BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milknący Zew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milknący Zew. Pokaż wszystkie posty

25 sierpnia 2026

Od Milknącej Łapy (Milknącego Zewu)

Dymny kocur nie spodziewał się, że parę dni później będzie zdawać test na wojownika. Nie wiedział, kiedy dokładnie będzie miał miejsce — Cyklonowe Oko poinformował go jedynie, iż niedługo zakończy swoje szkolenie i będzie pełnoprawnym wojownikiem w Klanie Burzy, gdy tylko pozytywnie zaliczy ów test oraz dla formalności przejdzie Ceremonię Dorosłości.
Z samego rana Milknąca Łapa czekał już na swojego mentora, który zabierze go na kolejny trening. Choć ten od samego początku różnił się od tych, które miał na co dzień. Pierwszym zadanie było samodzielne lub we współpracy z kremowym złapanie szaraka. Dymny zdając sobie sprawę, iż ta zwierzyna stanowi czasem nawet wyzwanie dla doświadczonych wojowników, zdecydował się na wspólne polowanie ze swoim mentorem, uznając, że każdy Burzak znający swoje możliwości i ograniczenia nie wahałby się przy podejmowaniu tej decyzji. Tu nie chodziło o to, by zaimponować Cyklonowi, tylko by faktycznie upolować coś dla klanu. Łatwo było wytropić i nieco podejść zwierzynę, lecz jej samo złapanie stanowiło pewien problem, dlatego też młodszy musiał wykazać się umiejętnością współpracy z mentorem.
Po udanym polowaniu kremowy zaprowadzić młodzika do jednego z tuneli, gdzie odbyli krótką sesję walki. Zew musiał uważać, by nie być zbyt długo w zasięgu Cyklonowego Oka oraz często zmieniać miejsce, w którym się znajdował, aby ten nie zdołał go pochwycić i przygnieść swoją ciężko zbudowaną sylwetką. Niebieskooki musiał brać pod uwagę parę stałych aspektów oraz tych zmiennych jak obecne położenie ich dwójki, otoczenie i tym podobne. Nie była to tak naprawdę walka pod względem fizycznym, a bardziej strategicznym, mająca pokazać, czy dymny już jest na etapie, gdzie jest w stanie myśleć parę ruchów do przodu, mając przy okazji przygotowane z kilka scenariuszów, jak jeden ruch może zmienić przebieg całego starcia.

─── ・ 。゚☆: *.☽ .* :☆゚. ───

— Ja, Zawodząca Gwiazda, przywódca Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Milknąca Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysięgam.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Milknąca Łapo, od tej pory będziesz znany jako Milknący Zew. Klan Gwiazdy ceni twoją determinację i lojalność, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Burzy.
Po tych słowach ledwo mianowany dymny, zanurzył łapę w specjalnie przygotowanym barwniku o barwie gliny, rdzy. Przez chwilę przyglądał się, jak jedna z jego białych łap przybiera niecodzienny kolor, sprawiając, że na kamiennej posadzce powstało parę kropel pigmentu, nim ten znalazł się na odpowiedniej ścianie w kształcie odcisku jego łapy. Burzacy skandowali jego nowe imię, a pod wieczór przyszedł czas na czuwanie.

12 sierpnia 2026

Od Milknącej Łapy CD. Kurzej Łapy

— Co się dzieje? — mruknął, piorunując go kobaltowym okiem.
— Cyklonowe Oko chciał, by któryś z przewodników zaprowadził nas do nieco odosobnionych tuneli, aby poćwiczyć w nich walkę — wyjaśnił uczeń, czując, jak spojrzenie starszego przeszywa go na wylot. Przecież nic takiego nie zrobił, by otrzymać taki wzrok. Chyba że Łzawa Łapa zdążyła mu jakichś bajeczek nawciskać, ukrywając swoje prawdziwe intencje pod miłymi słówkami i gestami.
— Jeśli jesteś zajęty, to poszukam Białego Strumienia lub Śniącego Obserwatora — dodał, woląc nie narażać się na jakieś nieprawdziwe domysły Kurzej Łapy względem swej persony. Jakby nie wystarczyło, że siostra w żłobku rzucała w niego kąśliwymi uwagami, kiedy tylko nikt nie słyszał, chcąc dopiec bratu za skradzioną uwagę innych.
— Aha... — wymamrotał ciszej. Spojrzenie ucznia zmiękło i rozluźnił mięśnie ciała. Chwilę się zastanawiał, po czym skinął mu głową.
— W takim razie chodź, Milknąca Łapo.
Odwrócił się do niego tyłem i zaczął maszerować w stronę korytarza kronikarzy i medyków.
W pierwszej chwili dymny nie wiedział zbytnio, jak na to zareagować, w końcu chodziło o to, by któryś z przewodników zaprowadził jego i Cyklonowe Oko, a teraz nagle miał podążać za uczniem Białego Strumienia. Po krótkiej chwili wahania skinął głową i ruszył za Kurzą Łapą. Pomiędzy nimi panowała cisza, która w żadnym stopniu nie przeszkadzała młodszemu, nawet jeśli w jego głowie kłębiły się pytania odnośnie tego, co Łzawa Łapa mogła nawciskać przyszłemu przewodnikowi. Miał tylko nadzieję, że przez jej egoizm i atencyjność, ta nie pokrzyżuje jego planów, by zostać najlepszym wojownikiem Klanu Burzy, by ojciec i matka byli z niego dumni.
W międzyczasie weszli w głąb ciemnego korytarzu. Zapadł wieczny mrok. Kurza Łapa brnął dalej, widocznie dobrze orientując się w tunelach.
— Byłeś kiedykolwiek w tunelach, Milknąca Łapo? — odbił się echem cichy, kojący głos Kurzej Łapy.
Stanął nagle i kuzyn na niego wpadł. Starszy nie drgnął.
— Czy twoje oczy jeszcze nie przyzwyczaiły się do panującej tutaj ciemności? — zapytał. Wydawałoby się, że wypowiedział te słowa złośliwie, jednakże czy była to jego prawdziwa intencja?
— Jeśli liczymy te, stanowiące nowy obóz to tak. Jednak inne są mi kompletnie obce — przyznał, nim wpadł na starszego. — Wybacz... — mruknął. — Trochę, choć ogólnie zdarza mi się wpadać na innych — dodał, robiąc parę kroków do tyłu, by utworzyć między nimi dystans, który już wcześniej ich dzielił, lecz został skutecznie skrócony przez dymnego i to nieumyślnie.
Nieco obawiał się innych uczniów, szczególnie tych bardziej zbliżonych wiekiem do siebie i Łzy, z obawy, że ta coś zdążyła już im nagadać, co oczywiście byłoby kłamstwem lub przebraną prawdą. Czym sobie zasłużył, aby własna siostra traktowała go jak osobiste popychadło, ofiarę losu, z której można śmiało się pośmiać? Czy tak powinno zachowywać się rodzeństwo? Konkurować o niemal wszystko, przy czym starać się zniszczyć to drugie?
Nie odezwał się od razu.
— Kontynuujmy tę przechadzkę. — Jego głos po chwili ponownie rozbrzmiał w mroku tuneli, aby następnie w nim znowu zniknąć. Zew musiał go jakoś dogonić w tych mokrych tunelach, idąc w nieznane.
— Nie wiem naprawdę, jak chcemy zainicjować walkę. Przecież nie orientujesz się w tunelach tak bardzo, jak przewodnicy. Nie wiesz, kiedy ktoś cię zaatakuje.
Nagle coś popchnęło dymnego do zimnej, mokrej ściany.
— Nawet mnie nie usłyszałeś i nie zdążyłeś zobaczyć. Cyklonowe Oko najwidoczniej nie chciał pobrudzić sobie długiego futerka, dlatego cię jeszcze nie wyszkolił w tym zakresie. Popracujemy nad tym. Może lepiej by ci się żyło na zewnątrz.
Kurza Łapa o dziwo nie odszedł od Milknącej Łapy. Przylgnął nieco bokiem do młodszego.
— W tych rejonach raczej nie byłeś. Planuję poszerzyć nasze horyzonty. Kiedy zostanę przewodnikiem, tunele będą prowadzić wszędzie. Będziemy mogli zakradać się do śpiących przeciwników, alarmować sojuszników, wymieniać się tajnymi informacjami... czy to nie jest intrygujące, Milknąca Łapo? Tunele mają tyle potencjału. Większość po prostu boi się tego, co się znajduje za stroną ciemności. Koty boją się tego, czego nie znają i…
— Wiesz co... Ja chyba będę wracał. Miałem z Cyklonowym Okiem udać się do tuneli, a przewodnik NAS jedynie zaprowadzić — wyjaśnił, ignorując większość wypowiedzi kocura oraz fakt, że ten najpierw go popchnął na ścianę, a następnie nie miał zamiaru się odsunąć. Nie rozumiał, o co mu chodzi, lecz czuł, że siostra musiała maczać w tym swoje łapy.
Odepchnął się od ściany, trącając ciałem szkolącego się przewodnika, by następnie zawrócić i nieco pośpiesznym krokiem udać się tunele, którym ciągle podążali. Dymy nie miał zamiaru spędzać ani chwili dłużej samemu w towarzystwie syna zdrajczyni, jeszcze coś sobie ubzdura z kłamstw, którymi mogła go karmić Łzawa Łapa i ratunku dla niego już nie będzie. Szczególnie że nikt oprócz ich dwójki i ewentualnie Cyklonowego Oka, nie wiedział, gdzie mógł się podziać potomek Zawodzącej Gwiazdy.
W ciemnościach rozległ się melodyjny chichot ucznia przewodnika.
— Jeśli znajdziesz wyjście, droga wolna. Dosyć głęboko weszliśmy, a w korytarzach łatwo można się zgubić. Nie masz pojęcia jak bardzo! — Wraz z echem stawianych kroków przez dymnego można było usłyszeć również słowa starszego kocura. — Po to jest przewodnik, Milknąca Łapo. Chociaż...
Chwilę zajęło dymnemu, aby zdać sobie sprawę, iż starszy uczeń zaczął za nim podążać. Zdradziły go nie za bardzo ostrożne kroki. Jakby rudy chciał, aby Zew faktycznie go usłyszał.
— Zła droga. — Usłyszeć za sobą szept kuzyna, bacznie obserwującego jego poczynania. — Może chciałbyś pod okiem Cyklonowego Oka ze mną poćwiczyć? — zaproponował po dłuższej przerwie.
— To już nie będzie zależeć ode mnie, tylko od samego Cyklonowego Oka. Poza tym chyba dobrze byłoby, aby Biały Strumień również wiedział o tym pomyśle i wyraził zgodę bądź sprzeciw.

─── ・ 。゚☆: *.☽ .* :☆゚. ───

Rzadko kiedy uczeń narzekał na Cyklonowe Oko czy jego pomysły związane z treningami, lecz udzielenie aprobaty dla wspólnej walki jego i Kurzej Łapy od razu spotkała się z wyklinaniem wojownika w myślach przez Milknącą Łapę. Nie miał nic do swojego kuzyna, jednak... Po ostatnich ich interakcji ten pozostawić pewnego rodzaju niesmak przez swoje raczej niecodzienne zachowanie wobec młodszego. Zew nie wiedział zbytnio, co myśleć o kocurze, nie chciał go oceniać po jednej dłuższej styczności, lecz przez Łzę szybko stawał się w jakimś stopniu uprzedzony do drugiego kota.
Właśnie czekał ze swoim kremowym mentorem, aż Biały Strumień pojawi się w Grocie Pamięci wraz z Kurzą Łapą, by później razem ruszyć do tuneli i rozpocząć wspólny trening. Długo jednak nie musieli wyczekiwać na dwójkę, gdyż już po niedługiej chwili pojawili się w zasięgu ich wzroku. Dymny pierwszym, co dostrzegł to uśmiech, który gościł na pysku kuzyna, jakby był wielce rad z ich treningu.
— Dzień dobry, Milknąca Łapo — odezwał się oficjalnie do młodszego, zanim Biały Strumień i Cyklonowe Oko przeszli do wyjaśnienia ich pojedynku w tunelach.
— Witaj Kurza Łapo — mruknął, ignorując mimikę starszego. Zamiast tego obserwował mentorów, którzy po wymienieniu uprzejmości objaśnili im przebieg treningu.
Gdy było pewne, że każdy wie co i jak, Biały Strumień ruszył pierwszy, za nim Cyklonowe Oko, a na samym końcu dwójka uczniów. Jak widać, srebrny nie miał zamiaru zachowywać ciszy pomiędzy nimi, na co dymny przewrócił oczami.
— Wiesz, to trochę niesprawiedliwe — zaczął cicho, a na pysku jego widniał już tylko chłód. — Znam przecież lepiej od ciebie tunele. Poruszam się w nich jak ryba w wodzie. W końcu muszę zostać przewodnikiem — wymamrotał, nie owijając w bawełnę.
— Niesprawiedliwe? Czy cokolwiek w życiu jest sprawiedliwe? — mruknął, kątem oka spoglądając na rudego. — To, że je znasz, nie znaczy, że mam nie potrafić się w nich obronić. A uwierz, wyglądam nie pozornie, niczym mój ojciec, jednak siły mi nie brak — dodał, skupiając się na mentorach przed nimi.
Gdy tylko weszli do bardziej odosobnionych tuneli, Zew poczuł się trochę jak u siebie, szczególnie w momencie, kiedy to jako pierwszy zniknął w mroku korytarzy, do których nie dosięgało światło ze świetlików, które występowały w niektórych miejscach w obozie.
— Szkoda, że wchodzimy głębiej, będziesz także niewidoczny w tych ciemnościach — rzucił mimochodem.
Wchodząc głębiej, prychnął na słowa Milknącej Łapy.
— Boisz się walczyć w ciemności? — miauknął, jakby to było faktem, a nie pytaniem.
— Co? — parsknął, hamując śmiech. — Nie, akurat ciemność uwielbiam — odparł, zastanawiając się, skąd Kurzej Łapie przyszedł taki pomysł do głowy. Zew i strach przed ciemnością, dobre. On wolał takie warunki, gdyż przynajmniej wtedy miał pewność, że nie naraża swoich niebieskich oczu na możliwe uszkodzenie, jak w przypadku przebywania w czasie Wysokiego Słońca na otwartym terenie klanu.
— Aha... — Na krótką chwilę pomiędzy nimi zapanowała cisza, lecz szybko została przerwana przez kolejne słowa srebrnego:
— W takim razie możemy jeszcze głębiej wejść.
— To nie zależy od nas, czy tym bardziej ciebie. Biały Strumień i Cyklonowe Oko mają decydujący głos — rzucił młodszy, ponownie przewracając oczami, odkąd uczeń przewodnika był tuż obok. Miał wrażenie, że im dłużej z nim rozmawia, tym nabierał większej pewności, że ten dogadałby się z Łzawą Łapą.
— Czy mógłbyś w końcu przestać? Co ty w ogóle do mnie masz? — wymamrotał zirytowany, wyprzedzając czarnego, specjalnie popychając go w kierunku zimnej, ziemistej ściany. — Wiesz co... nie. Nie będę się zniżał do twojego poziomu — dodał, próbując zachować spokój, kiedy tylko zaczął się oddalać w kierunku ich mentorów.
— Co ja mam? A co ty masz? Przyznaj, Łza zdążyła ci już jakichś bzdur nawciskać o mnie — prychnął. Na popchnięcie w kierunku ściany jedynie machnął poirytowany swoim krótkim ogonem. Nie miał zamiaru odpuścić, dowie się, gdzie jego ukochana siostra maczała już swoje łapy.
Zamiast odpowiedzi Milknąca Łapa otrzymał tylko ciszę ze strony starszego.
— Swoim milczeniem jedynie to potwierdzasz — mruknął pod nosem, zastanawiając się, jak długo Łzawa Łapa ma zamiar utrudniać mu życie. On i tak zostanie wojownikiem, prędzej czy później, Cyklonowe Oko widzi, jak na to pracuje. Miał też nadzieję, że Wdzięczna Firletka dostrzega atencyjność swojej uczennicy i będzie starała się jakoś na to wpłynąć.
Gdy znaleźli się na miejscu, kremowy Burzak na szybko przypomniał zasady walki, a następnie dał znać, by uczniowie stanęli naprzeciwko siebie w oczekiwaniu na sygnał do rozpoczęcia treningu. Dymny niemal od razu postanowił przejąć inicjatywę i wykonał "próbny" atak na kuzyna. Oczywiście jego łapa trafiła jedynie na powietrze w miejscu, gdzie jeszcze chwilę wcześniej pamiętał, że stał srebrny.
Po tym młodszy nie rzucił się przed siebie ponownie bez planu. Musiał najpierw wiedzieć, gdzie dokładnie stoi Kurza Łapa. Niebieskooki starał się wyciszyć i wytężyć słuch ze wzrokiem. Na efekt nie musiał długo czekać, gdyż kuzyn musiał wykonać jakiś krok, przez co trafił drobny kamień, którego dźwięk poniósł się echem. Zew od razu skoczył w miejsce dźwięk, z sukcesem wyczuwając, jak powala na ziemię rudego ucznia. Ten odepchnął napastnika tylnymi łapami bez wysuniętych pazurów, więc obyło się bez krzywd, zapewne mając ciągle na uwadze słowa mentorów, by się nie pozabijali w tych tunelach, w końcu to był tylko trening, a nie walka na śmierć i życie.
Jasnooki starał się szybko pozbierać z ziemi i na nowo powalić srebrnego, lecz ten zdążył się już oddalić. Choć po chwili poczuł, jak te przeorał pazurami lego lewy bok, jakby wcześniejszy brak krzywd poszedł w niepamięć.
— Było warto tak szczekać? — wycedził przez zęby Kurza Łapa, gdy odskoczył od rozwścieczonego kuzyna.
— Trzeba było wierzyć w piękne słówka mojej kochanej siostruni? — syknął, opierając się o chłodną ścianę. Próbował oddać atak, lecz starszy był za daleko.
— Czemu masz taką obsesję na swojej siostrze? Przecież razem możemy się kumplować — odbiło się echo słów rudzielca. — No, chyba że jesteś zazdrosny... w końcu nie masz tu zbytnio przyjaciół. Dosyć żenujące jak na syna przywódcy.
— Kumplować? Dobre sobie! Łzawa Łapa jest atencyjna, jest w stanie wiele zrobić dla uwagi innych. Myślisz, że co robi, gdy ma chwilę i jestem w pobliżu? Poniża mnie, ponieważ dość mocno przeżywałem rozłąkę z matką — odparł, zbierając w sumie siły oraz tłumiąc ból, by spróbować oddać pięknym za nadobne.
Trafił w pierś kuzyna, przejeżdżając po niej pazurami. W odwecie Kurza Łapa nagle z impetem posłał ciało Milknącej Łapy w stronę jednej ze ścian tunelu, robiąc sobie drobne rany na ciele, zwłaszcza na plecach. Po tym umysł Zewa zasnuła mgła, a następnie błoga ciemność. W końcu dookoła niego zaoponowała cisza i spokój, którym była istnym zbawieniem dla umysłu czarnego, będącego cały czas w trybie przetrwania z racji siostry, która chętnie dla swoich własnych korzyści była w stanie zbrukać reputację swojego brata u innych kotów.

<Kurza Łapo?>

[1949 słów + walka w tunelach]

[39% + 5%]

02 sierpnia 2026

Od Milknącej Łapy

Zgromadzenie 01.08.2026


Miało to być jego pierwsze zgromadzenie, w jakim uczestniczył. Jednocześnie czuł pewną ekscytację, ale i obawę przed tym, co takiego może o nim rozpowiedzieć Łzawa Łapa. Koteczka przy niemal każdej możliwej okazji próbowała go poniżać lub tak poprowadzić rozmowę, by to jemu wcisnąć jakieś swoje obowiązki, które posiadała jako uczennica medyczki. Niedawno się dowiedział, że ona sama także musiała dbać o legowiska starszych członków klanu, podobnie jak on. Kiedy raz ją spotkał w legowisku starszyzny, minimalny uśmiech triumfu zagościł na jego dymnym pysku — oznaczało to, że Łza pomimo wybrania “elitarnej” ścieżki szkolenia, to nadal mimo wszystko była na równi z innymi uczniami.
Kiedy tylko ich ojciec poprowadzić grupę wybranych kotów na Bursztynową Wyspę, Milknąca Łapa starał się trzymać z dala od czarno białej, woląc spędzić tę noc bez jej kąśliwych przytyków, jeszcze brakowało, by kotom z innych klanów zaczęła wciskać oszczerstwa na jego temat. Zastanawiał się, czy wszyscy Burzacy byli ślepi na jej atencyjność. Przecież jako jeden z czterech kociąt symbolizujących sojusz pomiędzy Owocowym Lasem a Klanem Burzy, powinna się właściwie zachowywać, tak jak przystało. Jego zdaniem Łzawa Łapa powinna szkolić się jak on na wojownika, a ze względu na swoje zachowanie, pozostać dzisiejszej nocy w obozie. Na miejscu Zawodzącej Gwiazdy, nie pozwoliłby, aby jakiś atencyjny kociak niszczył reputację klanu w oczach innych.
Żałował, że to właśnie Łza wraz z nim została wybrana do Klanu Burzy. Kocur wolałby towarzystwo Psianki lub chociażby Modrogończyka, lecz nie, był skazany na siostrę, której woda sodowa uderzyła do głowy i to już od samego początku.
Pogrążony we własnych myślach, próbował znaleźć jakieś spokojne miejsce, gdzie mógłby przesiedzieć zgromadzenie, nawet jeśli raczej nie przystoi to synowi lidera oraz wcześniej czuł podekscytowanie na samą myśl o pierwszej takiej nocy. To uczucie jednak szybko znikało, kiedy uświadamiał sobie, że właśnie teraz Łza mogła każdemu obcemu nawciskać kłamstw o nim.
W poszukiwaniu upragnionego miejsca wpadł na starszego od siebie kota. Oczywiście takie spotkania z innymi dość często mu się zdarzały, nawet jeśli próbował uważać.
— Wybacz — odparł, robiąc dwa kroki do tyłu, a do jego uszu ledwo dotarło ciche syknięcie. — Trochę tu jest kotów — dodał z przepraszającym uśmiechem. Dopiero po chwili do jego nozdrzy dotarła subtelna woń kota, kojarzącego się z Owocowego Lasu. — Jesteś Owocniakiem? — spytał, chcąc potwierdzić swoje przypuszczenia.
Przed nim stał czekoladowy uczeń, niewiele starszy od niego, który początkowo na pytanie Burzaka, zamrugał kilka razy, co początkowo zbiło z tropu dymnego.
— Tak. …Zew? — Dawne imię niebieskookiego padło z pyska pręgowanego, wywołując niewielki uśmiech u młodszego.
— Teraz to Milknąca Łapa, ale tak, to ja — potwierdził. — Ty to Puchacz, prawda? Nie kojarzę zbyt wielu z Owocowego Lasu. Moja siostra z tobą nie rozmawiała jeszcze? — spytał, chcąc mieć pewność, że kocur, z którym rozmawia, nie będzie mieć żadnych uprzedzeń do niego. Choć Łzawa Łapa mogła kiedyś wpaść na pomarańczowookiego, kiedy to byli jeszcze w Owocowym Lesie, lecz Zew miał wrażenie, że ta wtedy nie była jeszcze aż tak cięta na niego. Nie wiedział, co zbytnio się zmieniło od tego czasu, że koteczka podchodziła do niego w taki, a nie inny sposób.
— Tak to ja. — Uśmiechnął się, zakrywając bliznę na policzku. — Która siostra? Psianka? — zażartował.
— Miałem na myśli Łzawą Łapę — sprecyzował. — Psianka też jest na zgromadze-- — Nie dokończył, zdając sobie sprawę, że kocur zakrył policzek. — Coś ci się stało?
— Nie… wszystko jest w porządku! — Zaśmiał się nerwowo, lecz to zapewnienie niezbyt przekonało Burzaka.
— Na pewno? Bo jeśli to pomoże, to możesz mi powiedzieć, i tak nie miałbym z kim się tym podzielić. A nawet jeśli to i tak bym trzymał pysk zamknięty — zaproponował, chcąc pomóc jakoś kocurowi.
— Nie… To tylko głupi wypadek przy treningu.
— Czyli nie tylko mnie wypadki się zdarzają — oznajmił, zmieniając nieco kierunek rozmowy. Skoro Puchacz nie chciał o tym mówić, to dymny zamierzał to uszanować. — Dobrze pamiętam, że szkolisz się na zwiadowcę?
Na to pytanie starszy zmierzwił sobie futro na głowie łapą i uciekł wzrokiem.
— Tak. A ty?
— W klanach nie ma zbyt dużego wyboru. Łzawa Łapa postanowiła być nadal w centrum uwagi i szkoli się na medyka, ja za to na wojownika niczym mój ojciec. Figa jest twoją mentorką, prawda? Jest bardzo surowa skoro to także twoja matka?
— …można tak powiedzieć — mruknął.
— Mam nadzieję, że już niedługo ukończysz szkolenie i będziesz najlepszym zwiadowcą w Owocowym Lesie!
Na to stwierdzenie na pysku czekoladowego pojawił się lekki uśmiech, a chwilę później zmierzwił łapą futro na głowie czarnego.
— Dzięki Zewie…
— Drobiazg — odparł z szerokim uśmiechem, nie przejmując się tym, że ten mu potargał futro na głowie. — A jak tam w Owocowym Lesie się ogólnie sprawy mają? Jak moje rodzeństwo sobie radzi?
Wzruszył ramionami.
— Chyba w porządku. Modrogończyk szkoli się na uzdrowiciela.
— Czyli także poszedł w ślady naszej matki. A jak u Psianki? — spytał, chcąc wiedzieć, co u drugiej siostry. Nie wiedział, czy jest na zgromadzeniu, a nawet jeśli, to czy uda im się spotkać.
— Ma zostać zwiadowcą.
— Trochę tych zwiadowców przybędzie u was w najbliższym czasie. Ty, Psianka.
— Haha… no tak… A jak to jest w Klanie Burzy? Po prostu wszyscy trenujecie tak samo?
— Nie nie, u nas są kronikarze i przewodnicy. Kronikarze zajmują się dziejami klanu, gwiazdami, a przewodnicy to koty, które dogłębnie znają nasze terytorium.
– A to nie tak, że każdy członek klanu powinien dobrze znać swoje tereny?
— Znamy, lecz u nich jest to podstawa. Na równinach jest trochę nor królików, które czasem w wysokiej trawie ciężko znaleźć, dla nich nie jest to problem — odparł, starając się brzmieć z tymi wymyślonymi informacjami na tyle wiarygodnie, by Puchacz nie miał co do nich wątpliwości.
Kocur ponownie wzruszył ramionami.
— A jak ten wasz ojciec? Cieszysz się, że jest zastępcą?
— Cóż... Jak trafiliśmy do Klanu Burzy, to był zastępcą, lecz teraz jest samym liderem i zasiada z innymi na skale — odparł, wskazując ruchem głowy w stronę, skąd liderzy mieli widok na wszystkich zgromadzonych.
— O! A to ci niespodzianka. Jest jeszcze gorzej, niż jak był zastępcą? Czy dostajesz trochę ulgowego traktowania?
— Nie, jest w sumie dobrze. Jakoś znajduje czas dla nas i raczej jesteśmy na równi z innymi traktowani.
— To świetnie — mruknął, sprawiając wrażenie, że ucieka gdzieś myślami, zamiast próbować kontynuować rozmowę z młodszym.
— Jeśli się nie pogniewasz, to chciałbym jeszcze poszukać Psianki, by nadrobić te księżyce.
— Jasne, rozumiem…
Pożegnał Puchacza lekkim uśmiechem na pysku, jakby chcąc go wesprzeć i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Może nie wiedział, co trapi przyszłego zwiadowcę, lecz miał nadzieję, iż niedługo będzie u niego o wiele lepiej, podobnie jak u niego. Gdy tylko ukończy szkolenie, Łzawa Łapa nie będzie mogła już na niego patrzeć z góry — wszystko się zmieni. Trzymał się kurczowo tej myśli, dodając mu nadziei i siły do dalszego działania.
Kiedy tylko opuścił starszego, od razu zaczął wypatrywać czarno białej szaty swojej siostry, którą niedługo później dostrzegł. Od razu zaczął przeciskać się przez tłum kotów, co chwilę kogoś przepraszając.
— Psianko! — zawołał uradowany na jej widok, przez co parę wojowników blisko nich spojrzała w ich stronę, by westchnąć lub przewrócić oczami i wrócić do wcześniejszych rozmów, narzekając na tę dzisiejszą młodzież.
Gdy kotka również dostrzegła czarnego kocura, sama ruszyła biegiem równie uradowana jego widokiem, co on jej. Pomarańczowe ślepia uważnie mu się przyglądały, wyłapując od razu różnicę w ich wzroście oraz rysy mięśni, które kocur zbudował w czasie treningów z Cyklonowym Okiem.
— Zew! To znaczy… Milknąca Łapo, tak długo cię nie widziałam! Co u ciebie? Jak sobie radzisz podczas treningów?
Uśmiech nie schodził mu z pyska nawet przez chwilę, choć w czasie jednego uderzenia serca zastanawiał się, skąd Psianka zna jego obecne imię, które nosił jako uczeń w Klanie Burzy. Równie szybko uświadomił sobie, że przecież niedługo po pożarze na ich terenie zjawił się patrol z Owocowego Lasu, a wśród niego był Modrogończyk, który później musiał opowiedzieć siostrze o rodzeństwie.
— Tak dobrze cię widzieć. Jesteś na pewno lepszym widokiem niż Łzawa Łapa — przyznał otwarcie, mając ochotę się wygadać Psiance o Łzie i jej poczynaniach jako uczennica medyka. — U mnie nie najgorzej, może niedługo zostanę wojownikiem i będę mieć mianowanie szybciej od atencyjnej Łzy. A jak u ciebie? Od Puchacza słyszałem, że zostaniesz zwiadowcą.
— Ojej, czy to znaczy, że się pokłóciliście? Ja z Modrogończykiem całkiem nieźle się dogadujemy… Ale cieszę się, że zostaniesz za niedługo wojownikiem! Być może kiedyś spotkamy się na granicy, na patrolach? — rozmarzyła się. — Od Puchacza? Oh tak, zgadza się! Właściwie to… miałam już próbę i ją zdałam! Nie mogę doczekać się ceremonii… i jak będzie brzmiało moje imię duszy!
— Bardziej chodzi o to, że Łza zawsze była zazdrosna, gdy ktoś kradł uwagę innych i ta nie była skupiona na niej. W klanie... jest jeszcze gorzej i zazdroszczę ci relacji z Gończykiem. Ciągle się obawiam, że wciśnie komuś jakieś kłamstwa na mój temat i to tylko dla atencji innych na swojej personie.
— Rzeczywiście brzmi to, jak spory kłopot… Widocznie bardzo wzięła do siebie fakt, że reprezentuje sojusz między naszymi klanami, ale nie przejmuj się nią! To, że jest uczennicą medyczki, wcale nie czyni jej lepszej od ciebie, a kłamstwa mają krótkie nogi, zupełnie jak ja! Takiego kota to szybko dogonisz. Prawdziwy przyjaciel nie uwierzy w te bzdury, a już na pewno nie ja! — oznajmiła, starając się pocieszyć brata, jakby było jej szkoda tego, że nie układa mu się tak jak jej z Modrogończykiem.
— Jaka szkoda, że nie mam ciebie zamiast niej u swego boku w Klanie Burzy, byłoby o wiele łatwiej — wymruczał.
— Wierz mi, że gdyby Łza została w Owocowym Lesie, być może by pogryzła Gończyka, że został uczniem szamana. Albo i nie? Może by się dogadali, nigdy nie wiesz, co dla Ciebie planuje Wszechmatka, lub Klan Gwiazdy, rzecz jasna. Chciałabym widywać się z wami wszystkimi częściej… I z ojcem i z tobą, z Łzawą Łapa również, bo w końcu rodziny się nie wybiera.
— Gdyby próbowała coś takiego zrobić to od razu Purchawka lub jej mentor szybko wybiłby podobne pomysły z jej głowy. Też bym chciał się z wami częściej widywać, może na patrolach się uda.
— Oby się udało! Naprawdę za wami tęsknię, ale wiem też, że odgrywamy ważną rolę dla naszych klanów, a to wymaga poświęceń… A jak tata się trzyma? Skoro został przywódcą, musi mieć teraz dużo obowiązków… — spytała, będąc widocznie zainteresowana swoim ojcem, nawet jeśli nie miała okazji z nim chyba nigdy porozmawiać.
— Jak w sumie widać i słychać było. — Chwilę wcześniej liderzy rozpoczęli moment przemówień, lecz ich dwójka była zbyt pochłonięta rozmową, aby jakoś szczególnie się tym przejąć. — Mimo wszystko stara się znaleźć czas dla nas, choć na pewno częściej Łzę widuje niż mnie. Na szczęście wybrał ogarniętą wojowniczkę na zastępcę, więc widać, że stara się go odciążyć z niektórymi obowiązkami. Choć nie każdy jest z tego wyboru zadowolony, a przynajmniej tak było w momencie ogłoszenia tego.
— A co jest nie tak ze Skrzydlata Płomykówka? Może podpadła któremuś z Burzaków? Skoro tata wybrał ją na zastępcę, to musi być dobrym kotem, nie wybierałby przecież nikogo w ciemno! — odparła zdziwiona. — No i skoro stara się go odciążać, to tylko to udowadnia.
— Nie wiem. Może przez to, że Rudzikowe Skrzydełko jest jej siostrą, a ona była zamieszana w ten spisek, o którym mówił Zawodząca Gwiazda w czasie przemówień. Choć nie rozumiem patrzenie na kogoś przez pryzmat czynów kogoś z rodziny. Przecież kot kotu nierówny.
— Brzmi strasznie… nie chciałabym, aby ktoś patrzył na mnie źle, tylko dlatego, że ktoś z mojej rodziny zrobił coś złego. To tak samo, jak nienawidzenie czekoladowych kotów! Słyszałeś, że w Klanie Nocy tak robią? Tłumaczą, że to z legendy… ale nie rozumiem, czemu tak nienawidzą kotów, bo urodziły się innego koloru!
— Co jest nie tak z tymi klanowymi kotami? Czy ja też taki z wiekiem się stanę...? Brakuje mi tej otwartości i tolerancji Owocowego Lasu.
— Wcale Ci się nie dziwię… Bardzo się cieszę, że zostałam w Owocowym Lesie, tutaj poznałam Kroplę i Borowika. Naprawdę ich lubię, ale czasami zastanawiam się, co by było, gdybym trafiła do Klanu Burzy? Czy też bym miała słabe relacje z Łzawą Łapą?… Oj przepraszam, znowu się rozgadałam… — urwała widocznie zawstydzona.
— Ważne, że masz się dobrze w Owocowym Lesie. Nie musisz się przejmować, miło jest posłuchać czegoś innego niż kąśliwych uwag Łzy, poza tym nie wiem, kiedy znowu cię spotkam, chce dobrze zapamiętać tę noc — mruknął z lekkim uśmiechem.
Psianka odwzajemniła uśmiech, a jej ogon widocznie lekko poruszył się za jej plecami, co nie umknęło uwadze dymnemu.
— Wiesz, cieszę się, że w końcu się spotkaliśmy. Naprawdę tęskniłam za naszym wspólnie spędzonym czasem, mimo że nie jesteśmy już kociakami, dobrze wspominam momenty gdy razem się bawiliśmy. Dobrze mieć brata, zaczęłam to doceniać bardziej, kiedy na moment go straciłam. — Spojrzała na niego z mieszanką długo skrywanego żalu i radości z obecnego spotkania.
— Jak dobrze mieć taką siostrę, istny skarb z ciebie. Najlepiej złapać w łapy i już nigdy nie wypuszczać.
Nie odrywając spojrzenia, lekko zastrzygła uszami na te słowa.
— Cieszę się, że mogę być skarbem dla kogoś takiego jak ty, Milknąca Łapo.

[2112 słów]

[42%]

25 lipca 2026

Od Milknącej Łapy Do Tojadowej Łapy

Dotychczasowa mroźna pora nagich drzew zaczynała w ostatnich dniach coraz to bardziej odpuszczać, choć oznaczało to nadal pewną warstwę śniegu poza podziemnym obozem. Dymny kocur już miał parę okazji polować lub biegać w takich zaspach, co według Cyklonowego Oka było świetnym pomysłem i ćwiczeniem do trenowania siły oraz wytrzymałości. Kremowy w porównaniu do swojego ucznia nie miał zbytnio problemów z na przykład biegiem po śniegu, choć zapewne miało to związek z doświadczenie — a raczej napewno — oraz swoją dość ciężką budowę, którą przykrywało długie futro wojownika.
Milknąca Łapa obok swojego mentora wyglądał dość marnie, wręcz mizernie. Sama sylwetka ucznia jest smukła i zgrabna, a długie łapy jedynie potęgują to wrażenie. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że syn przywódcy klanu ledwo co je lub nie dojadał, nawet jeśli na stosie było trochę świeżych piszczek również dla innych. Są to jednak pozory, gdyż treningi pod okiem Cyklonowego Oka sprawiły, że warstwą półdługiego dymnego futra powoli pojawia się zarys mięśni, które czasem wręcz paliły żywym ogniem w czasie intensywnego wysiłku.
Niebieskie spojrzenie właśnie z uwagą sunęło po wszechobecnej bieli, która roztaczała się we wszystkie strony niemal od opuszczenia tunelu, który kończył się wyjściem w głębi klanowych terenów. Niemal grobowa cisza co jakiś czas była zagłuszana stawianymi krokami przez dwójkę kocurów. Starszy miał zamiar wykorzystać wciąż zalegający śnieg na dawnych połaciach zieleni, by jego uczeń zbudował siłę i wytrzymałość w cięższych warunkach, niż te, które lada dzień mają nadejść, obwieszczając głośno wszystkim dookoła, że już niedługo pojawi się więcej zwierzyny, a dotychczas uśpiona przyroda zacznie powoli wracać do życia.
Początkowe długości pokonywali spokojnym krokiem, dopóki kremowy bez choćby słowa informacji, zaczął przyspieszać. Zew nie miał zamiaru pozostawać w tyle, dlatego też niemal od razu zaczął szybciej przebierać łapami w śniegu, utrzymując na razie tempo lekkiego truchtu, który na długo nie wystarczył Cyklonowi. Burzak z czasem ponownie przyspieszył, co robił bez żadnego wysiłku czy choćby widocznych oznak zmęczenia narastającym wysiłkiem. Jego towarzysz chyba jeszcze nigdy nie narzekał na jakikolwiek element treningu, który wprowadzał brązowooki, co raczej wśród uczniów zbyt często się nie zdarzało. W końcu byli tylko starszymi kociakami, który ciągle psoty i wygłupy w głowie — może dzieci Zawodzącej Gwiazdy były inne? Cóż, Cyklonowe Oko miał okazję tylko bliżej poznać Milknącą Łapę, gdyż to jego osobiście szkolił. Nie wiedział do końca, jaka jest jego siostra, Łzawa Łapa, czy rodzeństwo, które zostało u boku matki w Owocowym Lesie.
Kiedy tylko kroki wojownika przybrały tempo biegu, Zew również rozpoczął bieg. Dawniej na tego typu posunięcia kremowego narzekał od czasu do czasu w myślach, szczególnie kiedy takie długodystansowe biegi ze zmienną intensywnością jeszcze nie weszły mu w nawyk, a ciało dawało o tym jasny sygnał w postaci bolących zakwasów następnego dnia. Teraz jednak dla ucznia było to coś normalnego, stanowiącego część każdego wschodu słońca. Po tylu księżycach nawet sam już odczuwał i dostrzegał zmiany, jakie zaszły w jego ciele odkąd został mianowany i trafił pod opiekę Cyklonowego Oka. Za każdą chwilę z kremowym był wdzięczny i cieszył się, że to właśnie on go szkoli na wojownika.

«★»

W czasie drogi powrotnej do obozu postanowili jeszcze poćwiczyć polowanie na króliki, mimo powoli ocieplającego się klimatu, pora nagich drzew wciąż trwała, a nie wiadomo, jak ze zwierzyną w pierwszych wschodach słońca kolejnego sezonu. Dlatego też lepiej maksymalnie wykorzystywać każde wyjście poza ledwo odbudowany obóz w tunelach.
W czasie zimy było ciężko złapać jakieś szaraki, jednak praca zespołowa w takich momentach bardzo się opłacała. To właśnie dzięki niej Cyklonowe Oko niósł w pysku nieco kościstego ssaka, a Milknąca Łapa nornicę, którą sam wytropił, a następnie złapał. Ze względu na swoje ciemne futro, mocno rzucające się w oczy na tle białego dywanu, był dumny z tej zdobyczy, choć starał się tego zbytnio po sobie nie okazywać. Przecież inni wtedy mogliby pomyśleć, że uczeń nie umie wciąż polować, a nornica w jego pysku jest pierwszą, którą samodzielnie złapał bez jakiejkolwiek pomocy mentora.
Najchętniej gryzonia, by wręczył ojcu lub Skrzydlatej Płomykówce, lecz wiedział, że ci będą zajęci swoimi obowiązkami, więc postanowił od razu udać się do Dryfującej Fluoryt, która od niedawna pełniła rolę wiecznej królowej. Obecnie miała do wychowania trójkę rodzeństwa, szylkretowych sióstr, których spojrzenie było równie jasne, co samego Milknącej Łapy. Młodzik jeszcze nie miał okazji odwiedzić ich na dłużej, gdyż miał również obowiązki w innych legowiskach, jak przyjście co jakiś czas do Czuwającej Salamandry, czy to ze zwierzyną, czy wymianą pierwszych zużytych partii mchu w posłaniu.
Wychodząc ze żłobka, wpadł na jakiegoś Burzaka, co zakończyło jego dobrą passę, gdyż miał pewną tendencję na wpadanie na innych lub jakieś przedmioty, co zapewne musiał odziedziczyć po matce, gdyż nie widział, by coś takiego zdarzyło się jego ojcu.
— Wybacz — mruknął, spoglądając na pobratymca. Tuż przed nim rysowała się sylwetka rudego kocura, który jakiś czas temu ze swoją partnerką dołączył do klanu.
— Nic się nie stało, sam nie patrzyłem, gdzie idę — odparł starszy. — W zasadzie może mi pomożesz, gdyż wciąż nieco nie rozumiem waszych zwyczajów. Na przykład tej Ceremonii Dorosłości i tych odcisków łap na jednej ze ścian.
— Och, cóż… Ceremonia Dorosłości to po prostu mianowanie z ucznia na wojownika, przewodnika, kronikarza, medyka lub też na lidera. Każdy ma swój własny kolor barwnika, w którym macha się łapę i odciska na ścianie. Czasem zdarzy się, że ktoś więcej niż raz odbije swój ślad, na przykład przez awans społeczny — wyjaśnił, w międzyczasie kierując się do Groty Pamięci, w której zwykle odbywały się tego typu ceremonie. — Masz jeszcze jakieś pytania? Chętnie na nie odpowiem, o ile znam odpowiedź — dodał z lekkim uśmiechem na pysku.

<Tojadowa Łapo?>

[907 słów + biegi długodystansowe + polowanie na króliki]

[18% + 5% + 5%]

17 lipca 2026

Od Milknącej Łapy

Tragedia, która ostatnio dotknęła Klan Burzy, była równie niespodziewana i nieprzewidywalna, co dalsze losy spiskowców oraz samych klanowiczów. Wszystko się działo tuż przed porą nagich drzew, która jak się okazało, nie miała zamiaru okazywać jakiejkolwiek litości dla kotów, których dotychczasowy dom obrócił się w zwęglone zgliszcza. Niedawno mianowany Zew nie zdążył się nawet dobrze związać z nowym legowiskiem i posłaniem, kiedy to wszyscy w popłochu, dusząc się dymem, uciekali poza zasięg jęzorów ognia.
W pożarze każdy kogoś lub coś stracił. Niektórzy też tracili również po nim, kiedy to niemal nic się nie ostało po dawnym azylu. Milknąca Łapa nigdy nie zdołał poznać dziadka ani nie był blisko z ojcem — przynajmniej porównując relacje z kocurem do zażyłości, jaka występowała pomiędzy nim a Purchawką. Mimo to zdawał się dostrzegać tęsknotę, żałobę czy smutek na pysku Zawodzącej Gwiazdy, które minimalnie przebijały się przez maskę, jaką na co dzień nosił nowy lider. Nie chcąc mu dokładać problemów, obrał sobie za cel bycie idealnym uczniem, synem, reprezentantem klanu, symbolem sojuszu. Nałożył na siebie niewidzialną presję oraz ponadprzeciętne wymagania — wszystko, by tylko nie zawieść nikogo. Przez to też zmieniło się jego nastawienie do siostry, która z przyjemnością zawsze raczyła go niewygodnymi przytykami. Powoli z każdą rozmową zaczynał coraz mocniej stawiać się jej słowom, ukazując pewną wyższość nad swą rozmówczynią. W końcu to ona z ich dwójki łaknęła atencji innych za wszelką cenę, lecz w porównaniu do niej, on nie starał się o to, a i tak otrzymywał to, na czym tak młódce zależało. Za każdym razem, kiedy to jakiś Burzak poświęcał mu uwagę na oczach jego jakże kochanej siostry, czuł w pysku smak zwycięstwa, wyższości.
Z tego też powodu dymny pomagał przy odbudowie obozu, jak umiał. Nie każde zadanie mógł wykonać ze względu na swój wiek, lecz kiedy kogoś pytał o kolejną pracę, otrzymywał takowy przydział. Jego mentor na to nie narzekał, gdyż wtedy miał nieco wolnego czasu dla siebie i też co jakiś czas przyłożyć łapę do powstającego azylu.
Milknąca Łapa starał się, jak mógł, by być idealnym, sumiennym, zaangażowanym uczniem. Kimś, kto samym swym pojawieniem ściąga uwagę innych na siebie, nie musząc się o nią dopraszać czy ubiegać. Chciał w tym temacie być lepszy od siostry, uważając, że wystarczająco długo ta traktowała go nie jako rodzonego brata, a popychadło, które czasem udzielało swej uwagi w zastępstwie za innych. Może i miał kiepski start w tej kwestii, gdyż szkolił się na wojownika, kota, którego ranga nie będzie się wyróżniać na tle innych, lecz to go nie powstrzyma przed pięciem się w górę wraz z wiekiem. Może nawet uda mu się kiedyś zostać przywódcą klanu niczym ojciec.
Ciche pomruki wybudzających się uczniów skutecznie zwróciły uwagę dymnego kocura, który odkąd tylko się obudził, rozmyślał nad swoim obecnym życiem w klanie, tym, jak tęsknota za matką, Owocowym Lasem powoli przemijała, milkła, ustępując miejsca ważniejszym kwestiom. Niebieskie ślepia uważnie obserwowały ruch po drugiej stronie jaskini, gdzie swoje miejsce zajmowała para kotów z Klanu Nocy. Śnieżnobiałe futro wyraźnie odznaczało się na tle szarej skały oraz rudej cętkowanej szaty kocura, który leżał tuż obok Kameliowej Łapy. Po chwili jednak młodszy skierował swoje spojrzenie w innym kierunku, nie chcąc wyjść na jakiegoś obsesyjnego obserwatora innych.
Po cichy zazdrościł innym takiej zażyłości, szczególnie rodzeństwom, u których już na pierwszy rzut oka było widać wsparcie, którego nie miał, którego pragnął skosztować, zobaczyć, jak to jest, gdy Łzawa Łapa zamiast rzucanych docinek w jego stronę, okazuje troskę, zainteresowanie samopoczuciem, a słowa są przepełnione ciepłem. Było to jedno z niewielu marzeń, jakie kocurek obecnie posiadał. Jednak czy prosił o tak dużo? Chciał jedynie zobaczyć, jak to jest, a nie tylko obserwować to z boku i wyobrażać sobie coś tak niemożliwego, nierealnego.
Trzepnął swym krótkim ogonem, kiedy jego pysk opuszczało ciężkie westchnienie. Marzenia były dobre, o ile nie odciągały od obranych celów oraz się w nie zbytnio nie wierzyło. Po chwili w końcu postanowił podnieść się z dotychczasowego miejsca, by następnie skierować się do wyjścia z legowiska, mając na uwadze to, że część uczniów nadal spokojnie spała i nie powinien ich budzić swymi krokami. Najciszej jak umiał, przemknął pomiędzy leżącymi Burzakami aż do tunelu, gdzie już nie musiał uważać na każde postawienie łapy na kamiennej posadzce.
Po drodze do Groty Pamięci minął jaskinię wojowników, do której przelotnie zerknął. Większość z nich już posiadało własne posłania, w tym srebrna zastępczyni Zawodzącej Gwiazdy, choć dymny kojarzył, że do niedawna starsza co noc sypiała na ziemi. Przez to, że legowisko mieściło się obok tego należącego do terminatorów, to czasem można było usłyszeć niosące się rozmowy. Milknąca Łapa kiedyś usłyszał jedną, w czasie której Skrzydlata Płomykówka komuś odmawiała przyjęcia posłania. Nawet nie zauważył, kiedy przystanął na dłuższą chwilę idealnie na wysokości wyjścia z jaskini.
— Co tu robisz? — Niski, zmęczony głos rozbrzmiał za jego plecami. Niebieskie ślepia od razu zostały skierowane na Burzaka, który niespodziewanie pojawił się za uczniem. Pierwszym co kocur ujrzał to czarna, matowa sierść, a następnie zielone oczy, które wpadały w oliwkowy odcień. Poczciwy Szakłak bez emocji przyglądał się młodzikowi.
— Czekam na Cyklonowe Oko — odparł Zew.
— Spoglądając na Skrzydlatą Płomykówkę? — mruknął, nieznacznie unosząc jedną brew.
— Zastanawiało mnie, od kiedy posiada już własne posłanie. Słyszałem niedawno rozmowę, jak komuś odmawiała przyjęcia go wcześniej niż reszta — przyznał.
— To posłanie wykonała Krokusowa Kruchość i jest podarkiem.
— Szakłaczku! — Niespodziewanie obok nich rozbrzmiał zaskakująco radosny głos cętkowanej kocicy, o której toczyła się między nimi rozmowa.
— Skrzydlata Płomykówko, mówiłem coś o tym zdrobnieniu… — zauważył wołany, spoglądając na młodszą znudzonym wzrokiem.
— Ostatnio jesteś bardziej przybity niż zwykle, stało się coś? — spytała zastępczyni, wykazując zainteresowanie samopoczuciem pobratymców i to nie pierwszy raz.
— Gorzej sypiam i tyle. Ty lepiej idź już do Groty Pamięci, niedługo wszyscy wstaną. — Po tych słowach kocur skierował swoje kroki w stronę przeciwną do tej, o której mówił. Srebrna na to coś rzuciła pod nosem i ruszyła do wspomnianej groty.
Temu wszystkiego w małym osłupieniu przyglądał się Milknąca Łapa, zastanawiając się przez chwilę, jaka relacja łączy tę dwójkę. Już na pierwszy rzut oka było widać, że ich relacja to coś więcej niż znajomy z klanu, legowiska. Uczeń kojarzył, że ci czasem odwiedzali żłobek, szczególnie kiedy przebywała w nim jeszcze Rudzikowe Skrzydełko. Nie chcąc wyjść na kogoś zbyt ciekawskiego, machnął swym krótkim ogonem i ruszył śladami zastępczyni, niedługo przed tym, jak z legowiska wojowników oraz uczniów powoli zaczynały się wyłaniać kolejne koty.
— Pracę nad nowym obozem postępują i zostały ostatnie zadania, które trzeba wykonać. — Głos cętkowanej niósł się po całej Grocie Pamięci i zapewne nie tylko po niej, gdy jak co rano przemawiała do zgromadzonego klanu. W pierwszych dniach, kiedy kotka zapoczątkowała tę rutynę, wśród zebranych dymny uczeń mógł usłyszeć szepty niezadowolenia i krytyki w stronę zastępczyni, lecz dopóki sam Zawodząca Gwiazda nie miał nic przeciwko temu, to innym pozostawało jedynie kręcić nosem i pod nim snuć swe wywody. — Śpiewający Raniuszek, Mała Bazia i Krokusowa Kruchość udadzą się na patrol graniczny. Natomiast Ostatni Pożar, Złota Wydma i Dzwonkowy Świst na polowanie.
Kolejne słowa niebiesookiej nie były już tak interesujące dla kocurka, więc postanowił je po części zignorować i wzrokiem odszukać swojego mentora, by dowiedzieć się, jaki on zaplanował na dziś trening. Kremowy siedział w pobliżu swojej siostry, Śnieżycowej Chmury i, pomimo że byli rodzeństwem, to Zew czasem nadal w to nie dowierzał, głównie ze względu na to, że ich dwójka była kompletnymi przeciwieństwami. Cyklonowe Oko był istną oazą spokoju, podczas gdy zielonooka była wulkanem energii i często pysk jej się nie zamykał. W sumie jakby dłużej pomyśleć to podobnie było w przypadku Skrzydlatej Płomykówki, Oskrzydlonego Ognika i Rudzikowego Skrzydełka — pierwsza dwójka była zdecydowanie spokojniejsza od obecnej więźniarki. Milknąca Łapa również był przeciwieństwem Łzawej Łapy, choć obecnie było to mniej dostrzegalne niż dawniej, lecz pewne różnice nadal ich dzieliły.
— To wszystko. — W końcu tak wyczekiwane słowa zastępczyni rozbrzmiały, a pośród zgromadzonych od razu rozpoczął się szum rozmów.
— Cyklonowe Oko — zaczął dymny, przedzierając się przez tłum wojowników. — Co na dziś zaplanowałeś — spytał, kiedy tylko udało mu się dotrzeć przed oblicze mentora. Kremowy bez pośpiechu skierowała swoje brązowe ślepia na ucznia, jakby oceniając go, czy może wystawić go na większy wysiłek fizyczny, czy lepiej będzie pozostać w tunelach.
— Skrzydlata Płomykówka mówiła, że trzeba jeszcze uwić parę posłań — odparł wojownik, wskazując ruchem głowy na sterty materiałów do budowy legowisk, których ilość widocznie zmalała w ostatnich dniach.
Dymny jedynie skinął głowę i ruszył do miejsca, gdzie ostatnio najczęściej przesiadywała Krokusowa Kruchość ze Skrzydlatą Płomykówką. Milknąca Łapa nie miał jeszcze okazji wić jakiekolwiek legowiska, więc nieco skonfundowany wziął mech i trawę, próbując jakoś je połączyć. Nie chciał nikogo obciążać pytaniami o to, jak to faktycznie wykonać i wolał w milczeniu samemu się pomęczyć z tym zadaniem, choć szkoda, by było, aby cenne materiały zostały przez niego zmarnowane.
— Potrzebujesz pomocy? — Pogrążony we własnych myślach nie usłyszał nawet, jak za nim pojawia się zastępczyni klanu we własnej osobie.
— Nie jesteś zajęta czymś innym, Skrzydlata Płomykówko? — spytał, nie chcąc zabierać jej cennego czasu.
— Skąd. I tak chciałam uwić jakieś posłanie lub dwa — przyznała, zajmując miejsce obok młodzika. Nie czekając na nic więcej, wzięła potrzebne materiały i zaczęła pokazywać Milknącej Łapie, jak powoli krok po kroku stworzyć posłanie. Kocurek był jej wyjątkowo wdzięczny za tę pomoc, dlatego też, kiedy pierwsze legowisko wyszło spod jego łap i wyglądało przyzwoicie, postanowił, że namówi Cyklonowe Oko na polowanie i w ramach podziękowań przyniesie kotce jakąś świeżą piszczkę.

«★»

Kiedy tylko stosy traw, puchu i mchu ponownie widocznie zmalały, dymny podniósł się z dotychczasowego miejsca i przepraszając zastępczynię, ruszył na poszukiwania swojego mentora. Zew nie miał nic przeciwko dalszemu wiciu posłań, lecz nie mógł się doczekać kolejnego treningu z kremowym kocurem. Uczeń chciał od razu wszystkiego się nauczyć, poznać tajniki walki oraz polowania na szaraki, by pokazać każdemu, szczególnie siostrze, że nadaje się na wojownika, potomka lidera i przedstawiciela miotu sojuszniczego.
Niestety jego poszukiwania szybko spełzły na niczym, gdyż w tunelach nie znalazł Cyklonowego Oka ani Śnieżycowej Chmury, która mogłaby wiedzieć, gdzie obecnie przebywa jej brat. Nieco przybity wrócił do Skrzydlatej Płomykówki. Kocica przez ten czas nadal wiła posłania, z czego jedno gotowe było odłożone nieco z boku, jakby specjalnie przyszykowane dla danego kota. Słysząc kroki niebieskookiego, przeniosła na niego swoje jasne ślepia, by z uwagą obserwując jego mozolne ruchy.
— Nie znalazłeś Cyklonowego Oka? — spytała, wracając do przerwanego zajęcia.
— Nie, podobnie w przypadku Śnieżycowej Chmury…
— Skoro tak, to mam dla ciebie zadanie. Część uczniów i wojowników co dzień przeszukuje stary obóz, może dołączysz do nich? Każda para łap się przyda, a nuż coś znajdziesz, co się przyda — zaproponowała, spoglądając na dymnego kątem oka. Ten od razu skinął głową i ruszył do tunelu prowadzącego do miejsca, które kiedyś mogli śmiało nazywać domem, azylem, lecz teraz po nim zostały jedynie zgliszcza i wspomnienia wśród Burzaków.
Nim Milknąca Łapa opuścił podziemia, już mógł poczuć na swym dymnym pysku podmuch mroźnego powietrza, które niczym drapieżnik po cichu zakradało się do tunelu oraz dalszej części nowego obozu. Kocurek mimowolnie się wzdrygnął, a jego sierść minimalnie uniosła, szczególnie ta występująca wokół szyi, przypominające niewielką grzywę, która powoli z każdym księżycem dodawała mu coraz większej elegancji i dumy z wyglądu.
Pierwszy kontakt poduszek łap z białym puchem w starym obozie był istnym dreszczem szoku, który przeszywał od kończyn do samego szpiku kości. Każdy oddech kocura powodował pojawienie się siwych obłoków też przed pyskiem kocura, świadczących o mało przyjemnej temperaturze, jaka obecnie panowała. Machnął swym krótkim ogonem, by następnie powoli ruszyć przed siebie w głąb dawnego azylu, w którym żył raptem parę księżyców, nim straszliwy pożar obrócił go w zgliszcza, po których obecnie stąpał. Nie wiedział dokładnie czego szukać, lecz postanowił swoje poszukiwania rozpocząć w miejscu, gdzie niedane było mu choć przez chwilę być, przebywać. Skruszone Drzewo górowało nad obozem, dumnie wznosząc się ku chmurom, choć teraz było pokryte ciemną sadzą, która dodawała wieku tej budowli.
Starając się nie potknąć o nic skrytego pod śniegiem, podążał niewielkim wzniesieniem, które prowadziło bezpośrednio do legowiska medyka, mieszczące się tuż pod tym, które dawniej należało do lidera klanu, Króliczej Gwiazdy. Ciekawiło go w jakimś stopniu, jak wygląda miejsce, gdzie głowa klanu potrafi spędzać całe dnie, lecz ze względu na szacunek do zmarłego, nawet nie podejmował próby dotarcia do tej kondygnacji wieży, zamiast tego skupił się na miejscu, które już od samego wejścia było przesiąknięte zapachem wszelakich ziół. Dla innych mogłby być przytłaczającą mieszanką jednak dla Milknącej Łapy stanowiły bodziec, przez który poczuł nagły smutek i tęsknotę. W jego głowie od razu pojawił się obraz, jak z resztą rodzeństwa leży ściśnięty przy brzuchu Purchawki, a jej futro intensywnie pachnie medykamentami, które znajdowały się w dziupli uzdrowicieli, gdzie sama kotka do niedawna sypiała. Przynajmniej dopóki nie przeniosła się do żłobka, by urodzić swoje i Zawodzącej Gwiazdy dzieci.
Ciężko westchnął, starając się zapanować nad łzami, które tak usilnie teraz chciały ukazać się światu i stanowić dowód słabości ucznia. Szybkim ruchem łapy, starł słone krople, sunące po jego dymnych policzkach. To nie był ani czas, ani miejsce na jego żale, przybył tutaj w poszukiwaniu czegoś, co mogło się ostać w czasie pożaru. Kiedy tylko wziął się w garść, przystąpił do węszenie po całym legowisku, starając się zbadać każdy kąt, zakamarek, gdzie mogły zostać ukryte zioła. Tym razem mu się poszczęściło, gdyż niespodziewanie do jego nosa dotarł wyjątkowo kuszący i smakowity zapach. Podążając tropem, dotarł do pęczku kocimiętki, od której aż czuł, jak mu w pysku gromadzi się ślina, stanowiąc naturalną reakcję na woń zioła. Pęczek został przez niego delikatnie pochwycony i by mieć pewność, że roślina w całości dotrwa do nowego legowiska medyków, ruszył truchtem do tunelu. Oczywiście w tym pośpiechu potknął się o jakiś niewielki kamień, przez co jego zęby mocniej zacisnęły się na kocimiętce.
Dumny niczym paw wkroczył do jaskini, gdzie obecnie przebywała Wdzięczna Firletka wraz ze swoją czarno białą uczennicą, będącą również siostrą dymnego kocura. Jej niebieskie ślepia od razu padły na brata, jakby samym spojrzeniem chciała go przepłoszyć z legowiska. Niestety dziś to nie był jej dzień i kocur, udając, że nie widzi Łzawej Łapy, podszedł do starszej szylkretki, by następnie tuż przed jej łapami odłożyć zioło na kamienną posadzkę.
— Wdzięczna Firletko, znalazłem je w twoim starym legowisku — oznajmił, minimalnie się prostując, czekając na pochwałę ze strony medyczki.
— Dziękuje Ci Milknąca Łapo, każdy pęczek kocimiętki się przyda w porze nagich drzew — wymruczała zielonooka. To wystarczyło, by w pysku kocura pojawił się smak zwycięstwa, który stłumił wcześniejszy posmak przyniesionego zioła. Kątem oka zerknął na Łzę, lecz po chwili trwającej uderzenie serca, ostentacyjnie odwrócił wzrok, pokazując swoją wyższość nad młódką. Skinął głową na słowa liliowej, a następnie opuścił ich legowisko.

2378 słów

[48%]

Event Klanu Burzy:
Poszukiwania - zioła z legowiska medyków
Uwicie nowych posłań z zapasów traw, puchu i mchów

09 lipca 2026

Od Zewu (Milknącej Łapy) CD. Łzy (Łzawej Łapy)

Przeszłość

Niebieskooki potomek zastępcy klanu leżał zwinięty na samotnym posłaniu, które przez niego samego zostało ulokowane w ciemniejszej, bardziej odosobnionej części żłobka. Ślepia Zewu bez większego zainteresowania śledziły ruchy innych mieszkańców żłobka, będąc jego cichym obserwatorem niżeli samym mieszkańcem — nie czuł w żadnym stopniu tej przynależności, jakiej zdążył doświadczyć w Owocowym Lesie. W Klanie Burzy wszystko było obce, nawet jeśli minęło już sporo wschodów słońca od dnia, kiedy to Purchawka osobiście przyprowadziła dwójkę kociąt do ich ojca. Sam Zawodzące Echo dość często odwiedzał ich w żłobku, nawet jeśli jego wizyty ograniczały się tylko do chwilowego pobytu w norze. Najczęściej wtedy Łza od razu przerywała wszystko, co wcześniej robiła i ochoczo podbiegała do kocura, by skraść jego uwagę, która była tak cenna dla koteczki.
Obraz ten często wywoływał w młodziku coś na wzór obrzydzenia — niewielki grymas zakradał się na jego dymnym pysku. W żadnym stopniu nie rozumiał postępowania siostry, nie rozumiał, co jest tak wyjątkowego w posiadaniu uwagi innych kotów. Uważał to za coś zbędnego, niepotrzebnego do życia, w końcu da się przetrwać bez bycia w centrum uwagi. Ba, nawet łatwiej wtedy jest przetrwać, nikt nie patrzy na twój najmniejszych ruch, nie planuje wykorzystać potknięć, nie ocenia z każdej możliwej strony. Miał nadzieję, że jego atencyjna siostra kiedyś się na tym przejedzie, niczym na błocie w czasie deszczowej pory opadających liści.
Dryfujący Fluoryt właśnie opuszczała żłobek, a uwaga Zwiewnego Maku najwidoczniej przestała być tak ważna, gdyż niebieskooki poczuł na sobie wzrok siostry. Ciężko westchnął, doskonale wiedząc, co może to oznaczać — kolejna zaczepka testująca jego reakcje na słowa koteczki. Odkąd opuścili Owocowy Las, Łza co jakiś czas kierowała w jego stronę słowa, mające wywołać u niego jakąś reakcję, lecz on przez większość czasu jedynie mrukliwie coś jej odpowiadał lub kompletnie ignorował. Może i nie było to zachowanie najlepszego brata pod słońce, jednak nie miał zamiaru udawać kogoś miłego dla Łzy, która odkąd pamiętał, zawsze musiała posiadać atencję innych, czy to matki, ojca, czy kogokolwiek innego.
— I cooo... Zewie? Nie nudzi ci się tu...? — zamruczała przeciągle. — Taki samotny... bez żadnych znajomych…
Kocur nawet nie musiał przenosić na nią wzroku, by wiedzieć, że z każdym kolejnym słowem jej uśmiech jedynie się powiększa. W pierwszych dniach pobytu w Klanie Burzy może by ta prowokacja jakoś wpłynęła na niego, zabolała, lecz teraz słowa siostry traktował jako jakiś nieprzyjemny, uciążliwy dźwięk pokroju latającej muchy lub komara nad uchem, których bzyczenie z czasem wwierca się w czaszkę.
Leniwie zamrugał, unosząc wzrok na kotkę, stojącą tuż nad nim, by przez parę uderzeń serca przyglądać się jej. Była to chwila, kiedy Łza miała także uwagę brata, lecz ta szybko się kończyła, będąc przenoszona na coś innego, w tym przypadku na wejście do żłobka. Czasem, kiedy tylko wystarczająco wytężył wzrok i słuch mógł dostrzec na ziemi sunące cienie przechodzących kotów lub szmery rozmów. Zdarzało się również, że do nory dobiegały radosne śmiechy uczniów, którzy żywo gawędzili o szkoleniu, swoich mentorach czy jakichkolwiek innych błahych sprawach.
— Nie znudziło Ci się to jeszcze? — spytał znużonym głosem, by dopiero po chwili na nowo skierować spojrzenie na Łzę. — Nie wystarcza Ci uwaga Burzaków? — kontynuował, przy okazji samemu przechylając głowę w bok, może nieco w zbyt przesadzony sposób, lecz jego to nie obchodziło.

«★»

Odkąd Zew został uczniem, zaczął spędzać noce w legowisku mieszczącym się naprzeciwko żłobka, w którym dotychczas mieszkał z siostrą. Teraz zamieszkiwał norę z większą ilością kotów, gdyż oprócz jego w norze znajdowało się dziewięciu innych Burzaków noszących imię z członem Łapa. Najstarszymi była trójka kotów, która przybyła do klanu z pewnych powodów — Gasnąca Łapa dawniej należał do Klanu Klifu, a Kameliowa i Tojadowa Łapa do Klanu Nocy. Dymny kocur nie znał zbytnio szczegółów ich losów, a sam nie miał zamiaru wypytywać o przeszłość, od której się odcięli.
Wraz z kolejnym słabym podmuchem wiatru, zwinął się w ciaśniejszy kłębek, ubolewając nad faktem, iż odziedziczył po ojcu krótki ogon, który obecnie był zbędny. Nie mógł jak siostra zasłonić się nim czy też dać pod łapy, aby bezpośrednio nimi nie stać na coraz to chłodniejszej ziemi w obozie i poza nim.
Ciche kroki niepewnie rozbrzmiewały w norze, niosąc ze sobą również szelest długiej sierści sunącej po ziemi. Kremowy kocur zatrzymał się przy posłaniu zajmowanym przez swojego ucznia, w ciszy czekając, aż ten wybudzi się ze snu i będą mogli rozpocząć kolejny dzień treningów. Brązowooki jednak po dłuższej chwili oczekiwania na dymnego, szturchnął go lekko łapą, nie chcąc, czekać nie wiadomo ile, aż syn zastępcy łaskawie wstanie.
Niebieskie ślepia od razu zostały skierowane na postać wojownika, który jedynie ruchem głowy dał znać, by młodszy podążał za nim. Dymny bez zbędnego ociągania, podniósł się z legowiska, by następnie skierować swoje kroki za Cyklonowym Okiem, który w międzyczasie zdążył już dotrzeć do przysłoniętego krzewami wyjścia z nory. Milknąca Łapa nieco przyspieszył swe kroki, by przed wejściem do legowiska uczniów zrównać krok z mentorem.
Większość obozu jeszcze spała, chłonąc panującą ciszę. Jedynymi kotami, które już były na łapach to brązowooki wojownik, jego uczeń i Poczciwy Szakłak z Gasnącą Łapą. Zew nie musiał nikogo pytać, by wiedzieć, że pomiędzy tą dwójką starszych kocurów coś jest i to zapewne więcej niż przyjaźń. Lekki uśmiech wkradł się na jego dymny pysk, ukradkiem chłonąc widok pary Burzaków — z jakiegoś powodu cieszył się, że ktoś taki jak Poczciwy Szakłak i Gasnąca Łapa znaleźli kogoś bliskiego, kogo zapewne mogli nazywać partnerem. Zapewne, gdyż uczeń nie kojarzył, by ktokolwiek w klanie rozmawiał o ich dwójce, jak o parze zakochanych w sobie kotów.
— Dzisiaj zaczniemy od patrolu granicznego z Poczciwym Szakłakiem i Gasnącą Łapą — oznajmił kremowy, dając znak pozostałej dwójce, by ruszyli jako pierwsi. — W międzyczasie zapewne któryś z nich przy nadarzającej się okazji zapoluje na królika lub inną piszczkę. Ważne byś wtedy uważnie obserwował ruchy polującego, ponieważ później będę chciał z tobą poćwiczyć umiejętność polowania — dodał Cyklonowe Oko, ruszając za kocurami. Milknąca Łapa przytaknął i u boku mentora, opuścił obóz głównym tunelem.

«★»

Kiedy tylko wrócili z patrolu, Milknąca Łapa skierował swe kroki do legowiska uczniów, gdzie od razu padł na swoje posłanie. Nie spodziewał się, że zwykłe wyjście poza obóz w ramach sprawdzenia granic będą się wiązać z szaleńczymi biegami. Jego młode ciało nie było przygotowane jeszcze na taki poziom wysiłku, łapy już dawno odmówiły współpracy i jedyne, o czym teraz marzył to spokój na kolejne dni, aż w końcu każda cząsteczka ciała przestanie krzyczeć istnym bólem.
Już miał oddać się zasłużonej drzemce, gdy do jego uszu dotarły dobrze znane kroki. Łzawa Łapa z jakiegoś powodu zawitała swym jestestwem w legowisku uczniów. Ciężkie westchnienie wyrwało się z pyska dymnego. Odkąd siostra została uczennicą medyczki, nie musiał z nią obcować na co dzień, więc przez większość czasu miał spokój od niej i jej prowokacji w swoim kierunku.
— Czego chcesz? Przyszłaś się ponabijać z brata? — prychnął, podnosząc na nią znużony wzrok. — A może Wdzięczna Firletka wysłała Cię do brudnej roboty, co? — dodał z wyższością. Nie miał zamiaru dalej być jakimś popychadłem swojej atencyjnej siostry, a jedynym sposobem na obronienie się przed tym było pierwszemu zaatakowanie.

<I co powiesz na to Łzawa Łapo?>
[1148 słów]

[23%]

Od Zewu (Milknącej Łapy)

Przeszłość

Czarny dymny kocurem przebywał w Klanie Burzy już ponad księżyc, a mimo to pozostawał zacofany, cichy, co nieco niepokoiło niektóre koty, które zapewne obawiały się, że w przyszłości młodzik zostanie kimś pokroju największego ponuraka w klanie, jakim był Poczciwy Szakłak. Czarny wojownik można powiedzieć, że był znany ze swojej ponurej, apatycznej natury, która towarzyszyła mu niemal non stop. Niebieskookiemu nie przeszkadzała taka wizja, nie rozumiejąc zmartwień dorosłych, w końcu Burzak radził sobie w ich społeczeństwie, wykonywał obowiązki, a nawet rozmawiał czasem z jakimiś kotami, więc kociak nie był w stanie pojąć, o co tyle niepokoju.
Pora opadających liści powoli zmierzała ku końcowi, więc wraz z każdym wschodem słońca temperatura w ciągu dnia minimalnie się obniżała, zapowiadając nadejście kolejnego sezonu. To właśnie w tym okresie Zew wraz z siostrą mieli dostąpić zaszczytu, jakim jest mianowanie na uczniów. Koteczka oczywiście musiała być ciągle w centrum uwagi, więc kiedy tylko mogła, to trajkotała, jak najęta o tym, że zostanie uczennicą Wdzięcznej Firletki, idąc w ślady matki jako medyk klanu. Kocurek za każdym razem przewracała ślepiami na jej słowa, mając dość jej ciągłej paplaniny o jednym i tym samym — najchętniej wrzuciłby ją do jakiegoś dołu i zasypał czy cokolwiek innego, co mogłoby uciszyć Łzę. Oczywiście nigdy nie myślał o czymś takim poważnie, aż takich kotem to nie jest, jednak chyba większość kotów marzyłaby o takim rozwiązaniu na jego miejscu.

Dzień mianowania

Kiedy tylko dzień wcześniej do uszu kociąt dotarła nowina o zbliżającym się wielkimi krokami mianowaniu, Łza od samego rana bez przerwy mówiła o tym, kim nie zostanie w przyszłości, kto ją będzie szkolił. Choć najgorzej było w chwilach, gdy do żłobka zaglądała sama medyczka klanu czy ich ojciec — ich uwaga oczywiście od razu musiała być skupiona na młodej kotce, która za każdym razem szukała ich atencji. Jasne spojrzenie Zewu uważnie śledziło poczynania siostry oraz kotów, które odwiedzały norę. Dymne futro idealnie komponowało się z półmrokiem w części kociarni, gdzie najczęściej przebywał, przez co jedynym widocznym elementem były jego oczy oraz biel na ciele w niektórych miejscach.
— Zwiewny Maku, Dryfujący Fluorycie, zadbajcie o to, by godnie się reprezentowali na dzisiejszym mianowaniu. — Słowa Zawodzącego Echa były na dwa różne sposoby odebrane. Łza od razu zaczęła zabiegać o uwagę wymienionych kotek, Zew natomiast wycofał się jeszcze bardziej w cień, jakby chcąc, by wszyscy o nim zapomnieli, włącznie z siostrą i ojcem. Nie miał nic do samego zastępcy, lecz z każdym dniem czuł, jak zawodzi go swoim zachowaniem — nie prezentował się tak godnie, jak Łza, nie biła od niego pewność siebie, pewność własnej pozycji społecznej.
— Zewie. — Głęboki głos rozbrzmiał tuż nad nim. Na swoim nieco drobnym ciele od razu wyczuł spojrzenie nie tylko kocura, ale i siostry, która spojrzała na niego ukradkiem w trakcie rozmowy z pozostałymi gośćmi w żłobku. — Może i nie będziesz się szkolić na tak ważnym stanowisku, jak twoja siostra, jednak i tak każdy w klanie będzie obserwował twoje postępy. Jesteś synem zastępcy i szamanki, jednym z kociąt sojuszu. — Słowa starszego zapewne miały na celu jakoś podbudować na duchu kociaka, lecz on jedynie poczuł, jak na jego barki spada kolejny ciężar. Musiał zacząć spełniać nie tylko wymagania ojca, ale i całego klanu. — Musisz być silny, niektórych z przyjemnością wykorzystają twoje potknięcia, dlatego też uważaj na siebie — dodał niebieskooki nieco ciszej, nieznacznie pochylając się nad synem, by dotknąć nosem jego czoła. Była to jedna z raczej niewielu chwil czułości i bliskości, jakie pomiędzy nimi zachodziły.
— Dobrze ojcze, uczynię wszystko, byś ty i klan byli ze mnie dumni — odpowiedział młodzik, biorąc się nieco w garść. Swym zachowaniem miał reprezentować nie tylko siebie, ale i Zawodzące Echo czy też klan na zgromadzeniach. Musiał stać się kimś, kto w przyszłości będzie miał równie niezachwianą reputację, co sam zastępca Burzaków.
Kiedy tylko Echo wraz z Firletką opuścili żłobek, Zew mógł wyczuć na sobie zawistne spojrzenie siostry, które oznaczało jedno — w tym momencie skradł całą uwagę ojca, która powinna zostać poświęcona koteczce, a nie jemu. Tym razem jednak niewzruszony posłał Łzie zuchwałe spojrzenie z lekko uniesionym podbródkiem, chcąc w ten sposób pokazać wyższość nad nią oraz pewnego rodzaju zwycięstwo, gdyż on sam nie musiał zabiegać o uwagę innych, by ją otrzymać. Smakował ten cichy triumf na języku, kiedy to Dryfujący Fluoryt zgarnęła go do kąpieli. Podobnie uczyniła Zwiewny Mak z Łzą, która zdecydowanie nie miała zamiaru odpuścić bratu.
Przygotowania do ceremonii mianowania odbywały się we względnym spokoju w akompaniamencie rozmów pomiędzy kociętami a kotkami, które to wybranymi z nich się zajmowały. W końcu wszelkie przygotowania dobiegły końca i niebieska wojowniczka opuściła norę wraz z dwójką przyszłych uczniów. Był to również moment, kiedy to Zawodzące Echo zwołał klan, by jego członkowie mogli być świadkami, jak grono uczniów się powiększa, a kolejni wojownicy i nie tylko mają okazję otrzymać nowego podopiecznego.
Oczywiście w pierwszej kolejności Łza została mianowana, otrzymując nowe imię Łzawa Łapa oraz Wdzięczną Firletkę jako swoją mentorkę. Kocurek w przeciwieństwie do niej nie znał swojego przyszłego nauczyciela i mógł to być każdy kot z klanu, który obecnie nie szkolił innego ucznia.
— Zewie, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Milknąca Łapa. Twoim mentorem będzie Cyklonowe Oko. Mam nadzieję, że Cyklonowe Oko przekaże ci całą swoją wiedzę. — Po tych słowach ślepia zastępcy zostały skierowane w stronę wybranego wojownika, by kontynuować formułkę: — Cyklonowe Oko, jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora, Rudej Lisówki doskonałe szkolenie i pokazałeś swoją siłę i opanowanie. Będziesz mentorem Milknącej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz mu całą swoją wiedzę.
Kiedy tylko Zawodzące Echo zakończył swoje przemówienie, a Zew z Cyklonowym Okiem dotknęli się nosami zgodnie ze zwyczajem, klan zaczął wykrzykiwać zarówno jego nowe imię, jak i te przyszłej medyczki klanu. Gdy wiwaty ustały, a koty zaczęły się rozchodzić, powracając do wcześniejszych zajęć, zarówno Wdzięczna Firletka, jak i Cyklonowe Oko nieco oddalili się od innych Burzaków, aby na osobności porozmawiać z uczniami. Oczywiście chwilę później po kolei podchodził do nich ojciec nowo mianowanych terminatorów, chcąc zamienić kilka słów z nimi samymi, jak i ich mentorami.
Milknąca Łapa od razu mógł wyczuć wzrok siostry, kiedy to zastępca podszedł do niego i kremowego wojownika. Dymny w odpowiedzi posłał jej dość zmęczone i dość znużone spojrzenie, chcąc jej jasno pokazać, jak bardzo go obchodzi fakt, iż Łzawej Łapie jakże nie odpowiada fakt, iż uwaga innych nie jest skierowana wyłącznie na nią.

[1047 słów]

[21%]

20 czerwca 2026

Od Zewu Do Wdzięcznej Firletki

Jasne ślepia dymnego kocurka uważnie obserwowały ruch w centrum obozowiska spod przymrużonych powiek. Słońce dziś wyjątkowo dawało się we znaki, więc szerokim łukiem omijał jakiekolwiek propozycje opuszczenia nory w ziemi — było w niej zdecydowanie ciemniej i chłodniej, same korzyści. A obóz skąpany w ostrych promieniach świetlnej kuli na niebie niósł ze sobą jedynie duchotę, żar i możliwe przegrzanie, co w żadnym stopniu nie zachęcało do opuszczania bezpiecznego żłobka. Łza w tej sprawie chyba miała inne zdanie, gdyż nie czekała ani chwili, kiedy to srebrna kotka w towarzystwie czarnego wojownika i jeszcze jakiejś Burzaki, zaproponowała ich dwójce zabawę poza ziemistymi ścianami kociarni.
Jego głównymi obiektami obserwacji była trójka wojowników i młódka, która z radością chłonęła poświęconą jej uwagę ze strony Rudzikowego Skrzydełka. Skrzydlata Płomykówka robiła nieco za ich przyzwoitkę, by wojowniczka nagle nie wpadła na jakiś szalony pomysł i nie wciągnęła w to niewinnej koteczki. W tym czasie Poczciwy Szakłak przesiadywał w cieniu, starając się ukryć to, jak tak parna pogoda negatywnie wpływa na jego samopoczucie. Zew doskonale go rozumiał i obecnie również podziwiał, że starszy mimo wszystko dotrzymuje towarzystwa srebrnym siostrą, nawet jeśli te są nieco zajęte czymś innym, niż jakikolwiek z kocurem.
Po dłuższym namyśle dymny postanowił dołączyć do zielonookiego. Początkowo niepewnie wychylił łebek poza próg żłobka, czując, jak gorąco uderza w jego ciemny pyszczek, co sprawiło, że zapragnął wycofać się w głąb nory. Jedynym, co go przed tym powstrzymywało to zachęcający uśmiech posłany w jego stronę przez Szakłaka, który po chwili ruchem głowy wskazał miejsce obok siebie.
— Nie przepadasz za taką pogodą, co? — zagaił do Zewu, w odpowiedzi otrzymując jedynie lekkie skinienie głowy. — Może to nie będzie jakieś duże pocieszenie, ale lepiej mieć półdługą sierść niżeli całkowicie długą. Wtedy- Wojownik niespodziewanie przerwał. Młodzik nieco tym zdziwiony poniósł wzrok na Burzaka, którego wzrok był utkwiony w jakimś kocie przy stosie ze zwierzyną. Nagle bez słowa podniósł się z dotychczasowego miejsca i podszedł do Płomykówki, by powiedzieć jej coś szeptem. Srebrna skinęła głową, by następnie odprowadzić przyjaciele wzrokiem, kiedy ten oddalał się od nich. Niebieskie spojrzenie kocurka również śledziło poczynania wojownika, dopóki ten nie dotarł do jakiegoś kremowego Burzaka o krótkim ogonie, którego widok sprawił, że ten Zewu lekko drgnął. Nie spodziewał się, że w klanie ujrzy kogoś jeszcze z taką długością ogona, dotychczas myślał, że on i Zawodzące Echo są jedynymi posiadaczami takiej cechy.
Jego rozmyślania przerwało wkroczenie do obozu szylkretkowej kotki. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie jakiś pakunek w jej pysku oraz mocna ziołowa woń, która dotarła do nosa kocurka, kiedy to zielonooka raptem parę długości obok nich przeszła. Wystarczyła chwila, by do młodego umysłu dymnego powróciły wspomnienia z kociarni w Owocowym Lesie, kiedy to jeszcze był u boku swojej matki.
— Przepraszam, czy jesteś szamanką Klanu Burzy? — spytał nieśmiało, gdy nagle pojawił się parę kroków za kocicą, nim ta zdążyła całkowicie odejść do swojego legowiska. Zew nadal do końca nie rozumiał hierarchii klanu i jak na razie myślał, że inne koty w swoich społecznościach również mają tak różnorodny podział profesji niczym Owocniacy.

<Wdzięczna Firletko?>

Od Zewu Do Psianki

Przeszłość

Dni w powolnym, beztroskim tempie mijały Zewowi w kociarni, mieszczącej się w jednym z trzech krzewów kaliny, z których ich mieszkańcy mieli widok na pobliską topolę. Drzewo o zielono soczystych liściach o nieco zaokrąglonych liściach stanowiło swego rodzaju centrum obozu — to właśnie wśród jego gałęzi, tworzących gęstą koronę, mieściło się legowisko lidera, którym obecnie był czekoladowy kocur o eleganckiej budowie noszący imię, który każdy Owocniak znał. Brzmienie jego miana budziło nieopisany respekt, szacunek czy też podziw. Czereśnia, gdyż tak zwał się opisywany, był przywódcą o chodzie pełnym gracji, niemal bezszelestnym — zdawać by się mogło, że niczym duch pojawia się za kimś, aby oznajmić swoją obecność dopiero w postaci wypowiadanych słów. Głos kocura był głęboki, sprawiający wrażenia beznamiętnego w połączeniu z powściągliwą mimiką pyska.
Zew miał okazję jedynie parę razy ujrzeć Czereśnię, głównie, kiedy ten przychodził do żłobka, by na chwilę porwać ze sobą Purchawkę. Młodzik nigdy nie wiedział, co wtedy robią, lecz przyciszone niosące się głosy mogły wskazywać na to, iż ich dwójka prowadzi jedynie rozmowę. Dymnemu nigdy niedane było poznać ich treść, gdyż brzmienie słów starszych zlewał się w jeden niezrozumiały dźwięk, który dodatkowo ginął tłumiony przez ściany krzewu i odgłosy tętniącego obozu, przysłoniętego w większości cieniem koron wznoszących się koron drzew nad głowami Owocniaków. Niebieskie ślepia wtedy często podążały za ruchami wojowników, zwiadowców, stróżów czy uczniów, pełniących swe obowiązki w tej zżytej społeczności.
Lekki uśmiech zagościł na ciemnym pysku kocurka, który niczym wyschnięta gleba po suszy chłonął rozległe niczym morze czy nawet ocean widok, malujący się przed nim — drobnym kociakiem o nieco nieproporcjonalnej i wątłej budowie, który miał raptem parę księżyców, a oczekiwania względem niego były ogromne jak wysokie klifu nad morzem, które mieściły się na terenie Klanu Klifu. To jednak był problem przyszłego Zewu, gdyż ten obecny żył beztrosko, jak na kociaka przystało. Chociaż jego swobodne i proste początki wielkimi krokami zbliżały się ku końcowi, by ustąpić miejsca dniom wypełnionym ciężką pracą, presją i prezentowaniu się, jak najlepiej, by nie zawieść jako syn zastępcy Klanu Burzy, szamanki Owocowego Lasu oraz żywego symbolu zawarcia sojuszu pomiędzy sąsiadującymi ze sobą kocimi społecznościami.
— Berek! — Radosne brzmienie głosu czarno białej kotki za nim skutecznie zwróciło uwagę niebieskookiego. Jego jasne ślepia, niemal bez zastanowienia skierowały się ku Psiance, jednej z sióstr dymnego. Kocurek zdecydowanie lepiej się z nią dogadywał niż z Łzą, zapewne przez pokrewne charaktery i podejścia do wielu rzeczy. Półuśmiech nie opuszczał swego miejsca na pysku Zewu, kiedy również tuż obok kotki ujrzał swego czekoladowego brata, Modrogończyka, choć przez większość wołany był Gończykiem, gdyż tak było krócej.
— Czemu to zawsze ja gonię? — spytał z udawanym żalem w głosie.
— Ponieważ to ty najczęściej chodzisz z głową w chmurach — zauważyła pomarańczowooka z psotnym uśmiechem.
— Nie prawda! — zaprzeczył od razu Zew z nutą oburzenia.
— A kto ostatnio wpadł na Rohan? — przypomniał mu brat, co spotkało się z przewróceniem niebieskich oczu.
— To zdarzyło się raz — stwierdził, na co rodzeństwo spojrzało na niego, wiedząc, że podobnych sytuacji było znacznie więcej i z chęcią mu je przytoczą.
— Zdarzyło Ci się także wpaść na Łzę, Purchawkę.
— Na mnie — dodał Gończyk.
— Dobra dobra, może i czasem nie patrzę, gdzie idę — przyznał, zdając sobie sprawę, że nie ma szans na obalenie tych argumentów. Parsknął cichym śmiechem pod nosem, a następnie pacnął lekko łapą Psiankę w nos. — Ty gonisz! — zawołał, od razu tworząc dystans między sobą a siostrą.
— Osz ty! By tak podstępem!
Czarno biała od razu ruszyła z odwetem na niebieskookiego, lecz ten wykonał sus za Modrogończyka, traktując go w obecnej chwili jako żywą tarczę przed zemstą siostry. Nieco zdezorientowany szybko przenosił wzrok to na Zew to na Psiankę, którzy gonili się wokół niego, aż w końcu ruszył z dotychczasowego miejsce, co młódka wykorzystała i skoczyła na dymnego. Kocurek nie spodziewając się takiego obrotu spraw, został powalony na ziemię.

<Psianko?>

Od Zewu Do Bursztynowej Łapy

W ciągu ostatnich dni norę służącą za żłobek opuściła Rudzikowe Skrzydełko wraz z Perłówką i Kurczątkiem, którzy zostali uczniami. Od tego momentu Łza i Zew byli na siebie skazani, co dawniej raczej nie wróżyłoby niczego dobrego, jednakże teraz sprawy miały się zupełnie inaczej niż w Owocowym Lesie. Kocurek zamknął się na innych i z siostrą rozmawiał, kiedy tylko wymagała tego sytuacja, czyli niemal ciągle, kiedy młódka była spragniona czyjejś uwagi, a nikogo poza bratem nie miała pod łapą. Początkowo dymny był nieco poirytowany zachowaniem Łzy, lecz z czasem ta irytacja przerodziła się w obojętność i znużenie. Oczywiście obecny sposób bycia niebieskookiego nieco jej nie odpowiadał, gdyż jego uwaga nie była tak cenna, jak innych kotów.
Kocurka niezbyt obecnie cokolwiek obchodziło, najchętniej wróciłby do Purchawki i reszty rodzeństwa — nie rozumiał, czemu to on z Łzą zostali wybrani, jako dwójka, która dołączy do Klanu Burzy. Chciał ponownie być u boku szamanki, czuć bijące od niej ciepło oraz silną woń mieszanki ziół, z którymi obcowała w dziupli uzdrowicieli, nim urodziła czwórkę kociąt, w tym jego samego. Wśród Burzaków czuł się niczym intruz, który nie pasował do tego wszystkiego, szczególne poczucie obcości budował wygląd innych i kontrast zachodzący pomiędzy wojownikami a Zewem. Nie obchodziło go zbytnio, że nie jest jedynym kotem w obozie, którego sierść nie jest jasna lub pokryta w większym stopniu bielą, był na to ślepy, gdyż jego spojrzenie było przysłonięte tęsknotą za matką i doszukiwał się jedynie kolejnych powodów, mówiących, że powrót do Owocniaków będzie lepszą opcją niż pozostania tutaj.
Jego głębokie użalanie się nad swym losem przerwało nagłe trajkotanie Łzy, które jasno wskazywało na to, iż w norze znalazł się nowy obiekt jej zainteresowania, który mógłby poświęcić kotce więcej uwagi niż przygnębiony brat. Matowe ślepia mimowolnie skierowały się w stronę wejścia do żłobka, by natrafić na dwie sylwetki — jedną z nich był ciemnorudy uczeń, druga natomiast należała do wojownika o czarnej niczym noc sierści i oliwkowym spojrzeniu nieco zmęczonym, jakby miał ochotę zakończyć dzisiejszy dzień i udać się na zasłużony spoczynek. Wystarczyła jedynie obecność starszego, by zainteresowanie Zewu gośćmi wzrosło. Jego krótki ogon lekko drgnął, kiedy to Burzak kierował swoje kroki w jego stronę. Na psyku starszego zagościł nikły uśmiech, jak gdyby czytał z młodzika z niczym z otwartej łapy, co sprawiło, że źrenice niebieskich oczu nieco się zwęziły, a w kocięcej główce zaczęły pojawiać się nowe myśli.
— Bursztynowa Łapo, zostaniesz z nimi chwilę? Pójdę po coś do jedzenia, w tym czasie możesz je czymś zająć lub zabrać się za wymianę mchu w legowiskach — poinstruował wojownik, a kiedy nie otrzymał od razu odpowiedzi, skierował zmęczone spojrzenie w stronę ucznia, który był właśnie wciągany w atencyjne manipulacje Łzy. — Bursztynowa Łapo — powiedział nieco ostrzej, chcąc, by rudy skupił uwagę na nim, a nie młódce.
— Tak tak, jasne — rzucił jedynie w odpowiedzi, kiedy Łza przerwała na chwilę swoje trajkotanie. Czarny cicho westchnął, by następnie opuścić norę, oczywiście będąc odprowadzanym wzrokiem przez Zew. Kiedy tylko ten zniknął, jasne ślepia skupiły się na uczniu, którego chciał wypytać o wojownika i innych Burzaków o ciemniejszym umaszczeniu. Może jednak nie będzie tak samotny, jak początkowo zakładał?
Niepewnie ruszył się z dotychczasowego miejsca, chcąc podejść do Bursztynowej Łapy, jednakże wystarczyło parę kroków w stronę zielonookiego, by na postać Zewu padło chłodne spojrzenie Łzy, mówiące jasno, by nie odbierał jej uwagi rozmówcy.

<Bursztynowa Łapo?>

19 czerwca 2026

Od Zewu Do Pożarowej Łapy

W dniu, kiedy Zew wraz z siostrą trafili do Klanu Burzy, poznali sporo nowych kotów, w tym dwójkę kociąt, które były w żłobku, kiedy to kocurek został odprowadzony do nory przez Śnieżycową Chmurę. Niebieskooki z uwagą obserwował, jak wojowniczka zamienia kilka słów z królową, a następnie pozostawia młodzika samego na pastwę losu trójki nieznajomych. Nieco niepewny tego wszystkiego, spojrzał za siebie, szukając siostry, na której mogłaby się skupić cała uwaga, lecz jej sylwetka ledwo majaczyła gdzieś przy dwójce kocurów i ich matce. Przełknął niewidzialną gulę w gardle, kierując ponownie swój wzrok na zaciekawionych mieszkańców żłobka. Posłał w ich kierunku nieco krzywy, wymuszony uśmiech i z duszą na ramieniu ruszył w ich kierunku, chcąc znaleźć gdzieś miejsce dla siebie, na którymś z posłań.
Ciemna sylwetka niemal zlewała się z panującym półmrokiem w głębi legowiska, nie pasując do pozostałej trójki, której sierść była równie jasna, jak ta Śnieżycowej Chmury i Cyklonowego Oka. Kiedy tylko zwinął się w kulkę na skrawku legowiska, poczuł powoli napływające uczucie, którego dotąd nie doświadczył. Wszystko było tu nowe, a on czuł, że nie pasuje tu tak bardzo, jak Łza — ona w końcu potrafiła się odnaleźć w każdym towarzystwie, dopóty dopóki była w centrum uwagi innych. W odróżnieniu od niej kocurkowi nie zależał na zabieganie atencji ze strony jakiś obcych kotów, dlatego też czynił to jedynie w obecności matki, choć też nie tak usilnie, jak atencyjna siostra.
Ów kotka właśnie przekraczała próg żłobka, prowadzona i nieco zachęcana przez kremowego o brązowych oczach, które wyglądały niczym dwa kwarcowe bawole oka. Jasne spojrzenie Zewu było przez krótki moment utkwione w Burzaku, nim ten podobnie jak Śnieżyca wcześniej, opuścił norę, pozostawiają dwójkę nowych członków pod opieką srebrnej królowej. Dymny nie zwracał zbytnio na poczynania siostry, która zapewne niemal od razu poczuła się, jak na swoim miejscu, zaczynając zabiegać o uwagę karmicielki i jej potomstwa.
“Przynajmniej to pozostanie bez zmian. Chyba.” — pomyślał ciut smętnie, przymykając powieki z zamiarem krótkiego odpoczynku po podróży.

«★»

Kolejne dni powoli przemijały w Klanie Burzy, choć pewnego rodzaju sensacją była dwójka kociąt, które Purchawka osobiście przyprowadziła do obozu. Większość klanowiczów chciała zobaczyć nowych członków oraz żywe zapewnienie sojuszu z Owocowym Lasem, jednakże jeden maluch z tej dwójki intensywnie unikał kontaktów z innymi, sprawiając wrażenie zrozpaczonego po opuszczeniu boku matki. Może i była to w jakimś stopniu prawda, jednakże kocurek głównie nie czuł się tak dobrze, jak wśród Owocniaków, których mimo wszystko wyróżniała różnorodność, szczególnie pod względem umaszczenia — miał wrażenie, że Burzacy byli biali, srebrni, rudzi, kremowi i na tym się kończyły ich możliwości. Oczywiście było parę wyjątków, lecz koty te znikały pośród innych podobnych do siebie wojowników.
Niebieskooki pochłonięty we własnym małym świecie, składającym się ze wspomnień z Owocowego Lasu, nie zwracał uwagi zbytnio na koty, które co jakiś czas zaglądały do żłobka. Dopiero jedna z rudych kocic przykuła jego uwagę, a raczej jej imię, gdyż Burzaka wyglądała na starszą od Purchawki, a mimo to w jej imieniu znajdował się człon jasno wskazujący na rangę ucznia.
Odkąd Pożarowa Łapa wkroczyła do nory, jasne spojrzenie kocurka nie opuszczało jej choćby na kocięcy krok.

<Pożarowa Łapo?>

Od Zewu CD. Smoka

Przeszłość

Dymny siedział blisko wyjścia ze żłobka, kiedy to jedno z kociąt Rohan ponownie zostało przyprowadzone przez jakiegoś Owocniaka do bezpiecznego legowiska, by szylkretka była u boku swojej matki. Niebieskie ślepia śledziły ruchy karpatki, która sprawiała wrażenie, jakby planowała kolejną ucieczkę, jednak zamiast kolejnej próby wyjścia, skierowała wzrok w jego kierunku. Speszony, że został zapewne przyłapany na gorącym uczynku, poczuł, jak końcówki uszu pieką go ze wstydu. Miał nadzieję, iż kotka nie widział jego poczynań, jakimi była cicha obserwacja jej persony.
— Kolego, hej! — mruknęła, starając się zwrócić uwagę kocurka. Ten minimalnie się spiął, choć w sumie to nie miał zbytnio powodu do tego.
— Nie wiem, czy wiesz, ale nazywam się Smok. Trochę tu nudno, nieplawdaż? — westchnęła ciężko, kręcąc głową. — Właśnie dlatego pomyślałam, że z tobą polozmawiam! O ile, oczywiście, jesteś ciekawy. Bo jeśli jest z ciebie nudziaz, to możesz stąd zmiatać! — dodała, szczerząc swoje kiełki.
Przez parę uderzeń serca przyglądał jej się spod przymrużonych powiek, jakby nie docierały do niego zbytnio słowa starszej.
— Co? Masz jakiś ploblem, lozlazły ślimaku? — prychnęła, wysuwając pazurki. — Bo jeśli tak, to mogę zabić tę nudę nieco mniej pokojowym sposobem! — zagroziła.
— Czemu mówisz w tak dziwny sposób? — spytał nagle, nie przejmując się bojowym nastawieniem kotki. Wcześniejsze nerwy nagle u niego minęły, zastąpione zwykłą ciekawością. Dotychczas nie miał przyjemności rozmawiać z kimś spoza rodziny, dlatego też nie wiedział o istnieniu wad wymowy, które mogły posiadać inne koty.
— A i ja jestem Zew, miło poznać — dodał z lekkim uśmiechem na dymnym kocięcym pyszczku.

<Smok?>

Od Zewu CD. Łzy

Przeszłość

Kocurek uwielbiał momenty, kiedy to język rodzicielki powolnymi ruchami sunął po jego dymnej sierści. Czuł, że te chwilą są tylko jego i nikt nie może mu ich zabrać — no może poza Łzą, która była idealnym przykładem atencjuszką. Zastrzygł uchem, kiedy to głos koteczki głośno rozbrzmiał w żłobku, chcąc zwrócić na siebie uwagę szamanki, będącej skupionej na pielęgnacji jego czarno białego okrycia. Nieco niechętnie uchylił swe powieki, prezentując niebieskie ślepia, które od razu spoczęły na sylwetce siostry. Ta toczyła wymianę zdań z Purchawką, aż końcowo wyszło na korzyść Łzy. Kocur na to jedynie machnął lekko swym krótkim ogonem. Nie rozumiał zbytnio postępowania swej matki, przecież gołym okiem było widać, jak niebieskooka wszystkich rozstawia po kątach, wręcz manipuluje innymi, by osiągnąć swój cel, jakim było bycie przez nią w centrum uwagi innych. Zew nie lubił, kiedy to uwaga Purchawki była poświęcana komuś innemu z rodzeństwa, zwłaszcza Łzie. Kocurek nie wiedział, z czego bierze się aż taka niechęć do tej jednej siostry, lecz rzadko kiedy zaprzątał tym swoją kocięcą główkę.
— Zewiee… — przeciągnęła z wyraźnie słyszalnym zniecierpliwieniem. — Możesz się nieco pospieszyć?
Głos koteczki był niczym cierń, wbijający się w skórę. Próbował ignorować obecność biało czarnej, chcąc w pełni skupić się na chwili z Purchawką, która powróciła do wylizywania jego dymnej sierści. Jedna z dolnych powiek minimalnie drgnęła na pytanie ze strony młódki, jednak postanowił je zignorować.
— Zewieee… — ciągnęła dalej niebieskooka, nie mając zamiaru odpuścić. Kocurek doskonale wiedział, że ta stara się na nim wywrzeć presję, by samemu przerwać dotychczasową pielęgnację. Jednakże on nie zamierzał również odpuścić.
Dopiero lekkie pacnięcie łapą w nos sprawiło, że uległ. Ciężko westchnął i oswobodził się z uścisku szamanki, by niemal od razu na jego miejsce wskoczyła kotka, nieumiejąca nawet paru uderzeń serce poczekać na własną kolej, która i tak, by nastąpiła. Dymny jedynie przewrócił niebieskimi ślepiami na ten widok i skierował swoje kroki do Psianki, która rozmawiała z Modrogończykiem nad kulką mchu.

<Zadowolona jesteś z siebie Łzo?>

Od Zewu

Dzień opuszczenia Owocowego Lasu

Pora opadających liście dopiero miała zawitać na średnio zalesionych terenach Owocniaków i nim to nastanie, słońce nadal będzie dominować na błękitnym sklepieniu nieba ponad głowami wielu kotów. Dzień te nie różnił się zbytnio niczym od poprzednich, których dane było kocurowi doświadczyć w tej otwartej i przyjaznej społeczności. Każdy z większą lub mniejszą życzliwością traktował czwórkę kociąt Purchawki. Łza najbardziej wybijała się charyzmą na tle braci i siostry — niczym ryba w wodzie odnajdywała się w swojej sytuacji jako kocię sojuszniczego miotu, korzystając z pewnych przywilejów, jakie niósł ten status.
Niebieskooki z uwagą obserwował, jak kotka z wrodzoną wykwintnością nie raz opuszczała żłobek podczas nieuwagi matki, najczęściej w towarzystwie Modrogończyka, jakby od samego początku wiedziała, że to właśnie jego nie będzie jej dane oglądać co dzień, kiedy tylko trafią pod opiekę ojca w Klanie Burzy. W porównaniu do niej dumny wolał na swój własny sposób spędzać te chwile w Owocowym Lesie — jasne, były dni, kiedy ciągnęło do poznawania świata poza kociarnią, co wiązało się z paroma wyjściami, lecz zawsze jakoś czuł wewnętrzne przyciąganie do matki. Jakby jego kocięce ciałko wiedziało, że niedługo opuści jej bok, więc teraz był czas, by nadrobić późniejsze zaległości.
Cichy szelest wciąż zielonych liści na gałęziach drzew niósł ze sobą pewne ukojenie dla nerwów przyszłego Burzaka. Nie chciał odchodzić, wolałby pozostać przy matce, bracie i siostrach, mieć świadomość, że cała jego rodzina jest razem i nie opuszczą siebie nawzajem, aż Wszechmatka nie uzna, że nadszedł czas, by zakończyli swoje kocie życie i dołączyli do niej jako ptaki. Zew uwielbiał słuchać opowieści o tej potężnej, nieomylnej personie, która opiekowała się każdym kotem w Owocowym Lesie.
Szamanka w końcu łagodnym tonem głosu oznajmił czas ich wymarszu, czarno biały kocurek miał wrażenie, że Łza ledwo potrafiła wysiedzieć, oczekując tych paru słów ze strony rodzicielki. Początkowo na jego pyszczku pojawił się niewielki grymas, pokazujący dezaprobatę, lecz ta dość szybko przeminęła, ustępując miejsca zwykłej kocięcej ciekawości. Niebieskie ślepia starały się pochłonąć każdy najmniejszy fragment terenów Owocowego Lasu, a następnie Klanu Burzy, jakby dopuszczenie faktu, iż umknął mu w obserwacjach najmniejszych listek czy źdźbło trawy, było czymś niewybaczalnym, niemal karygodnym. Przez to też parę razy o mało, co nie doświadczył bliskich spotkań z ziemią, po której stąpały jego biało czarne łapki.
Podróż do obozowiska Burzaków nie była ciężką przeprawą, jednakże dla takiego malucha, jakim był Zew, odległość ta była niemałym wyzwaniem dla jego nieco wątłych łapek. W dodatku słońce nad ich głowami nie sprawiało, iż droga była przyjemniejsza, szczególnie kiedy tylko wkroczyli na bardziej odsłonięte tereny klanu. Niebieskooki cicho westchnął z ulgą, gdy wraz z siostrą u boku matki wkroczyli do tunelu prowadzącego do azylu i jednocześnie ich nowego domu.
Obóz otoczony był krzewami pozbawiony jakichkolwiek drzew mogących być legowiskami dla członków społeczności. Jedynym równie wysoki, a może i nawet wyższym, elementem było Skruszone Drzewo, rzucające nieco podłużny cień na centrum, gdzie pod dwoma kamieniami znajdował się dół pełniący funkcję stosu ze zwierzyną. Jedynym drzewem, a raczej jego częścią, był pień na lewo od wejścia, pomiędzy którego korzeniami widoczne było wejście do podziemnej nory. Wszystko to było inne i niespotykane dla dwójki kociąt, zapewne nie tego się spodziewali, kiedy wyobrażali sobie nowy dom.
Pochłonięty obserwacją młodzik nie zauważył nawet momentu, gdy w ich stronę zmierzał dostojny kocur, podobny do samego Zewu i Łzy. Zapewne nawet mysi móżdżek zauważył, by ich podobieństwo i dodał dwa do dwóch — starszy był ich ojcem i nie podlegało to wątpliwości.
Wraz z siostrą przysiadł przy szamance, kiedy ta prowadziła rozmowę z zastępcą klanu, który mógł poczuć na sobie spojrzenie dwóch par kocięcych ślepi, równie podobnych do jego własnych. Dopiero późniejsze polecenie było niczym mocne pociągnięcie, sprowadzające ich młode umysły na ziemię, nawet jeśli wypowiedziane słowa nie były kierowane do nich samych. Po chwili tuż obok dymnego pojawiła się dwójka wojowników. Zielonooka kotka o rudo srebrnej sierści posłała młodemu kocurkowi ciepły uśmiech, inny niż ten, który dotychczas widywał u Purchawki, lecz ten także sprawiał, iż kociak od razu obdarzył kocicę zaufaniem.
Cętkowana odeszła wraz z nim od reszty, niemal od razu zaczynając swoje radosne trajkotanie, w którym opowiadała Zewowi o ich klanie. Oczywiście nie obyło się bez pytań dotyczących życia kocurka w Owocowym Lesie. Początkowo nieco zmieszany odpowiadał Burzaczce, lecz wystarczyło trochę poczekać, aż ten zarazi się wesołością Śnieżycowej Chmury. Krótka droga do żłobka minęła im w akompaniamencie ich własnych słów oraz cichych rozmów toczących się na polanie między innymi wojownikami i uczniami.
Niebieskooki syn Zawodzącego Echa nie wiedział jeszcze, że ten dzień zapiszę się wielkimi literami w jego życiu i będzie przełomowym momentem, od którego wszystko zacznie się zmieniać.