W końcu Nocny śpiewak przymknął oczy na chwilę. Gdzie mogłyby się schować jakieś kąski? Ostatnio ledwo co znalazł to marną wronę, którą zaniósł do żłobka, a resztki do starszyzny. Ciężko szło mu się z myślą, że jak nic nie upoluje, to też nic nie zje, jednak był na to gotowy. On miał jeszcze arę kilogramów na sobie, które mógł zrzucić z głodu. Jego rezerwy były większe od mniejszych lub słabszych kotów, a klan musiał jakoś funkcjonować.
Z jego myśli i kroków wyrwał go cichy chrobot śniegu. Wojownik spojrzał w tamtym kierunku, napotykając jedynie sylwetkę swojego towarzysza. Kamienne Pióro podszedł do niego z zawiedzeniem wymalowanym na pysku.
– Znalazłeś coś? – zapytał. Noc mógł tylko pokręcić głową, zanim cokolwiek powiedział.
– Niestety nie. A ty? – mruknął cicho. Odpowiedź była negatywna. Zapadła chwila milczenia przerywana jedynie przez wiatr i cichutki szum piór w sierści Nocnego Śpiewaka. Czasami działały na jego korzyść, kiedy co głupszy ptak myślał, że to jego przyjaciel lub odrobinę wegetacji do zjedzenia i trafiał pod jego szpony, a czasami przeganiały myszy do ich norek.
– Wiesz…– Czekoladowy przerwał ciszę. – Chyba nigdy nie rozmawialiśmy za dużo, może chciałbyś ze mną zapolować? – zapytał. Było to bardzo miłe z jego strony.
– Jasne, możemy. – odparł prawie od razu i ruszyli spokojnym i cichym krokiem dalej w las. Drzewa uginały się pod warstwami śniegu, zaspy przesypywały się gdzieś z boku jedna w drugą, a słońce ledwo co wyglądało zza chmur. Nie była to idealna pogoda, ale przynajmniej nie wiało mocno. Chociaż według Nocy w łapy mogłoby być nieco cieplej…
– Tak sobie myślałem… Że w sumie to fajne te nowe odznaczenia. Wiesz które, Powiernik Cienia i inne… Chciałbym któryś z nich dostać. Raczej nie Opiekun Tchnienia, bo żaden ze mnie medyk, ale Strażnic Tajemnic, to jest coś. Albo Powiernik Cienia. Chciałbym umrzeć w obronie Klanu Wilka. Wtedy tuż przed śmiercią miałbym taką świadomość, że faktycznie się do czegoś przyczyniłem. Ale… Wątpię, żeby to się udało. Zawsze miałem marzenia, żeby być jak najlepszym wojownikiem, takim, który zapisze się w historii naszego klanu, ale… Jak widzisz, coś nie wyszło. Marny ze mnie bohater. Nie nadaję się na żadne z tych odznaczeń. – kot rozgadał się chwilę. Noc słuchał, jak mówi i wsiąkał wszystkie jego słowa. Aż mu się wierzyć nie chciało, że tak utalentowany wojownik tak słabo wierzy w swoje umiejętności. — Ale się rozgadałem — dodał z lekkim śmiechem. Dla Nocy brzmiał trochę nerwowo. Może mu się wydawało — A ty…? Też byś czegoś chciał albo… chciałeś i już ci się to udało?
Noc zamilkł na chwilę i wziął głęboki oddech. Wydał z siebie dźwięk, który wyraźnie oznaczał usilne myślenie. Nie myślał długo nad swoimi odpowiedziami, w końcu zawsze mówił od serca do serca.
– Wiesz Kamienne Pióro, że byłeś jednym z pierwszych wojowników, które imię poznałem i zapamiętałem. – a zaczął od małego wspomnienia. – Pamiętam bowiem taką trochę głupotę, jak pomogłeś kotu w obozie. Nie wiem, ile ja mogłem mieć… parę księżyców, mniej niż mam palców na łapach. I... Nie sądzę, że nie zasługujesz… czekaj. To podwójne zaprzeczenie, nie… Uważam, że jesteś w stanie osiągnąć, któryś z tytułów. Do strażnika Cienia w końcu nie trzeba tracić życia, tak jak Trzcinniczkowa Dziupla, który go otrzymał. I masz rację. Jest w tym tytule coś pięknego. Kiedy stanie się w końcu na skraju śmierci to przynajmniej twoje imię idzie dalej i dalej, nie popada w niepamięć tak od razu, jak kamień w wodę. I… jeśli mam być szczery to chyba ani ja, ani ty nie dostaniemy tego tytułu w najbliższym czasie, haha. Ale… wiesz… ty jesteś takim pomocnym kotem. Przyjaznym, do serca przyłóż. Nie wiem, czy właśnie Opiekun Tchnienia nie pasowałby do ciebie najbardziej. Ten komfort przyjaźni i otwartej łapy, który tak ze sobą niesiesz wszędzie. To też coś znaczy dla wielu kotów, dla których życie jest ciężkie. Nie trzeba być medykiem, aby troszczyć się o innych. Ja osobiście podziwiam tych, którzy tak otwarcie niosą pomoc innym. Ja jestem w tym bardzo niezgrabny i zawsze powiem coś nie tak. Taki już mój urok. I wiesz… mówisz, że zawsze miałeś marzenia, ale coś ci nie wyszło. Ja nie wiem, czy tak bym to określił. Ja się na ciebie patrzy, to nie widać tego marnego bohatera. W końcu największy heroizm leży w tych, którzy stoją murem za klanem, są dla niego wsparciem i ochroną w ciężkich momentach, nie tych, którzy na wiatr z obietnicami, skaczą do bezsensownej walki. I może Ci się wydawać, że nie będziesz już najlepszym wojownikiem, ale czym jest dokładnie dla ciebie najlepszy wojownik? Bo jeśli posługujesz się standardami innych, to nigdy tego marzenia nie osiągniesz. Dla mnie na przykład najlepszy wojownik jest jak Słota. Jest cierpliwa, wyrozumiała, ale stanowcza. Nie skacze do walki od razu, tylko układa plan działania. Słucha wszystkich wokół, bo liczy się z życiem drugiego kota. To jest wojownik doskonały… w moich oczach. W oczach innych może to być kot, który rzuca się pod kły lisa, aby ocalić kolegę. Kot, który zabije samotnika, który wtargnął na nasze tereny. Kot taki, kot smaki. Powiedz mi Kamienne Pióro, kim dla ciebie jest najlepszy wojownik? – Noc zakończył swój wywód, wpatrując się swojego towarzysza z uśmiechem. – I dlaczego miałbyś tego nie osiągnąć? – to było szczere pytanie, prosto z serca Śpiewaka. Kot martwił się o tych, którzy tak mniemali o swojej sile czy moralności. W końcu każdy może osiągnąć to, czego pragnie. Noc tyle ćwiczył, pracował na wszystko, co chciał ciężko i regularnie a część rzeczy przychodziła mu z łatwością. Relacja ze Słotą, tytuł wojownika, dwóch wspaniałych, nieco dziwacznych braci, znajomości kotów w klanie i kolekcja piórek pod jego legowiskiem. To wszystko było mieszanką tego, co przyszło i tego, co zarobił. Nie poddał się ani razu, ale wiedział też, że inne koty czasem potrzebują… przyjaznej łapy, aby iść przed siebie.
– Mam nadzieję, że mój wywód cię nie przestraszył. Tym razem ja się rozgadałem, oops! – podrapał się po pysku, kiedy Kamienne Pióro myślał nad odpowiedzią.
<Kamienne Pióro?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz