Przeszłość
Śnieg prószył obficie, małe drobinki z nieba sypały na grzbiety pobratymców, którzy liczyli na ładniejszą pogodę dzisiaj. Gołębie chmury rozciągały łapy po niebie, a wiatr, jaki im przy tym towarzyszył, nie zapowiadał się na ani trochę miły czy taki, w którym chciałoby się siedzieć. Wycie docierało do każdej najmniejszej szczeliny. Pora Nagich Drzew także powoli zaczynała objawiać się na bokach Wilczaków w postaci lekko malujących się żeber i zapadniętej skóry. Niektórzy jedli gorzej albo przez brak apetytu, albo z powodów własnych, które można byłoby zgadywać, ale nie było to konieczne. Szylkretka jadła w porządku. Oczywiście straciła lekko na wadze, jednak nie było to nic, co by jej dokuczało czy było nadto widoczne. Jej półdługie futro sprawnie maskowało wszelkie niedogodności, nikt nie mógł zarzucić jej czegoś, co by jej nie było na łapę. Nadal była w pełni sił i gdyby chciała, mogłaby pójść na kolejną przechadzkę w postaci patrolu czy polowania.
Ognikowa Słota podniosła łeb, spozierając na wojownika. Pamiętała, jak kiedyś opowiadał jej o wojnie z Klanem Klifu, zresztą kocur miał dużo ciekawych opowieści, których mogła wysłuchać. Żył na tym świecie dłużej niż ona, z pewnością by coś znalazł. Ona sama także mogła mu co nieco opowiedzieć, jeśli tylko uznałaby to za stosowne w danej chwili. Młodszym i kotom w swoim wieku mogła przechwalać się, ile mogła, dorośli jednak nie wierzyli w każdą bajeczkę, jaką próbowała sprzedać swoim pobratymcom. Oni raczej sami budowali własne zdanie na temat poszczególnych kotów, biorąc pod uwagę wiele rzeczy, naprawdę dużo wpływało na opinię o drugim kocie. Schyliła łeb przed starszym, po chwili doleciała do niej reszta pytania. Uśmiechnęła się, zauważywszy, że przytrzymuje swoją zdobycz łapą.
— Z chęcią — odmiauknęła, wybierając sobie nornicę z góry. — Obawiasz się, że ci ktoś podkradnie? — zapytała lekko niewyraźnie przez posiłek w pysku.
— Nie, ale zawsze lepiej dmuchać na zimne. To taki stary nawyk — odparł, po czym chwycił wiewiórkę w szczęki i odszedł nieco na bok. Ognikowa Słota podążyła jego śladem, sadowiąc się wygodnie tuż obok, gdy już dotarli do miejsca docelowego.
— Widziałeś moją walkę z Wilgową Łapą? On się wiecznie tak przechwalał, zgrywał najmądrzejszego i najlepszego, a tu proszę… Wiedziałam, że on tylko tak gada, a mało robi — powiedziała, co jakiś czas odrywając kawałki nieco wilgotnego mięsa. Przełknęła kolejny kęs. Było nie najgorsze, chociaż jadła lepsze. — Mam nadzieję, że jeśli kiedyś dostanę ucznia, to będzie się tak bardzo starał, jak ja. Nie chcę, żeby przynosił wstyd Klanowi Wilka, w końcu to nie świadczyłoby też dobrze i o mnie. Chyba nikt by takiego nie chciał — dorzuciła, zastanawiając się, jaką mentorką by była. Z pewnością najlepszą. W końcu była zawsze na pierwszym miejscu. Chciała uczyć tak, jak Zalotna Krasopani. Intensywne, obfite treningi robiły z kotem przeróżne rzeczy. Uczyły go tak wiele, w dodatku później nie przynosił – zazwyczaj – wstydu klanowi, a to niezwykle istotna cecha.
Wojownik pokiwał głową.
— Oczywiście, nikt nie chciałby szkolić lenia, na którego nie da się wpłynąć. Dlatego też mamy taki system, a nie inny. Jeśli taki kot nie ukończy treningu w czasie, to może pożegnać się ze swoim ciepłym miejscem, które u nas wygrzewa. Klan Wilka nie potrzebuje słabych czy tchórzliwych kotów. Tutaj koty uczą się przetrwania, dzięki czemu mają lepszą odporność i są bardziej wytrzymałe. Jeśli jest się w Klanie Wilka, to widziało się już wiele rzeczy i mało co z nich jest nowymi — miauknął, prawie kończąc wiewiórkę. Jej kita podrygiwała bezwładnie na wietrze, futro miała nadal nastroszone, chociaż wiatr je sprawnie przygładzał. Tak samo, jak poduszki Pustułkowego Szponu.
— Cieszę się, że moje rodzeństwo nie jest słabe. Tak naprawdę to nie mogłoby być, naszą mamą jest przecież Zalotna Krasopani — przyznała. — Jeśli byłoby inaczej, to nie sądzę, bym była w stanie znaleźć w sobie sympatię dla kogoś leniwego. Tchórzliwego, słabego. Brzydzę się takimi kotami. Równie dobrze mogłyby zostać pieszczochami, bo tylko tam ich chcą. Żaden szanujący się klan nie będzie trzymał jednostek, które próbują wymigać się od wszelkiego rodzaju wysiłku fizycznego. Bo gdy przyjdzie czas na ochronę klanu, to oni będą pierwsi do ucieczki z niego.
<Co o tym myślisz, Pustułkowy Szponie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz