była gotowa się rzucić z hukiem. Musiała pamiętać, by nie używać pazurów. Musiała godnie się pokazać przed zastępcą by nie żałował, że to ona idzie walczyć. Dodatkowo swoje przeciwniczki musiała traktować poważnie, nawet jeśli jedna dobrze nie walczyła. Raz popełniła ten błąd i wysłano ją w głąb tuneli jako więźnia. Więcej tego błędu już nie powtórzy. Zawodzące Echo spojrzał na nie, mierząc je wzrokiem
– Gotowe? To start! – na znak dymnego kotki zaczęły intensywną walkę.
***
Po sparingu
Wracały już do obozu, Chomicza Łapa trochę się zmęczyła, ale dobrze jej to zrobiło. Przykładała całe swoje siły, by godnie pokazać swoje umiejętności walki. Wydmowa Łapa i Pożarowa Łapa też dobrze walczyły. Chomicza Łapa miała nadzieję, że w takim składzie wygnają lisa, albo i lepiej... zabiją go! Choć musiała się poprawić, bo to ona chciała go zabić, a dwie kotki to były jej instrumenty do tego.
***
Teraźniejszość
Pożarowa Łapa była w żłobku, Chomik nie spodziewała się, że cwaniara tak się wymiga od walki z lisem... a miała ją za silną kotkę. To był dla niej akt tchórzostwa. Jak już, to mogła zajść w ciąże po pokonaniu lisa, a nie przed. Ona też była w ciąży kiedyś, ale to się różniło i to bardzo. Zawodzące Echo dodatkowo postanowił do ich składu dorzucić dwa koty, co dawało już czterech chętnych do zabicia lisa. Tylko że to ona chciała głównie z nim walczyć i wgryźć się w jego kark, trzy koty zabierały jej lekko tę możliwość. Nie mówiąc już o tym, że jeśli któremuś kotu, który nie jest więźniem lub imigrantem, coś się stanie, to automatycznie wina spadnie na nią, bo koty pomyślą, że dała komuś odwalić robotę za nią. Uczennica nie po to wyrwała się z więziennictwa i ciężko harowała jak pięć wojowników zjednoczonych, by być uznaną za leniwego pasożyta. Wzięła królika ze stosu, następnie weszła z nim do żłobka. Brzuch Pożarowej łapy stał się większy, ciekawe ile kociąt urodzi.
– Witaj, przyniosłam ci coś do jedzenia, jak się czujesz? – spojrzała na rudofutrą kotkę, ciekawe czy chciałaby z nią gadać po tym, jak już nie łączyło ich nic biznesowego?
<Pożarowa Łapo? Za to, że się przeciążyłaś, będę cię nawiedzać.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz