Tak więc unikała tego skwaru, chowając się w koronach drzew, przemykając po krzakach i sadach. Chodziła na patrole, na polowania, które stawały się trudniejsze niż wcześniej. Dwunożni zapuszczali się nad ich rzeki oraz jeziora, płosząc wszystkie ptaki i myszy. Mało tego, bobry zadomowiły się w górze rzeki, więc w niektórych miejscach zaczęła wysychać, a wszechobecna susza dawała w kość każdemu. Lato stało się walką o przetrwanie. Zioła usychały, a zapasy znikały w szybkim tempie, piszczki na stosie zdawały się być chude, mimo, iż teoretycznie jedzenia było więcej. Figa często z mniejszym lub większym niepokojem patrzyła na wszystko.
Któregoś wieczornego dnia czekoladowa Zwiadowczyni wyszła na patrol wraz z Sajgonem (który zapracowywał się dwa razy bardziej, by nie myśleć o zmarłym bracie) oraz Pszczółką. Dostali misję, by sprawdzić tereny zamieszkałe przez bobry i zobaczyć, jak ma się cała sytuacja z nimi związana. Trójka kotów pod osłoną nocy wyruszyła więc, korzystając z przyjemnego chłodu, jaki przyniosła za sobą ta pora dnia. Dotarli do Rozlewiska, nieopodal wysepki, na której miały być bobry. Gdy tylko przekroczyli podmokły teren, do ich nozdrzy dotarł smród krwi. Mało tego, zapach bobrów unosił się w powietrzu, aż mroził krew w żyłach.
Figa z Sajgonem ruszyli przodem, Pszczółka za nimi, bardzo przejęta. Co mogło się tutaj wydarzyć? Lis znowu wyrządził szkody? Zabił bobry? Może to była kuna lub inny drapieżnik?
Dobiegli na miejsce, cali brudni od błota, które było na tym terenie wszechobecne. Sajgon rozejrzał się czujnymi oczami, dostrzegając leżące na ziemi kłaki. Czarne futro rozrzucone było po okolicy i prowadziło aż na wysepkę.
Cała trójka kotów ruszyła w tamtym kierunku. Dostrzegli ślady krwi, gdy tylko przeprawili się przez rzekę, która o tej porze roku była nieco płytsza. Bobrów nie dostrzegli, jednak ich działalność była szeroko widziana. Pozwalane drzewa, rozgryzione krzewy i dziwnie poukładane rośliny, budujące tamę nieopodal.
Weszli na wysepkę i rozejrzeli się. Nagle krzyk Pszczółki zmroził im krew w żyłach, a gdy podążyli jej tropem, dostrzegli nikogo innego jak ich starszego Orzeszka. Kocur trzymał w pysku jakieś nazbierane kwiatki, a cały był poraniony, z leżącą dookoła krwią wymieszaną z sierścią kocura.
— Co tu się… — Figa szepnęła, lecz urwała.
Musieli natychmiast go przetransportować do Uzdrowicieli, inaczej będzie z nim bardzo źle.
~*~
— B-B-Bobry… Ja chciałem… przejść przez tę tamę… — szepnął słabo, ledwo wyraźnie. — Pozbierać k-kwiaty… dla mojej K-K-Kajzerki.
Figa, zaszokowana, zrobiła kilka kroków w tył.
"Ty idioto!" — krzyknęła na niego w myślach.
— Stary, a głupi! — oznajmiła.
Więc to bobry go tak załatwiły, nie kuna, nie lis. Mało tego, miały rację — w końcu wkroczył na ich teren. Tama należała do bobrów, a one tylko broniły swojego domu.
Zwiadowczyni odwróciła się na pięcie, z zamiarem odnalezienia Czereśni. Gdy spotkała kocura, powiedziała mu wszystko, łącznie z tym, co przed chwilą wydukał Orzeszek.
Więc to bobry go tak załatwiły, nie kuna, nie lis. Mało tego, miały rację — w końcu wkroczył na ich teren. Tama należała do bobrów, a one tylko broniły swojego domu.
Zwiadowczyni odwróciła się na pięcie, z zamiarem odnalezienia Czereśni. Gdy spotkała kocura, powiedziała mu wszystko, łącznie z tym, co przed chwilą wydukał Orzeszek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz