BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
06 listopada 2022
Od Daglezjowej Łapy CD Koperka
Od Chryzantemowej Łapy do Astrowej Łapy
03 listopada 2022
Od Srokoszowej Łapy
Spojrzał na burego. Nic ich nie mam nie łączyło. Gdy Bizon był mały próbował się z nim zaprzyjaźnić. Lecz Srokosz wciąż go odrzucał. Aż matki burasa reagowały, a on wykrzyczał Cętkowanej Gwieździe, że jej nienawidzi.
Położył po sobie uszy, uciekając wzrokiem na tańczące w zachodzącym słońcu kłosy.
— Co masz na myśli? — rzucił niby od niechcenia, lecz serce zabiło mu szybciej na myśl, że wojownik może myśleć o tym samym co on.
— Nic w tym się nie klei. — miauknął smutno Bizon. — Oni się kochali. Mama... Cętka nie miała powodu, by zrobić to z Wilczakiem. A Dziki Kieł... on z taką łatwością nas porzucił. To aż niemożliwe. Przecież tak nas kochali... Te wszystkie opowieści... Wszystkie zabawy, bajki, wyścigi i wspólne...
— To was kochali. — syknął Srokosz, wcinając się.
Buras skrzywił się.
— To ty nas odtrącałeś. — odpowiedział mu.
Srokosz syknął, ale nie dodał nic więcej. Uderzenie serce milczał, lecz spojrzenie zdenerwowanych żółtych ślepi nie dawało mu spokoju.
— Więc. — prychnął cętkowany. — Masz coś więcej do dodania w tym temacie niż użalanie się nad sobą i tą smutną historię?
Bizon zmarszczył brwi. Zatrzymał się, by spojrzeć przybranemu bratu w prosto w pysk. Przewyższał go o co najmniej parę myszy. Niebieski zląkł się, strosząc sierść.
— Żałuję, że zacząłem z tobą ten temat. Jesteś taki sam. Nic się nie zmieniłeś. Jeśli zamierzasz tak dalej się zachowywać to wracam do obozowiska. — ogłosił wojownik.
Srokosz chciał wykrzyczeć wiele rzeczy. Złych i podłych. Takich, których nie powinien do nikogo nigdy skierować. Wgryzł się we własny język, czując nieprzyjemny smak krwi.
Zaskoczone żółte ślepia spoglądały na niego w szoku. Uderzenie serca lub dwa pomiędzy nimi panowała kompletna cisza. Nawet wiatr zdawał się ucichnąć.
— Srokoszowa Łapo, ja nie wiedziałem... — zaczął tamten, lecz niebieski pokręcił łbem.
— Nie. Nie mów tego. — prychnął, zakrywając uszy. — Skupmy się na faktach. — miauknął, próbując odciągnąć burego od tamtego tematu.
— Skoro córka wrogiego lidera powiedziała ci coś takiego to nie możesz mieć pewności, czy była szczera. — stwierdził Bizon.
— Więc albo ona kłamie, albo Lamparcia Gwiazda. — syknął uczeń. — O dziwo słowa lidera o Wilczaku potwierdziła Łabędzia Pieśń. Która dwukrotnie poczekała się kociąt w krótkim czasie. — wytknął.
Wojownik zmarszczył brwi.
— Myślę, że to zbyt naciągane. — uznał buras, widząc oburzenie niebieskiego dodał po uderzeniu serca. — Nie mamy żadnych dowodów. Lamparcia Gwiazda jest... specyficzny. Ale wątpię, że posunąłby się do takich czynów. Nie jest potworem. Nie aż takim.
Srokosz wywrócił ślepiami. Leśne klany z każdym dniem okazywały się zdolniejsze co coraz paskudniejszych czynów - samo wspomnienie zgromadzenia go w tym utwierdzało. Czuł się bezradny. Nie miał żadnych dowodów na winę kocura. Nie miał też odwagi ryzykować własnym życiem narażając się temu szaleńcowi. Musiał wykorzystać do tego kogoś innego.
Spojrzał na pogrążonego w myślach brata. Lecz kto był blisko lidera. Przeważnie unikał czarnego jak Urdzikowej Łapy, więc nawet nie wiedział takich rzeczy.
— Możesz mi nie wierzyć. — prychnął niebieski. — Ale zbyt dowodów kończy się na nim. Może wie coś czego my nie wiemy. Warto mieć na niego oko.
— I na Łabędzią Pieśń.
— Ona oszalała. — przypomniał Srokosz. — Nikt nie weźmie jej słów na poważnie. — dodał, trzepiąc ogonem.
— Nie oszalała bez przyczyny. — stwierdził wojownik. — Coś musiało się z nią stać. W tamtą śnieżną noc kiedy straciła potomstwo.
Szelest rozległ się wśród zbóż. Srokosz zjeżył się.
Ktoś ich podsłuchiwał?
— Słyszałeś to? — pisnął spanikowany.
— Psy. Dwa...? Trzy. — mruknął Szarżujący Bizon. — Szybko. Inne patrole donosiły na nie, ale nie w tej okolicy.
Srokosz zjeżył się zestresowany. Wysunął szybko pazury.
— Nie czas na walkę. Musimy uciekać. — zawołał bury, popychając niebieskiego.
Uczeń zaczął szybciej przebierać łapami, słysząc za sobą straszliwe ujadanie. Tylko tego mu brakowało.
OD Oliwkowej Łapy DO Daglezjowej Łapy
Od Srokoszowej Łapy Do Niedźwiedziej Siły
*przed akcją z Brzozową Łapą*
Nowy osobnik pojawił się w ich klanie wraz z pojawieniem się na tych terenach. Potężne bure barki usiane ciemniejszą sierścią. Puste brązowe ślepia. Łapska niczym kamienie. Srokoszowi zdawał się podejrzany od samego początku. Miał zbyt dobre kontakty z Lamparcią Gwiazdą. Niebieski nie wiedział, jaki Niedźwiedź skrywał sekret, że oddał się w łapy czarnego.
Całą sprawę podjudzał fakt, że buras kleił się do Aksamitnej Chmurki. Uczniowi nie raz wpadło w oko jak obcy kocur wykorzystywał swoje auty do nieprzyzwoitych spraw ze szylkretką. Srokoszową Łapę szlag strzelał, widząc to. A jeszcze większy, zauważając, że liczne rodzeństwo kotki na to nie reagowało. Jego chcieli rozszarpać za samo istnienie, a Niedźwiedzią Siłę wszyscy wielbili i kochali.
Tą kupę burego i śmierdzącego futra o pysku, jakby dostał kamieniem w łeb za młodu.
Nie zamierzał ukrywać niechęci do niego, lecz bał się konfrontacji z potężną masą cielska i pupilkiem Lamparciej Gwiazdy. Dlatego napotkawszy się z ciemnym brązem wpatrujących się w niego ślepi, zmrużył oczy. Mimo lęku i trzęsących się łap nie zamierzał mu ulec tak łatwo.
<Niedźwiedź?>
szopy
[przyznano 10%]
Od Zajęczej Łapy
— Nie bój się. Nie zrobi nam nic — mruknął łagodnie Bażancie Futro, który stał wyprostowany tuż przy niej, nie martwiąc się ryzykiem bycia zauważonym przez łysego i wysokiego stwora. — Prócz futra nie mają oni również mózgu.
Spięła się i posłała mu pełne oburzenia spojrzenie. Jak śmiał w ogóle wysuwać takie wnioski? Była materiałem na odważną wojowniczkę, a nie tchórzliwą pokrakę. Jego skrajna odpowiedzialność wręcz ją martwiła.
— Nie boję się — prychnęła, przewracając oczami. — Po prostu uważam, że trzeba mieć się na baczności. Nie wiadomo, co może zrobić. Tym śmiesznym kijkiem wyciąga ryby z wody, ale równie dobrze mógłby złapać tym kota — stwierdziła, patrząc na połyskującą końcówkę dziwnego przedmiotu, który posiadał. Wydawała się ostra do takiego stopnia, że mogłaby pokaleczyć.
— Ale zawsze siada w tym samym miejscu. Nie powinien nas okradać z pożywienia, ale póki się nie zbliża w głąb naszych terenów, nie stanowi aż tak wielkiego zagrożenia. Możliwe, że Porą Nagich Drzew odpuści, bo nie będzie mógł dostać się do rzeki przez lód — podsunął myśl, obracając się. — Dobrze, nie traćmy na niego czasu. Chodź, zapolujemy jeszcze po drodze i wrócimy do obozu — mruknął, na co westchnęła.
Polować. Na lądzie.
Nie była szybka. Od zawsze wlokła się za innymi, bo nie potrafiła dorównać ich tempu. Podczas gdy jej ojciec znany był niegdyś ze swej prędkości, to ona mogła porównywać się do ślimaka. Zmarszczyła nos i pociągnęła nim. Wolała pływać i łapać ryby, to szło jej o wiele lepiej, ale zaraz nadejdzie zimniejsza pora, a w lodowatej wodzie nie jest już tak przyjemnie.
— Rozchmurz się. Nie musisz być szybka. Jak staniesz nie pod wiatr i tyłem do ofiary, to ta cię nawet nie zdąży wywęszyć, a ty na spokojnie ją złapiesz — odezwał się niespodziewanie bury. Tak, jakby nagle zdobył umiejętność czytania z jej myśli.
Machnęła ogonem.
Nie była to głupia taktyka. Po prostu denerwowało ją to, że nie we wszystkim mogła być dobra. Dlaczego musiała być tak cholernie wolna? Nie musiała być bez wad, ale akurat tej jednej rzeczy nie mogła zdzierżyć, a żadne treningi jej nie pomagały.
Dostając niespodziewanie kuksańca w bok, obruszyła się i spojrzała z wyrzutami na kocura. Ten wpatrywał się z kamiennym wyrazem pyska w dal, to też powędrowała wzrokiem za nim.
Nad brzegiem rzeki pałętała się masa dziwnych stworzeń. Poniekąd przypominały łasice, ale ich futro było oklapłe od wody. Musiały pływać, o czym świadczył drobny stos ryb złożony na trawie.
— Kolejni złodzieje — westchnęła z poirytowaniem, a potem zastrzygła uchem. — Przegonimy ich?
— Oszalałaś — odparł gniewnie, robiąc spory krok w tył. — Pójdziemy na około. Jest ich za dużo, a nie wiadomo, czym nas mogą zarazić — stwierdził.
— No proszę cię Bażancie Futro, damy radę, a jak ich przegonimy, to mnie może w końcu pewien ktoś mianuję — zawyła, uderzając łapą w ziemię. Niczym małe, sfochowane kocię.
Bury spojrzał na nią z powagą. Sprawiał wrażenie nieustępliwego, tym bardziej, gdy pokiwał na boki głową.
— Nie ma mowy. Zaczynasz przypominać mi swojego ojca za młodu... — Futro na grzbiecie stanęło jej dęba, gdy to usłyszała. To szło w bardzo złym kierunku i jeszcze jedno złe słowo z jego pyska i nie będzie wiedziała, czy wykończyć go, czy siebie. — Był taki uparty i chętny do zawojowania światem.
Odwróciła się, byleby nie zobaczył jej grymasu. Obserwowała w skupieniu wydry, zastanawiając się, gdzie popełniła błąd. Wiele słyszała o Pędzącym Wietrze. Wydawał się zupełnie innym kocurem niż ten, który teraz był jej ojcem. Tamten był lepszy. Klan go lubił i rzeczywiście brzmiał na kogoś, kogo bycie córką mogło napawać dumą.
Ale go już nie było. Przepadł i umarł wraz z niewolą Klanu Burzy. W zamian za to mieli Zdradziecką Rybkę, a samo imię wiele tłumaczyło.
— Wolę nie być do niego porównywana — odparła delikatnie, choć jad wręcz ściekał jej z języka. — Ja nigdy nie zdradzę klanu — zapewniła.
— Nikt tego nie planuję. Nie wiesz, przed jak trudnymi wyborami może postawić cię życie — zauważył.
W żółtych ślepiach coś błysnęło. Nie zaszczyciła go spojrzeniem, tylko przeszła obok, a znajdując się na wysokości jego ogona, zniżyła głos.
— Zawsze można wybrać śmierć. Tak zrobiłby prawdziwy wojownik.
Bażant spiął się, ale ona nie zamierzała czekać na jakiekolwiek pouczające i motywacyjne gadki. Upoluje coś, wróci do obozu i zaszyje się w swoim posłaniu. Jego porównanie ją dotknęło i straciła na ten moment wszelkie chęci do życia.
wykonane: rybak, wydry
02 listopada 2022
Od Srokoszowej Łapy
Kalinowa Łodyga nie ruszyła się. Zastygła, zalewając się potokiem łez. Dopiero spotkawszy się ze smutnym spojrzeniem osieroconych kociąt Cętki, wydała z siebie stłumiony pysk przywierając do futra Białej Zamieci. Wojowniczka otuliła przybraną matkę ogonem, spoglądając z niepokojem na brata. Srokosz szybko uciekł spojrzeniem od niej. Szarżujący Bizon wyszeptał szylkretce coś do ucha nim ta została zasypana ziemią.
Dziki Kieł niczym nieobecny wpatrywał się w martwą kotkę, aż wstał i bez słowa odszedł. Pozostawiając rozbitą rodzinę.
31 października 2022
Od Zajęczej Łapy CD. Kurkowej Łapy
— A byłeś przy tym, że wysuwasz takie wnioski? — spytała, strosząc z lekka sierść.
— Nie musiałem. Cały klan o tym mówi — odparł ze znużeniem, odwracając wzrok. Zajęcza Łapa dostrzegła w brązowym ślepiu czystą pogardę. Sam fakt, że odnosił się do niej takim tonem, wzmacniał w niej złość. Podburzał ją do takiego stanu, że coraz bardziej umacniała się w przekonaniu, iż żaden kocur w tym klanie nie jest na tyle wartościowy, by zdobyć jej uwagę.
— Czyli podążasz ślepo za plotkami? — mruknęła, strzygąc uszami w skupieniu. — To przykre nie mieć własnego zdania — stwierdziła. Był głupi. Taka krótka opinia na jego temat jej wystarczała.
— Plotki nie biorą się bez powodu — rzucił, odwracając się. — Z naszej dwójki to najwyraźniej ty jesteś ślepa, jeśli nie widzisz tego, co się dzieje między twoim ojcem a zastępcą — uznał.
— Może nie zauważyłeś, czemu się nie dziwię, ale to ja mam sprawny wzrok, jednooki — syknęła. — A czyny rodziców nie odzwierciedlają tego, co reprezentują ich dzieci — dodała ostrzej.
Kurkowa Łapa niby ich słuchał, jednak zaraz po tym wstał i ruszył w tylko sobie znaną stronę.
Orzechowe Serce mruknął coś pod nosem, spoglądając przelotnie na liliową, która zmierzyła go zuchwałym wzrokiem. Kremowy, choć wcześniej odważny, skulił się teraz pod naporem tej negatywnej energii i ruszył pośpiesznie za Kurką, wołając, by ten zaczekał na niego.
A Zając nie zamierzała uganiać się za żadnym samcem. Nie mogła niestety zaprzeczyć jego słowom, a bronić Zdradzieckiej Rybki nie zamierzała. Zacisnęła pysk w cienką linię i uderzyła w złości łapą o ziemię. Ta bezradność nieraz ją wykańczała.
Przeciskała się pomiędzy trzcinami, łapiąc je za łodygi i wyrywając z ziemi, aby utworzyć w ten sposób zdatny do przejścia korytarz. Miał on niby służyć jako awaryjna droga ucieczki, ale Zając w ogóle nie akceptowała takiego podejścia, by kiedykolwiek mieli zwiewać z własnego domu. Żaden klan nie przepłynie otaczającej ich rzeki, a dzikie zwierzęta to tylko niemyślące organizmy, przed którymi powinni się bronić, a najlepiej to wytępiać je. Sam fakt, że lider zakładał najbardziej pasującą do tchórza opcję, dawał dużo do myślenia. Przewodził nimi zwykły łamaga, a wielu zdawało się akceptować to, zamiast stanąć z nim do walki.
Gdyby Krucza tu była, już dawno skończyliby prace porządkowe, a inne klany padłyby do ich łap, oddając im swe tereny i błagając o przebaczenie.
Zmęczona z lekka pracą, uznała, że pora wracać do legowiska. Nie będzie pracować więcej niż inni, bez przesady. Swoją godność miała i nie zamierzała jej tracić.
W ciemnościach ich schronienia dostrzegła ledwo zauważalną sylwetkę, siedzącą w kącie. Ciemne futro idealnie wtapiało się w tło. Liliowa przystanęła na moment, przyglądając mu się z uwagą. Wciąż pamiętała, jaki pokaz odwalił nad ciałem zmarłej matki. Pytanie było, co tak naprawdę siedziało w jego łbie.
— Kurkowa Łapo — mruknęła, unosząc w górę pysk. Gdy rozmawiała z kocurami, zawsze starała się podkreślić swoją wyższość. Albo przynajmniej pokazać im, że nie jest od nich gorsza. — Tęsknisz za swoją mamą? — spytała wprost.
Jego odpowiedź mogła całkowicie zmienić jej podejście, więc nastawiła uszu, gotowa wsłuchać się w jego słowa. O ile cokolwiek zamierzał jej powiedzieć.
zrobiono: budowanie korytarzy między trzcinami porastającymi wyspę
30 października 2022
Od Sroczej Łapy
29 października 2022
Od Kurkowej Łapy CD. Źródlany Dzwonek
Mrok powoli ustępował tonącemu we szkarłacie słońcu. Bordo złączony w tańcu z purpurem malowały niebo. Pomarańczowe ślepia oderwane na uderzenie serca od brutalnej rzeczywistości zatonęły w malującym się krajobrazie.
— Współczuję ci, Źródlany Dzwonku. — głos przerwał ciszę. — Pierwszy uczeń i taka udręka. Na twoim miejscu pozbyłabym się go nim stanie się potworem jak matka. Jak już widzieliśmy ma podobnie nasrane we łbie. — szmaragd jej ślepi wyróżniał się na tle skąpanego w fiolecie nieba.
Jasne futro poprzecinane ciemniejszymi pręgami przybrały rumianą barwę.
— Kurkowa Łapa nie jest Kruczą Gwiazdą. Zostaw nas samych. — syknęła mentorka.
— To się jeszcze okaże. — rzuciła.
— Nie zdaje się być zagrożeniem. — odparła mentorka, widząc czujny wzrok ucznia na nim. — Ale musimy się mieć na baczności. Dwunożni są nieprzewidywalni. — dodała.
Czarny trzepnął uchem, lecz wciąż wpatrywał się w dziwną istotę. Kotka kierowała się w stronę piaszczystej łąki, którą przerywała ogromna słona woda. Nikt wcześniej nie widział podobnej. Kurka także nie słyszał. Była fenomenem. Irracjonalna mrzonka.
Kapryś Bóstw.
Uczeń obawiał się jej. Dziwne fale co uderzenie serca skradały się na ląd, próbując pochwycić i wciągnąć w głąb siebie kolejne zdobycze. Mroczna Woda zdawała się żywym organizmem o niesłychanym głodzie.
— Poćwiczymy tu bieg długodystansowy. — oznajmiła liliowa. — Teraz, gdy większość naszych terenów to polany do złapania zwierzyny będziesz potrzebował kondycji i dynamiczności.
Kurka spojrzał zniesmaczony na tonące w piasku łapy. Nic z tego nie rozumiał. Ćwiczenie biegu na piasku. To nie miało sensu. Zirytowany prychnął na mentorkę, jeżąc się.
— To dobre na poprawę sprawności. Piasek jest trudny po poruszania się, obciąża łapy. Nie wiesz też w jakich warunkach w przyszłości będziesz musiał walczyć. — dodała liliowa, zaczynając trening.
— Ciii. — rozkazała mentorka.
Już otworzył ponownie pysk, lecz zaskakująco podłużna sylwetka wyłoniła się z tafli wody. Mokra sierść przylegała sztywno do ciała. Przypominała jednego z nich, lecz zarówno łapy jak i uszy istoty były krótsze. Masywny ogon ciągnął się po ziemi.
— Wydra. — miauknęła liliowa, robiąc krok do tylu. — Nie prowokuj jej. Możliwe, że gdzieś w pobliżu ma norę.
Istota charczała na nich, mierząc ostrym spojrzeniem niewielkich ślepi. Szczuro-kot wydał z siebie kolejny dziwny odgłos. Z każdym ich krokiem w tył stawał się coraz cichszy, lecz wciąż niepokojący. Kurce nie podobało się to. Odejście z podwiniętymi ogonami, niczym bezbronne kocięta. Czarnemu z trudem było nie sprzeciwić się kotce. Zjeżony czujnie obserwował wybryk natury. Wydra go także. Nie zamierzał tego pozostawić. Nie dziś. Lecz kiedyś.
Dopiero po długości drzewa oderwali od siebie spojrzenia. Źródlany Dzwonek spojrzała na niego.
— Jestem dumna, że mnie posłuchałeś. — oznajmiła mu.
Położył uszy, udając, że nie przejął się tym. Wykrzywiony w niesmak pysk powędrował znów ku wodzie.
Lecz gdzieś w środku pod masą czarnych kudłów rozległo się przyjemne ciepło.
26 października 2022
Od Sroczej Łapy
25 października 2022
Od Trującej Łapy
Od Trującej Łapy
23 października 2022
od Wroniej Łapy do Mrocznej Gwiazdy
Im dłużej żył w tym miejscu, tym gorzej się czuł. Powinien urodzić się
jako pieszczoch, albo w ogóle się nie urodzić. Nic mu nie wychodziło.
Skradanie? Nie umiał. Polowanie? Nie umiał. O walce nie chciał już nawet
wspominać. Miał dreszcze na myśl, ile pod górą kremowego futra jego
mentora chowa się mięśni, gdy ten tylko uświadomił go, że za jakiś czas
rozpoczną trening walki. Takie chuderlawe, słabe coś jak Wronia Łapa
miało walczyć z takim kotem? Nie da rady. Obecnie czuł się jak jakiś
kociak. Zbierał mech z lasu i przynosił go do obozu. No tak, bo co
innego może robić taki kot jak on? Na nic innego się nie przyda, bo nic
nie umie. Do obozu wszedł właśnie lider. Czuł się okropnie. Jeszcze
przed nim wypadł tak głupio. Zażenowanie ukuło go w łapy. Uciekł
wzrokiem w bok, upuszczając mech na stertę. Położył po sobie uszy,
cofając się z nerwów do tyłu. Za moment jednak odskoczył do przodu, gdy
zderzył się z czymś miękkim. Odwrócił się w panice i spostrzegł
przechodzącego burego kocura.
— Patrz jak łazisz — rzucił odchodzący Szczurzy Cień z widocznym gniewem na pysku.
Strzepnął
ogonem, strosząc się mocno. Nie był w stanie odpowiedzieć. Takie
sytuacje były najgorsze. Zacisnął zęby. Nie mógł odnaleźć się w tym
miejscu. To był koszmar! I na domiar złego, lider na niego patrzył!
Przełknął ślinę, nie wiedząc jak wyjść z tej głupiej sytuacji.
zrobione: przynoszenie mchu
< Mroczna Gwiazdo? >
[przyznano 10%]