BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?

W Klanie Nocy

Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.
Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 7 grudnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

30 listopada 2025

Od Niesfornej Łapy CD. Lekkomyślnej Łapy

Przeszłość

— Zajączku, czy wszystko w porządku? — zapytał wreszcie. Te słowa wyraźnie przywróciły jego brata do teraźniejszości. Otworzył oczy nieco szerzej, spoglądając na Królika.
— Ja? Ach, tak, tak, przepraszam, Króliczku — odparł, uśmiechając się nerwowo.
Bursztynowooki prychnął pod nosem i napuszył przy okazji sierść.
Zrobił to po części dlatego, że było mu zimno, ale i dlatego, że był lekko zirytowany tym, że jego brat znów go nie słuchał. Jak zwykle, zresztą. On już taki był, nie dało się w nim za dużo zmieniać. Królik po prostu musiał przyzwyczaić się do jego krótkiego zakresu uwagi.
Zastanawiał się, czy Kocimiętka nie otrzymała tego po wujku. Ruda kotka też zawsze szybko się rozpraszała i miała trudności z koncentracją. To na pewno nie był przypadek!
A jeśli o Kocimiętce mowa… ciekawe, jak sobie teraz radzi. O ile jeszcze żyje. Królik wciąż nie słyszał niczego od Dyniowej Skórki ani swoich córek. Czy one w ogóle żyły? Były samotniczkami? Strasznie go to stresowało – chyba by sobie nie wybaczył, gdyby dowiedział się, że kotki zmarły po opuszczeniu miasta. W końcu… był taki głupi! Opuściły go przez niego; gdyby poświęcał im trochę więcej uwagi i nie kłócił się z Dynią, może teraz żyliby wspólnie w Klanie Klifu? Może nie musiałby zatajać tego, że miał partnerkę, dzieci…

* * *

Królik, odłączywszy się niepostrzeżenie od patrolu, powędrował na granicę Klanu Wilka. Gdzieś z tyłu głowy tliła się w nim nadzieja, że może uda mu się tu napotkać Dyniową Skórkę, lecz nie dostrzegł jej rudego futra w zasięgu wzroku. Przysiadł smutno na trawie, wbijając wzrok w malownicze tereny przed nim. Widział zielone źdźbła, falujące na wietrze, a także łąkę przerzedzoną wysokimi drzewami iglastymi. Jeszcze do niedawna ten krajobraz cały był zaśnieżony, lecz teraz wręcz tryskał najrozmaitszymi kolorami. Gdzieś w oddali migotał zarys wielkiego, grubego drzewa, a obok rozpościerała się niebieska wstęga – rzeka. Królik westchnął, i gdy już zrezygnowany miał zawracać, do jego nozdrzy dotarł silny zapach drugiego kota. Zapach, który z pewnością należał do jakiejś kotki, Wilczaczki. Ożywiony, postawił uszy na sztorc, jakby już szykował się, by podbiec. Czy to możliwe, że los się do niego uśmiechnął, podsuwając mu pod łapy Dyniową Skórkę?
Gdy się odwrócił, nie zobaczył jednak rudofutrej. Przed nim stanęła szylkretowa, masywna kocica o gęstym i grubym futrze. Miała niebieskie ślepia, a także niewielkie uszy zakończone pędzlami. Kremowy cofnął się o krok, wciskając głowę w szyję, jakby spodziewał się nagłej reprymendy. W końcu niemal przekroczył granicę...
— Och! — mruknął, subtelnie kładąc po sobie uszy. Wojowniczka z Klanu Wilka uśmiechnęła się dowcipnie i poruszyła wibrysami z rozbawienia.
— Coś taki przerażony! Przecież ja nie lis, nie pobiję cię — odezwała się niskim, nieco chrapliwym głosem.
Pręgowany położył łapę na głowie i wypuścił z płuc oddech, nawet nie wiedząc o tym, że go tam trzymał. Z lekkim zawstydzeniem wyciągnął szyję do góry.
— Jasne… — wymamrotał pod nosem, przymykając nieznacznie ślepia. Przez moment stał w takiej pozycji, aż nagle nie ocknął się i wyciągnął łapę w stronę obcej.
— Królicza Uł-... — urwał, a jego twarz zbladła. — Niesforna Łapa, to znaczy. Długa historia, wiesz…
Szylkretka parsknęła śmiechem, a następnie sama musnęła poduszkami łapę Królika.
— Pszczeli Rój! Jestem wojownikiem Klanu Wilka.
Bursztynowooki zamrugał kilka razy. Czy on dobrze usłyszał?
— Wojownikiem? Więc… nie jesteś kotką? — dopytał ostrożnie, delikatnie schylając łebek w zdziwieniu.
Pszczoła uniósł jedną brew do góry, marszcząc czoło.
— Nie — odparł krótko.
Królik wzruszył ramionami; tylko ogon, który poruszał się nerwowo na boki, zdradzał, że próbuje jakoś ogarnąć sytuację. Trochę go to dziwiło, ale nie wyglądał, jakby zamierzał robić z tego problem.
— Mówisz, że z twoim imieniem łączy się długa historia, tak? — zagadał w końcu szylkret. — W takim razie może mi ją opowiesz? Ja mam czas.
Kremowy zmrużył oczy, jakby próbował ułożyć sobie w głowie te wszystkie wspomnienia. Żałował tylu rzeczy... i chyba bał się, że Pszczeli Rój też zacznie mu coś wytykać. Po chwili jednak na jego pyszczku pojawił się uśmiech, którym chciał zataić swój wstyd.
— Ha! Jasne… — mruknął pewnie, lecz zaraz umilkł. — Więc… wcześniej byłem wojownikiem, nazywałem się Królicza Ułuda… — zaczął, przeciągając słowa, jakby chciał kupić sobie więcej czasu. — I… powiedzmy, że nasz przywódca kazał mi nie robić pewnych… rzeczy. — Przełknął ślinę, aż jego wąsy drgnęły. — No i w skrócie… zrobiłem jedną z tych rzeczy, których... nie miałem robić. Wbrew woli Judaszowcowej Gwiazdy. Dlatego… dostałem karne imię!
Pszczeli Rój zmrużył oczy – nie wyglądał, jakby kupował tę wymówkę.
— A może trochę więcej szczegółów? Co to były za “rzeczy”? — dopytywał.
Królik zerknął za siebie i dostrzegłszy sylwetki kotów, z którymi miał być na patrolu, szybko machnął łapą w stronę szylkreta.
— Spotkajmy się tu jutro, to ci opowiem. Pod warunkiem, że ty mi też opowiesz coś o sobie! — zażądał, odwracając pysk w stronę wojownika.
Ten skinął głową.
— Umowa stoi.
— Stoi — powtórzył Niesforna Łapa i szybko, nawet się nie żegnając, zaczął zmierzać w stronę swoich pobratymców. Przy okazji musi coś upolować, by nie wyglądało to podejrzanie.

* * *

Następnego dnia, tak jak planował, zjawił się w tym samym miejscu, gdzie wcześniej spotkał Pszczeli Rój. Nie musiał czekać długo, gdyż wojownik także okazał się punktualny. Kremowy wyszczerzył się w uśmiechu, podchodząc bliżej granicy, niemal ją przekraczając.
— Teraz twoja kolej, by zacząć! — mruknął do szylkreta. Ten, przewróciwszy oczami – jakby już wcześniej obiecał sobie, że nie da temu uczniowi tej satysfakcji – przysiadł na trawie. Bursztynowooki także przycupnął, czując, po sposobie, w jaki Pszczeli Rój poprawił się na miejscu, że wojownik szykował dla niego ciekawą historię. Miał przecież cały dzień, by zastanowić się nad tym, co powie!
— Od czego by tu zacząć… — zastanowił się. — Wiesz co? Nie będę zanudzał cię swoim dzieciństwem – może od razu przejdę do konkretów — zaproponował, na co Królik, kiwając energicznie głową, się zgodził. — Byłem uczniem całkiem długo. Ale nie tak długo, jak ty... — przerwał, by zaśmiać się cicho pod nosem, szturchając ogonem źdźbło trawy — ...przestałem nim być, gdy spotkałem lisa. Byłem wtedy na patrolu wraz ze swoją siostrą, a także jakimiś dwoma innymi kocurami — wyjaśnił.
Niesforna Łapa przechylił głowę.
— I to tyle? Spotkałeś lisa i zmienili ci imię?
Pszczeli Rój machnął łapą – dokładnie tak, jakby próbował uciszyć Królika; albo chociaż przekazać mu, że jego pytanie było głupie.
— Nie! My musieliśmy walczyć z tym lisem. Niestety, jeden z tych wojowników zmarł, ale ja i moja siostra walczyliśmy dzielnie. Przywódca, by uhonorować naszą determinację, mianował nas wojownikami — dokończył z kwaśną miną, lekko zagryzając wargi.
Uczeń odwrócił wzrok od szylkreta, teraz żałując, że kazał mu się tłumaczyć.
— Och… to musiało być dla ciebie bolesne wspomnienie. Zobaczyć na żywo umierającego kota… wiem, jak to boli — szepnął, próbując nieudolnie pocieszyć towarzysza, zerkając na niego z boku.
— Nieważne. Teraz twoja kolej, by opowiedzieć coś więcej o sobie! — rzucił Pszczeli Rój, odchrząkując i unosząc brodę, jakby chciał szybciej zmienić temat.

* * *

Teraźniejszość

Odkąd usłyszał od Pszczelego Roju, że za pobicie się z lisem otrzymał nowe imię, w jego głowie zapaliła się przysłowiowa lampka. Nie mógł przestać myśleć o tym, że gdyby sam zmierzył się z drapieżnikiem, może Judaszowcowa Gwiazda spojrzałaby na niego przychylniej?
Cóż, najbystrzejszy to on nie był. Dlatego, na każdym patrolu, na który go wybierano, odłączał się od grupy w poszukiwaniu zagrożeń. Na początku nic nie znajdywał – tereny Klanu Klifu były wyjątkowo spokojne. Aż pewnego dnia, gdy wędrował wśród wysokich traw, w nozdrza uderzyła mu gryząca woń. Futro natychmiast stanęło mu dęba, a wszystkie zmysły skrajnie się wyostrzyły. Czuł metaliczny, duszący zapach krwi, a także obecność stworzenia, które go nosiło.
Ostrożnie przycisnął brzuch do ziemi i powoli pełzał w stronę źródła zapachu, samotny, jak największy głupiec, podczas gdy jego pobratymcy byli daleko, bez szansy na pomoc. Nie zdziwił się, gdy nagle przed sobą dostrzegł rude futro – i nie, nie było to futro Dyniowej Skórki. Stał przed nim lis w całej swojej okazałości, oblizując wargi. Pod jego łapami leżało martwe stworzenie – może nornica, może… królik. Ciało ofiary było tak pogryzione, że trudno było rozpoznać. I mimo tego okropnego widoku, kremowy nie poczuł strachu. Wiedział, że mógł skończyć tak samo, ale desperacja, by odzyskać dawny honor, pchała go do działania.
Wysunął pazury, napiął mięśnie. Czuł się jak kat atakujący osłabionego przeciwnika, a nie młodego, sprawnego lisa. Nim się obejrzał, siedział już na karku rudego stworzenia, wbijając szpony w jego skórę. Lis wierzgał i wydał gniewne dźwięki, próbując się uwolnić, ale Królik był jak w transie. Choć ledwo kontrolował własne ciało, jakimś cudem, zaślepiony emocjami, dawał sobie radę.
Nieoczekiwanie jego łapy puściły i spadł z hukiem na ziemię. Lis wykorzystał moment i rzucił się na niego, przyciskając łapę do klatki piersiowej kocura. Kremowy syknął, odpychając drapieżnika, który wyglądał na zaskoczonego – nie spodziewał się tak prędkiej obrony. Kremowy podniósł się i gibko skoczył z powrotem w stronę lisa, który w obronie stanął na dwóch łapach. Zaczęli się przepychać, drapiąc sobie nawzajem barki. W powietrzu fruwały strzępki ich futer, a także kropelki krwi.
W końcu lis okazał się silniejszy. Kocurowi omsknęła się łapa i runął na plecy, cały wstrząśnięty. Ból przeszył jego ciało. Lis, zirytowany, rozwarł szczękę nad jego kufą. Królik poczuł, jak ślina drapieżnika skapuje mu na nasadę nosa; i w tym momencie poczuł też ostry ból przeszywający ucho. Potem usłyszał głuchy stukot – kawałek jego ucha spadł na ziemię.
Przerażony, zamachnął się łapą i trafił prosto w oko lisa. Temu z gardła wyrwał się skowyt; odsunął się, oszołomiony. Kremowy, choć cały pokryty krwią, nie odpuścił. Jego futro sklejało się ze sobą, a skóra piekła, ale gniew był silniejszy niż ból. Lis miał teraz jedno oko zamknięte – może kremowemu udało się go oślepić?
— Uciekaj stąd, podły lisie! — zawołał, a jego głos drżący od emocji głos poniósł się echem po pustych terenach. Rude stworzenie zawahało się, odwróciło i wreszcie czmychnęło gdzieś w dal, zostawiając ucznia wyczerpanego, ale jednocześnie z poczuciem triumfu.

* * *

Gdy spotkał go patrol, był przerażony jego stanem. Królik wyjaśnił im jednak, że rozdzielił się, bo wyczuł zapach zwierzyny. Fakty przekręcił też tak, że wyszło na to, iż to wygłodniały, krwiożerczy lis zaatakował go jako pierwszy, ale on, jako świetny i silny wojownik, był w stanie go pokonać i przegonić. Niektóre koty uwierzyły w jego wersję wydarzeń, lecz niektóre były co do niej trochę podejrzliwe – głównie przez to, że Niesforna Łapa cieszył się reputacją, jaką się cieszył – czyli niezbyt dobrą.
Po powrocie do obozu medyczki natychmiast zajęły się jego ranami. Połowę pyska owiniętą miał pajęczyną, by uchronić tę resztkę, która została mu z ucha, przed infekcją. Całe barki były posklejane papką z ziół, bo mocno krwawiły, gdy kocur wylądował pod okiem Ćmiego Księżyca i Jagnięcej Łapy. Opatrunki były niewygodne, ale przynajmniej uśmierzały ból. Królik siedział teraz nieruchomo przed lecznicą; każde drgnięcie choćby o włos sprawiało mu cierpienie. Sam się w to wpakował, ale nawet nie był zły. Może trochę żałował, ale… liczył na to, że Judaszowcowa Gwiazda uwierzy mu i zdecyduje się oddać mu z powrotem jego stracone imię. Nie chciał się przedstawiać jako Niesforna Łapa, nie chciał być znany pod tym imieniem. Ono przypominało mu o tylu błędach… Za każdym razem, gdy je słyszał, czuł ból większy od tego, który odczuwał przez rany. Starał się udawać, że się przyzwyczaił, ale to wciąż trochę szczypało go w duszę. Popełnił błąd, ale już nie zasługiwał na tak krzywdzące miano… Zmienił się.
Wpatrywał się tępo w skalne ściany przed sobą, ledwo mrugając. Musiał wyglądać dziwnie; a może po prostu śmiesznie? Był zamyślony, w głowie analizując wszystkie życiowe decyzje, które doprowadziły go do tego miejsca.
I wtedy… zrozumiał. Zrozumiał, że tak naprawdę z imieniem Królicza Ułuda też już nic go nie łączyło… Chciał je odzyskać, ale… może w innej formie? Może on wcale nie chciał już być Króliczą Ułudą? Tym samym kotem, który uciekł z Klanu Klifu, który stchórzył i wszystko spaprał? Może nie powinien być ani nim, ani Niesforną Łapą – a kimś zupełnie innym? Może wreszcie powinien się zmienić, myśleć bardziej nad swoimi czynami?
Wnet się wzdrygnął. “Jestem geniuszem!” – pomyślał, nieświadomie rozwierając pysk w szoku. “Nie muszę już być Ułudą! Nie muszę być tym, kim już nie jestem! Mogę być… Króliczym Sercem… albo… Króliczą Prawdą!” – stwierdził, po czym na jego kufę wślizgnął się chytry uśmiech.
— Króliczku, wszystko dobrze? — rozległ się głos. Kremowy pokręcił szybko głową i przyjął neutralny wyraz pyska, wyszukując wzrokiem źródła dźwięku.
Jego oczom ukazał się jego własny brat – Lekkomyślna Łapa. Znów się uśmiechnął, a potem wstał i sztywnym krokiem podszedł do kocura.
— Tak, tak! Wszystko dobrze, jak najbardziej. Lepiej nigdy nie było — mruknął pewnie, bez cienia ironii. — Właśnie zrozumiałem, że… już wcale nie chcę być Króliczą Ułudą, wiesz?
W jego oczach pojawił się nowy blask, pełen determinacji i nadziei. Czuł, że to, co teraz powiedział, rozpocznie nowy rozdział w jego życiu.

<Lekkomyślna Łapo?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz