Słońce jeszcze spało, kiedy Lawendowa Rozkosz przebudziła ją z głębokiego snu. Obie kotki stały teraz w ciemności w milczeniu. Żabia Łapa przebudzała się, a zimno jej nie sprzyjało. Jej ciało chciało desperacko wrócić do ciepłego legowiska. Nie było jej to jednak dane. Wszystko wskazywało na bardzo wczesny trening ze starszą kotką.
Wojowniczka sięgnęła na nią głową, pokazując jasno i wyraźnie, że wychodzą poza obóz. Żabka grzecznie udała się za mentorką, jeszcze odrobinę rozespana. Powolnymi krokami przeszły po zamarzniętej rzece i udały się w pola. Kiedy doszły na miejsce już światło.
– Żabia Łapo… – Lawendowa Rozkosz spojrzała na nią poważnie. Było to do niej bardzo niepodobne. Kotka zazwyczaj była bardzo wesoła i szczęśliwa, wręcz beztroska. Taki wyraz pyska świadczył albo o kłopotach, albo o jakiś żartach. Żadna z tych opcji nie była żabce na łapę, zwłaszcza o tej porze. – Najwyższy czas. – Oświadczyła kotka.
– Czas na co? – Żabia Łapa po raz ostatni przetarła oczy i otrzepała łapy ze śniegu. Zapowiadało się, że będzie cały dzień prószyć śniegiem. Słońce tylko delikatnie wybijało się zza gęstych chmur, dając im złocistą aureolę na horyzoncie.
– Twój test na wojownika. – mruknęła Lawendowa Rozkosz.
– Tak szybko? – odparła Żabka. Niedawno osiągnęła dziesięć księżyców. – Nie jestem jeszcze trochę za młoda?
– Nie. Raczej nie. Chciałam już cię przetestować w poprzednim księżycu, ale Mandarynkowa Gwiazda zaleciła mi, abym poczekała do twojego dziesiątego. Zaraz będziesz miała jedenaście i myślę, że mogłabyś wejść w ten wiek już z nowym imieniem. – odparła wojowniczka, z coraz szerszym uśmiechem. Jej powaga była widocznie tylko po to, aby narobić Żabce strachu. Nie, żeby jej się to udało.
Test na wojownika, huh? Żabka nie zastanawiała się jeszcze jak to w ogóle będzie wyglądać. Nie stresowała się nim, nic a nic. Nie spytała się jeszcze nikogo nawet o to, żeby wiedzieć, czego oczekiwać.
– Miałam nadzieję, że będzie wiosna, kiedy będę cię testować. – odetchnęła cichutko Lawenda. – Wtedy miałabyś test jak prawdziwy nocniak! Ale niestety… lód bardzo w tym przeszkadza… – Lawenda wzruszyła ramionami.
– Więc czemu nie poczekamy do roztopu? – uczennica przekrzywiła łeb z konsternacją.
– Nie sądzę, że jest taka potrzeba. – mruknęła Lawenda. – Da się zrobić dobry test i w tej pogodzie. Jest on tak samo trudny. Dobra. Bez przedłużania. Gotowa?
– A … a co mam robić? – Żabka spojrzała na swoją mentorkę ze zrezygnowaniem.
– Racja. Idź w tereny i wróć cała to najważniejsze. Im więcej zwierzyny przyniesiesz, tym lepszy rezultat będziesz miała. – miauknęła Lawenda szczęśliwie. – Proste prawda?
– Mamy środek najbardziej marnej w zwierzynę pory roku. Łatwe… z pewnością. – Żabcia fuknęła cichutko, bardziej do siebie niż do Lawendowej Rozkoszy.
– Nie narzekaj. Zawsze mogłaś pływać w lodzie. A teraz sio. Ruszaj. Widzę cię tutaj z przynajmniej dwiema zdobyczami o zachodzie słońca. – i na tym się skończyło.
Żabia Łapa wkroczyła w rześkie powietrze i skierowała swoje kroki w kierunku wodospadu. Rwąca woda mogła nadal płynąć gdzieś ciurkiem i zapewniać, chociaż odrobinę płynnej wody spragnionej zwierzynie. To była jej szansa. Jakakolwiek szansa.
Żabka była więc zawiedziona, kiedy spotkała głównie zamarzniętą taflę i tylko szelest wody pod nią. Rozejrzała się dokoła, omijając to miejsce z daleka. Nie było tam widać nic, a nic ciekawego. Krążyła i krążyła, a czas nad jej głową płynął nieubłaganie. W końcu kotka natknęła się na małą blednącą kuleczkę. Ta poruszyła się i zaraz spośród śniegu wyłoniła się para uszu. Długie, zakończone małymi pędzelkami, a za nimi oczy. Wielkie, czerwone i spanikowane. Żabka uśmiechnęła się i zaszła nieszczęsnego królika od tyłu. Powoli, skrupulatnie dążyła do przodu. I zaraz jej kły zatopiły się w karku nieszczęsnej ofiary. Królik pisnął i zaraz opadł bezwładnie u jej stóp. Żabka podniosła głowę z zadowoleniem i oblizała pysk z krwi.
– Jest dobrze. To nakarmi wszystkie królowe. – mruknęła zadowolona z siebie. Upewniła się, że jej zdobycz jest dobrze zabezpieczona i ruszyła dalej.
Koniec końców na miejsce wróciła niewiele po zachodzie słońca. W pysku taszczyła swojego zająca, sporą wronę, którą złapała jakimś cudem i małą nornicę, którą na sam koniec wykopała ze śniegu. Śniegu, który jeszcze siedział na jej głowie i ozdabiał jej plecy.
Lawendowa Rozkosz rozpromieniła się na ten widok i pomogła swojej uczennicy przenieść zdobycz do obozu. I zaraz potem kazała jej coś zjeść w nagrodę za taki dobry łów i zniknęła jej z oczu.
Żabka nachyliła się do swojego posiłku, jednak zdążyła zjeść tylko połowę. Jej żołądek był ściśnięty z lekkiego stresu, ale też najadła się... w miarę. Wzięła resztę zdobyczy i znalazła swojej siostry. Podzieliła się z nimi swoim kąskiem.
– I co robiłaś, że cię nakarmili jako pierwszą? – zagadnęła Ropusza Łapa z pełnym pyszczkiem.
– Zdawałam test. – odparła Żabcia.
– Ooo, a jaki? – Wesoła Łapa też odgryzła kawałek zdobyczy.
– Na wojownika. – powiedziała Żabka bez żadnego większego podekscytowania. Nadal nie była pewna czy Mandarynkowa Gwiazda ją tak młodo. Chociaż czy dziesięć księżyców to rzeczywiście było tak młodo?
– Na wojownika?! – Ropuszka rozpromieniła się jeszcze bardziej. – To wspaniale! – kotka klapnęła w łapki i otarła pyszczek z jedzenia.
– To cudownie! – zawtórowała jej Rzekotka. Żabka wcale nie czuła się jakoś bardzo wspaniale. Czuła się… normalnie. Jakby to był tylko kolejny dzień w jej życiu.
Rodzeństwo siedziało jeszcze chwilę i rozmawiało, zanim głośne miauknięcie przerwało wszystkim ich zajęcia. Zapadła cała sekunda ciszy, zanim Mandarynkowa Gwiazda wygłosiła typową formułkę. Wszystkie koty,i tak dalej. Żabia Łapa z siostrami podeszły do miejsca zebrania i usiadły pośród innych kotów. Ciekawskie szepty otaczały je ze wszystkich stron. Mandarynkowa Gwiazda spojrzała na tłum przed sobą i z uniesioną głową wywołała imię Żabki. Uczennica podniosła oczy na liderkę i powoli wysunęła się przed inne koty. Jej krok był bardzo niepewny, kiedy usiadła przed obliczem lidera. Nie sądziła, że będzie się tak stresowała tym wydarzeniem. Jeszcze przed chwilą nie było w niej żadnej obawy, a teraz miała wrażenie jakby jej serce, chciało wyskoczyć z jej ciała. Mimo to nie zatrzęsła się, nie zawahała, nie chciała pokazać żadnej oznaki słabości przed wszystkimi.
– Żabia Łapo. Dzisiaj zakańczasz swój trening. Ja, mandarynkowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy, wzywam naszych przodków, aby spojrzeli na tę uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady kodu i działania naszego klanu. Żabia Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia? – liderka spojrzała na nią z oczekiwaniem.
– Przysięgam. – miauknęła głośno. Musiała udawać pewną siebie.
– Mocą Klanu Gwiazdy nadaję Ci imię wojownika. Żabia Łapo, od tej pory będziesz znana jako Żabie Oko. Klan ceni twoją wytrwałość i gotowość do pomocy innym. – oświadczyła liderka i kiwnęła do niej głową. Żabka pochyliła głowę w dół w ramach podziękowania i uśmiechnęła się szeroko. Klan za nią wybuchł w wiwatach. Jej nowe imię było powtarzane w kółko i kółko. Jak pięknie. Jak cudownie. Żabka właśnie zdała sobie sprawę, że całe napięcie zniknęło z jej ramion, kiedy otrzymała nowe imię. Jej siostry przypadły do niej z radością. Jej rodzice także zaraz pojawili się u jej boku. Jak pięknie!
[1155 słów]
[23%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz