- Idziesz gdzieś? – zapytała Izyda, zauważając, że jej brat kieruje się do wyjścia z pokoju.
- Tak, rozprostować łapy – mruknął cicho kocur. Od kilku dni starał się jakoś zmienić, tak jak mówił mu kiedyś Set, jednak to tylko przypominało wieczny smutek. Ewidentnie mu to nie wychodziło i nie chciał tego robić, ale na razie nie umiał znaleźć żadnego innego rozwiązania. - Pójdę z tobą – oznajmiła liliowa, lecz Bluszcz od razu pokręcił przecząco głową.
- Wolałbym iść sam – powiedział i nie czekając na odpowiedź kotki, wyszedł. Rozejrzał się, jednak nikogo nie zauważył. Cicho i ostrożnie stawiając każdy krok, chodził po korytarzu, co jakiś czas się zatrzymując, by przypomnieć sobie którąś z pozycji, które zapadły mu w pamięci, po treningach ze swoim mentorem. W pewnym momencie się potknął i twardo wylądował na ziemi, przewracając przy tym jakiegoś kota. Podniósł się szybko, starając się nie patrzeć na ofiarę jego niby treningu. Bał się, że to był ktoś z tych zdrajców, jednak starał się tego nie pokazywać. W końcu ciekawość wzięła górę i kocurek spojrzał, lecz zamiast zobaczyć tego całego Białozora, lub tej jego Modrowronki, zauważył znajome czarno-białe futro. Przez chwilę nie mógł uwierzyć w to, co widzi, wydawało mu się to po prostu niemożliwe.
- Set! – krzyknął i od razu podszedł do kocura, by mu pomóc – Co tu robisz? Ciebie też tu zabrali? Porwali jak tatę? – zaczął zadawać pytania. Set podniósł się i obserwował swojego ucznia, czekając, jak ten się uspokoi. Jego pysk nie zdradzał żadnych emocji, co trochę niepokoiło niebieskiego, ale szybko o tym zapomniał.
- Super, że tu jesteś! – mówił Bluszcz, skacząc przy starszym kocurze.
- Uspokój się – mówił za to Set, lecz młody nie słuchał – Bluszczu uspokój się! – syknął wreszcie, na co arlekin od razu stanął – Nie porwali mnie, jestem tu z własnej woli – odpowiedział na pytanie Set. Bluszcz zamarł. Nie wiedział, co powiedzieć, co zrobić. Jego mentor, kot, któremu ufał, okazał się...
- Ale pracowałeś d-dla Jafara!
- I? – zapytał – Taki jest ten świat, by przeżyć, idziesz do silniejszych i lepszych. Twój ojciec spadł na samo dno, trzymając z nim, pewnie już bym umarł, a tego raczej nie chcę – zaśmiał się cicho.
- Nie... Set. To nie może być prawda – starał się przekonać samego siebie, choć wiedział, że czarny kocur nigdy nie żartuje.
- Ależ prawda Bluszczu – odparł Set – Taki jest ten świat, musisz się z tym pogodzić.
- Jesteś...
- Czym? – zapytał starszy, jednak Bluszcz nie mógł tego dokończyć. Jego mentor był zdrajcą. Jak to się stało? Dlaczego każdy kot, który pracował dla jego ojca, stawał się zdrajcą? Komu jeszcze mógł ufać? Czy jego rodzeństwo też było za Białozorem?
- W takim razie czego chcesz? Wszyscy są na dole... Czego chcesz? – zapytał ostro niebieski, odsuwając się nieco od swojego mentora.
- Już przejść się nie można? Ale tak, masz rację, przyszedłem tu do ciebie – wyjaśnił Set – Będę cię dalej uczyć.
Arlekin spojrzał na niego z niedowierzaniem w oczach. Po co? Czy to kolejny plan tego jednookiego? Ale to przecież bez sensu!
- Czyli nie chcesz się dalej szkolić? To powodzenia – mruknął Set, po jakimś czasie odwrócił się i powoli znikał za rogiem korytarza, zostawiając młodszego samego.
- Nie, czekaj – powiedział Bluszcz, zatrzymując czarnego kocura.
***
Zgodził się. Wiedział, że sam się nie nauczy. Póki mógł, musiał korzystać, ile się da.
Siłował się ze swoim mentorem, starając się jak najdłużej ustać na łapach. Ćwiczyli walkę, czyli coś, czego Bluszcz najbardziej nie lubił, jednak wiedział, że w obecnej sytuacji to mu się przyda najbardziej. Nagle Set zbił ucznia z łap i od razu przygniótł go do ziemi, ten jednak dalej walczył. Starał się wydostać, jakby od tego zależało jego życie. W końcu kopnął starszego w brzuch, uwalniając się.
- Zmieniłeś się – mruknął Set.
- Ty również – syknął Bluszcz i od razu przeszedł do kolejnego ataku. Wyobrażał sobie, że Set to jego największy wróg, największy koszmar. Pracownik Białozora jednak nic sobie nie zrobił z jego ataku, od razu go wymijając. Arlekin jednak nie odpuszczał.
- Nieźle twojego ojca poturbowali ostatnio – powiedział Set. Młodszy rozszerzył szerzej oczy. Miał nadzieję, że nic mu nie było...
- No, trochę krwi stracił – ciągnął dalej – Gdyby go w porę nie zabrali, pewnie by tam... – urwał nagle, ponieważ Bluszcz skoczył na niego i przygniótł do ziemi. Nie chciał tego dłużej słychać. Jego mentor musiał kłamać, jednak to nie było w jego stylu. Mimowolnie łapy zaczęły mu drżeć, a w głowie pojawiały się obrazy martwego Jafara.
- Jednak stoi tu ten sam, słaby, Bluszcz – powiedział z lekkim uśmiechem Set – Czyli się pomyliłem. Czego płaczesz? – zapytał i dopiero wtedy niebieski zauważył, że z oczu płyną mu gorzkie łzy – Ogarnij się młody. Masz dużo szczęścia, że jeszcze nikt cię nie wykończył. A nawet jak nie teraz, to pewnie ktoś zrobi to później, w końcu nie nadajesz się do betonowego świata.
Dlaczego Set był taki ostry? Zachowywał się jak w dzień skakania przez płot, albo nawet gorzej! Co się z nim stało?
- Przestań, nadaję się! – upierał się arlekin, starając się uspokoić.
- Niby jak? Taki słaby, nieumiejący opanować własnych emocji, wygadany... Mam wymieniać dalej?
- Przynajmniej nie jestem takim pozbawionym serca potworem jak ty i cała reszta! Kiedyś zobaczysz. Nie muszę się zmieniać, dalej będę sobą i kiedyś ktoś to doceni!
- Pozbawionym serca potworem? – powtórzył Set.
- A nie widzisz tego? – zapytał uczeń – Nie wiem, w jakim ty świecie żyjesz, ale ja nie mam zamiaru tam trafić, pogódź się z tym – syknął Bluszcz, stawiając tym samym na swoim. Nie chciał się zmieniać, zwłaszcza jak robił to na siłę. Nikt go do tego nie zmusi. "Ale nie mogę tak łatwo dawać się sprowokować i płakać" – pomyślał Bluszcz, jednak Set miał troszeczkę racji.
[960 słów, trening wojownika]
19%
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz