Kilka dni po zgromadzeniu
Zima nie odpuszczała; chmury dalej zrzucały na tereny klanów śnieg. Co kilka dni trzeba było na nowo oczyszczać wszystkie drogi i wejścia do obozu. Pchełkowy Skok w duchu dziękowała Gwiezdnym za to, że mieszkali ukryci za wodospadem. Dzięki temu śnieg nie wpadał do środka, było czysto i ciepło.
Szylkretka miała dzisiaj w planach wymknąć się z obozu, by spotkać ze swym bratem na granicy. Chociaż… wymknąć to takie brzydkie słowo, jakby miała zamiar zrobić coś niedozwolonego. Pchełka pomyślała, że wyjdzie na polowanie, a tak przynajmniej powie zastępcy, by mieć czyste sumienie. Poza tym może faktycznie uda jej się coś złapać?
Gdy wykonywała swoje obowiązki, robiła to w ciszy, z nikim nie rozmawiając. Z Pietruszką też dawno się nie widziała i trochę tęskniła, mimo że mieszkały w jednym klanie. Jak to było, iż kotki się mijały? Pchełka, biorąc na siebie tyle obowiązków, najzwyczajniej w świecie nie miała wolnej chwili, by pójść i poszukać starszej kotki. Gdy szylkretka wracała do obozu wieczorem, była zbyt wycieńczona, żeby jeszcze z kimś rozmawiać. Od razu padała na legowisko z bólem mięśni. Nikt jej nie prosił, by odpoczywała, by sobie odpuściła. Czasami omijała również posiłki, biegając od legowiska starszych do tego uczniowskiego, by wymienić mech. Nie skarżyła się, nikomu nie narzekała. W ciszy pozwalała, by praca zjadała ją po kawałku, a ogólne przemęczenie sprowadzało na nią choroby. Kilka razy się przeziębiła, a kilka prawie zemdlała. Przy jej gabarytach, będąc szczupłym i niewysokim, niedojadanie mogło być groźne. Wprawne oko na pewno byłoby w stanie dostrzec pogorszenie się jakości jej futra czy spadek wagi. Jednak żaden kot nie zwrócił uwagi lub nie mówił o tym głośno.
Gdy nadszedł umówiony dzień, na który ustanowiła spotkanie z Szakłakiem, nie mogła nic poradzić na dreszcz ekscytacji. Na zgromadzeniu widok jego pyszczka i dotyk futra uświadomił jej, jak bardzo za nim tęskniła. Oraz… jak bardzo osamotniona była. Każdego dnia przytulała się do własnego ogona. Dlaczego musiała kochać Mirtowe Lśnienie, który nie dostrzegał w niej potencjalnej drugiej połówki? Pchełka unieszczęśliwiała sama siebie, zadurzając się w synu lidera.
Gdy nadszedł zmierzch, zgodnie z ustalonym planem, wyszła na “polowanie”. Pchełka nigdy nie robiła czegoś takiego, nie spotykała się z kotami na granicy, nie musiała kłamać, by nikt za nią nie szedł. Z jednej strony czuła dreszczyk emocji, a z drugiej poczucie winy, chociaż nie robiła nic złego. Mnóstwo kotów miało przyjaciół w innych klanach i aranżowało podobne spotkania. Dlaczego więc ona tak się bała…?
Dotarła na Granicę z Klanem Burzy, nieopodal Sekretnego Tunelu, tak jak się umówili. Rozglądała się za czarnym futrem, które w zimowym mroku było niemal niewidoczne. Gdy usłyszała zbliżające się kroki, zlękła się.
— S-Szakłak…?
<Szakłak? :D>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz