– Gąsko, wystąp – miauknęła Pieczarka, przemawiając z najniższej gałęzi topoli
Gąska podniosła się i posłusznie wykonała polecenie. Wyszła na przód tłumu, spojrzenie mając utkwione przez cały czas w białej kocicy.
– Najwyższy czas, abyś dołączyła do grona stróży. Wykazałaś się przeogromną empatią i sumienie wykonywałaś powierzone obowiązki. Czy przysięgasz pozostać lojalnym naszej społeczności i troszczyć się o jej serce?
– Przysięgam.
– A zatem witamy cię jako nowego stróża Owocowego Lasu!
Tłum skandował imię Gąski. Bura spojrzała w kierunku Cienia, by już po chwili przenieść spojrzenie na swoich bliskich; mamę, tatę i rodzeństwo.
Doskonale zdawała sobie sprawę, że jej rola nie była brana na poważnie w klanie przez niektóre koty. Jako uczennica nie raz usłyszała niemiłe słowa od wojowników, którzy uważali funkcję stróża za gorszą od pozostałych. Trudno jej nie było się z nimi zgodzić; większość kotów, które były stróżami posiadała mankamenty uniemożliwiające im piastowania innych roli. Z nią samą również tak było. Może i była zwinna, jednak była słaba. Prawdopodobnie potrafiłaby pokonać swoje słabości, gdyby postanowiła spróbować podążać tą samą ścieżką, co jej rodzeństwo, jednak nigdy by im nie dorównała. Nie żałowała decyzji, którą podjęła mając zaledwie cztery księżyce. Cieszyła się, że wybrała tę samą ścieżkę, co jej przybrany ojciec, Orzeszek. Posłała uśmiech czarnemu kocurowi, ciesząc się, że będzie dzieliła z nim legowisko.
~~~
Dopiero co była mianowana, a już dostała ucznia. Czy na pewno była na niego gotowa? Denerwowała się przed swym pierwszym treningiem jako mentor, obawiając się, że powie albo zrobi coś nie tak. W końcu Kasztanka nie tak dawno temu straciła członka rodziny. Nie wyglądała, jakby miała ochotę na przyswajanie podstaw. Gąska zastanawiała się, jak może pomóc uczennicy poradzić sobie w tej sytuacji. Nie chciała na nią naciskać, zmuszać do treningu, jak i również nie chciała jej zostawić samej sobie. Czy sam fakt, że będzie tuż obok niej będzie wystarczający? Może powinna poczekać, aż Kasztanka sama poprosi ją o udanie się na trening? A może jednak to ona powinna wyciągnąć pierwsza łapkę do kociaka? Co zrobiłby Cień?
– Co robić... Co robić... – miauknęła, zastanawiając się czy dobrym rozwiązaniem byłoby porozmawiać z Kasztanką o Wszechmatce. A może tę rozmowę koteczka powinna przeprowadzić ze swoimi rodzicami? A może już ją przeprowadziła? – Och, Pieczarko. Dlaczego mi to zrobiłaś... – Dotknęła łapką czoła, starając się uspokoić. Wzięła głęboki wdech i postanowiła zasięgnąć matczynej porady nim zabierze Kasztankę w teren, jak i również sprawdzić, jak się czuje mama.
Nim zajrzała do szylkretki, po drodze wpadła na Jeżogłówkę, która pomogła jej w zdobyciu wiedzy medycznej, kiedy była jeszcze uczennicą. Kotka pogratulowała jej awansu, jak i zostania mentorką, z zainteresowaniem przyglądając się jej trzem nacięciom na prawym uchu.
– Idziesz na trening? – Mówiąc to, rozejrzała się dookoła, w poszukiwaniu podopiecznej Gąski. – Będę mogła iść z wami? Nie powinnam przeszkadzać.
– Na razie zmierzam do mamy. Chcę jej się poradzić, czy już dzisiaj powinnam zabrać Kasztankę na trening, czy może powinnam dać jej trochę czasu. Jeśli chcesz, możesz iść ze mną – zaproponowała. – Mama na pewno się ucieszy. – Uśmiechnęła się.
<Kajzerko? Nie duś się, Jeżogłówka i Gąska wspólnymi siłami wyleczą cię>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz