BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chyża Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chyża Łapa. Pokaż wszystkie posty

11 września 2026

Od Chyżej Łapy

Wiatr szumiał, pędząc przez polany, wprawiając roślinność w przyjemny dla oka, falujący ruch. Niedawno Porzeczka widziała przechodzące tędy wyprostowane kreatury z jakimiś dziwnymi przedmiotami. To miejsce wtedy pachniało soczystym mięsem i różnymi innymi, głównie słodkimi i ostrymi zapachami. Przesiadywali na dużym, rozkładanym kwadracie w jakieś wzory i jedli. Nie czynili żadnych złych rzeczy wobec terytorium i tylko spokojnie sobie wypoczywali, lecz młode, z którymi przyszli, biegały i hałasowały. Koty słusznie omijały wtedy Dwunożnych, tylko oczekując ich odejścia. Zostawili też jakieś białe, miękkie skrawki i inne odpadki. Uczennica właśnie w teorii była na polowaniu, lecz z ciekawości przyszła w to miejsce, by je obejrzeć i powąchać. Nic specjalnego, ale warto było zajrzeć. Wtedy kątem oka zauważyła jakiś ruch wśród traw. Mysz! Lub ryjówka, nieważne. Coś małego na pewno. Porzeczka się schyliła i weszła w gęstwinę za zwierzęciem. Zawęszyła i poczuła wyraźny zapach myszy, i to niejednej. Skradała się spokojnie i po cichu. Wtem zobaczyła ponowne poruszenie wśród źdźbeł. Jednym susem przekroczyła ten dystans i usłyszała pisk pod pazurami. Gryzoń wił się panicznie, próbując uciec od nieuniknionego losu. Kotka przydusiła go łapą, by zabrać mu dech i zmusić do bezruchu. Ugryzła go za ogon i wyciągnęła z trawy, po czym uderzyła nim z dużą siłą o ziemię. Piszczka wyglądała, jakby straciła przytomność albo po prostu udawała, by zniechęcić Porzeczkę. Na jej niekorzyść, ta wciąż się nie znudziła i łapą popchnęła w bok, po czym na nią naskoczyła, by nie uciekła zbyt szybko. Zaśmiała się z bezradności zdobyczy i przez moment jeszcze się nią pobawiła, nie okazując litości. Po jakimś czasie wreszcie zabiła ją silnym ugryzieniem w kark. Zwierzątko zwiotczało i zawisło z pyska oprawczyni. Przyjemny, ciepły smak krwi rozlał się w jej pysku. Upuściła zdobycz i się oblizała. Jak ona kochała to uczucie. Szkoda, że musi się ograniczać do niewielkich stworzeń, by zaspokajać swoją dziwną potrzebę czucia smaku krwi.
Gdy wreszcie była gotowa, wzięła mysz ponownie i kierowała się w stronę miejsca zbiórki patrolu łowieckiego. Gdy przechodziła z dumnie podniesioną głową przez miejsce, w którym przesiadywali Dwunożni, poczuła nagły, kłujący ból w prawej, przedniej łapie. Wydarła się, a z jej pyska wypadła zdobycz i wylądowała na trawie. Porzeczka usiadła i przyjrzała się bolącej łapie. Z poduszeczki wystawał kawałek ostrego, półprzezroczystego, zielonego i twardego materiału otoczonego czerwonym osoczem. Kotka się zniesmaczyła. “Paskudni Dwunożni” pomyślała, od razu łącząc wyprostowanych z pozostawionymi w tym miejscu śmieciami. Próbowała wyciągnąć ciało obce z łapy, lecz po prostu za bardzo bolało. Świetnie, teraz musiała się udać do medyka. Prychnęła zirytowana i wstała, wzięła zdobycz ponownie i kulejąc, ostrożnie poczłapała w stronę zbiórki.
Po dłuższej chwili wreszcie dotarła, a na miejscu zastała Małą Bazię, Jabłkową Łapę oraz Gadożerowy Pysk. Mentorka kotki, zauważając ją, od razu do niej podeszła.
— Coś ty zrobiła? — spytała się z niepokojem. Wtedy uczennica pokazała jej ranną łapę i poszła odstawić swoją mysz na stosik świeżo upolowanych zdobyczy.
— Paskudni Dwunożni nie umieją nie śmiecić — odparła i usiadła, wylizując swoją ranę i ponownie próbowała wyciągnąć szkło, lecz bez skutku.
— Pokaż — rzekła Bazia i przyjrzała się fragmentowi. Nagle, bez ostrzeżenia zagryzła go i wyszarpnęła z łapy. Porzeczka wydarła się głośno i syknęła na mentorkę, po czym zaczęła wylizywać zranioną poduszeczkę.
— Mogłaś, chociaż ostrzec! — warknęła wściekle, a kątem oka dostrzegła, jak pozostała dwójka kotów się zaśmiała pod nosem z Porzeczki. Zagryzła zęby i odwróciła się w przeciwnym kierunku.
— No już, uspokój się. — zaśmiała się Bazia. — Teraz, gdzie by to wyrzucić… — zastanowiła się ze szkłem w pysku. — A ty idź prosto do medyka. Zawołaj Poziomkę, to pomoże poznosić do obozu te zdobycze — dodała i odwróciła się, by porzucić gdzieś fragment.
Uczennica westchnęła wściekle i wstała, po czym kuśtykając, poszła w stronę tuneli.
Po dosyć długim czasie wędrówki do tunelu wreszcie do niego dotarła. Teraz już opierając się o ścianę, mogła odrobinę przyspieszyć i dosyć sprawnie dostała się do jamy medyka.
— Hej! Pomoże mi ktoś? — miauknęła zirytowana i usiadła nieopodal wyjścia z legowiska.
Po chwili podeszła do niej Łzawa Łapa. To ta córeczka Zawodzącej Gwiazdy. Pewnie tylko dzięki temu faktowi jest na tej pozycji, którą sprawuje.
— Co się stało? — spytała, a Porzeczka podstawiła łapę pod nos kotki.
— To się stało. Jakiś śmieć Dwunożnych mi się wbił w poduszkę. Bazia to wyciągnęła i teraz tu jestem — wytłumaczyła zwięźle, a uczennica medyczki obejrzała szybko ranę, odwróciła się gdzieś tam i wróciła z jakimś tam ziołem w pysku. Przeżuła je na papkę i wypluła na poduszkę kotki. Porzeczka z niesmakiem przyglądała się, jak Łzawa Łapa zaklejała jej wszystko pajęczyną.
— To wszystko. Noś to przez jakiś czas i będziesz mogła już niedługo normalnie chodzić — wyjaśniła, po czym po prostu oddaliła się w głąb legowiska. Porzeczka niezwłocznie wykuśtykała z jamy i tunelem zawędrowała do Groty Pamięci, szukając siostry. Zamiast Poziomki znalazła jednak Malinkę. Wyglądało na to, że Lotosowy Pąk właśnie skończył z nią jakiś tam ich trening. Te kronikarzowe sprawy i tak dalej.
Podeszła do burej i odchrząknęła.
— Masz chwilę? — Zanim kotka odpowiedziała, Porzeczka szybko kontynuowała: — Tak? Jak super! Leć po zdobycze, bo ja nie mogę.
Nieboskłonna Łapa zamrugała dwa razy.
— Co?
— To, że mi się coś wbiło w łapę i nie mogę szybko chodzić, a zdobyczy jest bardzo dużo do zebrania. Idź na to tamto wzgórze, a miniesz Gadożera i Jabłko, a oni wskażą ci drogę — wytłumaczyła na szybko. Malinka zająknęła się.
— No dobra… — mruknęła i przeszła obok siostry.
Porzeczka nie była głodna, więc nie czekała na jedzenie. W takim razie od razu udała się do legowiska uczniów, znalazła swoje posłanie i się tam położyła.

Wyleczeni: Chyża Łapa

[900 słów]

[18%]

07 września 2026

Od Chyżej Łapy do Poziomkowej Łapy

Przeszłość; dzień, w którym do Klanu Burzy dołączyły nowe kocięta

Porzeczka obudziła się w żłobku na dnie stosu z sióstr. Wygramoliła się ze wśród ich szylkretowych futer i ziewnęła głośno. Tak głośno, że aż rozbudziło to Dryfujący Fluoryt.
— Nie śpisz już? — spytała cicho.
— Nie — odparła krótko i na temat nawet nie spoglądając w stronę wiecznej królowej. Po co miała się wysilać. Pff.
Rozciągnęła swoje długie ciało, zaczepiając się niechcący pazurkami o długie futro z ogona Malinki, budząc ją. Próbowała wydostać je z kłaków siostry, lecz oprócz tylko wyciągnięcia ich, ciągnęła boleśnie tym samym za jej kłosy. Aż kwiknęła.
— Ała! Co ty robisz! — miauknęła oburzona.
— Nic! Tylko przypadkowo to się stało — odparła, martwiąc się bardziej o to, czy jej pazury były w całości, niż to, czy siostrę to bolało.
Bura od razu wygięła się, by wylizać futro na ogonie, podczas gdy Porzeczka zaczęła myć swoje pazury i wyciągać spośród nich włosy kotki.
Po niedługim myciu koteczka ziewnęła ponownie i oparła się o Poziomkę, przez co zaspana podniosła łebek.
— Coś się stało? — spytała, ocierając oczka łapkami.
— Nie, tylko się obudziłam — odparła. — A oprócz mnie od razu cały żłobek — dodała jakby dumna z siebie. Siostrzyczka przeciągnęła łapy leniwie i ziewnęła.
— Jest rano, czy dzień?
— Skąd mam wiedzieć? Nie widzę nieba — parsknęła i machnęła ogonem, a szylkretka zamilkła.
Koszyczkowe siostry przez większość dnia się nudziły. Siedząc w tej norze przez cztery ostatnie księżyce, dziwne było, że jeszcze nie zgniły. Grzybki by sobie urosły na nich i nieco żywiej by było.
Porzeczka, nie mając pomysłu co robić, po prostu zaczęła się tarzać w kurzu na zimnej posadzce. Gdy wstała, wyglądała jak upiór; jej umaszczenie stało się nagle szarawe, zasłaniając wszystkie białe i rude akcenty, zostawiając tylko świecące oczy nietknięte. Wyszczerzyła zęby w uśmiechu i patrzyła w niepokojący sposób na siostry, które swoją drogą były trochę zmartwione jej zachowaniem.
— Uh… — zająknęła się Malinka. — Porzeczko, wszystko w porządku? — zapytała niepewnie.
— Jak najbardziej! — odparła, po czym wręcz prześlizgnęła się do Poziomki. — Zakurzony potwór cię złapie! Rarrh! — zaczęła udawać jakąś dziwną istotę i popchnęła niebieskooką w przód, po czym wskoczyła jej na grzbiet. Obie w śmiechu przeturlały się o koci ogon w bok, podszczypując i podgryzając siebie nawzajem. Wtedy do akcji wkroczyła bura.
— Nie martw się, Poziomko, uratuję cię! — zachichotała i odepchnęła delikatnie napastniczkę z chytrym uśmiechem, na co tą łapą ze schowanymi pazurami świsnęła przed jej pyszczkiem. Wykorzystując jej nieuwagę, Poziomka wstała i łapą pacnęła głowę półdługowłosej.
— A masz! Ty… zjawo! — miauknęła ze śmiechem, po czym spotkała się z kontratakiem; Porzeczka przekręciła się i rzuciła na ogon siostry, jednak za jej własny już Malinka zdążyła ją pociągnąć.
Przez jeszcze niedługą chwilę kotki się bawiły, lecz nagle do żłobka weszło parę kotów. Koszyczkowe siostry zatrzymały się w swojej bitewce, by spojrzeć na przybyszy. Jakaś trójka kociąt… a za nimi jakieś kotki. Porzeczka zmarszczyła brwi.
Te nowe kocięta zostały przedstawione Dryfującemu Fluorytowi jako Horoskop, Chiromancja i Zwiastunek. Jakieś głupie te imiona. Niebieskooka spojrzała na Poziomkę, która wyglądała na zainteresowaną przybyszami. To tylko bardziej zniechęciło ją do tych nowych kociąt. Z niesmakiem jeszcze na nie spojrzała, po czym po prostu odeszła sobie do swojego posłania i zaczęła zmywać z siebie kurz.
Wtedy kątem oka dostrzegła, jak Poziomka, JEJ najcudowniejsza siostra, podeszła do nich. Coś tam do nich mówiła, ale Porzeczka z wściekłości nawet się nie przysłuchała. Jej siostra powinna być cały czas u jej boku, nie gdzieś sobie podbijać do obcych kociąt! To jest okropne, aż ją zemdliło. Wróciła do mycia swojej sierści, by przestać o tym myśleć, a i tak myślała.
Nim się obejrzała, Poziomka do niej wróciła i usiadła obok niej. Kamień spadł Porzeczce z serca i udało jej się uspokoić.
— Ale oni ciekawi są! — przyznała. — Może się z nimi nawet zakoleguję! — Sierść szylkretki natychmiast się zjeżyła po usłyszeniu tego zdania, a serce zamarło. Po paru sekundach zastygnięcia w miejscu zaśmiała się niezręcznie.
— Hehe, Poziomko — zaczęła, odwracając się w jej stronę z wielkimi oczami. — Jak to zakolegować się?
— No tak… normalnie… — zająknęła się niepewnie, patrząc siostrze w oczy.
— Ojejku, ja i Malinka ci nie starczymy? — spytała, udając zranioną. — Jeśli wolisz się zadawać z byle kociakami, to na co tobie my? — westchnęła tak, jakby właśnie zwykła rozmowa miała świadczyć o braku siostrzanej miłości. Poziomka spanikowała, widząc pokrzywdzoną siostrzyczkę.
— Nie, to nie tak! — próbowała się wytłumaczyć. — Kocham was obie bardzo, bardzo i nie chcę was zastępować! Czy wybaczysz mi… za takie myślenie? — zapytała zmartwiona, a w jej oczach zabłysły łzy.
— No nie wiem… — odparła Porzeczka, udając zranioną. Nawet udało jej się wymusić łezkę, co przestraszyło siostrę.
— Nie… Porzeczko, nie płacz… — próbowała ją pocieszyć, lecz jej samej zaczęły płynąć łzy po policzkach. — P-proszę, wybacz mi… ni-nie chciałam… cię zranić… — Pociągnęła nosem, przytulając się do siostry. Szylkretka uśmiechnęła się pod nosem.
— No już… już nie płacz, nic się nie dzieje. Wybaczam ci. — Pogłaskała siostrzyczkę po głowie z troską. Poziomka spojrzała jej w oczy zapłakana.
— Na-naprawdę…?
— Naprawdę. No już, jesteś dzielna, przestań się tak mazać.
Puchata szylkretka otarła łzy i zasmarkany nosek, po czym jeszcze łkając, dodała:
— Je-jeszcze raz… prz-przepraszam! Już n-nigdy tak… nie pomyślę, tak… — przyznała, a Porzeczka z dumą ukrytą za troskliwym uśmiechem dwa razy poklepała ją po główce.

Teraźniejszość

— Porzeczko, idziesz? — Z wypoczynku obudził ją głos najmłodszej siostry. Uczennica stęknęła rozdrażniona i podniosła się z mchowego posłania.
— Idę — burknęła niechętnie, przeciągając łapy, po czym przetarła oczy. Już wcześniej siostra ją obudziła na trening, ale tego ranka akurat jakoś niespecjalnie jej się chciało ćwiczyć. Gdyby mogła, to by spała cały sezon bez przerwy niczym stary niedźwiedź.
Zdążyła minąć dłuższa chwila, zanim Porzeczka wreszcie stanęła na łapach, po czym wyszła z legowiska i przeszła do Groty Pamięci, a za nią szła jej siostra z szerokim uśmiechem.
— Jak myślisz, co dziś wymyśliła Mała Bazia? Polowanie na zające, patrolowanie, tropienie? O, o a może konkurs kto-zje-więcej? Co myślisz? — zagadała ją z charakterystyczną dla niej ekscytacją. — Malinka teraz śpi, ale jej pewnie by się spodobało patrzenie w niebo, może to będziemy robić? — Porzeczka miała tak naprawdę głęboko gdzieś co sobie paplała Poziomka. Irytowało ją to trochę, ale wolałaby już słuchać jej miauczenia niż filozofii burej siostry. Uczennica zatrzymała się przy Małej Bazi, która przebywała niby w grocie, ale jednak w średnio gotowym centrum obozu.
— No wreszcie jesteś, co ci tak długo zajęło? — miauknęła.
— No wiesz… pogoda jakaś taka dziwna, nie mogłam wstać z legowiska! Stawy mi skrzypią — odparła, teatralnie kładąc łapę na czole. Bazia westchnęła.
— No pewnie tak — mruknęła, zwracając uwagę na sztuczność wypowiadanych przez kotkę słów. — No to skoro jesteście obie, to się dzisiaj pobijecie — zaczęła z chytrym uśmiechem, trzymając uczennice w napięciu, które otworzyły pyski w zdziwieniu. Zanim się odezwały, jeszcze dodała: — No, chodźcie za mną.
Trójka kotek ruszyła ciemnym tunelem. Mentorka prowadziła je i następnie skręciła w nieco ciaśniejsze odgałęzienie tunelu, które potem stało się nieco bardziej przestrzenne. Na tyle, by koty mogły bezpiecznie się tu bić bez ryzyka zawalenia. Burzaczka się zatrzymała i odchrząknęła.
— Widzicie cokolwiek?
— Nie, jest jaśniutko, słońce nam nad głową świeci i grzeje barki — odparła sarkastycznie Porzeczka. — Oczywiście, że nie widzimy! Co to w ogóle za pytanie — prychnęła z frustracją, a Bazia się tylko roześmiała.
— No już, nie musisz wysilać swojej gęby — miauknęła. — Weźcie się trochę pobijcie, w tej absolutnej ciemności. Zobaczymy, kto jest sprytniejszy — rzekła i schowała się w miejscu, gdzie tunel się zwężał. — Jak coś, to ja tu stoję. Zaczynajcie.
Porzeczka równie dobrze mogła zamknąć oczy, a różnicy by nie było. Tutaj musiała polegać na wszystkich innych zmysłach.
Gdy usłyszała szuranie łapami o ziemię w miejscu, w którym podejrzewała, że była Poziomka, natychmiast rzuciła się na nią z odsłoniętymi zębami. Wylądowała na jej grzbiecie, pyskiem ocierając o puchaty ogon siostry. Nim ta jakkolwiek zareagowała, Porzeczka przekręciła ciało i prześlizgnęła się w pod brzuch rywalki, przy okazji tylnymi łapami podcinając te Poziomki. Przyszła przewodniczka runęła na posadzkę, a Chyża Łapa ją przyszpiliła, uniemożliwiając wyślizgnięcie się. Kotka próbowała kopać siostrę po brzuchu, lecz jej delikatna osobowość nie pozwalała na to; jej uderzenia były po prostu za słabe i bardziej przypominały głaskanie niż bicie. “Jesteś żałosna” — zaśmiała się w myślach, po czym ją puściła wolno. Onieśmielona Poziomka wstała i się skuliła.
— Już skończyłyście? — zabrzmiał zdziwiony głos wojowniczki. — Kto wygrał?
— Pf, a jak myślisz? — odparła zwyciężczyni. — To chyba jasne, że ja.
Gdyby teraz kotki nie były w zupełnej ciemności, to zobaczyłyby, jak Bazia wzrusza ramionami.
— Spróbujcie jeszcze raz, przecież nie może tak być, że jedna bitewka starczy — miauknęła, a kotki zaraz wróciły na swoje miejsca.
Uczennice zrobiły jeszcze parę podejść do walki, lecz za każdym razem, bez wyjątku, wygrywała Porzeczka. Po paru takich niedługich sesjach walk Poziomka została mocno poobijana; czy to o ścianę, o ziemię, o siostrę. Po siódmej walce Mała Bazia po prostu westchnęła zrezygnowana.
— No dobra, już starczy. Chodźmy stąd już — miauknęła, a gdy uczennice ustawiły się za nią, wyszły z tego tunelu i wyruszyły z powrotem do obozu. Gdy wreszcie dotarły do Groty Pamięci, Porzeczka dojrzała, jak bardzo poobijana była jej siostra. Aż coś ją w sercu ukłuło.
— Jak się czujesz? — spytała się z dziwnie, jak na nią, troskliwym głosem.
— Nie wiem… — mruknęła smutno. — Nie umiem się bić! A w tunelach okropnie się to robi… — przyznała, ocierając łzawiące oczy.
W ślepiach Porzeczki widniała bardzo niepodobna do niej troska.

<Poziomko? Jestem pewna, że będziesz tylko coraz lepsza.>
[1519 słów + walka w tunelach]

[30% + 5%]

31 sierpnia 2026

Od Chyżej Łapy CD. Nieboskłonnej Łapy

Porzeczka była dopiero co po treningu. Tym takim pierwszym pierwszym, co tak naprawdę była sama teoria. Oprócz tego jeszcze popisała się przed mentorką, jak to świetnie biega i poluje na króliki. Ot, jakieś tam sobie byle jakie osiągnięcia. Akurat kotka rozmawiała z najmłodszą siostrą, która również była świeżo po treningu. Zdążyła już jej się pochwalić swoim udanym treningiem. Teraz wystarczyło znaleźć drugą siostrę i to jej się przechwalać co jej się udało. W końcu przyniosła ze sobą samodzielnie upolowanego królika, którym na spokojnie dwójka kotów mogła zaspokoić głód. Powinni ją za to chwalić. Od razu pewnie i mianować. Chociaż to tylko takie jej własne głupie myślenie, by nadać absurdu własnemu ego.
Wreszcie zauważyła gdzieś Malinkę, a zaraz jej śladami poszła Poziomka, lecz to ona pierwsza podreptała do siostry. Za nią przyszła Porzeczka.
— No i jak tam pierwszy trening? — miauknęła Nieboskłonna Łapa z zainteresowaniem. Najstarsza już otwierała pysk, lecz Poziomka ją wyprzedziła:
— Było super! I trochę mi pokazano tunele, ale też te najważniejsze miejsca na terytorium! Jutro z rana Śniący Obserwator zabierze mnie na patrol i pokaże gdzie i jak oznaczać tereny! — opowiadała, co Porzeczkę niewiele interesowało, bo tylko czekała na swoją kolej.
— A ja, no cóż, mnie Pani Bazia oprowadziła po granicach, pokazała tereny i opowiedziała o niektórych rzeczach, jak kodeks wojownika. Wcześniej też trochę biegaliśmy, a na koniec zapolowałam i udało mi się za pierwszym razem upolować królika! — zaśmiała się, dumnie kładąc łapę na klatce piersiowej. — A ty jak? Jeszcze nie wyszłaś, co? Szkoda. — dodała z dziwnym, sarkastycznym tonem, jakby miała się przyczepić do burej siostry.
Malinka zmarszczyła brwi, jakby nie spodobał jej się ton, z jakim wypowiadała się siostra. W sumie, komu by się spodobał taki nieprzyjemny komentarz? Burka wyglądała, jakby zdusiła w sobie odgryzienie się.
— No, wiesz, mój mentor nie może wychodzić za dnia. — odparła niepewnie. Porzeczka przecież o tym wie. Każdy to wie.
— No, już dobra. Mówisz tak, jakbym nie wiedziała.
— Ale przecież… — przerwała — no dobra, nieważne. — westchnęła, lecz starała się uśmiechnąć i zamilkła.
Mina Porzeczki zrzedła. Pospiesznie zwróciła się do najmłodszej.
— Poziomko, byłabyś może taką kochaną siostrą i przyniosła coś do jedzenia? Konam z głodu! — miauknęła teatralnie, a uczennica przewodnika od razu skinęła głową i pędem ruszyła do stosu zwierzyny.
Porzeczce coś się nie podobało w Malince. Poziomka była łatwa do kontroli, przyjmowała wszystkie komentarze bez żadnych “objawów” buntu i nie potrafiła się odgryźć. Co innego, jeśli chodzi o burkę. Może nie mówiła nic wprost, ale wciąż była bardziej taka jakby samodzielna, niż by tego oczekiwała Porzeczka.
— No, Malinko — zaczęła — czy ty, moja droga, kochana siostro, serio bierzesz te klanowe imiona na poważnie? — spytała się z wyraźną irytacją w głosie. W jej zwrocie do Malinki od razu da się wyczuć kąśliwe brzmienie.
— Czemu miałabym nie brać?
— Bo są głupie i niepotrzebnie długie!
— Słuchaj Chyża Łapo…
— Nie mów do mnie tak, nie podoba mi się to imię. — burknęła zjeżona.

<Malinko? Nie będę używała tej skłaniającej do nieba łapy.>
[473 słowa, trening wojownika]

[9%]

28 sierpnia 2026

Od Chyżej Łapy

TW: opis krwi

Dziwnie się czuła. Nie było to złe uczucie, lecz coś w środku ją ściskało. Dziś był pierwszy raz, gdy Porzeczka miała mieć jakiś trening. I to bez sióstr. Najgorsze, co mogło istnieć: nieobecność Poziomki u jej boku. Od chwili, gdy się obudziła tego ranka, nie chciała opuszczać boku siostry. Żal jej serce ściskał na samą myśl, że zaraz będzie musiała sobie gdzieś bez niej pójść. Aż dreszcze przeszły po jej długim grzbiecie, a łapy mrowiły.
Wtulona w nią puchata siostra spała w najlepsze, pochrapując cicho. Gdy tylko Nieboskłonna Łapa się poruszyła choć odrobinę, Porzeczka instynktownie przyjęła swoją nonszalancką postawę i udawała zirytowaną przyklejeniem się do niej najmłodszej siostry. Gdy tylko Malinka otworzyła ślepia, półdługowłosa ziewnęła teatralnie i przeciągnęła przednie łapy.
— Ah! Czas na pierwszy dzień treningu! — stwierdziła, “przypadkowo” szturchając Poziomkę, by się obudziła, na co ta z półprzymkniętymi oczyma rzekła ospale:
— Ale… co?
— No dziś pierwszy trening, pamiętasz, głupolku? — zaśmiała się i wstała z prowizorycznego posłania, które ulepiły sobie wieczór wcześniej z resztek mchu znalezionych gdzieś poupychanych w kącie.
Z zadartym ku górze ogonem wyjrzała z jamy uczniów, po czym w samym przejściu zaczęła się myć.
— No dobra, gdzie jest ta pani Bazia? — zastanowiła się na głos, a jej siostry tylko się popatrzyły po sobie.
— Pani Bazia? — dopytała się Malinka.
— No ta, moja mentorka — stwierdziła, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie, na co bura westchnęła.
— To tak, jakbym na swojego mentora mówiła Pan Lotos — odparła.
— Albo ja na mojego Pan Obserwator — dopowiedziała zaspana Poziomka.
— Dobra już, dobra, ja idę szukać mojej mentorki, a wy sobie tu siedźcie lub cokolwiek — miauknęła Chyża Łapa, po czym po mrugnięciu okiem już jej nie było.
Szylkretka szła pewnie, lecz jej serce waliło jak szalone. Nie poruszała się zbyt sprawnie w tych wszystkich tunelach, poza tym to nic tu nie było widać, a jedyne światło pochodziło z dziury w suficie gdzieś w jakiejś Grocie Pamięci czy jakkolwiek na to mówili. Poziomka pewnie lepiej się będzie czuć, chodząc tunelami niż ona, skoro to ona miała szkolić się na przewodnika. Gdzie było legowisko wojowników? Ominęła je gdzieś, czy co? Nie wiedząc, co począć, zaszła do tej jaskini z dziurą. Słońce niedawno wstało, więc ta jama była już dosyć porządnie oświetlona, co trochę uspokoiło uczennicę, która westchnęła i usiadła. Skoro nikogo nie było w zasięgu jej wzroku, to mogła przestać zgrywać nonszalancką.
Złapała się za klatkę piersiową, czując, jakby jej serce miało zaraz eksplodować. To było strasznie stresujące. By zamaskować to, zaczęła myć swoje futro w miejscach, gdzie normalnie ono powinno być białe, ale przez wieczne przebywanie w pełnych brudu ciasnych tunelach było ono po prostu brudne.
W tym czasie już parę wojowników przeszło tunelem obok, ale żaden z nich nie był jej mentorką. Z irytacji Porzeczka aż zaczęła rozdrapywać ranę na brwi, którą zdobyła po uderzeniu głową w ścianę. Nieświadomie doprowadziła do kolejnego krwawienia, lecz to dodało jej dziwnej ulgi. Jakby całe napięcie z niej zeszło. Strużka szkarłatnej cieczy popłynęła po jej prawym policzku, potem przez żuchwę, by na końcu skapnąć na ziemię. Oblizała się i wytarła łapą krew z pyska, po czym powąchała ją. Wylizała osocze ze swojej poduszki, a w jej pysku rozlał się cierpki, słony, lecz przyjemny smak.
Gdy kątem oka zauważyła, jak idzie do niej właśnie Poziomka, natychmiast otarła pysk i udawała, że się po prostu myje.
— Znalazłaś swoją mentorkę? — spytała się niepewnie, siadając obok siostry, trochę się o nią opierając. Porzeczce spodobało się to uczucie, jak oblewało ją ciepło ze strony szylkretki. Rozluźniła się.
— Nie, ale wiem, że pewnie zaraz się pojawi! — stwierdziła prędko. Nie chciała się przyznać do tego, że po prostu nie wiedziała, gdzie było legowisko wojowników.
— Ja chyba też poczekam na Śniącego Obserwatora obok ciebie — odparła, mrucząc głośno, a Porzeczka stęknęła.
— Jak ja bardzo nie lubię tych wojownikowych- wojo… wojowniczych… imion! — miauknęła z frustracją.
— Dlaczego?
— Są tak niepotrzebnie długie i skomplikowane. Wolę być Porzeczką — wyjaśniła, a Poziomkowa Łapa spojrzała się na nią czule.
— To będę ci tak mówić, skoro tak ci lepiej! — stwierdziła, a uczennicy wojownika aż serce urosło.
— Dziękuję… — odparła. Akurat w tym momencie do Groty Pamięci weszła Mała Bazia, a Porzeczka natychmiast przyjęła tą twardą, nonszalancką i pewną siebie postawę.
— Tu jesteś! Szukałam cię w legowisku uczniów, ale Nieboskłonna Łapa mi powiedziała, że już wybyłaś mnie szukać — powiedziała, podchodząc do kotek.
— Ta, wyszłam, ale nigdzie cię nie było! — burknęła.
— Byłam w legowisku wojowników cały czas przecież.
— Spałaś akurat pewnie.
— Nie spałam.
— Pewnie nie spałaś — stwierdziła sarkastycznie, a Poziomka, czując dziwne napięcie siostry, zniżyła trochę łeb i cofnęła uszy.
— Po prostu się minęłyście — mruknęła niepewnie, a Porzeczka spojrzała się na nią, po czym otuliła ją swoim ogonem.
— Oczywiste, że Poziomka ma rację! — oznajmiła, a mentorka przekręciła oczami.
— No już dobra, idziemy na trening.
Uczennica kiwnęła głową i łapą pogłaskała młodszą, po czym zaraz ruszyła za Małą Bazią.
Kotki szły przez tunele. Chyża Łapa stawiała niepewnie kroki, uporczywie starając się zobaczyć cokolwiek. Jednak zmysł wzroku był w tej absolutnej ciemności całkowicie zbędny. Bokiem ocierała się o ścianę, a wąsy nastawiła w przód, by w razie czego nie przywalić w coś głową, czy to w jakiś niski sufit, czy też w hamującą mentorkę. Swoją drogą Bazia była już parę lisich ogonów przed swoją uczennicą, która, mimo że się kreowała na taką pewną siebie, doświadczoną czy lepszą od innych, to nie radziła sobie zbyt dobrze, przynajmniej póki jeszcze była w tunelach.
Pojawił się jednak promyczek nadziei, jakaś lampka przed nimi… to było wyjście! Porzeczka pierwszy raz od dawna mogła zobaczyć słońce, trawę, wszystko! Gdy tylko koniec tunelu był bliski, uczennica rzuciła się biegiem przed siebie i niemalże wyskoczyła z wyjścia z tunelu. Wzięła głęboki oddech, czując przyjemne ciepło i delikatny wiatr na pysku. Łykała świeże powietrze, rozkoszując się nim jak nigdy. Czuła się najlepiej na świecie.
— Już, już, spokojnie, nikt ci nie zabierze powietrza — zaśmiała się mentorka, przerywając kotce.
Uczennica tylko prychnęła, po czym ustawiła się w pozycji do biegu.
— Zobaczymy, jaka jestem szybka? Muszę się wyszaleć! — rzekła, a zanim Mała Bazia mogła odpowiedzieć, ruszyła pędem przed siebie, a arlekinka podążyła za nią.
Biegły przez łąkę, idąc łeb w łeb. Porzeczka co chwilę oglądała się na boki lub w tył, by zobaczyć, czy wciąż miała kotkę w tyle. Wojowniczka jednak w mig dogoniła szylkretkę, lecz ta nie zamierzała się poddać. Zmieniła styl biegu i wyciągała łapy bardziej przed siebie. Jej giętkie ciało było wręcz zbudowane do sprintu. Jedynym problemem były płuca, które po czterech księżycach gnicia w jaskiniach i tunelach po prostu nie były jeszcze dostosowane do prawdziwych warunków do biegania. Szybko się zmęczyła i zwolniła ze sprintu w trucht, a z truchtu w spacerowy chód. Nie ona jedyna się zmęczyła, bo Bazia już chwilę wcześniej się zatrzymała. Wyrównały się i Porzeczka, sapiąc, zaczęła:
— To… było… s-super! — mruknęła zadowolona.
— No, no… tylko poćwiczysz i będziesz najszybsza w całym Klanie Burzy! — odparła, lustrując uczennicę wzrokiem. — Teraz do rzeczy, bo nie chcę spędzić pierwszego dnia na niczym. Pokażę ci, gdzie sięga nasze terytorium, poopowiadam ci co nieco, no, chyba że cię to nie obchodzi, ale ta kwestia mnie też nie obchodzi — wyjaśniła, a uśmiech Chyżej Łapy zrzedł całkowicie, a zastąpiła go nuda.
— Ugh, no dobra — burknęła tylko i ruszyła za wojowniczką.
Mała Bazia poprowadziła Porzeczkę do jakiegoś rodzaju półwyspy, przedstawiając jej jakieś oczko wodne.
— Tu się zatrzymamy. Tutaj wzdłuż rzeczki mamy granicę z Klanem Nocy. To jedyny klan z jakimś rodem królewskim i tyle musisz o nich wiedzieć, na razie. To oczko wodne to nieistotne tak naprawdę, po prostu tutaj chodzimy pić, ale rzadko — opowiedziała i ruszyła dalej.
Następnym przystankiem była szosa, przynajmniej tak nazywała to matka Porzeczki, Zawijas, bo Bazia nazwała to “Drogą Grzmotu”. Kolejna dwuczłonowa nazwa, co ci klanowi mieli na punkcie długich nazw? Tragedia.
Szły wzdłuż drogi, przedzierając przez wrzosowiska, co tylko drażniło młodą Burzaczkę, bo wszędzie były jakieś muchy, osy, pszczoły czy inne owady, których nazw Porzeczka nie mogła się wysilić by zapamiętać. Gdy wreszcie przedarły się przez tę zasłonę z kwiatów, zatrzymały się na chwilę przy ogromnej, białej konstrukcji, która na pewno nie była tworem kota ani tym bardziej natury. Szylkretka rozdziawiła pysk w zdziwieniu.
— Tam gdzieś za drogą grzmotu są tereny Owocowego Lasu, takiego bardziej plemienia niż klanu. Tu zaś, gdzie zaczyna się ten las, jest również nie nasze terytorium, ale tym razem należące do Klanu Wilka. Oni to tacy wiesz, chcą żeby wszyscy się ich bali, ale nie każdemu się udaje — wytłumaczyła Bazia. — A i tutaj jest upadły potwór. Jak sama nazwa mówi, spadł i teraz leży — dodała, zwróciwszy uwagę na kolosalną budowlę, po czym ruszyła dalej.
Idąc wzdłuż granicy z Wilczakami, Wojowniczka jeszcze wskazała jakiś suchy fragment terenu z przestarzałymi, martwymi drzewami.
— Tam to ogólnie jest coś takiego jak martwy szlak, jacyś uczniowie kiedyś wymyślili jakieś głupiutkie historie na temat tego miejsca, jak chcesz je posłuchać, to spytaj innych, bo ja nie mam zamiaru przypominać sobie tego, co tam nazmyślali — stwierdziła i szła dalej, jakby nigdy nic. Taki styl uczenia to nawet się podobał Porzeczce. Mówiła wszystko wprost i nie prowadziła żadnych wykładów. Porzeczka nie mogła wymarzyć sobie lepszego stylu nauczania.
W końcu dotarły do końcówki oprowadzania po granicach. Teraz, zamiast na trawie, to kotki stały na piasku, a przed nimi stały jakieś wielkie głazy ułożone w okrąg. Zaczęła się zastanawiać, ile kotów byłoby potrzebne, by je odkopać i przestawić. Pewnie takie cztery lub pięć Klanów Burzy to minimum.
— Tu są Kamienni Strażnicy. Tu też są jakieś legendy, no ale nikomu nie chce się ich powielać. No, chyba że jest się już na emeryturze i nie ma co robić. Takie koty pewnie jeszcze utrzymują te wszystkie legendy jakkolwiek przy życiu — wyjaśniła. — Do tego zaraz tam niedaleko jest granica z Klanem Klifu. Lubią ptaki i chyba tyle. No i mają klify — dodała, wzruszając ramionami, po czym zwróciła się do swojej uczennicy: — No dobra, teraz bardziej teoria. Jest kodeks wojownika, bla, bla, bla, najważniejsze jest to, że kociaków nie wolno atakować niezależnie od klanu, stąd na przykład jesteś teraz tutaj ty, razem ze swoimi siostrzyczkami. Do tego nie można przekraczać granic klanów, nie można zabijać, takie rozsądne rzeczy ogółem no nie. I twoim obowiązkiem jest najpierw wyżywić klan, a dopiero potem pozwolić sobie na jedzenie — tłumaczyła, a Porzeczka zaskakująco była skupiona na słowach mentorki. — Chcesz jeszcze spróbować zapolować? — dopytała się Bazia.
— No… spróbować to tak — odparła, a wojowniczka ruszyła z powrotem w głąb terytorium Klanu Burzy.
Ciepły wiaterek towarzyszył kotkom w spacerze, poruszając ich futrami oraz kłosami traw. Wiał im w pyski, więc to raczej one jako pierwsze by wyczuły jakieś potencjalne zdobycze. Chyża Łapa odczuwała właśnie skutki biegu oraz długiego oprowadzania po granicach po tak długim czasie nic nierobienia w ciemnych tunelach. Jej łapy zaczęły powoli słabnąć i boleć im dłużej szły. Nie zamierzała jednak okazywać słabości i parła naprzód. Skoro już się zgodziła na polowanie, to niechaj zapolują i tyle.
W pewnym momencie Mała Bazia po prostu niespodziewanie przykucnęła, a uczennica instynktownie zrobiła to samo.
— Króliki… — szepnęła szylkretka, po czym powoli zaczęła się posuwać do przodu. Odstąpiła jednak w prawo, dając młodszej się popisać. — Spróbuj, pokaż, co umiesz — dodała, po czym się położyła w pozycji bochenka. Porzeczka przełknęła ślinę i powoli parła do przodu.
Wśród gęstej trawy ciężko było jej zobaczyć te zwierzęta, lecz to znaczyło, że i one nie widziały jej, co było dobrym znakiem. Chyba. Stawiała kroki powoli, uważając, by być bezszelestna. Po przekroczeniu paru długości myszy w końcu zauważyła trójkę żerujących królików. Wszystkie były zajęte pasieniem się, niemal się nie rozglądając. Ich błąd.
Teraz między kotką, a jej celem były zaledwie dwie długości kociego ciała. Wybrała najpulchniejszego osobnika i skupiła się na nim. W końcu zatrzymała się i szykowała ciało do susa. Wreszcie wystrzeliła, a za sobą zostawiła tylko kurz i wyrwane z ziemi źdźbła trawy. Królik, jak i jego towarzysze niemal natychmiast się zerwali do ucieczki. Porzeczka może nie wylądowała na nim, ale trzymała się zaraz za jego plecami. Raz udało jej się zadrapać grzbiet zwierzęcia, innym razem zahaczyła o wyciągniętą w tył nogę, przez co zdobycz zwolniła. W końcu szylkretce udało się dopaść swój cel, kończąc jego żywot uduszeniem. Zagryzła zęby na krtani biegusa, czekając, aż ciało zwiotczeje. W jej pysku rozlał się przyjemny, ciepły i metaliczny smak, a szkarłatna ciecz splamiła jej wargi. W końcu upuściła zdobycz i oblizała usta. Co najmniej dwa, może trzy koty się najedzą tym cudem. Była z siebie dumna. Pierwsze polowanie i taki sukces! Oby następne również były udane.
Po niedługiej chwili dogoniła ją mentorka. Z podziwem obejrzała trofeum.
— To było niesamowite — stwierdziła oniemiała. — Nawet nic ci nie podpowiedziałam, a i tak ci się udało to upolować. Gratuluję — rzekła. Porzeczka ulizała łapą swoją grzywę.
— Wiem! Będę najlepsza ze wszystkich, zobaczysz — mruknęła pewnie i nawet nie kryła satysfakcji. Mała Bazia się zaśmiała.
— Nie chwal dnia przed zachodem słońca, pamiętaj — rzekła i odwróciła się w kierunku tunelu wejściowego. — Wracajmy już. Na dziś starczy.

* * *

W chwili, gdy Porzeczka postawiła łapę w Grocie Pamięci, Poziomka natychmiast do niej dobiegła, tuląc się do siostry, która niosła właśnie królika.
— Jesteś! Sama to upolowałaś? — zapytała, wskazując na zdobycz.
— Tak! Za pierwszym razem — odparła dumnie, odkładając zwierzę na ziemię. — Pani Bazia oprowadziła mnie po granicach, pościgałyśmy się, opowiedziała mi odrobinę o kodeksie wojownika i zapolowałam bez żadnych wskazówek! — pochwaliła się, a siostra rozdziawiła pysk.
— Nie wierzę! Ale dużo dziś zrobiłyście! Mnie tylko Śniący Obserwator trochę oprowadził po tunelach i to tyle — wyjaśniła. — Ale było dobrze! I ciekawie, bo w miarę szybko udało mi się zaznajomić z tym, jak działają tunele i czym można zastąpić wzrok — opowiadała, ale Porzeczkę raczej to niespecjalnie obchodziło. Ważne, że ona mogła się pochwalić.

[2231 słów + polowanie na króliki]

[45% + 5%]

21 sierpnia 2026

Od Porzeczki (Chyżej Łapy) CD. Malinki (Nieboskłonnej Łapy)

Przeszłość

— No, już się tak nie bój — miauknęła Porzeczka, po czym odwróciła się do ściany obok niej. Zanim jednak zaczęła ją drapać, rozejrzała się i nasłuchiwała, czy ktoś może nie idzie. Póki było cicho, zaczęła kopać. Było to cięższe, niż myślała. Ziemia była zbita i twarda, co od razu zniechęciło szylkretkę. Wtedy rozległ się za nią głos Dryfującego Fluorytu:
— A wy co? — W panice Porzeczka uderzyła głową o ścianę, po czym z bólem stanęła na baczność.
— Nic! — stwierdziła natychmiast.
— Porzeczko, nic ci nie jest? — zapytała się Poziomka, a półdługowłosa nagle poczuła, jak coś ciepłego cieknie z jej prawej brwi.
— Mi? Pff, nic mi nie jest — zbyła ją, a siostra trochę zmartwiona się odsunęła. Karmicielka spojrzała się na trójkę kociąt z frustracją.
— Do żłobka, już! Skoro ciągle coś knujecie, macie nie wychodzić z niego do mianowania — stwierdziła, po czym zaprowadziła kotki do jamy, w której mieszkały.
Porzeczka machała ogonem z frustracją. Dryfujący Fluoryt wiecznie wciskała swój nos nie tam, gdzie trzeba. Phi, ona jak zostanie uczennicą, to będzie najlepsza ze wszystkich! Zostanie wojowniczką, potem może nawet przywódcą! To by było cudowne. Ten cały Klan Burzy od razu by się stał lepszy.
Gdy w końcu znalazły się w żłobku, Porzeczka rzuciła się na ich wspólne posłanie i rozłożyła na jego całość. Wtedy Malinka do niej podeszła i się przyjrzała jej pyskowi:
— Coś tu masz.
— Gdzie?
— Tu! — Położyła łapę na jej brwi, a Porzeczka pisnęła z bólu.
— Ej!
— Co?
— To bolało! — Splunęła.
— Co bolało? Ja tylko ci pokazałam!
— Ale bolało!
Malinka westchnęła, po czym powąchała swoją łapę, którą wskazała. Poczuła woń krwi.
— To krew!
— Serio? Nie wiedziałam — prychnęła. — Przecież uderzyłam głową o twardą ziemię.
— Spokojnie, już — miauknęła Poziomka, siadając między siostrami. — Mocno boli? — zwróciła się do najstarszej.
— Szczypie tylko — odparła cicho.

<Malinko?>

09 sierpnia 2026

Od Porzeczki

Wieczór przed porzuceniem kociąt

Słońce chyliło się już ku zachodowi, malując niebo różnymi barwami, a gołębie chmury topiły się w blasku promieni, posuwając się leniwie w ich stronę. Świeży śnieg chrupał pod łapami Zawijas i jej kociąt, które właśnie wędrowały wzdłuż drogi grzmotu, zostawiając za sobą wyraźny szlak wydeptany przez ich łapy. Czwórka szylkretek zmierzała przed siebie, a ich droga wydawała się nieskończona. To jest, aż niebo trochę pociemniało, zostawiając ledwie delikatną poświatę księżyca w trzeciej kwadrze do dyspozycji kotów. Wtedy jedna z kotek, Poziomka, odezwała się:
— Łapy mnie troszkę, trochę bolą… — jęknęła, a jej mama stanęła na chwilę, a w jej oczach widać było znużenie. Porzeczka stała u boku siostry i przekręciła oczami, słysząc jej marudzenie.
— Nie dasz rady?
— Nie wiem… bo mnie raczej nie poniesiesz, prawda? — Koteczka zrobiła wielkie oczy, jakby próbowała przekonać Zawijas.
— No, nie poniosę — westchnęła.
— Ale ja mogę cię ponieść! — stwierdziła Malinka, która podreptała do siostry i przykucnęła. — Wskakuj mi na plecy — miauknęła z pewnością, a Poziomka zaraz się wdrapała na jej grzbiet i rozłożyła jak na kamieniu. Bura szylkretka stęknęła i zaczęła się powoli przemieszczać przed siebie. Porzeczka szła w jej tempie zaraz koło nich, jakby je eskortowała. Matka przewróciła oczami i po prostu ruszyła dalej w swoim tempie, jakby nie czekając na córki.
Po paru długościach lisiego ogona Malinka nagle runęła na śnieg rozłożona niczym żaba na liściu i ryknęła płaczem. Poziomka szybko zlazła z siostry, a Zawijas w uderzenie serca do nich wróciła. W jej oczach było widać zmartwienie połączone ze znużeniem, jakby jej dzieci ją obciążały tak bardzo, jak gdyby siedziały w trójkę jej na grzbiecie całymi dniami.
— No już… — mruknęła, liżąc koteczkę, która pociągała nosem. — Nie płacz, bo borsuki przyjdą — ostrzegła, rozglądając się na boki, co od razu zaalarmowało Malinkę i przestała wyć.
— Prze-Przepraszam!! B-bardzo, bardzo przepraszam! — Pociągnęła noskiem i próbowała wstrzymać płacz. — Ł-Łapki bolą… chcę, chcę spać… — wydukała, wycierając łapką oczka i nos. Poziomka od razu przytuliła siostrzyczkę i przyciągnęła do nich Porzeczkę, która była trochę zirytowana marudzącym rodzeństwem.
— No dobra, chodźmy gdzieś się położyć i już nie marudź — miauknęła matka.
Kotki zeszły z trasy i schowały się przy najbliższych krzewach. Razem wykopały małe zagłębienie w ziemi niemal przy samych korzeniach, by mogły się schronić przed wiatrem. Zawijas ułożyła się, a córeczki zaraz się do niej dokleiły w poszukiwaniu ciepła. Kotka już powoli przestawała produkować mleko, więc tylko przez chwilę kocięta mogły sobie pozwolić na picie go.
Zanim zasnęły, matka odsunęła się od nich, lecz wciąż zasłaniała je swoim ciałem. Malinka się ułożyła na Poziomce, a Porzeczka była schowana gdzieś między nimi, by zapewnić sobie jak najwięcej ciepła, zwłaszcza że ona miała wśród sióstr najkrótsze, choć nie krótkie, futerko. Dlatego utulenie się między długowłosymi siostrzyczkami było najlepszą decyzją.
Odkąd tylko pamiętały, ciągle się gdzieś przemieszczały. Było to przez ich mamę, która bardzo nie lubiła spędzać zbyt dużo czasu w jednym miejscu. Poziomka nie była najwytrwalsza, dlatego to zwykle przez nią się zatrzymywały gdzieś na dłuższą chwilę. Malinka nie marudziła aż tyle, co siostra, ale też było po niej widać, że trochę ją męczyło to ciągłe włóczenie. Porzeczka zaś uwielbiała się ruszać, wędrować i podążać za mamą. Więcej jej do szczęścia nie było potrzebne. No, może oprócz sióstr, bo kochała je bardzo, ale na swój sposób.
Dosyć prędko kotkę dopadł sen.

24 lipca 2014

Porzeczka

Autor grafiki: _misha.13 (discord)
OGÓLNE
PORZECZKA
Poprzednie imiona: ///
Płeć: Kotka
Orientacja: Całkowicie aromantyczna
Przynależność: Samotnik → Klan Burzy
Ranga: Kociak

- - - -

Właściciel: _misha.13
CHARAKTERYSTYKA

APARYCJA
Opis ogólny - Porzeczka jest smukłą koteczką, na której futrze dominuje czerń, która jest tylko splamiona rudym. Na brzuchu, łapach, pyszczku i końcówce ogona nosi biel. Ma dwukolorowy nosek, który z kremowego cieniuje w czerń, a jej poduszki są też w kremowo-czarne plamy. Jej miękka sierść na większości ciała przylega, lecz na ogonie, policzkach i karku odstaje nadając jej charakterystyczną “grzywę”. Oczy ma okrągłe, a tęczówki niebieskie.
Cechy szczególne - Futro na karku układające się ku górze
Kolor sierści - Czarny szylkret z bielą (pręgi na rudym dzikie z akcentami)
Długość sierści - Półdługa
Kolor oczu - Niebieskie
Problemy zdrowotne - Brak

CHARAKTER

Porzeczki wszędzie pełno. Uwielbia dokuczać innym i płatać figle. Jeśli nie innym kociakom, to wybiegnie z kociarni by siać zamęt poza nią. Często również wciąga siostry w swoją produkcję chaosu. Jest pewna siebie i nie boi się powiedzieć tego, co myśli. Przez to często może się wpakowywać w kłopoty. Jednak, nie jest już taka odważna, jeśli pozostanie bez Poziomki. To na jej obecności buduje swoje poczucie bezpieczeństwa. A gdy czuje się bezpieczna, wie, że może wszystko. Gdy jest sama, czuje się zagubiona i nie potrafi się na niczym skupić. To nie tak, że ona w ogóle umie się w pełni skupić, bo często odlatuje myślami, gdy ktoś prawi jakieś kazanie. Dlatego też woli krótkie wypowiedzi i się niecierpliwi, gdy ma słuchać lub robić coś w jednym miejscu przez dłuższy czas. Porzeczka jednak ma naturalny dar przywódczy, z chęcią wydaje rozkazy, planuje i umiejętnie przewiduje skutki i konsekwencje już w tak młodym wieku.

MORALNOŚĆ

Kształtuje się, lecz już można stwierdzić, że nie będzie z niej święty kot.

CIEKAWOSTKI

– Uwielbia się posługiwać siostrą i raczej nie przepuszcza okazji, w której może ją skompromitować, lecz robi to w taki sposób, by ta wciąż pozostawała przy niej.
– Fascynuje ją krew.
UMIEJĘTNOŚCI

Poziom medyczny: ///
Poziom wojownika: ///
Słabe strony: Niecierpliwość, często rozdrapuje sobie jeden strupek, co naraża ją na infekcje
Mocne strony: Wrodzone zdolności przywódcze, dobry i gibki z niej sprinter

RELACJE

RODZINA

Ojciec - Kajtek (kto?)
Matka - Zawijas (lubiła matkę i jej indywidualistyczny charakter lecz nie była zła na nią gdy zostawiła ją i jej rodzeństwo)
Rodzeństwo - Poziomka (Uwielbia swoją siostrę i stara się ją przytrzymać przy sobie jak najwięcej i najdłużej. Boi się stracenia jej.), Malinka
Partner - ///
Potomstwo - ///

INNE

Tekst tekst tekst

SZKOLENIE

Mentor - ///
Uczniowie obecni - ///
Uczniowie dawni - ///
HISTORIA

Urodzona w miocie Zawijasa i Kajtka razem z siostrą Poziomką i Malinką.