Odkąd zapuściła się w okolicę Martwego Szlaku przestała śnić przedziwny sen. Razem ze Skrzypiącym Skrzypem, a właściwie za jego mową, podchodziła do wszystkich kotów mających czarne umaszczenie; kocurów i kotek, w tym szylkretek, a nawet niebieskich kotów, których futro było ciemniejsze i w pochmurny dzień mogła omyłkowo wziąć je za czarne. Pod pretekstem oglądania opuszków z zamiarem przepowiedzenia losów kota, miała okazję dokładnie przyjrzeć się łapom. Niestety, żadna z nich nie była podobna do tej, która spoczęła na jej barku. Za duża, za mała, widoczne inne kolory, jak rudy czy biel, za długie futro, za gruba... Tamta łapa była chuda. Tak chuda, że faktycznie omyłkowo mogłaby ją pomylić z gałęzią.
I wychodziło na to, że faktycznie pomyliła ją z gałęzią.
– Spójrz! Ta gałąź naprawdę wygląda jak kocia łapa! – miauknął Skrzypiący Skrzyp, nachylając się krzewu. Oparł się przednimi łapami o niego, a po chwili rozległo się trzaśnięcie. Kocur złapał w zęby ułamany fragment, którego końcówką pacnął Wełnistą Łapę w głowę. Między drewnianymi palcami przeciągnięty był czarny materiał. – Zagadka rozwiązana.
Wcisnęła mocniej pysk w futro na wspomnienie ponownej wyprawy na Martwy Szlak. Czuła wstyd, ale również ulgę. Nie miała czym się martwić. Mroczne duchy istniały jedynie w jej głowie z powodu zmęczenia.
Przeniosła spojrzenie na Białą Łapę. Kocur leżał na plecach i przyglądał się swoim łapą, które wyciągnął przed siebie. Z całej ich trójki to właśnie on był z nich "najdziwniejszy", przynajmniej według starszych wojowników.
– Lubisz swojego mentora? – spytała.
– Nie wiem... – mruknął, mrużąc oczy. – Ale wiem, że on mnie nie lubi. Boi się moich oczu, tak jak większość kotów w klanie. – Wydawać by się mogło, że Biały nie przejmował się plotkami i krzywymi spojrzeniami kotów. – A ty lubisz swoją mentorkę?
Zwlekała z odpowiedzią. Jej relacja z Przeplatkowym Wiankiem była trudna, nie należała do prostych. Nie nie lubiła kocicy, ale również nie darzyła jej szczególną sympatią. Była jej wdzięczna za przekazywaną wiedzę oraz fakt, że się o nią troszczyła, jednak było wiele rzeczy, które sprawiały, że coś uczennicy w jej zachowaniu nie pasowało. Tak, jakby kocica udawała i nosiła na swym pysku maskę. Coś jak Lotosowa Łapa, ale nie do końca.
– Lubię. Gdybym jednak sama mogła wybrać mentora, chciałabym, aby uczyła mnie Brzęczkowy Trel – miauknęła.
– Ale Brzęczkowy Trel jest w starszyźnie... Nie mogłaby być twoją mentorką...
– Ale gdyby mogła nią zostać, byłabym bardzo szczęśliwa. – Położyła głowę na łapach. – Jest dla mnie jak babcia... – miauknęła cicho, ledwo słyszalnie. – Szkoda, że nasi prawdziwi dziadkowie nie żyją w klanie...
Przymknęła oczy. Zastanawiała się, czy nie poruszyć tematu mianowania, które przeleciało jej między łapami. Czuła się z tym dziwnie, że jako pierwsza z rodzeństwa mogłaby zostać wojowniczką. Wciąż uważała, że ma braki; wydarzenie z lisem tylko to potwierdziło.
– A wiesz, że... – odezwała się, ponownie spoglądając na brata. Biała Łapa miał zamknięte oczy. Na pysku Wełnistej Łapy pojawił się delikatny uśmiech. – Mógłbyś szkolić się na strażnika snów i łowcę sennych mar – zachichotała cicho. Biała Łapa w spaniu nie miał sobie równych, co najwyżej mógł konkurować ze Śniącą Łapą. Gdyby jego treningi w głównej mierze polegały na spaniu, już dawno zostałby mianowany i odcisnął łapę w Grocie Pamięci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz