Nawet do spokojnej ostoi sumaków, co jakiś czas wdzierały się silniejsze podmuchy bryzy. Z każdym mijającym dniem ten wiatr stawał się coraz chłodniejszy, noce coraz dłuższe, a jedynie długie i zwarte futerko Korzonek chroniło ją od zimna. Przykrego szczypania łapek, ale tym samym jedynego stałego elementu ze świata zewnętrznego — wiatru, który wiódł ze sobą zapachy, obietnice oraz sekrety. Gdyby była trochę starsza, może wyczułaby dwie pobliskie wiewiórki, które kilka dni temu zdecydowały się dzielić wspólnie gniazdo na czas zimowej biedy, albo też kręcącego się w okolicy zająca. Wszystko to było jednak niedostępne dla młodego nosa Korzonek.
Zamiast tego każdy dzień upływał na tym samym, a czas płynął niestrudzenie do przodu. Łapy im rosły, słowa nabierały więcej sensu, a rozmowy z dorosłymi przynosiły więcej pytań niż odpowiedzi. Korzonek nie zawsze się tym jednak przejmowała. Dla niej liczyło się tu i teraz gdy mogła, to bawiła się ze swoim rodzeństwem, dręczyła swoich rodziców i próbowała dołączać do rozmów z Kotewkowym Powiewem. Starsza jednak zawsze wydawała się jej nie słyszeć, odwracać wzrok, albo poświęcać się bardziej jej rodzeństwu niż jej. Najwyraźniej to oni potrzebowali więcej pomocy, ona przecież doskonale dawała sobie radę! Tylko czemu to wszystko musiało być takie nudne…
Jedynym zaburzeniem dotychczasowej rutyny było pojawienie się nowej kotki w żłobku, a tym samym jej niedawno narodzonego potomka. Klekotka, z tego udało się Korzonek wysłyszeć. Sam czarny van mówił jednak niewiele i na ogół były to pytania skierowane do starszych, przede wszystkim do matki i piastunki, więc młoda kotka zwykła puszczać je koło nosa. Nie ze względu na brak głodu wiedzy czy informacji o świecie zewnętrznym, ale ze względu na to, że znudziła się już doszczętnie tym, że poza najbliższymi, musiała się o odpowiedzi dopraszać. Zamiast tego wybierała dyskretne podsłuchiwanie innych podczas swoich rzekomych drzemek albo leniwej zabawy z mchem.
W tym momencie jednak nie miała ochoty na zabawę, a wszystko pozostałe było poza jej zasięgiem. Borówkowa Słodycz musiała ich na chwilę opuścić, zostawiając wszystko na głowie piastunki, która leniwie przyglądała się kociakom, mówiąc zaś dokładniej — Klekotkowi. Konwalia razem ze Słodką posnęli niedawno, zostawiając swoją siostrę samą i znudzoną. Mogłaby oczywiście próbować wypytywać Kotewkę o polowania i patrole, jak to robili inni, ale nie otrzymałaby nic więcej niż kilka szczątkowych odpowiedzi. Myślała nawet kiedyś nad wykradnięciem się po cichu ze żłobka, korzystając z nieuwagi kotki, jednak ta nieuwaga okazała się jedynie pozorna, a Korzonek szybko wróciła na swoje miejsce. Udało jej się także dostać trochę wymarzonej atencji, bo zamiast unikać jej wzrokiem, piastunka posyłała jej wysoce niezadowolone i pogardliwe spojrzenia.
Tym razem jednak kotka postanowiła wziąć los we własne łapy i powoli zbliżyła się do kocura. Mimo pokracznego kroku ogon niosła wysoko, a pysk jeszcze wyżej, starając się naśladować dumny krok starszych.
— Heeeej… — rzuciła z uśmiechem. — Co robisz? Mogę z Tobą? — spytała i usiadła, zupełnie ignorując ciche syknięcie zza swoich pleców. — Moje rodzeństwo poszło spać i zostałeś tylko Ty. Klekotek, prawda?
< Klekotku? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz