TW: śmierć
"Przodkowie uznaliby, że z nich zakpiłem, gdybym przyprowadził przed oblicze kultystów koty na skraju wycieńczenia."
Poruszył nosem, starając się pochwycić woń innego kota. Przez chwilę węszył, gdy wraz z wiatrem dotarł do niego zapach innego kocura. Młody. Nie pachniał chorobą. Być może to właśnie z nim przyjdzie stanąć Cienistej Zjawie do walki i to go przyprowadzi przed oblicze Matki Kultu.
Wyszedł na teren pokryty krótką trawą i już miał ruszyć tropem samotnika, gdy kątem oka dostrzegł w oddali poruszający się, biały punkt. Zmarszczył brwi, krzywiąc pysk w grymasie na myśl, że nie wyczuł zapachu zmierzającego w jego kierunku kota. A to wszystko wina wiatru, wiejącego w przeciwną stronę. Obcy go wyczuł i zauważył.
Cienista Zjawa strzepnął uchem, zdając sobie sprawę, że ma do czynienia z inwalidą. Kocur z trudem pokonywał kolejne dzielące ich odległości, w dodatku w pewnym momencie przewrócił się. lądując na brzuchu. Nie podniósł się. Cienista Zjawa zbliżył się do starca, który próbował złapać powietrze. Zmierzył go spojrzeniem, czując obrzydzenie do jego białej sierści. Dopiero, gdy biały otworzył oczy i przeniósł wzrok na pysk wilczaka, fala bólu rozlała się po jego głowie. Kocur nieco gwałtowniej niż miał zamiar, odskoczył od białej zjawy.
– W-wybacz. Pewnie cię przestraszyłem – podjął starszy, kaszląc i zdając sobie sprawę, co mogło wywołać taką, a nie inną reakcję młodszego. Położył po sobie uszy. – Mój wygląd nie tylko niepokoi inne koty, ale również Dwunożnych... D-dziękuję, że mnie nie zignorowałeś.
– W twoim stanie nie powinieneś opuszczać swojego legowiska, dziadku – zauważył, zastanawiając się, czy przypadkiem nie ma do czynienia z jakimś członkiem rodziny medyczki Klanu Burzy. W końcu koty o ich typie urody były czymś niespotykanym, nierealnym. Był jeszcze ten jeden, którego oczy były w kolorze krwi. Czy miał do czynienia z jakimś ich dziadkiem lub ojcem? To by wyjaśniało podobieństwo.
– Dokąd zmierzasz? Może mógłbym ci jakoś pomóc? – spytał z udawaną troską.
Jasnota – tak miała kocica, której biały kocur poszukiwał. Jej oraz ich kociąt, trójki, które teraz najprawdopodobniej były już dorosłymi kotami. Kocur poruszył uchem. Trójka... trójka... chyba widział pozostałe dwa, białe dziwadła na zgromadzeniu, których barwa oczu wyróżniała się na tle pozostałych białych kotów.
Podobno Blask przeczesał cały Betonowy Świat, w dodatku dwukrotnie, a nawet zszedł do kanału w poszukiwaniu kocicy. Podobno jakaś pieszczoszka w końcu po jakimś czasie przerwała milczenie i wyjawiła, mu, że podobna kotka z młodymi jakiś czas temu udała się w kierunku terenów niczyich, prosto w dzicz.
– Chyba wiem, gdzie twoja partnerka się udała i znalazła schronienie. Klan Burzy, mówi ci to coś?
– N-nie... – Pokręcił głową, a Cienista Zjawa zdecydował się opowiedzieć kocurowi co nieco o czterech klanach.
Pomógł białemu podnieść się z ziemi, po czym, asekurując go, wspólnie udali się poprzez tereny niczyje w kierunku Klanu Burzy. Podczas ich krótkiego spaceru poprzez polanę, Cień odkrył, gdzie samotnicy mają swoje stałe kryjówki w ziemi. Mógł wrócić z cenną informacją do klanu.
– Twoja ukochana prawdopodobnie zmieniła imię po dołączeniu do klanu – zamruczał, podpierając ogonem starszego. – Ale, jestem pewien, że to ta sama kotka, o której mi opowiadałeś. Są identyczne – zapewniał kocura. – A twoja córka, żebyś wiedział! Doprawdy urodziwa z niej kocica!
Zarówno biały, jak i bury nie dopytywali ani o wygląd kociąt, ani ich imiona czy płeć. Trójka. Trójka kociąt i Jasnota. Być może kocur nie zapamiętał ich imion, a upływ czasu zrobiło swoje. Na wspomnienie córki, kocur uśmiechnął się i wspomniał, że pamięta ją, gdy była małą kruszynką, która ledwo co otworzyła swoje niebieskie (przed wybarwieniem) oczka. Podobno równie chorowitą, jak za młodu siostra Cienia.
Po ciągnącej się w nieskończoność podróży, oba kocury zatrzymały się tuż przed rzeką, którą pozostało im przekroczyć. Nim jednak biały ruszył koślawo na przód, na spotkanie z rodziną, z którą został rozdzielony, Cienista Zjawa skoczył w jego kierunku i przyszpilił go do ziemi. Zdezorientowany albinos wymachiwał kikutem, starając się zranić przeciwnika. Bezskutecznie. Drugą łapą udało mu się wyrządzić szkodę w postaci wbicia pazurów w łapę napastnika.
– Wybacz. Nie pozwolę ci się z nimi w tej chwili spotkać, ale dopilnuję, abyście za niedługo się spotkali... Chcesz, żebym im coś przekazał?
– Gra...
Trzask.
Białe futro na szyi samotnika zabarwiło się czerwienią. Mimo, że kocur był słabą i marną jednostką, kultysta zdecydował się zaciągnąć go przed oblicze pozostałych kotów, kryjących się w mroku. Czy jeśli im wmówi, że w imię Mrocznych Przodków pozbył się ucieleśnienia Klanu Gwiazdy, to inni mu uwierzą? Kupią ta ckliwą historię? Czy śmierć starca mogli użyć jako znaku, omenu wśród kultystów, jakoby Mroczna Puszcza zwyciężyła Klan Gwiazdy i wciąż czuwała nad swoimi wiernymi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz