BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żabie Oko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żabie Oko. Pokaż wszystkie posty

23 lipca 2026

Od Żabiej Łapy (Żabiego Oka) CD. Nura (Nurowej Łapy)

Po mianowaniu Nura, przed mianowaniem Żabki

Żabka rzuciła swoją mysz na ziemię i rozciągnęła się. Wszystko szło po jej myśli tego dnia. Złapała trochę zdobyczy, a teraz była gotowa się w końcu najeść, bo królowe były najedzone i starszyzna zaopiekowana. Żabka nie jadła jakiś czas już, w końcu Pora Nagich Drzew była bardzo niewybaczająca pod tym względem. Kiedy już się najadła, podszedł do niej przemiły gość. Nur, a raczej Nurowa Łapa usiadł obok niej z rybą w pyszczku.
– Żabia Łapo! Jestem już uczniem! – wypiął dumnie pierś. Żabka machnęła ogonem z zadowoleniem. Jakie to był dobry dzieciak.
– Gratulacje, Nurowa Łapo. – miauknęła kotka i uśmiechnęła się.
– Wspinałem się dziś na drzewa. – zerknął gdzieś w bok. – Wcale nie jest takie ciężkie… Ale masz rację. Długa sierść jest ciężka i trochę przeszkadza.
– Jak nie będzie tyle śniegu, to będzie troszkę łatwiej. – zaśmiała się Żabcia. Zapadła chwila ciszy, gdyż Nur musiał też się najeść. Był młodym rosnącym kotem, zasługiwał na dobre kęski, w końcu przyszły namiestnik musi być silny.
– Kiedy będziesz wojownikiem? – padło pytanie, które wyrwało Żabkę z jej myśli i obserwacji życia klanu.
– Już niedługo. – odpowiedziała. Oczekiwała jeszcze może dwóch księżyców. Och słodka Żabko, jak ty niewiele wiesz, co cię czeka.
– A weźmiesz mnie wtedy na polowanie? – zagadnął, zerkając na nią kątem oka. Żabka uśmiechnęła się i poprawiła łapy, chowając je w ogonie.
– Ja miałabym cię nie wziąć?! – napuszyła się w ramach udawanego oburzenia. – Oczywiście, że cię wezmę. I na polowanie i na patrole. – oświadczyła dumnie. – Nie ważne kto będzie twoim mentorem, jestem pewna, że pozwolą mi ukraść cię, chociaż na chwilę! – jej obietnica zawisła w powietrzu.

Po mianowaniu Żabki, wkrótce potem

Żabie Oko. Cóż za imię. Pasowało do niej nawet. Jej wielkie oczy w końcu wbijały się każdego z wielką intensywnością. Jakby się im lepiej przyjrzeć to też prawdą było, że przypominają wielkością oczy żaby. Więc Żabka zaakceptowała swoje wojownicze imię. Z dumą poszła na pierwsze patrole i pierwsze polowania. Nawet zdarzyło się, że prowadziła jeden z patroli. Kotka nie mogła być z siebie bardziej dumna.
– Dzień dobry Szałwiowe Serce. – przywitała się z księciem, który akurat także wracał do obozu. Koty, które były z Żabką na patrolu już się rozeszły w swoje miejsca.
– Dzień dobry, Żabie Oko. – przywitał się kot. Zaraz za nim pojawił się Nurowa Łapa z niezadowoloną miną.
– Krótki trening dzisiaj? – zagadnęła świeżutka wojowniczka.
– Tak. Spotykam się dzisiaj z kimś z rodziny całkiem niedługo. – mruknął kot pod nosem. Jeśli nie chciał jej mówić więcej, nie szkodzi. Książę miał do tego prawo jak każdy inny kot. Chociaż… on… mentorem Nura? To była ciekawa decyzja ze strony Mandarynkowej Gwiazdy. Szałwiowe Serce był… specyficznym kotem. Sporo przeżył, ale jego reputacja była nieco nadszarpnięta według plotek, które słyszała o nim wojowniczka.
– To, co byś powiedział, jakbym Ci ukradła Nurową Łapę na małe polowanko? – zagadnęła, przestawiając swoją wagę z łapy na łapę. Śnieg pod nią chrupał niecierpliwie, nie mogąc się doczekać, aż jej waga przemieści się w inne miejsce. Szałwiowe Serce zerknął na swojego nowego ucznia i potem jeszcze raz na Żabie Oko. Kota uśmiechnęła się do niego szeroko.
– No… nie wiem. Nie wróciłaś właśnie z patrolu?
– Wróciłam, ale był krótki. I tak miałam udać się na jakieś polowanie. – kłamstwa przychodziły jej z łatwością, jakby żyły pod jej skórą tylko czekając na swój czas. Jej patrol trwał od rana, jeszcze przed wstaniem słońca. Było południe chylące się ku wieczorowi. Miała się udać na drzemkę, ale drzemka może poczekać.
– No dobra. Tylko proszę cię nie za daleko. – Szałwiowe Serce dał jej niepewne pozwolenie.
– Obiecuję mieć na tego łobuza bardzo uważne oko. – mruknęła Żabie Oko z szerokim uśmiechem, nie mrużąc oczu nawet o milimetr. Książę nieco się zmarszczył na ten widok i zaraz zniknął w obozie. – Cóż za… ciekawa osobowość. – mruknęła pod nosem Żabka.
– Dziękuję Żabie Oko! – Nurowa Łapa podszedł bliżej. – Dzisiejszy trening był naprawdę krótki. Tak jak wczorajszy. – poskarżył się. Był z tego wyraźnie niezadowolony. Żabka rozumiała to doskonale. Co jak co, ale Lawendowa Rozkosz dawała jej dokładnie taką ilość treningów, jaką młoda uczennica potrzebowała.
– To musi być dla ciebie bardzo frustrujące. Jestem pewna, że to tylko chwilowe, albo zamierzone. W końcu Szałwiowe Serce to książę i doświadczony wojownik. Krótsze treningi nie znaczą, że są gorsze. W końcu każdy czasem potrzebuje odrobiny odpoczynku!
– Niby tak. – Nurowa Łapa odetchnął cicho.
– Niby tak, niby nie. Ale teraz. Obiecałam ci, jak byłeś jeszcze kociakiem, że pokażę ci najlepsze miejsce na polowanie na króliki, co nie? I że wezmę cię na prawdziwe polowanie. Polowałeś już coś z Szałwiowym Sercem?
– Trochę. Ale głównie skupiliśmy się na razie na skradaniu, które już mi dobrze idzie. I na tropieniu. Tropiliśmy dużo, żebym znał zapachy.
– Okej. Dobrze wiedzieć. – kiwnęła łebkiem Żabka. – Dobra. To lecimy w kierunku Brzozowego Zagajnika. Tam zaraz na brzegu drzew idzie znaleźć całkiem sporo śladów i ciekawych zapachów.
– Z wielką chęcią! – Nurowa Łapa przeskoczył z łapy na łapę.
Chwilę szli w ciszy, dopóki nie przerwał im sum wody. Rzeka była zamarznięta, aczkolwiek jej dźwięk nadal towarzyszył terenom nocniaków. Gdzieś głęboko pod lodem szumiała, tam z rybami i glonami, zaraz za zasięgiem kocich łap. Żabka poprawiła wąsy i przemknęła po zmrożonej tafli. Lód nawet nie zaskrzypiał. Nurowa Łapa dzielnie za nią nadążał. Nie był już tym samym małym kociakiem, którego pamiętała jeszcze sprzed księżyca. Zresztą, już nawet wtedy był dobrze ułożonym i słuchającym się uczniem.
– Zatrzymamy się tutaj. – oznajmiła uczniowi. Zaklasyfikowała Brzozowy Zagajnik jako wystarczająco blisko obozu. – Dobra. Pokaż mi swój najlepszą postawę polowania.
Nur ochoczo przywarł do śniegu, opuszczając uszy po sobie.
– Tyłek trochę niżej. – poleciła Żabka, a Nur od razu zastosował się do polecenia. Jaki to był dobry dzieciak. – Idealnie. – dodała. – Dobra. Powinieneś dać sobie radę idealnie. Teraz najciszej jak tylko umiemy, idziemy przed siebie. Jeden obok drugiego. Obserwuj uważnie śnieg, bo króliki i myszy poruszają się rzadko i szybko.
Chwilę przemieszczali się cichutko, ich łapy były stawiane bardzo ostrożnie. Dopóki Żabka nie zauważyła małego ruchu po swojej stronie. Zastąpiła Nurowej Łapie delikatnie drogę i machnęła łapą w kierunku, który namierzyła. Tam, para szarych uszu wystawała nad śnieg. Widać było tylko same czubki.
– Królik. Dawaj. – zachęciła ucznia do akcji. – Nisko, powoli i od tyłu. Ich oczy są z boku, więc widzą znacznie więcej, więc naprawdę powoli. Jak tylko uważasz, że do niego doskoczysz, to się rzucasz. Pazury wyjęte, najważniejsze go spowolnić, nawet jak się wywrócisz. Jak masz w nim pazury, to jest twój. – pouczyła go i sama przywarła do śniegu, obserwując go. – Jak się nie uda, to będzie następna szansa. – nie wspomniała jakie szczęście ich trafiło, że ten królik wyszedł rozprostować nogi.

<Nurowa Łapo?>
wierzę w ciebie :D

18 lipca 2026

Od Żabiej Łapy (Żabiego Oka)

Żabia Łapa spojrzała na opadające płatki śniegu. Zimno wżynało się w jej kości o tym poranku. Lawendowa Rozkosz także nie wyglądała na zadowoloną z tej pogody. Uczennica jej nie winiła. Poprzedniego wieczoru spadła świeża warstwa śniegu, a uporczywy mróz zamienił ją w śliską taflę lodu, który teraz gryzł wszystkie koty po łapach.
Słońce jeszcze spało, kiedy Lawendowa Rozkosz przebudziła ją z głębokiego snu. Obie kotki stały teraz w ciemności w milczeniu. Żabia Łapa przebudzała się, a zimno jej nie sprzyjało. Jej ciało chciało desperacko wrócić do ciepłego legowiska. Nie było jej to jednak dane. Wszystko wskazywało na bardzo wczesny trening ze starszą kotką.
Wojowniczka sięgnęła na nią głową, pokazując jasno i wyraźnie, że wychodzą poza obóz. Żabka grzecznie udała się za mentorką, jeszcze odrobinę rozespana. Powolnymi krokami przeszły po zamarzniętej rzece i udały się w pola. Kiedy doszły na miejsce już światło.
– Żabia Łapo… – Lawendowa Rozkosz spojrzała na nią poważnie. Było to do niej bardzo niepodobne. Kotka zazwyczaj była bardzo wesoła i szczęśliwa, wręcz beztroska. Taki wyraz pyska świadczył albo o kłopotach, albo o jakiś żartach. Żadna z tych opcji nie była żabce na łapę, zwłaszcza o tej porze. – Najwyższy czas. – Oświadczyła kotka.
– Czas na co? – Żabia Łapa po raz ostatni przetarła oczy i otrzepała łapy ze śniegu. Zapowiadało się, że będzie cały dzień prószyć śniegiem. Słońce tylko delikatnie wybijało się zza gęstych chmur, dając im złocistą aureolę na horyzoncie.
– Twój test na wojownika. – mruknęła Lawendowa Rozkosz.
– Tak szybko? – odparła Żabka. Niedawno osiągnęła dziesięć księżyców. – Nie jestem jeszcze trochę za młoda?
– Nie. Raczej nie. Chciałam już cię przetestować w poprzednim księżycu, ale Mandarynkowa Gwiazda zaleciła mi, abym poczekała do twojego dziesiątego. Zaraz będziesz miała jedenaście i myślę, że mogłabyś wejść w ten wiek już z nowym imieniem. – odparła wojowniczka, z coraz szerszym uśmiechem. Jej powaga była widocznie tylko po to, aby narobić Żabce strachu. Nie, żeby jej się to udało.
Test na wojownika, huh? Żabka nie zastanawiała się jeszcze jak to w ogóle będzie wyglądać. Nie stresowała się nim, nic a nic. Nie spytała się jeszcze nikogo nawet o to, żeby wiedzieć, czego oczekiwać.
– Miałam nadzieję, że będzie wiosna, kiedy będę cię testować. – odetchnęła cichutko Lawenda. – Wtedy miałabyś test jak prawdziwy nocniak! Ale niestety… lód bardzo w tym przeszkadza… – Lawenda wzruszyła ramionami.
– Więc czemu nie poczekamy do roztopu? – uczennica przekrzywiła łeb z konsternacją.
– Nie sądzę, że jest taka potrzeba. – mruknęła Lawenda. – Da się zrobić dobry test i w tej pogodzie. Jest on tak samo trudny. Dobra. Bez przedłużania. Gotowa?
– A … a co mam robić? – Żabka spojrzała na swoją mentorkę ze zrezygnowaniem.
– Racja. Idź w tereny i wróć cała to najważniejsze. Im więcej zwierzyny przyniesiesz, tym lepszy rezultat będziesz miała. – miauknęła Lawenda szczęśliwie. – Proste prawda?
– Mamy środek najbardziej marnej w zwierzynę pory roku. Łatwe… z pewnością. – Żabcia fuknęła cichutko, bardziej do siebie niż do Lawendowej Rozkoszy.
– Nie narzekaj. Zawsze mogłaś pływać w lodzie. A teraz sio. Ruszaj. Widzę cię tutaj z przynajmniej dwiema zdobyczami o zachodzie słońca. – i na tym się skończyło.
Żabia Łapa wkroczyła w rześkie powietrze i skierowała swoje kroki w kierunku wodospadu. Rwąca woda mogła nadal płynąć gdzieś ciurkiem i zapewniać, chociaż odrobinę płynnej wody spragnionej zwierzynie. To była jej szansa. Jakakolwiek szansa.
Żabka była więc zawiedziona, kiedy spotkała głównie zamarzniętą taflę i tylko szelest wody pod nią. Rozejrzała się dokoła, omijając to miejsce z daleka. Nie było tam widać nic, a nic ciekawego. Krążyła i krążyła, a czas nad jej głową płynął nieubłaganie. W końcu kotka natknęła się na małą blednącą kuleczkę. Ta poruszyła się i zaraz spośród śniegu wyłoniła się para uszu. Długie, zakończone małymi pędzelkami, a za nimi oczy. Wielkie, czerwone i spanikowane. Żabka uśmiechnęła się i zaszła nieszczęsnego królika od tyłu. Powoli, skrupulatnie dążyła do przodu. I zaraz jej kły zatopiły się w karku nieszczęsnej ofiary. Królik pisnął i zaraz opadł bezwładnie u jej stóp. Żabka podniosła głowę z zadowoleniem i oblizała pysk z krwi.
– Jest dobrze. To nakarmi wszystkie królowe. – mruknęła zadowolona z siebie. Upewniła się, że jej zdobycz jest dobrze zabezpieczona i ruszyła dalej.
Koniec końców na miejsce wróciła niewiele po zachodzie słońca. W pysku taszczyła swojego zająca, sporą wronę, którą złapała jakimś cudem i małą nornicę, którą na sam koniec wykopała ze śniegu. Śniegu, który jeszcze siedział na jej głowie i ozdabiał jej plecy.
Lawendowa Rozkosz rozpromieniła się na ten widok i pomogła swojej uczennicy przenieść zdobycz do obozu. I zaraz potem kazała jej coś zjeść w nagrodę za taki dobry łów i zniknęła jej z oczu.
Żabka nachyliła się do swojego posiłku, jednak zdążyła zjeść tylko połowę. Jej żołądek był ściśnięty z lekkiego stresu, ale też najadła się... w miarę. Wzięła resztę zdobyczy i znalazła swojej siostry. Podzieliła się z nimi swoim kąskiem.
– I co robiłaś, że cię nakarmili jako pierwszą? – zagadnęła Ropusza Łapa z pełnym pyszczkiem.
– Zdawałam test. – odparła Żabcia.
– Ooo, a jaki? – Wesoła Łapa też odgryzła kawałek zdobyczy.
– Na wojownika. – powiedziała Żabka bez żadnego większego podekscytowania. Nadal nie była pewna czy Mandarynkowa Gwiazda ją tak młodo. Chociaż czy dziesięć księżyców to rzeczywiście było tak młodo?
– Na wojownika?! – Ropuszka rozpromieniła się jeszcze bardziej. – To wspaniale! – kotka klapnęła w łapki i otarła pyszczek z jedzenia.
– To cudownie! – zawtórowała jej Rzekotka. Żabka wcale nie czuła się jakoś bardzo wspaniale. Czuła się… normalnie. Jakby to był tylko kolejny dzień w jej życiu.
Rodzeństwo siedziało jeszcze chwilę i rozmawiało, zanim głośne miauknięcie przerwało wszystkim ich zajęcia. Zapadła cała sekunda ciszy, zanim Mandarynkowa Gwiazda wygłosiła typową formułkę. Wszystkie koty,i tak dalej. Żabia Łapa z siostrami podeszły do miejsca zebrania i usiadły pośród innych kotów. Ciekawskie szepty otaczały je ze wszystkich stron. Mandarynkowa Gwiazda spojrzała na tłum przed sobą i z uniesioną głową wywołała imię Żabki. Uczennica podniosła oczy na liderkę i powoli wysunęła się przed inne koty. Jej krok był bardzo niepewny, kiedy usiadła przed obliczem lidera. Nie sądziła, że będzie się tak stresowała tym wydarzeniem. Jeszcze przed chwilą nie było w niej żadnej obawy, a teraz miała wrażenie jakby jej serce, chciało wyskoczyć z jej ciała. Mimo to nie zatrzęsła się, nie zawahała, nie chciała pokazać żadnej oznaki słabości przed wszystkimi.
– Żabia Łapo. Dzisiaj zakańczasz swój trening. Ja, mandarynkowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy, wzywam naszych przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady kodu i działania naszego klanu. Żabia Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia? – liderka spojrzała na nią z oczekiwaniem.
– Przysięgam. – miauknęła głośno. Musiała udawać pewną siebie.
– Mocą Klanu Gwiazdy nadaję Ci imię wojownika. Żabia Łapo, od tej pory będziesz znana jako Żabie Oko. Klan ceni twoją wytrwałość i gotowość do pomocy innym. – oświadczyła liderka i kiwnęła do niej głową. Żabka pochyliła głowę w dół w ramach podziękowania i uśmiechnęła się szeroko. Klan za nią wybuchł w wiwatach. Jej nowe imię było powtarzane w kółko i kółko. Jak pięknie. Jak cudownie. Żabka właśnie zdała sobie sprawę, że całe napięcie zniknęło z jej ramion, kiedy otrzymała nowe imię. Jej siostry przypadły do niej z radością. Jej rodzice także zaraz pojawili się u jej boku. Jak pięknie!

[1155 słów]

[23%]

14 lipca 2026

Od Żabiej Łapy CD. Trzcinowego Szmeru

Żabia Łapa zamyśliła się chwilę nad odpowiedzią, dla starszej kotki. Lawendowa Rozkosz nie była złą nauczycielką, jednak mogłaby być trochę bardziej ostrożna czy uważna, może trochę mniej głupiutka z niektórymi komentarzami, ale…– Podoba mi się. – Nie chciała jakoś krytykować młodej wojowniczki. W końcu kotka nie była nim wcale aż tak długo. – Jest bardzo specyficzna w swoich metodach, ale one działają. Zawsze uważa na mnie, abym się nie skrzywdziła, ale poprawiała. Jest cierpliwa… na tyle jak dalece cierpliwym można być do mnie.
– Czyli dobrze Ci się z nią ćwiczy, tak?
– Bardzo dobrze. – było to delikatne kłamstwo, ale Żabia Łapa nie miała żadnych skrupułów, jeśli chodzi o takie małe naginanie prawdy. Wolałaby trenować z kimś bardziej… poważnym, może doświadczonym. Jednak jeśli chodziło o tego, kogo otrzymała jako mentora, raczej już nie mogła zmienić. Wolała też nie narzekać niepotrzebnie na starszą kotkę. Jeszcze narobiłaby jej problemów, a to przecież nie zbyt wielkie przewinienie, że uczy w taki sposób, a nie inny.
– A jak odnajdujesz się z resztą uczniów? – Królowa zapytała się pomiędzy kolejnymi kęsami jedzenia.
– Rezedowa, Narwana i Narcyzowa Łapa są ode mnie o wiele starsi. Ciężko się do nich podchodzi i z nimi rozmawia jak z uczniami, kiedy mają wiek jak wojownicy. No a moje siostry… to jak z siostrami! Czasem się dogaduję, czasem nie. Obie są trochę… bardzo silnie pozytywnie nastawione do świata. – Żabka poszukała odpowiednich słów, żeby nie nazwać sióstr zwyczajnie głupimi. Obie były bardzo specyficznym rodzajem kotek.
– Rozumiem. Ale nikt cię nie gnębi? Widuję cię, jak czasem siedzisz sama w cieniu.
– Nie. Nikt mnie nie gnębi, a nawet jeśli, to mam twardą skórę. A w cieniu siedzę sama, bo lubię obserwować innych i jak działa obóz. Jest to bardzo intrygujące, jak koty porozumiewają się ze sobą i jak wiele z nich ma pewne przyzwyczajenia, o których często nawet nie zdaje sobie sprawy. – mruknęła Żabka. Nie chciała zanudzić Trzynowego Szmeru swoim gadaniem za mocno, aczkolwiek starsza kotka wydawała się zadowolona z jej odpowiedzi. Więc rozmowa się toczyła, po cichutku przy jedzeniu. Aż Żabka nie musiała wyjść, odpocząć po treningu i polowaniu.

Chwilę zajęło jej namierzenie kota, którego szukała. Po ślubie i dramatach z nim związanych oraz nadaniu tytułów namiestnika Żabia Łapa nie miała szansy jeszcze porozmawiać ze swoim nowym ulubionym wojownikiem. Teraz jednak Trzcinowy Szmer nabierała odrobiny świeżego powietrza. Pewnie jej maluchy drzemały. Żabia Łapa podeszła z szerokim uśmiechem.
– Trzcinowy Szmerze! – przywitała się – Nie zdążyłam cię złapać w międzyczasie przy tym całym zamieszaniu. Gratuluję nowej pozycji i jakże pięknego ślubu. Oboje razem wyglądaliście tak cudownie! Mam nadzieję, że prezenty was nie zakopały i zmieściły się do legowisk! – przekrzywiła głowę na bok z delikatnym rozbawieniem. Wiedziała doskonale, jak wiele błyskotek otrzymała młoda para.

[Trzcinowy Szmerze?]
[442 słów]

[9%]

Od Żabiej Łapy

Żabia Łapa odetchnęła ciężko. Jej oddech zamieniła się w chmurkę widocznego dymu i odleciał z delikatnym wiatrem. Było zimno. Na tyle, że lód na rzece przestał się przerzedzać w niektórych miejscach i już nawet nie groził załamaniem się pod kotami z klanu. Nie, żeby Żabka miała ten problem. Pomimo że wydawała się duża, z tą ilością futra, zwłaszcza zimowego, to była w miarę lekka. Nie zdążyła nabrać swojej pełnej wagi podczas Pory Zielonych Liści i Opadających Liści. Mogła tak nie wybrzydzać w jedzeniu, to teraz może miałaby problemy z utrzymaniem się ponad lodem. A Nagie Liście zapowiadały stratę jeszcze paru myszy z wagi. Żabka otrzepała łapki. Zimno przylegało do niej jak plaga. Gdzie nie spojrzała biały śnieg, obijał słońce we wszystkie kierunki, rażąc strasznie. Szum wiatru nie ustawał i dmuchał drobinkami tego białego osadu na patrol. Mieli patrolować granice, jednak czy uda im się do niej dotrzeć? Ciężko powiedzieć. Słońce towarzyszyło im połowę drogi. Potem niebo zasnuło się chmurami. To jeszcze o niczym nie świadczyło, gdyby nie śnieg, który zaczął tańczyć przed ich oczami. Lawendowa Rozkosz przystanęła na chwilę. Towarzysząca im Czosnkowa Krewetka i Wężynowy Splot także się zatrzymali. Wszystkie trzy koty spojrzały na niego z niechęcią.
– Myślicie, że będzie burza? – w końcu zapytała jaśniejsza z szylkretek.
– Może? Powinniśmy wracać, czy idziemy dalej? – padło najważniejsze pytanie tego dnia. Żabka nie lubiła migać się od obowiązków. Ostatnimi czasy patroli było coraz mniej i mniej. Zamiecie i burze nie sprzyjały nauce. Żabia Łapa nie chciała wracać, ale to starsze od niej wojowniczki wiedziały znacznie lepiej.
– Myślę, że nie ma sensu iść dalej. – Lawendowa Rozkosz machnęła łapą. – Jeszcze nas złapie i będzie dramat.
– Dramat czy nie, ktoś musi odnowić granice. Ostatnie dni nie pozwoliły nam nawet od nich dość. Wiatr, śnieg, zamieć, załamany lód na rzece. – Czosnkowa Krewetka mlasnęła niechętnie. – Idziemy. Nawet jak złapie nas burza, to przynajmniej przed nią powinniśmy zdążyć oznaczyć, chociaż pół granicy.
I tak zrobili. Szli dalej i szybciej. Do granicy doszli, jeszcze jak chmury wydawały się migotać bielą, chociaż widoczność zmniejszała się coraz bardziej. Wkrótce śnieg był jedynym, co Żabka widziała i czuła. Lawendowa Rozkosz szła zaraz przed nią, a widać było tylko czubek jej ogona. Uczennica musiała więc wierzyć i ufać swoim towarzyszom, że wiedzą dokąd idą.
Na jej szczęście tak było. Dłuższą chwilę patrol walczył ze śniegiem i uporczywym wiatrem aż nie zdołał się schować w starym, pustym pniu. Miejsca było niewiele, ale kotki nie potrzebowały go więcej. Wszystkie cztery i tak przylgnęły do siebie, aby zatrzymać jak najwięcej ciepła.
– Trzeba było wracać… – mruknęła pod nosem Lawenda.
– Przejdzie niedługo. – Wężynowy Splot mruknęła pod nosem. Niewiele brakowało, a jej głos zgubiłby się w szumie wichru na zewnątrz. – Skończymy potem patrol i wrócimy. – dodała. Żabka nie skomentowała tego. Odechciewało się jej coraz bardziej i bardziej tego patrolu, ale już teraz ciężko by się było z niego wycofać. Na jej drodze stały trzy dorosłe wojowniczy i, co gorsza, wielka zamieć. Zamieć, która wyła i huczała i obijała się o ich nieszczęsne schronienie.
Żabka była głęboko wtulona między kotkami, które wepchnęły ją najgłębiej, jak się dało. Była im za to wdzięczna, gdyż ich futra całkiem dobrze ją izolowały, zimno jednak dalej przesiąkało głęboko do jej kości. Było to koszmarne uczucie i Żabka z chęcią by się go pozbyła. Kotki siedziały w tej dziurze przez dłuższy czas. Kiedy burza przeszła, noc była już prawie całkiem na niebie. Resztki chmur nadal rzucały śnieg na ziemię, więc powrót do obozu nie był najprzyjemniejszy. Dodatkowo Wężynowy Splot rzeczywiście kontynuowała ich patrol. Poszło im to szybko, gdyż każdy chciał już wrócić do ciepłego łóżka.
Rzeka przywitała ich zdrową skorupą lodu i wydeptanymi ścieżkami w śniegu. Jak dobrze, że nikt nie musiał pływać w taką pogodę. Koty tak szybko by pozamarzały. Lód skrzypiał pod ich łapami, uginał się, ale nie pękał. Żadnego załamania. Zmarznięta i głodna, Żabia Łapa weszła do obozu i spojrzała na zamarznięte źródełko. Z niechęcią podeszła do niego i polizała go odrobinę. Śnieg i wilgoć zebrana na wierzchu była wystarczająca, aby zabić pragnienie, jakie ją napadło. Potem udała się od razu do swojego legowiska. Szybko jednak zwątpiła w swoją decyzję. Burza nadal szumiała w jej uszach i odbijała się zimnem po kościach. Zmieniła trajektorię na legowiska wojowników. Rysi Bór właśnie wychodził ze środka.
– Nie pomyliły Ci się legowiska młoda damo? – spytał się jej, rzucając jej ciekawskie spojrzenie.
– Nie. Szukam mojej mamy. Jest w środku? – Żabia Łapa spojrzała na niego swoimi wielkimi oczętami. Kot skrzywił się nieco.
– Tak. – odparł krótko i ruszył w dalszą drogę, gdziekolwiek szedł. Żabia Łapa otrzepała resztki śniegu z sierści i wsunęła się do środka. Jej mama leżała w legowisku i rozmawiała z ojcem. Dobrze i niedobrze. Oba koty w miarę szybko zauważyły, jak do nich zmierza. Zmierzchająca Fala prawie od razu spoważniał.
– Coś nie tak, Żabia Łapo? Szukasz nas? – zapytał zmartwiony.
– Jest okej. – odparła. – Bez dramatu. Ale burza złapała nas na patrolu i jest mi niezwykle zimno. – mruknęła. Wcisnęła się pomiędzy rodziców. Pomimo że urosła była zadowolona, że jej tato był nadal od niej większy.
– Rozumiem. – jej mama zaśmiała się pod nosem i wyłożyła swój gruby ogon na córce.
– Przyniosę ci coś do zjedzenia. Przyda ci się. Musisz odzyskać siły po takiej burzy. – jej tato wstał i zanim Żabka zdążyła mu odmówić, już go nie było.
– Nie potrzebuję… – i tak za nim zawołała.
– Potrzebujesz. – jej mama polizała ją po grzywce. – Zimno jest bardzo wyczerpujące dla ciała. Musisz o siebie zadbać skarbie, bo się pochorujesz. Zjesz, co ci tato przyniesie, okej? – spojrzała jej w oczy.
– Dobrze mamo. – odparła Żabka i mocniej wtuliła się w rodzicielkę. Miło było znowu znaleźć się w jej objęciach po tak długim czasie. Ostatni raz tak spała, kiedy była kociakiem. A nawet wtedy częściej tuliła się do sióstr niż mamy. Jej oczy przymknęły się, kiedy ciepło schronienia i komfort mamy, na nią wpływały. Przebudził ją dopiero tato, który położył średnią rybę przed nią. Ta była zimna i marnie wyglądająca, ale to jak większość zdobyczy w tę porę roku.
– Dziękuję. – Żabka prawie połknęła to co dostała, ku zadowoleniu swojego taty. Potem Zmierzchająca fala ułożył się wygodnie obok swojej rodziny i zamknął córkę w objęciach sierści i ciepła. Jej rodzice spędzili chwilę, myjąc ją i mierzwiąc jej grzywkę. Żabka szybko zasnęła, a jej rodzice wrócili do swojej rozmowy.
Kiedy Żabka się obudziła, nadal leżała częściowo na swojej mamie, otoczona jej zapachem i ogonem.
– Dzień dobry, śpiochu. – przywitała się z nią kotka.
– Dzień dobry… – odparła Żabka. Jakoś ciężko się jej mówiło, ciężko oddychało. Kiedy oblizała się po nosie, aby go nawilżyć, skrzywiła się. Z jej nosa ciekł katar, jakby była to rzeka. – Nie…
– Och skarbie. – odetchnęła Kropiatkowa Skórka, po czym dała córce jeszcze jedno liźnięcie. – Chyba nie udało ci się uniknąć choroby. Idziemy do medyka. Chodź.
Żabka nie opierała się rozkazom mamy. Rozciągnęła się i pomimo zmęczenia w kościach ruszyła za rodzicielką. Ta przybrała bardzo powolne tempo i pozwoliła córce oprzeć się o swój bok. Żabka nigdy nie była chora i nie chciała być. Jednak los zadecydował inaczej.
Gąbczasta Perła przyjęła ich w środku z uśmiechem.
– Potrzebujecie czegoś? – zagadnęła księżniczka.
– Tak. Moja córka mi się rozchorowała. – odparła Kropiatkowa Skórka i pchnęła łapką córkę do przodu. Żabia Łapa podeszła bliżej i pociągnęła nosem. Kotka szybko ją zbadała i zacmokała.
– Nic poważnego. Zwykły katar. – oświadczyła. Jeśli zwykły katar jest taki koszmarny, to jak czuje się kot znacznie bardziej chory? Żabka chyba nie chciała się o tym przekonać. – Chwileczkę. Już...już… – kotka pogrzebała w ziołach, których ubywało z każdym dniem coraz bardziej. Uczennica nagle poczuła się, jakby nie zasługiwała na nie. W końcu to był tylko zwykły katar. Pewnie by jej niedługo przeszedł.
– Nie potrzeba. Katar to nie takie zło… – mruknęła uczennica.
– Potrzeba. Teraz to katar, ale przy tym zimnie wkrótce to będzie pełna infekcja. Proszę, zjedz to. Przeżuj dokładnie i jutro rano przyjdź jeszcze raz. – Gąbczasta Perła podała jej odrobinę ziół. Żabka nie sprzeciwiała się medykowi. To byłoby nie na miejscu. Ona wiedziała lepiej co robi, niż jakaś uczennica.
Więc pojawiła się też następnego dnia rano, po spędzeniu nocy w legowisku swoich rodziców, ku niezadowoleniu niektórych wojowników. Ciśnienie w jej głowie i sam katar wkrótce się z nią rozstały i Żabka mogła odetchnąć pełną piersią z zadowoleniem.
– Dziękuję Gąbczasta Perło. Gdybyśmy mieli inną pogodę, przyniosłabym ci coś ładnego w podziękowaniu. – mruknęła Żabka. Księżniczka uśmiechnęła się do niej szeroko.
Następnego dnia Żabia Łapa dopadła do Lawendowej Rozkoszy, która z niezadowoleniem wzięła ją na patrol ze sobą. Jak dobrze jest móc znowu oddychać.

[1389 słów]

[28%]


Wyleczeni: Żabia Łapa

13 lipca 2026

Od Żabiej Łapy CD. Nura

Lawendowa Rozkosz spojrzała na Żabkę z góry. Była nieco zrezygnowana, przyglądając się, jak jej uczennica próbuje desperacko wspiąć się na drzewo. Było lepiej niż na początku. Żabka już umiała wejść na drzewo bez problemu, jednak wchodzenie na nie z mokrym futrem nadal stanowiło dla niej niezwykły wysiłek.
Żabia Łapa wspięła się w końcu po jakimś czasie. Zadyszana, zmęczona i przemoknięta, ale siedziała na tym drzewie. W końcu. W końcu osiągnęła jakiś sukces w swojej edukacji i wspięła się na to drzewo.
– Dobra. Na dzisiaj koniec. – Lawendowa Rozkosz machnęła na nią łapą. Tak to się zazwyczaj właśnie kończyło. Uczennica mogła już sama zostać na chwilę poza obozem sama po ich treningach. Tego dnia jednak nie miała na to najmniejszej ochoty. Było już zimno, bo pora roku się nieprzyjemnie zmieniła i mokre futro nie było dobrym dodatkiem do takiego chłodu.
– Dobra. Dziękuję za trening. – odparła Żabia Łapa i zeskoczyła z drzewa. Wylądowała na wszystkich łapach, jednak kolanka trochę się pod nią ugięły. Jej mokra sierść jednak trochę ważyła.
Więc z wielką chęcią wróciła do obozu. Tam schować się mogła z dala od chłodu wiatru i wody. Mogła chwilę odpocząć od męczącego ją treningu i zrobić coś przyjemnego. Postanowiła odwiedzić swojego ulubionego malucha. Po mianowaniu na namiestników kociak przykładał się do ich małych sesji treningowych coraz mocniej.
– Cześć. – przywitała się, kiedy tylko weszła do kociarni, a kociak przyszedł do niej sam.
– A dziś Żabia łapo, co robiłaś na treningach? – usiadł sobie i wbił w nią te swoje ciekawskie oczka. Ta uśmiechnęła się szeroko i otrzepała delikatnie. Kociak zmarszczył się na jej reakcję. – Pływałaś?
– Pływamy to my zawsze, żeby wyjść z obozu. Ja dzisiaj wspinałam się na drzewa. Z mokrą sierścią.
– Och… To wydaje się proste… – Nur przekrzywił łepek.
– Jest proste, o ile nie ma się tyle sierści co ja. Jak jest mokra, to waży dużo więcej. – mruknęła Żabka. – Nie jest to proste, ale nie jest to niemożliwe. Tobie pewnie będzie szło lepiej. Jesteś dobrze zbudowany, aczkolwiek pewnie posmakujesz tego, jak ciężka jest długa sierść, która przemokła do pełna! – uczennica uśmiechnęła się do kociaka. – dodatkowo jest strasznie zimno. Nic przyjemnego.
– Czyli dzisiaj nie wyjdziemy?
– Możemy wyjść. Poćwiczyć coś. Jako namiestnik wiele spoczywa na Twoich młodych ramionach co?
– No tak. Jestem teraz namiestnikiem. Muszę znacznie więcej trenować, żeby być doskonałym! – odparł Nur.
– Prawda. Trzcinowy Szmerze? – Żabia Łapa zwróciła się do kocicy. Ta spojrzała na nią z uśmiechem. – Mogę zabrać Nura na chwilę na zewnątrz. Obiecuję, że nas nie umoczę.
– Dobrze. Ale bądźcie ostrożni. – oświadczyła ich mama. Żabka przytaknęła ochoczo i już po chwili oboje byli poza żłobkiem.
– Zaraz będziesz uczniem, co nie? – Żabka zerknęła na Nura, kiedy już doszli do kawałka obozu przeznaczonego głównie dla kociąt i ich wymysłów.
– Tak. – odparł kociak.
– Jak myślisz. Kto będzie cię szkolił? – spojrzała na kociaka. Sama dostała całkiem dobrego mentora, jej siostra to w ogóle, księcia. Nur pewnie zasługiwał na kogoś, kto go zrozumie i dopilnuje, aby oszlifował wszystkie swoje umiejętności.
– Nie wiem. Myślisz, że moja mama mogłaby? Albo Pani Mandarynka?
– To byłby wielki zaszczyt. Chociaż nie wiem, czy chciałbyś, aby Twoja rodzina cię szkoliła.
– Dlaczego niby nie? – Nur spojrzał na nią z zaskoczeniem.
– Bo widzisz. Twoja mama cię kocha, nawet mocno. Pani Mandarynka też, w końcu dała wam specjalne oznaczenia. Jednak kiedy uczy się własną rodzinę, robi się to trochę inaczej. Osoba spoza rodziny przekaże ci inną wiedzę, nie będzie cię traktować jak kociaka, którego zna od zawsze. – Żabka odetchnęła. – Może być różnie. Jak szkoli cię rodzina, to mogą szkolić cię za mocno, za długo, za szybko, bo chcą abyś był, jak najlepszy, ale kończy się tym, że przestajesz kochać, to co robisz. A może być w drugą stronę, że będą cię trenować za słabo, a ty przecież chcesz być najlepszy?
– Tak, chcę! – Nur machnął desperacko ogonem. – Więc mama nie powinna mnie trenować?
– Powinna, nie powinna. Ja jestem tylko uczniem, nie ja to wybieram. Ale jak będzie cię trenować bliska rodzina, to musisz pamiętać o moich słowach, okej? Nie daj się przepracować, bo odpoczynek pozwala ciału na regenerację i zebranie sił do ulepszania siebie. – Żabka powtórzyła słowa, które powiedziała jej kiedyś jej mentorka… tylko trochę inaczej. Prościej, ale Nur był inteligentnym kociakiem. Wiedział, o co chodzi – I nie pozwól, aby ktoś uczył cię za mało. Jesteś zdolnym kociakiem i jak się na ciebie patrzy, to się widzi wielkiego wojownika w przyszłości. Kogoś na kim można będzie polegać. – mruknęła. Nur zamyślił się na chwilę i pokiwał głową. – To co? Teraz polowanie? Obiecałam twojej mamie, że się nie umoczymy, więc nici z pływania.
– No dobra. Polowanie! – Nur podskoczył na równe łapy. Żabka nawet nie zauważyła, kiedy usiadł. Ha!
– Jak już będziesz uczniem i będziesz mógł wychodzić czasem sam, to zabiorę cię w najlepsze miejsce do polowania na karpie. I pokażę Ci najlepsze miejsca na czajenie się na króliki. Czasem można tam nawet zobaczyć sarny.
– Obiecujesz?
– Oczywiście. A teraz pokaż mi, jak się skradasz. Tamten liść to nasza mysz! – pokazała na listek. I tak minęło im jedno z wielu popołudni. Żabia Łapa nie mogła się już doczekać, aż kociak zostanie mianowany i będzie mogła trenować tak naprawdę u jego boku.

<Nur?>
[839 słów]
[wspinaczka na drzewa]

[17% + 5%]

08 lipca 2026

Od Żabiej Łapy CD. Łabądka

Żabia Łapa uśmiechnęła się szeroko na słowa maleńkiej koteczki przed nią.
– Nie wierzę! Sugerujesz, że Mandarynkowa Gwiazda wygląda jak wypłosz?! – udała zszokowaną, ale swoje słowa wypowiedziała w miarę cicho. Przyglądała się jak kocie siedzące obok niej, najeżyło się strasznie.
– Chodziło mi o ciebie! – krzyknęła, a Żabka się tylko zaśmiała.
– Wiem przecież, wiem. – machnęła łapą. – Droczę się z Tobą. Przecież Mandarynkowa Gwiazda jest piękna.
– Jest. I nic tego nie zmieni!
– Prawda. – Żabka pokiwała łebkiem i spojrzała na to małe wkurzone stworzenie przed sobą. – Masz potencjał, wiesz?
– Potencjał? Na co? – koteczka machnęła poirytowana ogonem.
– Na bycie kimś ważnym. Tylko słowa musisz dobierać trochę lepiej, bo jak tak wszystkich będziesz obrażać zbyt wprost, to nawet jak będziesz kimś ważnym to nikt nie będzie cię lubił. – Mruknęła Żabka.
– Nie potrzebuję, żeby inni mnie lubi. Zwłaszcza nie paskudy takie jak ty. – kotka odwróciła się na łapie i weszła z powrotem do żłobka.
– Ach? Skoro tak uważasz. – Żabka wzruszyła ramionami. Miała nadzieje, że kociak jednak trochę bardziej się ułoży.

Ogłoszenie namiestników bardzo ekscytowało Żabkę. Trzcina i Żmijowiec naprawdę zasługiwali na takie miano, a mały Nur z całym swoim potencjałem sprawiał wrażenie dobrego kandydata. Łabądek natomiast… może osiągnie sukces. Żabka nie życzyła jej źle, jednak jej niewyparzony pysk był trochę… niebezpieczny dla jej własnego miejsca w klanie. Szkoda by było patrzeć, jak tak młody i utalentowany potencjał spada na samo dno.
– Nie uważasz, że te znaczki na moim pysku wyglądają przepięknie? – Łabądek złapała ja, kiedy ta akurat niosła do żłobka trochę jedzenia dla ich mamy.
– Są. To prawda. Zwłaszcza u Ciebie. Z tą kryzą to jak się przymknie oczy, to można by uznać, że zasługujesz na lotus! – mruknęła Żabka, odkładając na łapy zdobycz.
– Mówisz?
– No, mówię. Może kiedyś się doczekasz. W każdym razie. Dumna jesteś, co? Teraz jesteś namiestnikiem!
– No ba! To bardzo duże wyróżnienie i odpowiedzialność. – koteczka napuszyła się jak mały jeżyk, pewnie bardzo zadowolona z siebie. Żabka miała wielką ochotę się zaśmiać z jej wyglądu, ale przecież to tylko kociak. Niech się jeszcze cieszy tą niewinnością. Niedługo świat nie będzie taki łaskawy. Z jednej strony Żabka jej zazdrościła. Jej i wszystkim lotosom, ale z drugiej strony… bycie księciem czy namiestnikiem jest zapewne stresujące. Obowiązki, knowania, cicha nienawiść do siebie nawzajem i spokojne szukanie słów, które nie obrażą nikogo za mocno, nieodwracania się plecami do nikogo. Tymczasem Żabka była w pewnym sensie wolna.
– Będziesz bardzo dobrym namiestnikiem! – Żabka uśmiechnęła się szeroko do Łabądka.

<Łabądku?>
[397 słów]

[8%]

27 czerwca 2026

Od Żabiej Łapy CD. Nura

Żabka spojrzała na tego małego kota pod swoimi łapami. Kociak wbiła w nią swoje jakże niewinne oczy.
– Mogłabyś mi pokazać, jak się pływa, albo poluje, albo… ogólnie powiedzieć trochę więcej! – Nur był widocznie ciekawski i Żabia Łapa nie dziwiła mu się ani trochę.
– Pewnie. – odpowiedziała – ale pływać, tylko jeśli ktoś jest w kąciku zabaw. – dodała po sekundzie. Potem wyprowadziła kociaka ze żłobka, żeby zażył trochę świeżego powietrza.
– Więc co byś chciał wiedzieć dokładnie? – zagadnęła go.
– Jak to jest być wojownikiem? – kociak kroczył obok niej dużymi krokami. Kawałek po kawałku zbliżali się do kącika zabaw.
– To całkiem nudne wbrew pozorom. – Żabka zmarszczyła nos. – Nikt Ci o tym nie mówi, jak zaczynasz być uczniem, ale… bycie wojownikiem nie jest niczym niesamowitym. Nic nie jest tak właściwie. Tak jak teraz wstajesz o poranku, żeby się najeść, będziesz wstawał jako wojownik. Potem patrol, drzemka, polowanie. I tak w kółko, chyba że znajdziesz sobie przyjaciół albo miłość, co zapełni ci trochę nudy w życiu. I tak do emerytury, właściwie.
– To nie brzmi… zachęcająco. – odparł kociak.
– Może nie, jako sam koncept. To zależy, co zrobisz z tym faktem. Niektórzy wojownicy nie przejmują się monotonią. Tak wolą żyć. Jak jest spokojnie i nie muszą się niczym przejmować. Ale jak nie chcesz, tak żyć to nikt nie zabrania ci robić dodatkowych patroli, mieszać się w politykę i mącić w głowach innych. To całkiem proste tak właściwie. A ty jesteś całkiem spostrzegawczy, co?
– Jestem. – zatrzymali się oboje w wejściu do kącika zabaw.
– To nigdy ci się nie będzie nudzić. Musisz tylko przyglądać się innym bardzo dobrze. A teraz co? Pływanie czy polowanie?

<Nur?>
[263 słów]

22 czerwca 2026

Od Żabiej Łapy do Liliowej Pieśni

Żabka spojrzała na własne łapy. Piękne, suche i ogólnie jej własne! I nie chciała ich dzisiaj zanurzać w wodzie, więc chowała się po obozie, gdzie tylko właściwie mogła.
Zajrzała do medyków, czy może nie potrzebują pomocy, albo czegoś posprzątać. Nie. Wszystko było u nich dobrze. Odwiedziła starszyznę, żeby upewnić się, że wszystko jest na swoim miejscu. Różana Woń wzruszyła tylko ramionami na jej pytania i wygoniła ją z legowiska.
Żabia Łapa czuła, że jednak jest skazana na trening. Na wyjście z obozu. Jej futro znowu napuszy się jak u przestraszonej sowy. Tak też się stało. Lawendowa Rozkosz w końcu ją znalazła i wyjęła z obozu na kolejny trening.
“Dzisiaj powalczymy!” oświadczyła do Żabki, po czym nie dość, że przeciągnęła ją przez rzekę, do lasu to jeszcze wybrudziła ją w błocie i liściach. Dlatego też zaraz po treningu Żabka spędziła dużo czasu w rzece, domywając z siebie plamy i smród lasu. Zajęło jej to dużo czasu i wysiłku, więc do obozu wróciła zmęczona i niechętna do niczego. Nawet jej siostry, które próbowały poprawić jej humor, nie dały rady. Więc Żabka panoszyła się teraz po obozie jak bardzo poirytowany duch. W końcu raczyła kopnąć jakiś zagubiony kamyczek. Nie za mocno, ale też nie za słabo. No i na jej nieszczęście, ktoś akurat przechodził niedaleko.
– AUĆ! – takie słowa padły sekundę po tym, jak Żabka wzbiła kamyczek w powietrze ze złością. Żabia Łapa opuściła uszy po sobie i spojrzała na kota, którego trafiła. Niedaleko niej stała liliowa kotka, niewiele starsza od Żabki. Liliowa Pieśń mierzyła ją nieco wściekłym wzrokiem.
– Za co to było?! – prychnęła.
– Przepraszam. Nie widziałam cię. Nie chciałam cię trafić. – przyznała Żabka. – Moja wina…

<Liliowa Pieśnio?>
[272 słów]

[5%]

21 czerwca 2026

Od Żabiej Łapy do Nura

Żabka mogłaby przysiąc, że ten świat czasami jej nienawidzi. No może tylko trochę jej nie kocha. Lawendowa Rozkosz nalegała ciągle na wspinaczkę. A przecież Żabka znacznie lepiej czuła się w wodzie. Tam, gdzie są ryby, tam, gdzie jest stały grunt, który nie znajduje się parę lisich długości nad ziemią.
– Musisz się nauczyć wspinać. Bo wrócimy do wspinaczki z mokrym futrem! – pogroziła jej mentorka, kiedy ta mruknęła znowu coś o nienawiści do tego zajęcia.
– Dobrze, już dobrze. Próbuję! – odparła zaraz Żabka i przymierzyła się do wspięcia na te parszywe rośliny. Raz, drugi, trzeci i kotka wdrapała się niezgrabnie na gałąź. Lawendowa Rozkosz odetchnęła z frustracją.
– Jaka z ciebie ciapa. – fuknęła.
– Ciapa czy nie, to pierwszy raz jak wchodzę na drzewo. Oczywiście, że będzie mi brakować gracji! – prychnęła Żabka w swojej obronie. – Pływam wyśmienicie, ale grunt wolę stały, a nie… gałęzie!
– No dobra, dobra. Złaź teraz. Pokażę ci jeszcze raz, jak to się robi…
Żabka miała dość treningów na najbliższy tydzień albo jej całe życie. W gruncie rzeczy nauczyła się całkiem sporo od swojej mentorki o wspinaczce i pływaniu, ale już się trochę zmęczyła. Może po prostu miała kiepski dzień. Czasem tak też bywało. Trochę smutku, trochę narzekania na samą siebie i właściwie na tym się kończy nie? Żabka jakoś nigdy nie robiła wielkich wydruków pod wpływem emocji. Wolała się pogapić na kogoś innego i wyobrazić sobie coś ciekawego albo poprowadzić miłą rozmowę… lub mniej miłą, ale jakąkolwiek rozmowę. Dlatego była poirytowana, kiedy nie zastała nikogo ciekawego w obozie. Albo koty, które już dogłębnie znała, albo jakieś koty, które mało ją interesowały. Co w takim wypadku można sobie porobić, kiedy nie wie się co robić?
Żabka nie zastanawiała się długo. Skierowała się do żłobka, gdzie siedziała Trzcina ze swoimi maluchami. Mogła je przecież odwiedzić. Weszła do środka i przywitała się z królową.
– Żabia Łapo, dzień dobry! – Miauknęła Trzcinowy Szmer. – Co tu porabiasz znowu?
– Dzień dobry. Nudziło mi się trochę. Szukam towarzystwa i pomyślałam, że może masz ochotę odpocząć chwilę i mogę ci ukraść kociaka i się z nim pobawić? Wiesz… pokazać obóz, kącik zabaw, może zamoczyć odrobinę łapki, tak bezpiecznie. – mruknęła Żabka. – O ile chcą i o ile mogę…

<Nur?>
[357 słów]

[7%]

Od Żabiej Łapy do Wymarzonej Słodyczy

– No dawaj Żabko! To nie takie trudne! – Lawendowa Rozkosz patrzyła na swoją uczennicę z gałęzi drzewa.
– Może nie jest trudne… – odparła Żabka. – Ale moje futro waży dobre dodatkowe trzy lisy. – miauknęła. – A jeszcze nie mam tyle mięśni co ty!
– Ja nie mam mięśni, ja mam tylko umiejętności! – odparła kotka siedząca nad nią. – I kiedy się ich nauczysz, to sama będziesz mogła wspinać się szybko i zwinnie nawet przemoknięta do kości!
Żabka chciała wierzyć w słowa swojej mentorki, ale jej futerko rzeczywiście jej przeszkadzało. Kotka zazwyczaj lubiła mieć tak długa i piękną fryzurę, ale czasami było to męczące. Zwłaszcza kiedy jej kryza wisiała prawie u jej łap, obciążona litrami wody.
– Nie możemy zacząć uczyć się najpierw w ogóle wspinać na drzewa? Zanim zaczniemy z tymi… zaawansowanymi technikami? – uczennica próbowała się targować. Spotkała się jednak tylko z niezadowolonym spojrzeniem swojej mentorki. Więc spróbowała. Jednak jej sierść naprawdę nie pozwoliła jej wejść za daleko. Żabka ślizgała się i w końcu spadła. Leżąc na plecach, wbiła swoje ślepia w Lawendową Rozkosz i odetchnęła. Liliowa kotka była troskliwa i delikatna, ale czasem uparta. Jednak Żabka wiedziała, iż ta nie mogła oprzeć się pewnym prawdom. A prawda było, że ból powoduje łzy. A niewiele osób może oprzeć się łzom.
Żabka zmarszczyła nos i odczekała sekundę… dwie. Po czym zaczęła oddychać nieco szybciej. Odpowiednie myśli, odpowiednie podejście i łzy zebrały się w jej oczach. Mina Lawendowej Rozkoszy prawie od razu zmieniła się z upartości w zmartwienie.
– Żabia Łapko? – mruknęła, nachylając się nieco, aby przyjrzeć się lepiej leżącej na ziemi uczennicy. Żabka wtedy już na dobre pozwoliła się sobie rozkleić. Nie to, że rzeczywiście czuła się bardzo zraniona czy sfrustrowana… po prostu ćwiczenie czegoś tak bezsensownego. Jeśli Żabia Łapa nie umie wspinać się na drzewa wcale, co w ogóle podpowiadało jej mentorce, że mogłaby się od razu nauczyć wspinać w mokrej sierści. Mały wybryk z łzami i łkaniem na pewno naprawi odrobinę podejście mentorki.
– Żabia Łapko! – Lawendowa Rozkosz zeskoczyła z drzewa, lądując obok niej. – Wszystko okej?! – spytała się zmartwiona.
– Nie… Bolą mnie plecy, jestem morka, głodna i nic mi nie wychodzi. – poskarżyła się Żabka. – Nie umiem wchodzić na drzewa. A… A ty! Ty… – załkała przez łzy. – Nie ważne... Nie ważne. - zaparła się zaraz potem.
– Ważne. Mów mi teraz. Co jest nie tak? Co boli?
– Plecy… – przyznała Żabka, przecierając pyszczek. Nie bolało na tyle, żeby nie mogła się powoli pozbierać z ziemi, ale rzeczywiście upadła na kamień. Idealna wymówka na płacz. – Mam za… za ciężkie futro… – mruknęła.
– No tak… Futro jest ciężkie, jak jest mokre… – Lawendowa Rozkosz zaczęła.
– A JA NAWET NIE UMIEM JESZCZE WCHODZIĆ NA DRZEWA O SUCHEJ! – krzyknęła Żabka, zalewając się jeszcze większą ilością łez. Lawendowa Rozkosz zdawała się przez chwilę zmieszana. Może rzeczywiście to było za dużo na raz.
– Wr… Wróćmy do obozu. Niech na ciebie spojrzy medyk, a ja… ja pomyślę o tych drzewach. Bo rzeczywiście… nie umiesz wcale się wspinać. Może… To za szybko, żeby w mokrym futrze próbować…— przyznała. Żabka przetarła jeszcze raz pyszczek łapką i spojrzała swoimi wielkimi, przeszklonymi wilgocią oczkami na swoją mentorkę.
– Jest… Jest okej. To… to tylko kamień.
– Może, ale na wszelki wypadek pójdziesz do Gąbczastej Perły, żeby cię obejrzała!
– Dobrze…
I tak też zrobiła. Medyczka nie znalazła nic z nią nie tak, może tylko delikatne obicie schowane pod podmokłym futrem. Ale Żabka była wolna. Mogła iść i szaleć. Tyle że pewnie wyłącznie w obozie. Irytowało ją to strasznie tego dnia. W ogóle została wtrącona w bardzo zły humor. Zły humor, który postanowiła wyładować w jedyny sobie znany sposób. Usiadła sobie na brzegu obozu i zaczęła szukać ofiary. Rozmowa z kimś o czymkolwiek na pewno oderwie jej myśli od nieprzyjemnego doświadczenia z mentorką.
Żabia Łapa ogarnęła wzrokiem obóz. O tej godzinie było tu w miarę pusto. Słońce świeciło mocno, więc wszyscy chowali się w legowiskach lub w cieniach. Klekoczący Bocian właśnie wychodził z obozu, Kijankowe Moczary zbierał południowy patrol, który niechętnie powłóczył za nim łapami. Ciepło doskwierało wszystkim wokoło. Żabka, nadal wilgotna, nie odczuwała go na razie tak mocno. Patrzyła dalej. Wzlatująca Uszatka właśnie dorzucała zdobycz do kupki, a Czosnkowa Krewetka zabierała kawałek ryby dla siebie.
Wszystko działało tak jak powinno, ale w zasięgu oka Żabki nie było nikogo ciekawego. Nikogo kogo by już nie znała. To irytowało ją tylko bardziej.
Do czasu. Może parę uderzeń serca później w zasięgu wzroku koteczki pojawiło się bardzo ciekawe futro. Rude, nakrapiane i przyozdobione czymś dziwnym na uszku. Żabka rozpoznawała kotkę właściwie z wyglądu, ale z opowieści innych wojowników wiedziała, że kotka jeszcze niedawno była uczniem. No… może nie tak niedawno, ale bliżej jej było do ucznia niż do starszyzny! Chociaż mentorka Żabci była młodsza…
W każdym razie wyglądała na ciekawą osóbkę. Na tyle, aby przyciągnąć uwagę Żabeńki. Uczennica wstała i zaczęła podchodzić w okolice nowej ofiary, nie zbliżając się jednak za blisko. W końcu musi najpierw ocenić czy jednak warto się zbliżać. Szylkretka usiadła przy źródełku i powoli napiła się odrobinę wody. Żabka przysiadła przy dziupli ze zwierzyną i przyjrzała się jej lepiej. Kotka była od niej trochę większa, jednak Żabka, z genami swojego ojca, już powoli doganiała niektóre mniejsze koty, pomimo swojego wieku. Chociaż jeszcze trochę jej brakowało, żeby patrzeć im bezpośrednio w oczy.
Ciekawska uczennica podeszła jeszcze odrobinę bliżej… i bliżej, i bliżej. Aż nie siedziała zaraz za kotką, która ją tak zainteresowała. Szylkretka rozciągnęła się i odwróciła, mało nie wyskakując z własnej skóry.
– Dzień dobry. – przywitała się Żabka, wbijając swoje wielkie ślepia w nowego rozmówcę. – Parszywa pogoda dzisiaj, czyż nie? Strasznie pali. – uśmiechnęła się, jak najbardziej serdecznie mogła, bez mrużenia swoich wielkich oczu.

<Wymarzona Słodyczo?>
[915 słów]

[18%]

Od Żabiej Łapy do Szepczącej Hipnozy

Żabka zacisnęła zęby i wdrapała się na brzeg rzeki, otrzepując wodę z sierści. Lawendowa Rozkosz uśmiechnęła się w jej stronę z zadowoleniem.
– Idzie ci bardzo dobrze, wiesz? – oświadczyła. – Nurkowanie masz już w małym paluszku! Nic tylko ci tego pozazdrościć, wiesz?!
– Wiem. Czy to czas na następny etap? – spytała się uczennica przecierając wodę z oczu. Mrugając parę razy mogła już otworzyć je na oścież.
– Tak. Przyglądaj się uważnie! – powiedziała Lawendowa Rozkosz po czym przymierzyła się do zanurkowania. – Niektóre ryby można znaleźć blisko powierzchni. Opowiadałam ci już o tym. Inne można zwabić, jeśli znajdziesz jakieś nasionko lub coś podobnego. A niektóre… chowają się pod wodą, blisko dna. One są często duże i soczyste, bardzo dobre do zaniesienia do klanu. Przyglądaj się uważnie. – Lawendowa Rozkosz weszła do wody bardzo powoli i ostrożnie, aby nie naruszyć jej za mocno. Zanurzyła pyszczek w wodzie. Żabka wiedziała, że miała otwarte oczy. Wiedziała, że szukała swojej zdobyczy. I kiedy ją znalazła, jej mentorka zanurzyła się cała i po chwili wypłynęła na powierzchnię bez niczego w pysku.
– Czasem się zdarzy, że nic też nie upolujesz. łowienie ryb to gra cierpliwości
– Och… Okej. – uczennica pokiwała głową.
– Dobra. Idziemy wzwyż rzeki, żebyś mogła sobie poćwiczyć. Tam jest kawałek głębszej rzeki, a tu już wszystko się rozproszyło. Nie ma co czekać, aż się uspokoją z powrotem. Zmiana miejsca będzie szybsza! – Lawendowa Rozkosz wyszła z wody i się otrzepała. Kotki zmieniły miejsce treningu i Żabka wkrótce nurkowała jak profesjonalista. Najpierw wchodziła do wody powoli, szukała ofiary i nurkowała. Łowienie ryb w ten sposób nie było najprostsze. Wymagało dużo siły i wprawy, ale znacznie mniej cierpliwości niż łowienie z powierzchni, które było znacznie prostsze. Ale Żaba się nie poddawała. Zmieniała miejsce nurkowania, czekała aż ryby ułożą się pod nią i przestaną rzucać i w końcu trening się skończył. Cztery ryby, nieduże, ale upolowane przez samą Żabkę. Lawendowa Rozkosz patrzyła się na nią z dumą.
Żabka porzuciła swoje zdobycze w odpowiednim miejscu i odetchnęła. Ciągle ociekała wodą, kiedy w końcu mogła się położyć. I zrobiła to na środku obozu, w samym słońcu. Potrzebowała wyschnąć, chociażby odrobinkę.
– Wyglądasz jak spłaszczona jaszczurka. – Żabia Łapa podniosła łepek na te słowa. Przed nią usiadła jej siostrzyczka.
– Od razu rozpłaszczona. Ja bym siebie określiła bardziej jako piękną i może tylko trochę rozpłaszczoną. Ale jakoś muszę wysuszyć futro. – odparła Żabka, siadając, aby móc spojrzeć Ropuszce w oczy. Ta tylko uśmiechnęła się na te słowa.
– A co robisz potem? Skończyłaś już trening? – spytała się zaciekawiona. Żabka pokiwała głową.
– Tak. Dzisiaj łowiłyśmy bardzo dużo ryb. Ja sama wyłowiłam cztery! – Żabka położyła łapę na swojej piersi z wielką dumą. Ropuszka uśmiechnęła się tylko szerzej.
– To niesamowite! Ja nie mam tyle cierpliwości jeszcze, żeby siedzieć nad rzeką i łowić.
– O nie! Ja nurkowałam po nie. Lawendowa Rozkosz zauważyła, że bardzo dobrze nurkuję i najpierw nauczyła mnie tej metody. Ćwiczyć jak łowić na powierzchni będziemy jeszcze potem. Mówiła, że mam czas.
– O jeju! I ty się tak cała pod wodę zanurzyłaś?! – Ropuszka zatrzepała uszkami z ekscytacji.
– No tak! I z otwartymi oczami. – oświadczyła.
– Też bym tak chciała, ale to trochę straszne, co nie? W ogóle… jestem strasznie zmęczona po własnym treningu, ale mam coś jeszcze do zrobienia. Mogłabyś mi wyświadczyć przysługę? – spytała się Ropuszka. Żabka też była wyczerpana, ale przecież dla sióstr zrobiłaby tak wiele!
– Co tam? – spytała, pomimo niechęci.
– Pójdziesz do ogrodników spytać się ich czy czegoś nie potrzebują? – Ropuszka posłała jej błagające spojrzenie.
– No dobra… W którą to stronę? – spytała.
– Tam gdzieś siedzą! – wskazała Ropuszka paluszkiem.
– Dobra. To ty idź się zdrzemnij, a ja to ogranę. – Żabka odetchnęła ciężko. Też się jej chciało spać, ale to mogło poczekać. W końcu siostra poprosiła ją o pomoc! Żabka chwilę pałętała się po obozie podpytując gdzie ma dokładnie iść, aż nie namierzyła kota, który pachniał i nawet wyglądał jak ogrodnik.
– Hej ty! – podbiegła do niego mało nie wpadając mu pod łapy. – Jesteś ogrodnikiem, co nie? – spytała.
– Tak? – odpowiedział kot… kotka? Żabka powąchała jeszcze raz. Kot? Nie ważne.
– Moja siostra miała przyjść się was spytać, czy nie potrzebujecie pomocy, ale teraz to moje szczytne zadanie! – odparła Żabka wypinając pierś. Gdyby mogła to by poprawiła też kryzę, ale ta nadal wilgotna opadała na jej ramiona. – Tak więc… czy potrzebujesz jakiejś pomocy… e… Właściwie racja! Gdzie moje maniery, przepraszam. – przerwała swój wywód. – Jestem Żabia Łapa. A Twoje imię?

<Szepcząca Hipnozo?>
[709 słów]
[łowienie ryb]

[14% + 5%]

19 czerwca 2026

Od Żabiej Łapy CD Łabądka

Żabka chciałaby powiedzieć, że się nie nudziła, ale to byłoby kłamstwo. Była na porannym patrolu i może mogłaby teraz pójść spać, ale nie chciała. Odmawiała tego po prostu. Wolałaby pogadać z kimś albo pobawić się z siostrami. Jednak żadne z powyższych nie jest możliwe na ten moment. Obie kotki się wyniosły na treningi ze swoimi mentorami, a obóz o tej porze dnia był wyjątkowo milczący. Nie było nic, co koteczka mogłaby zrobić. Patrol się zaczął i skończył, nie stało się na nim nic. Nic a nic. Może jakaś rozmowa między wojownikami i teraz pozostało tylko siedzieć w cieniu i gapić się we własne łapy. Ile można!?
Żabka podniosła oczy na obóz. Klan Nocy miał piękny obóz, który podobno zmienił się po powodzi. Żabka nie wiedziała co się w nim zmieniło, bo nie była urodzona, kiedy te zmiany następowały. Ale obóz jej się podobał. Na pewno był ładniejszy niż obozy innych klanów! Klan Nocy w końcu był najlepszym klanem z nich wszystkich. Inne klany nie jadły tak dużo ryb ani nie pozwalały czekoladowym kotom panoszyć się jak plaga. Ich kotki były odizolowane w żłobku. Właśnie. Żłobek. Czy to na pewno było dobre miejsce na trzymanie tego przekleństwa, jakim była Fląderka i Mysiomózga Łapa? Tam były kocięta, które tak łatwo mogły się z nimi próbować zaprzyjaźnić. Jak dobrze, że jej rodzice na to nie pozwolili. Jeszcze ich głupota by się otarła o biedną Żabkę.
Żabka wbijała wzrok w wejście do żłobka pogrążona we własnych myślach, kiedy w wejściu stanęło coś znacznie ciekawszego. Kociak… Łabądek, jeśli kotka dobrze pamiętała. Dzieciątko Trzciny. Żabka wbiła swoje wielkie ślepia w dzieciaka, który po chwili zmarszczył nosek. Zaraz potem podniósł łapkę, ale się zawahał. Dlatego to Żabka podniosła się ze swojego miejsca i podeszła bliżej. Pamiętała dobrze, że jej także zabraniali wychodzenia ze żłobka, a przecież w środku było czasami tak nudno! Nudniej nawet niż w obozie, kiedy nic się nie działo.
– Cześć dzieciaku. – przywitała się, siadając bliżej i nadal się na niego gapiąc. Powąchała powietrze. Tak… to był definitywnie kociak Trzciny. Koteczka. – Łabądek, nie?
– T… tak! – koteczka odpowiedziała jej po sekundzie wahania.
– Wyrosłaś, odkąd cię ostatnio widziałam.
– Chyba? Czemu się tak na mnie gapisz, paskudo?! – Żabka uśmiechnęła się nieco krzywo. Jakie urocze dziecko.
– Bo mogę! – odpadła wesoło. – Bo jesteś ciekawa i bo dawno cię nie widziałam!

<Łabądku?>
[380 słów]

[8%]

Od Żabiej Łapy do Złocistego Widlika

Żabia Łapa wyszła ze żłobka już chwilę temu, a i tak czasami tęskniła za tym miejscem. Nadal je czasami odwiedzała, żeby zobaczyć się z Trzcinowym Szmerem, ale to nie było to samo. Nie było już tam jej mamy, a jej zapach już ledwo trzymał się ścian. Teraz były tam tylko te dwa czekoladowe koty, rodzinka Trzciny oraz Widlik. Właśnie! Złocisty Widlik. Żabka dawno nie widziała tego kota. Była zajęta polowaniami i treningiem pływania. A przecież kot był częścią jej dzieciństwa. I to całkiem wielką częścią.
Kiedy ich mama nie mogła ich obserwować lub wychodziła rozprostować kości, to właśnie Widlik je zabawiał. Pamiętała jeszcze parę zabaw, które im organizował. Teraz kiedy była starsza, może trochę dziwne dla niej było, że to kot, a nie kotka zajmuje się w ten sposób kociakami, ale nie kwestionowała tego za mocno. Nauki jej taty trochę jednak wpłynęły na jej poglądy, nieważne jak Żabka chciałaby się tego wyprzeć. W końcu jej tatko bardzo chciał, aby Żabka sama została medykiem albo piastunem, a to nie było dla niej. W obozie było nudno. Tam… za rzeką był cały świat do zwiedzenia, koty do poznania i walki do walczenia! Czy to nie było ciekawsze niż opieka nad irytującymi dziećmi? Widlik najwidoczniej bardzo to lubił!
Żabka podskoczyła na łapy z ekscytacją i namierzyła Lawendową Rozkosz. Podbiegła do niej z szerokim uśmiechem, ledwo wyhamowując, zanim w nią wpadła.
– Możemy pójść na polowanie? – spytała z cichą ekscytacją w głosie.
– Teraz? – Liliowa kotka zamrugała parę razy. – No nie wiem. Zaraz mam patrol.
– Och! – Żabka zmarszczyła nos. – Myślisz, że… mogłabym pójść sama?
– Sama? Ledwo zaczęłaś się uczyć. Nie wiem, czy to jest bardzo dobry pomysł…
– Obiecuję nie odchodzić daleko. Chciałam tylko złowić albo upolować coś dla… pewnego kota, którego lubię. Pochwalić się. – Żabka uśmiechnęła się pozornie niewinnie.
– No nie wiem.
– Bliziutko. W lasku zaraz obok obozu. – koteczka pokiwała łebkiem. – I od razu wrócę!
– No dobra. Ale jeśli nie będzie cię tu, jak wrócę z patrolu, to nigdy więcej nie spuszczam cię z oka poza obozem! – Lawendowa Rozkosz pomachała łapą z ostrzeżeniem.
– Dobrze. – Żabka zgodziła się bez sekundy zawahania. – To ja ruszam, żeby zdążyć!
Żabia Łapa ruszyła biegiem przez obóz, znikając po chwili w trzcinie. Zanurkowała do wody z rozpędem i zaraz wygrzebała się po drugiej stronie, otrzepując wodę jak tylko mogła. Im mniej mokra będzie, tym lepiej pójdzie jej polowanie. Może w takim razie powinna po prostu coś złowić, chociaż nie wychodziło jej to jeszcze perfekcyjnie… Może. Najpierw spróbuje na lądzie.
Żabka ruszyła do lasu po chwili leżenia na kamieniu, aby przeschnąć. Nadal była wilgotna, a jej futerko się zaczynało delikatnie kręcić. Wyglądała jak mała chmurka przedzierająca się przez runo leśne. Węszyła i skradała się ze świadomością upływu czasu, jaki mogła na to przeznaczyć. Chwilę jej to zajęło, ale w końcu odnalazła zapach jakiejś myszy. Świeży i kuszący. Kotka przywarła do gruntu i zbliżyła się do ofiary. Skoczyła, dorwała zdobycz i zaraz wracała do obozu. Osiągnęła swój cel. I to rychło w czas!
Do obozu weszła sekundy przed patrolem Lawendowej Rozkoszy. Jej mentorka, kiedy tylko przekroczyła próg, od razu zaczęła się rozglądać za nią. I jej mina złagodniała, kiedy tylko namierzyła swojego podmokłego ucznia.
– Udało ci się. – uśmiechnęła się z niemą pochwałą w oczach.
– Tak. Upolowałam mysz. – odparła Żabka z szerokim uśmiechem. – I wróciłam na czas. Można mi ufać!
– Można. To prawda. – Lawenda pokiwała łebkiem. – Tak trzymaj.
Żabka patrzyła, jak jej mentorka odchodzi gdzieś w swoje własne miejsce. Chwilę jeszcze obserwowała kotkę, do czasu kiedy ta zniknęła w legowisku. Zaraz potem uczennica pochwyciła mysz i udała się do żłobka.
Wchodząc, rzuciła gardzące spojrzenie czekoladowym kotkom leżącym w środku i potem namierzyła kota, którego szukała. Trzcinowy Szmer spała sobie spokojnie z dzieciakami, a Złocisty Widlik akurat się mył.
– Dzień dobry Złocisty Widliku. – przywitała się szeptem. Położyła myszkę zaraz przed nim. Kot rzucił jej pytające spojrzenie, a ta tylko poszerzyła swój uśmiech. – Sama ją upolowałam. Chciałam się podzielić i pochwalić jak dobrze mi idzie…

<Złocisty Widliku?>
[648 słów]

[13%]

Od Żabiej Łapy do Urodziwego Szafirka

Żabka była mokra od stóp do głów od samego ranka. Lawendowa Rozkosz zabrała ją na naukę pływania. Żabka przebierała łapami w cieczy, a jej mentorka co chwilę dawała jej dodatkowe wskazówki i pokazywała jak zrobić niektóre rzeczy lepiej. Ogółem… chwilę im to zajęło, ale obie były zadowolone z treningu.
– Idzie Ci coraz lepiej! – oświadczyła kotka, kiedy Żabka wygrzebała się z rzeki i otrzepała. Jej mokre futro wisiało na niej śmiesznie, pokazując prawdziwą sylwetkę Żabiej Łapy. – Jeszcze chwila, a będziesz pływać lepiej ode mnie! – pochwaliła ją.
Żabia Łapa tylko spojrzała na swoją mentorkę wielki oczętami i z szerokim uśmiechem. Nie powiedziała nic, ale jej mentorka już przywykła. Takie przynajmniej sprawiała wrażenie.
– Następnym elementem będzie łowienie ryb. Już zanurzasz pysk i nurkujesz bez problemu. Terach zostały tylko techniki, które ci w tym pomogą! – miauknęła Lawendowa Rozkosz i sama się otrzepała. Obie były przemoknięte. – Proponuję krótką drzemkę na kamieniu i potem polowanie. Co ty na to?
– Tak. Poproszę. Muszę trochę wyschnąć, bo potknę się o własne futro. – Żabka zaśmiała się pod nosem. I zaraz obie kotki znalazły sobie ciepły i dobrze nagrzany kamień. Żabka rozłożyła się na nim jak jaszczurka albo jakiś wąż. Chciała, aby jej futro chłonęło jak najwięcej słońca jak to tylko możliwe. Gorąco było czasami uciążliwe, ale po wyjściu z klanu i długich lekcjach pływania było zbawieniem.
Lawendowa Rozkosz rzeczywiście przysnęła sobie na krótką drzemkę ukołysana do snu przez ciepło lata. Żabka sama była blisko tego stanu, balansując na cienkiej linii świadomości i błogości. Jedyne co jej przeszkadzało to głosy wojowników w oddali. Prawdopodobnie powracający patrol. Patrol, który przechodził zaraz obok nich.
– Widzę, ktoś zażywa słońca. – Żabka rozpoznała ten głos. Kto to był? Kto… Uczennica podniosła głowę i ziewnęła. Spojrzała na patrol ze zmrużonymi oczętami. Na jego czele stał Siwa Czapla, a u jego boku były jeszcze dwa koty. Rosiczkowa Kropla oraz Urodziwy Szafirek.
– Idziemy na polowanie potem. Musiałyśmy wyschnąć chociaż trochę. – Żabka odparła z udawaną nieśmiałością. Jakby zrobiła coś złego. Schowała ogon bliżej siebie, opuściła uszy i nieco bardziej otworzyła oczka.
– To zrozumiałe. Z tak długim futrem idzie się potknąć o własne łapy. – Siwa Czapla pokiwał łebkiem. Żabia Łapa wstała i przyjrzała się lepiej innym kotom. To zazwyczaj wprawiało wszystkich w lekki dyskomfort, kiedy otwierała swoje oczy całkowicie. Kiedy chciała być miła i wydawać się bezbronna zazwyczaj je trochę mrużyła. Teraz jednak nie miała na to ochoty. Uśmiechnęła się szeroko. Jej mentorka właśnie pozbierała się na łapy zaspana.
– Oh siostrzyczko! – uśmiechnęła się szeroko. – Może chcesz do nas dołączyć! Idziemy polować! – Lawendowa Rozkosz podskoczyła w kierunku siostry. Żabka wbiła wzrok w Urodziwego Szafirka. Kotka była ładna, trzeba jej to przyznać. Szylkretowa sierść jakoś zawsze podobała się Żabce. A jeszcze jej futro było pełne kwiatów i ozdób. Kotka miała też niebieskie oczka. Oh jak bardzo Żabka chciałaby mieć niebieskie oczy. Nic tylko pozazdrościć. Żabka uśmiechnęła się szeroko, nie mrużąc oczu. Ciekawe, jakim kotem jest szylkretka. Miłym? Wrednym? Jak łatwo będzie się z nią zaprzyjaźnić? O ile będzie się w ogóle dało. I czy jak już ją pozna, to też przywyknie do jej pyszczka jak jej siostra? Bo Lawendowa Rozkosz jakoś bardzo już nie reagowała na Żabkę i jej uporczywe gapienie się.

<Urodziwy Szafirku?>
[520 słów]
[nauka pływania]

[10% + 5%]

18 czerwca 2026

Od Żabki (Żabiej Łapy) do Trzcinowego Szmeru

Żabka dobrze pamiętała kotkę, która odwiedzała ich w żłobku bardzo często. Była śliczna i może trochę markotna czasami. Ale opowiadała najlepsze historie i była najlepszym wojownikiem jakiego Żabka znała. A przynajmniej tak sądziła. Trzcinowy Szmer. Odwiedzała ich, a potem sama urodziła kociaki.
Żabka była zadowolona, że miała więcej łap do zabawy.
Jednak po zostaniu uczennicą to ona miała szansę odwiedzić Trzcinowy Szmer w żłobku.
Ale zanim urządzi sobie wycieczki po obozie miała inne zadanie. Lawendowa Rozkosz zabierała ją na trening. Jeden z pierwszych, chociaż tereny klanu już zwiedziła. Żabka nie była zbyt chętna iść gdziekolwiek tego upalnego dnia, ale nie widziała żadnego dobrego argumentu aby odmówić swojej mentorce. Zaszczyciła więc ją swoją obecnością o ustalonym czasie.
– Dzień dobry Lawendowa Rozkoszo! – Przywitała się z mentorką z szerokim uśmiechem.
– Ach! Żabia Łapo! Ruszajmy! Czeka nas całkiem ciekawa lekcja dzisiaj! – oświadczyła Lawenda.
– A jakaż to? – Żabka machnęła swoim długim ogonem i wbiła wielkie oczyska w starszą kotkę. Ta uśmiechnęła się bardzo szeroko.
– Umiesz pływać? – Liliowa kotka przeskoczyła z łapy na łapę.
– Trochę. Jak tatko nie patrzył to moczyło się łapki to tu… to tam… – nie chciała jednak zdradzać za dużo o swoich wybrykach.
– No dobra! Ale chciałabym zobaczyć jak dobrze pływasz! – jej mentorka uniosła ogon i zaraz udawała się do brzegu wyspy. No tak. Jeśli chcesz stąd wyjść musisz umieć pływać. Żabka nie bała się wyzwań.
Jej pływanie było nieco niezgrabne i nadal było w nim widać kocięcy brak doświadczenia, jednak jakoś wygrzebała się z obozu.
– Nie jest źle. Nauczymy cię jeszcze bardzo dobrze pływać! A dzisiaj, zwiedzanie i może coś upolujemy po drodze!
Żabka była nieco zmęczona o tym jak wróciła z treningu. Była też morka, ale to nic nowego dla kota z Klanu Nocy. Każdy wojownik, który wracał ze zdobyczą lub z patrolu kończył z futrem przywartym do ciała. Żabka otrzepała się nieco i z myszką w pysku podeszła do kupki ze zdobyczą, która była pełna ryb i różnego ptactwa. Odłożyła ją chwytając sobie jakiś kąsek. Powoli ruszyła w kierunku żłobka, bardzo z odruchu. W końcu jeszcze parę dni temu tam mieszkała. Zawahała się przed wejściem przypominając sobie, że przecież jest już uczniem. Dzisiaj była świeżo na treningu.
– O! Niesiesz coś dla naszej królowej? – jakiś wojownik podsunął jej doskonałą wymówkę.
– Oczywiście! – mruknęła Żabka i zniknęła w żłobku. Tam prychnęła na Fląderkę, która podniosła głowę aby zobaczyć kto wchodzi. Czekoladowe koty były naprawdę… oburzające. I jeszcze ta cała Mysiomózga Łapa! Dwa siebie water koty!
– Dzień dobry, Żabia Łapo. – Trzcinowy Szmer podniosła na nią oczy. Żabka odłożyła przed nią kawałek jedzenia.
– Dzień dobry, Trzcinowy Szmerze! Jak Ci mija dzień? – zagadnęła.

<Trzcinowy Szmerze?>
[427 słów]

[9%]

Od Żabki do Rzekotki

Żabka powiedziałaby, że żłobek jest diabelsko nudny ostatnimi czasy. Mama, kochana mama, opowiada im czasami bajki, ale ile można było jej słuchać! – Hej Roszpunka, Rzekotka! – Żabka stanęła nad siostrami. Ledwo uchyliła oczy a już była niespokojna i znudzona. – Mama śpi. Co powiecie na mały spacer?
Rzekotka przeciągnęła się i zamlaskała. Wytarła pulchną łapką ślinę, która jej wyciekła z pyszczka podczas piątej drzemki tego ranka. Spojrzała na siostrę wielkimi oczyma i tak patrzyła. Przez dłuższą chwilę milczała, wgapiając się w Żabkę i myśląc nad tym co powiedziała. Po chwili na jej pyszczku zagościł szeroki uśmiech. – Spacereeeeek! – Miauknęła chętnie.
– Spacer? – Roszpunka zerknęła na nie zaspana.– Okej!
– No dobra. To ruszamy! Nawet wiem gdzie sie przejdziemy! Tata opowiadał nam, o tym miejscu, tam w krzakach. Że nas kiedyś zabierze, ale przecież możemy pójść same! – Żabka zamrugała swoimi wielkimi oczami i ruszyła do wyjścia ze żłobka rześkim krokiem. Żabka parła z siostrą do przodu. Ale chwila! Tylko jedną. Dobrze, że ledwo wyszły ze żłobka i nie zaszły daleko. Żabka odwróciła się i wbiła swoje wielkie oczyska w wejście, siadając.
– Czemu stoimy? – Ropuszka też się zatrzymała.
– Zgubiliśmy Rzekotkę... – miauknęła – Musimy po nią wrócić! To niedobrze zostawiać siostrę za sobą! – Oświadczyła i wróciła się, a jej zagubiona siostra akurat wpadła w nią przy wychodzeniu. – O tu jest!
– A cooo jeeeest? – Zapytała zdziwiona, rozglądając się za tym „czymś".
– Ty. Bo o tobie mówiłam, że cię zgubiliśmy. Ale cię znaleźliśmy. Chodźmy! Tam! – pokazała na krzaki. – Tam jest kałuża! Możemy się pobawić w krokodyle! Rzekotce oczka rozbłysły.
– KAŁUŻA!! – Miauknęła wesoło. – WODA! Chodźmy się wykąpać! Żabka musisz tam wejść, bo w końcu jesteś żabka!
– Ropuszka też! –- Żabka mruknęła. – lubisz kałuże co? – zapytała się siostry. – Ja lubię!
– Masz rację!!! – Zaśmiała się. – Kocham wodę! Ale lubię też ziemię, wiesz? Bo można na niej siedzieć. A w wodzie jak posiedzieć?
– Jak jest płytka to się ta! – odparła Żabka jak największy mędrzec tego świata. Jakby wiedziała wszystko! Bo przecież wie! A jak nie wie to też wie! – O! Jest kałuża! – Ropuszka była pierwszą którą ją zauważyła. Kryła się zaraz przy krzakach, ale nadal w zasięgu wzroku reszty wojowników. Rzekotka wybałuszyła oczy. – A czy ta jest płytka? – Zapytała, chociaż źdźbła trawy przebijały się na powierzchnię.
–No chyba! – odparła koteczka. Zanurzyła przednie łapki zapadając się pod sam brzuszek. Ale nie utonęła. Trochę ciężko się chodziło, ale było...wystarczająco płytko – widzisz! Wiedziałam!
Rzekotka otworzyła szeroko pyszczek i wybałuszyła wielkie oczy. – Woooooah! – Miauknęła zszokowana. – Ale Ty jesteś mądra Żabka! A ja też mogę wejść?
– No tak! Pewnie, że możesz! – Odparła Żabka – Tylko uważaj na kamienie pod łapami żebyś się nie wywaliła! – Ale nadal czuła się odpowiedzialna za siostrę. Ropuszka obok nich sama też wskoczyła do wody. Rzekotka miauknęła wesoło w odpowiedzi. Podniosła grube łapki i chlapnęła wodą, kiedy je zanurzała.
– Ale fajnie! – Oznajmiła. – Ta woda jest taka mokra!!!
– No tak! Woda ma być morka. W przeciwnym wypadku nie byłaby wodą, tylko ziemią! – oświadczyła Żabka jakby to było wielkie odkrycie. Chlapnęła Ropuszkę tą nieco brudną wodą. Ta zmarszczyła nos i jej oddała. I po chwili tak się obie chlapały, śmiejąc się w głos.
Rzekotka wydała z siebie miauk zszokowania.
– Jesteś taaaaaka mądra Żabciu! – Skomplementowała siostrę. Po chwili Rzekotka dołączyła do sióstr i kilka uderzeń serca później cała trójka uciekinierek miała wodną bitwę. I wszystko byłoby pięknie jakby nie ich zmęczona mam a, która przerwała im tę piękną zabawę. Załamana usiadła przy ich kałuży i spojrzała na te trzy kociaki, tak radośnie się chlapiące, ale jakże niemiłosiernie brudne z błota i brudnej wody. Nic tylko załamać nad nimi łapy.
– Dzieciaki... – miauknęła. – Już wystarczy!
–Ale mamo! Jeszcze chwilę! – Żabka obejrzała się na kotkę. Ta zmrużyła oczy. – I tak już jesteśmy mokre! – oświadczyła, w końcu była bardzo mądra! Tak powiedziała siostra!

<Rzekotko?>