Z przerażeniem wpatrywała się w pyski wojowników, którzy jeszcze nie tak dawno rozmawiali ze sobą, dzieląc języki, czy żartując, by teraz przekrzykiwać się i oczerniać nawzajem. Widziała, że to głosowanie to był zły pomysł. A śmierć Skowroniego Odłamku to było dla niej zbyt wiele.
Po policzkach koteczki spływały słone łzy, gdy zrobiła krok w stronę ciała brązowego kocura. Nie, to nie on był ich mordercą... To nie on zabił starszego wojownika i wieczną królową. Dlaczego więc...?
Przeniosła spojrzenie do góry, wpatrując się w umoczony we krwi medyka pysk Wędrującego Nieba. Kronikarz w tejże chwili wyglądał przerażająco, a albinoska jeszcze nigdy nie czuła się w jego obecności niepewnie. Jego obecność zawsze działała na nią kojąco; kocur był artystyczną duszą, nauczał o historii klanu, dbał o dekorowanie ścian malunkami, nauczał ją, jej brata oraz Księżycową Łapę śpiewu. Teraz, kiedy ich spojrzenia się spotkały, Wełnista Łapa odwróciła wzrok, wbijając je w podłoże.
Pragnęła przytulić się do mamy. Leszczynowa Wiązka jednak nie żyła. Czy Skowroni Odłamek odpowiadał za jej śmierć? Może zamiast jej leczyć decydował się podtruwać? Stąd jego wyznanie?
Nie! Gdyby kocur naprawdę był zły, nie piastowałby tak ważnej funkcji, jaką było bycie medykiem; pośrednikiem między Klanem Gwiazdy. Przodkowie na Srebrzystej Skórze na pewno by zainterweniowali. Wojownicy opacznie zrozumieli jego słowami, przez co teraz... Teraz leżał martwy.
Wełnista Łapa spojrzała w kierunku rodziców kocura, starszych Klanu Burzy, by nagle zostać odciągniętą przez Skrzypiący Skrzyp od zbiorowiska. Kocur dostrzegając przyspieszony oddech uczennicy, pociągnął za jej puchaty ogon, a Wróżka nawet nie protestowała, gdy została odciągnięta poza tłum.
– Wełnista Łapo, spójrz na mnie – miauknął przyjaźnie, starając się skupić uwagę Wróżki na jego osobie. Uczennica powoli spojrzała w jego zielone oczy, jednak obecność przyjaciela nie sprawiła, że przestała hiperwentylować. – Gdzie jest... – prychnął kocur, rozglądając się za kimś, kto jego zdaniem w tej chwili powinien zająć się Wrożką.
– K-koty... K-koty, które... – miauknęła, wpatrując się szeroko otwartymi oczami w Skrzypiącego Skrzypa, nim bezwładnie runęła na zimną ziemię, a jej umysł spowił mrok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz