BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 lutego, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

30 listopada 2020

Od Konwalii cd. Błyszczącej Łapy (Ćmy)

*następny dzień po pożarze, poranek*
Odpis i jednocześnie cdn. tamtego opowiadania

Walczyła o każdy oddech, obiecała w końcu, obiecała Orlikowemu Szepcie, że ma przeżyć. Miało dla niej to duże znaczenie, choć te chore myśli dalej wracały, nawet tutaj. Niektóre bodźce jeszcze do niej nie docierały, za szybko to wszystko się działo, nie zdążyła jeszcze wszystkiego pojąć i przemyśleć.
Machała kończynami jak szalona, by złapać choć trochę tlenu do płuc. Nie wiedziała, gdzie jest, bo nawet nie próbowała otworzyć ślepi. Było jej zimno, czuła ssanie w żołądku, bo od kilku dni nic nie zjadła, teraz tego bardzo żałowała. Potrzebowała energii, by wydostać się z lodowanej wody.
- P-pomocy...! - wykrztusiła z siebie.
Nurt robił z nią, co chciał, nie raz obijał ją o ostre kamienie, przez co zyskała nowe rany do swojej dużej kolekcji. Nareszcie, zatrzymała się na czymś. Wciąż nie otwierając oczu, złapała się tego pazurami. Drewno. Zaczęła się wspinać, najprawdopodobniej było to przewrócone drzewo, jednak nie płonęło na szczęście. Odkaszlnęła, by wydobyć z siebie niepotrzebną wodę, w końcu złapała oddech. Gdy skończyła wchodzić, mocno przytuliła się do kłody i zaczęła przesuwać się po drewnie z prędkością żółwia. Ostatecznie wylądowała na lądzie. Otworzyła żółte ślepia. Przeszył ją strach. Była na terenach Klanu Nocy... Mogą jej zrobić krzywdę. Przesunęłwa wzrok badając stare tereny Klanu Lisa, tam właśnie biegły wszystkie koty. Chyba widziała w oddali dwie niebieskie sylwetki bardzo przypominające Burze i Stokrotkę. Czyżby były bezpieczne?
Jedynym szczęściem w tej tragedii było, to, że ten okropny żar się chociaż raz Kotce przydał, był nawet przyjemny w porównaniu z zimną wodą. Dopiero po kilkunastu uderzeniach serca i wielkich oddechach wstała na równe łapy. Ze zmęczenie upadła ponownie na ziemię. Następna próba. Udało jej się. Rozejrzała się bardziej po terenach i zobaczyła małą białą kuleczkę koło siebie. Zapomniała już o tym, że jakiś Klifiak może ją zobaczyć.
Biedna, lub biedny... - pomyślała, powoli niezbyt zgrabnie zbliżając się w stronę kota. Gdy się bardziej zbliżyła, zobaczyła, że to młoda koteczka, do tego poparzona. Pewna następna ofiara pożaru. Nie wiedziała, czy żyje. Przyjrzała się klatce, poruszała się, jednak bardzo słabo, płytko. Czyli nie jest martwa. Odwróciła kotkę na plecy. Powinna zacząć walczyć o życie kotki, w końcu jest... Znaczy, była medyczką. Zaczęła reanimować biedną istotkę. Nacisnęła jej na brzuszek, natychmiast wypluła z siebie wodę i lekko poruszyła łapami, coś mamrocząc pod nosem.
- T-tata... - pisnęła tak cichutko i kaszlnęła.
Konwalia przyjrzała jej się. To takie smutne, ze wzruszenia zaczęła płakać, ale po chwili postanowiła się ogarnąć. Musi ją jakoś zacząć porządnie leczyć. Nie musi wylizywać jej futra pod prąd, bo i tak jest gorąco.
Krwiściąg na siłę, jagody jałowca oraz podbiał na ułatwienie oddychania i przydałby się bardzo miód, ale na pewno to nie znajdę tutaj, korzeń żywokostu na poparzenia... - mruknęła w myślach. Przypomniały, aż jej się czasy, kiedy była uczennicą i wymieniała przed Jeżykiem zastosowanie ziół, albo leczyła rannego przez lisa Leśnego Świta, którego nie mogła wydać. To były czasy...
Zaczęła się rozglądać za podbiałem, na pewno gdzieś tu jest, zawsze rośnie przy rzekach. Pisnęła ''Ooo'' gdy ujrzałam to czego szukała, natychmiast zerwała zioło. Przeżuła roślinkę i wypluła słodko pachnącą papkę na liść.
- Ej... - pacnęła łapą maleństwo. - Zjedz trochę, będzie ci łatwiej oddychać. Niestety nie mam jagód jałowca, wybacz, nie mogę ich tutaj znaleźć, jest za wilgotno... I miodu też. Proszę, spróbuj przełknąć.
Położyła przed kotką lecznicą mieszankę. Koteczka otworzyła ślepia przypominające bardzo jej i spojrzała się z nią z przestraszeniem.
- Nie bój się mnie... Chcę c-ci tylko p-pomóc.
Pokiwała nieśmiało małą główką i liznęła pabkę, wygięła mordkę gdy poczuła jej smak.
***
Koteczka nic nie mówiła, w jej oczach było tylko widać strach. Konwalia próbowała jakoś nawiązać z nią kontakt, ale biała wydawała się nieugięta.
Może nie potrafiła mówić? Albo nie lubiła? Bądź miała takie same kompleksy z tego powodu co ja?
Nie umiała na te pytania sobie odpowiedzieć. Wiedziała, że cudem od Klanu Gwiazdy jest to, że jeszcze nikt ich nie znalazł. Co kilka krótkich uderzeń serca obracała się za siebie, czy ktoś nie idzie, albo ogień się nie zbliżył aż tutaj.
Ponownie obróciła głowę, bo usłyszała jakiś szelest.
Kto taki może być? Co teraz?
Nie wiedziała co kompletnie robić. Zostać i czekać, a może po prostu uciekać, ale gdzie? Nie ma już na tym świecie swojego miejsca. Prowadzenie koczowniczego trybu życia jak samotnicy jej nie pasowała, nie w końcu umiała walczyć ani polować. Bez klanu umrze. Wzięła w pysk małą i na wszelki wypadek wysunęła pazury.
Biało-czarna sylwetka zmierzała w ich stronę, na początku powolnym krokiem, jednak po chwili przyśpieszyła. Z każdą chwilą coraz bardziej czuła, że skądś zna Kocura, gdy był już w odległości na około 5 lisich ogonów zrozumiała, że najprawdopodobniej to Borsuk.
- B-braciszek...? - wyszeptała i położyła przed sobą znajdkę, było jej trudno mówić gdy trzymała ją w pysku.
Wojownik uniósł brwi, z zakłopotanym wyrazem psyka. Zmierzył wzrokiem swoją siostrę. Najwyraźniej zabrakło mu słów, by cokolwiek powiedzieć.
- Yyy... Po co tutaj przyszłaś i co ty trzymałaś w pysku? Na Klan Gwiazdy! Nie mów, że zostałem wujkiem?! Wywalili cię z Klanu, co? I bardzo dobrze, nie proś mnie o pomoc, bo tego nie zrobię!
- Ja... T-to nie tak! Ona nie jest moim dzieckiem, znalazłam ją tutaj, jak uciekałam przed ogniem, całym teren Klanu Burzy stanął w płomieniach!
- Wracaj do swojego Klanu, przecież nic nie stoi na przeszkodzie. - miauknął oschle żółtooki.
- Słuchaj, nie mogę tam wrócić, nie mam jak. Błagam, pomóż mi!
- Niby czemu?
- To bardzo długa historia, naprawdę długa... Opowiem ci kiedy indziej. Chciałabym dołączyć do Klanu Nocy, bo nie mam i-innego wyjścia... - oznajmiła, cicho łkając. Tak cholernie się bała tego, że jej własny brat odmówi jej pomocy.
- Nie.
Spuściła uszy.
- Wiesz co? Myślałam, że ciebie znam... - rzekła, spuszczając wzrok na własne łapy.
- No dobrze, ale niczego nie obiecuję. Zaprowadzę cię, znaczy was do Aroniowej Gwiazdy, ale jak będę mieć przez ciebie kłopoty, to-
- Rozumiem, dziękuję, Borsuku! - przytuliła się mocno do Kocura. - Nie będę rozrabiać, przysięgam.
- Phi! Rodzeństwo... - powiedział cicho łaciaty i poklepał łapą po głowie kotkę. - Jednocześnie się nienawidzi oraz kocha...
***
Szła wiernie za krewnym, niosąc w pysku koteczkę, nie zostawiłaby jej tam. W międzyczasie opowiedział jej trochę o tym, co u niego i jak się żyje w Klanie Nocy. Czuła się przy nim niezwykle luźnie, znała go doskonale, wiedziała, kim jest, a wspomnienia, kiedy byli obojga kociakami wracały. O mało się nie poryczała ze wzruszenia. Czyżby jej serce dostało chwilowy plasterek? Chyba tak to podziałało...
- Jesteśmy już w obozie... - szepnął jej do ucha. - Widzisz to gniazdo na tej potężnej wierzbie i tego kota? - spytał się, a kotka pokiwała głową. - To jest Aroniowa Gwiazda, dalej idź sama i... Uważaj na siebie.
- Dobrze, jeszcze raz dziękuję. - nim zdążyła wymiauczeć ostatnie słowo, jej brat gdzieś zniknął, zaczerpnęła głęboki oddech. Jej serce natychmiast przyśpieszyło ze strachu, próbowała iść jak najciszej, by nikt jej nie zauważył.
- Witaj! - przywitała się z Kocurem, kłaniając się, jak najniżej potrafiła, po chwili wskoczyła na drzewo z kotką i usiadła koło łaciatego. Czuła się teraz trochę dziwnie i niekomfortowo, cudem było, że zdobyła się na odwagę, by postawić, chociaż krok w stronę drzewa, a co dopiero na nie wejść. Nie było jej też łatwo cokolwiek powiedzieć, nie lubiła mówić, w końcu jej głos nie należał do najładniejszych i się jąkała bez swojej mieszkanki.
- Kim jesteś? Kto cię tutaj przyprowadził? - miauknął zszokowany i oburzony widokiem nieznajomej Aronia, jeżąc sierść. - Wojownicy, weźcie-
- C-czekaj! N... Nie psysłam w-wam zrobić krzywdy! Wy-wysłuchaj mnie, błag-błagam! - rzekła niezwracająca uwagi na koty, które syczały na nią.
- Mów szybciej co cię tutaj sprowadziło. - syknął, przesuwając się o kilka mysich ogonów od Konwalii.
- Na-nazywam się Konwaliowe Serc... Znaczy Konwalia. Jak może za-zauważyliście, tereny K-Klanu Burzy płoną. Ja jednak już tam nie mogę wrócić… Cudem uszłam z życiem. Z trzema łapami sobie nie poradzę, zwłaszcza że nie umiem polować ani walczyć, więc bez innych kotów jestem skazana na śmierć. Za to znam się na ziołach i umiem leczyć, więc mogę zostać asystentką medyka w twoim klanie… I… Znalazłam tę koteczkę na brzegu, bałam się, że nie żyje, musiałam ją reanimować. Proszę, przyjmij ją do Klanu, wierzę, że na pewno zostanie świetną wojowniczką, mnie też jak możesz..., Błagam. Obiecuję, że będzie z nas pożytek. - oznajmiła.
- Dlaczego nie możesz wrócić do Klanu Burzy po zakończeniu pożaru? Mamy już dwóch medyków. Trójka nie sądzisz, że będzie tłokiem?
- Wygnali mnie z klanu, nie mogę już tam powrócić. Mhm… W Klanie Burzy było trzech asystentów i nie było tłoku, więc może i tu nie będzie. Myślę, że każdy medyk jest ważny, w końcu można uratować więcej kotów i wymyślić więcej nowych, leczniczych rzeczy. Do tego mogę nauczyć twoich nowych ziół, jakich jeszcze nie znają, bo nie żyli na takich terenach co ja. Co dwie głowy to nie trzy nieprawdaż?
- Czemu cię wygnali? Nie sądziłem, że Mokra Gwiazda odważy się kiedykolwiek na takie coś.
- Hm… To d-dość skomplikowane…
- Zabiłaś kogoś? - prychnął.
- Nie! Na-nawet nie wyobrażam sobie zabicie kogoś, nawet zwierzęcia łownego. W-właściwe t-to wprost przeciwnie… - dodała ciszej.
Zmarszczy brwi.
- Więc co?
- Długaaa historia, lepiej, żebyś nie wiedział. Naprawdę cię to tak interesuję?
- A mam przyjąć do klanu, gdzie moi współklanowicze wiodą spokojne życie, wygnańca, której przeszłości nawet nie znam? Skąd mam wiedzieć, czy i nie u nas nie dopuścisz się zbrodni, przez którą zostałaś wygnana i tak próbujesz przede mną zataić.
Spuściła uszy.
- No dobrze, a-ale niech to pozostanie między nami. W-więc… Złamałam kodeks medyka, zasadę ósmą. Niechcący, nie chcieliśmy. – zestresowana zaczęła grzebać pazurem w ziemi, dopiero po chwili doszła do wniosku, że lider Klanu Nocy nie musi znać kodeksu medyka na pamięć. – No emm… W sensie mam kocięta, ale ona akurat nie jest moja. – przesunęła wzrok na małą koteczkę. – Znalazłam ją, tak jak mówiłam…
- Rozumiem... Twoje kocięta zostały w klanie? Nic im nie grozi?
Uniosła brwi, szczerze nie spodziewała się takiej odpowiedzi ze strony Kocura. Poczuła lekkie ciepło na sercu.
- Widziałam chyba sylwetki moich córek na starych terenach Klanu Lisa... - miauknęła. - A trzecia córka żyje w innym klanie z ojcem, ufam mu. Na pewno o nią bardzo dobrze dba. - czarno-biały pokiwał głową. - Mhm... A ty...? Posiadasz dzieci? - zapytała się dosyć nieśmiało i niepewnie.
Rozejrzał się nerwowo po obozie i odparł:
- Nie.
- Rozumiem. - mruknęła, próbując jakoś się uśmiechnąć.
- Jak ona się nazywa? - zapytał się, spoglądając na nieduże kocię.
- Nie wiem, nic nie mówi, choć się jej pytałam kilka razy.
- Masz jakiś pomysł?
- Chyba tak. Może... Może Ćma? Jest taka cicha i w ogóle, chyba pasuje, co myślisz o tym?
- Może być. - rzekł.
- Czyli pozwalasz nam zostać? - przysunęła Ćmę do siebie.
- Na razie obydwojga traficie na jeden księżyc do starszyzny.
- Dziękuję! - podziękowała z dużym entuzjazmem w głosie i zeszła z kotką z drzewa.
- Karasiowa Łusko, zaprowadź tę dwójkę do starszyzny. - polecił jakiemuś wojownikowi.
***
Podsumując... Została wywalona z Klanu, wybuchł pożar, prawie nie utonęła, nie posiada już żadnego kontaktu ze swoimi przyjaciółmi, czyli tak jakby ich straciła, do tego siedzi w zupełnie jej nieznanym obozie Klanu Nocy, otoczona praktycznie wodą i obcymi kotami ze znajdką, którą nazwała Ćma.
Próbwała jakoś to wszystko sobie w głowie poukładać, ale nie umiała. Wszystko było jak jakiś mocno zwariowany sen, a nie jak ten prawdziwy świat. Schowała głowę w łapach, próbowała się jakoś pocieszyć i walczyć ze smutkiem, ale czuła tylko gorzki smak swoich łez. Poczuła coś małego i zimnego na swojej łapie. Zdjęła obie łapy z głowy i przyjrzała się białej kuleczce. Patrzyła się na nią troskliwym spojrzeniem.
- C-coś się stało, malutka?

<Ćma?>

2 komentarze: