Dzień mianowania Cienia
Wszystko byłoby niemal idealnie — Lamentująca Toń odhaczyła poranny patrol, a to znaczyło, że przez resztę dnia mogła się choć trochę poobijać. Planowała udać się w jakieś spokojne miejsce i odpocząć od tych wszystkich, drażniących mord, gdy akurat w tym momencie rozległ się głos Nikłej Gwiazdy.
Gdyby mogła, strzepnęłaby ogonem. Psiakrew, jak on ją drażnił.
Nie posiadając jednak większego wyboru, odwróciła się na pięcie, kierując się w stronę mównicy lidera, gdzie kłębiły się już inne koty.
— Klanie Wilka… Bla, bla, bla…
Czy kogoś naprawdę obchodziło, co miał do powiedzenia? Była tu tylko z obowiązku. Przez cały monolog burego tylko rzeźbiła pazurem w piachu, nieszczególnie przysłuchując się jego słowom. No, przynajmniej aż nie usłyszała swojego imienia.
Nagle gwałtownie uniosła łeb. Ona mentorką?
Miała niańczyć jakiegoś małego smroda? Kto to w ogóle był!? Szczypiorkowa Łapa był jedynym uczniem, jakiego mogła zaakceptować… i zginął przez żałosną Dyniową Skórkę. Phi.
Omiotła wzrokiem polanę, gdy kilka kotów przed nią rozstąpiło się, aby mogła wyjść do przodu, do nowego ucznia.
Jej wzrok napotkał spojrzenie młodego kocurka — nie potrzebowała nic więcej. Już wiedziała, że z tym małym będą problemy… ale cóż, nie bardzo miała jakikolwiek wybór.
Jednym (trochę niezdarnym) susem wysunęła się naprzód, aby zetknąć się nosami z kocurem.
Bury zmierzył ją oceniającym spojrzeniem, ale nie odezwał się ani słowem.
Niczym nie przypominał Szczypiorkowej Łapy — jakiś taki mały, zbyt pewny siebie, pewnie wyszczekany. Kitę miał zawsze wysoko zadartą do góry, łebek dumny, jakby właśnie został co najmniej liderem. Pewnie miał ego większe od samego siebie.
A mimo wszystko, w jego oczach było widać błysk. Błysk, który niegdyś sama widziała w swoich oczach; tą determinację, ambicję. Chęć udowodnienia, że jest się najlepszym — postanowiła mu pomóc.
W dniu mianowania nie była szczególnie wylewna; nachyliła się tylko nad nim i szepnęła mu na ucho:
— Postaraj się — mruknęła, spoglądając na niego kątem oka.
Jej wzrok był ostry — wiedziała, bo dokładnie zadbała o to, aby nie był u niej widać nawet grama emocji.
Cienista Łapa zerknął na nią przez bark. Nie wyglądał na kogoś, kto będzie z nią współpracować.
Ach, zapowiadało się kilka długich, męczących księżyców…
─── ⋆⋅☼⋅⋆ ───
Wolnym krokiem przemierzała zalesione połacie terenów Klanu Wilka. Chłodna rosa przylegała do jej ciemnego futra, uczepiając się posklejanych kosmyków, a chmury leniwie snuły się po szarym nieboskłonie. Lamentująca Toń zerknęła kątem oka na Cienistą Łapę; kocurek dreptał dumnie u jej boku, obserwując uważnie otoczenie. Po mianowaniu niemal od razu udali się poza obóz, aby Lamentująca Toń mogła oprowadzić burego po terenach Klanu Wilka.
— No więc, tutaj jest miejsce pochówku wilczaków, Cierniste Drzewo. Po obozie krążą jakieś legendy, że to miejsce jest nawiedzone albo coś — rzuciła, na moment przystając i unosząc łapę, w niedbałym geście wskazując na spróchniałe drzewo.
Bury przekręcił nieznacznie głowę, a następnie strzepnął ogonem (tak, cudownie wiedzieć, że on takowy posiada).
— Jakieś pytania? — Ściągnęła brwi, mierząc młodziaka wzrokiem.
— Mam wiele pytań, ale nie wydaję mi się, abyś była w stanie udzielić na nie odpowiedzi.
Przez chwilę gapiła się na niego. Jak śmiał się tak odzywać?
— To źle ci się wydaje — burknęła, spoglądając na niego przez ramię.
Cienista Łapa wydawał się niewzruszony. Przechylił delikatnie łeb.
— W takim razie pewnie zechcesz opowiedzieć mi więcej o tych legendach?
Zmrużyła oczy, a jej górna warga drgnęła delikatnie, niemal odsłaniając zęby.
— Taki jesteś bystry, co? — wysyczała. — Nie mam czasu na takie bzdety. Chodź, już późno.
I to powiedziawszy, odwróciła się na pięcie, ruszając w przeciwnym kierunku. Cienista Łapa jeszcze chwilę stał w miejscu, zanim zrównał krok z mentorką.
─── ⋆⋅☼⋅⋆ ───
Przez pysk burego przebiegł grymas bólu, gdy zmarszczył brwi, a następnie przewrócił się na bok i zamrugał kilka razy. Jego spowite snem, żółte oczy wyjrzały spod powiek, gdy przekrzywił nieznacznie głowę.
— Idziemy na trening — rzuciła Lamentująca Toń, po czym odwróciła się na pięcie, posyłając ostatnie spojrzenie uczniowi. — Uszykuj się i spotkajmy się przy wyjściu z obozu. Byle szybko.
Kocur najwidoczniej nie był aż tak głupi, bo nie musiała powtarzać się dwa razy. Widziała tylko, jak dźwiga się na równe łapy i przejeżdża językiem po klatce piersiowej, zanim opuściła legowisko uczniów.
Minęła stos ze zwierzyną i strzepnęła uchem, po chwili siadając przy wyjściu z obozowiska. Kilka leniwych promieni słońca padało na jej szary pysk, a zaspane koty krzątały się po obozie — część z nich szykowała się na poranny patrol, część dopiero budziła się ze snu.
W pewnej chwili coś przykuło uwagę wojowniczki; jakiś ruch, drobne drgnięcie i znajome futro. Przechyliła łeb, aby złączyć spojrzenie z… Wrotyczową Szramą.
Zamrugała kilka razy, a jej pysk wygiął niechętny grymas, gdy westchnęła i spuściła ostrożnie pysk — ni to pokora, ni to pogarda.
— Czego się gapisz? — burknęła (chociaż w jej głosie brakowało normalnego jej jadu).
— To ty na mnie patrzysz, Lamentująca Toni… — zwróciła uwagę jej siostra, na co dymna tylko odwróciła wzrok.
— Szczegół — mruknęła. — Ten… dobrze, że żyjesz. Czy coś.
Wrotycz chyba nie spodziewała się czegoś takiego, bo spojrzała na przybraną siostrę, jakby oszalała, zanim skinęła głową i odeszła w głąb obozu.
Wreszcie, Cienista Łapa stanął obok niej i strzepnął ogonem.
— Jestem gotowy — oznajmił. — Idziemy już?
Przechylił nieznacznie łeb, wbijając pazury w ziemię. Ten to jak zwykle był chętny do roboty…
— Tak — rzuciła Lament, podnosząc się z miejsca i ruszając przed siebie. — Tylko się nie zgub — dodała przez ramię; trochę z kpiną, trochę z rzeczywistą troską.
Kątem oka dostrzegła tylko, jak bury pokiwał głową (może ją przedrzeźniał — kto to tam wie), po czym ruszył za nią, sprężystym krokiem idąc tuż obok niej.
Wreszcie dymna zatrzymała się i przeniosła wzrok na ucznia.
— Czujesz coś? — zapytała sucho, mrużąc oczy i przechylając łeb.
Cienista Łapa spojrzał na nią niemal z pobłażaniem. Co za wronia strawa!
— Tak — oznajmił.
Lament przewróciła tylko oczami.
— Jesteś w stanie rozróżnić jakieś zapachy czy jesteś tak tępy, że nie ogarniasz nawet tak prostej rzeczy?
Bury odwrócił wzrok.
— Nie nauczyłaś mnie jeszcze tego — wytknął.
— Jak wolisz — odparła tylko (sama nie była pewna, do czego to się miało odnosić). — To, co czujesz, to mysz. Lepiej dobrze zapamiętaj jej zapach, przyda ci się w przyszłości.
─── ⋆⋅☼⋅⋆ ───
Ostatnio trochę rozmawiała z Wrotyczową Szramą, ale ich konwersacje nie przychodziły im zbyt naturalnie, więc Lament nie naciskała. Zresztą, nie żeby i tak zależało jej na kontakcie z rodziną.
Z dobrych wieści, trening Cienistej Łapy nie szedł aż tak najgorzej — znaczy, kocur był trochę do tyłu z wiedzą, ale ogólnie uczył się dość dobrze.
Słońce akurat wschodziło na ponury nieboskłon; wiatr wył w koronach drzew i z hukiem uderzał o ściany legowiska, delikatne krople wody lawirował między drzewami — krótko mówiąc, panowała ogólna plucha. Nic ciekawego.
Kocica mlasnęła kilka razy językiem, a następnie wygięła grzbiet w zgrabny łuk i wyprostowała się, stając na równe nogi.
Ostrożnie stawiając łapy opuściła legowisko wojowników, wychodząc na błotnistą polanę. Obóz tętnił życiem; poranny patrol dopiero co zbierał się do wyjścia, a rozespani uczniowie powoli, budzeni przez mentorów, wychodzili ze swoich legowisk.
Westchnęła cicho. Też musiała zabrać Cienistą Łapę na trening. Strzepnęła uchem, po czym od razu skierowała się w stronę posłań uczniów.
Przeszła obok kilku śpiących terminatorów (uważając, aby na nich nie nadepnąć), a następnie stanęła przy boku burego. Wysunęła przed siebie łapę, jednym, nieostrożnym gestem trącając go w miejsce nieco poniżej żebra. Grymas dyskomfortu wykrzywił mordkę młodszego.
— Cieniu — westchnęła.
Młodszy przewrócił się na drugi bok i mlasnął językiem, ostrożnie uchylając powieki.
— Już, już… — wymamrotał, odsuwając się od mentorki.
Lamentująca Toń przechyliła łeb, przez chwilę w milczeniu przyglądając się buremu, zanim odwróciła się na pięcie.
— W porządku. Przyjdź, jak będziesz gotowy — rzuciła przez ramię, po czym zniknęła w wyjściu z legowiska.
Krople deszczu rozbijały się o wilgotną glebę, po drodze błądząc i lądując na jej ciemnym futrze. Otrząsnęła się, licząc, że choć trochę pozbędzie się wody z sierści, ale nie specjalnie to podziałało, toteż z westchnieniem przysiadła w cieniu drzew.
<Cienista Łapo?>
[1293 słowa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz