— Ktoś tu jest? — coś się odezwało, Kazarek za to siedział w ciszy w zaspie, marznąc. Siedzenie tak długo w śniegu nie było wskazane, mógł łatwo złapać jakiegoś choróbska, a jego wiedza zielnicza była bardzo ograniczona. Może znał tak z kilka roślin leczniczych i jedną trującą, choć ta trująca to bardziej owoc. Czyjeś kroki były coraz bardziej słyszalne, czy kot lub coś, co zabrało mu ptaka, nie odpuści mu? Mógłby po prostu się wygrzebać ze śniegu i uciec, tylko to by było kolejne ryzyko, bo nie wiedział, jak jest duże i szybkie to, co szło w jego kierunku. Dlatego postanowił odczekać, aż nieznajomy sobie pójdzie. Dało mu to większy spokój. Nagle większa pokrywa białego puchu, który go okrywał, została zrzucona przez wielkiego kota. Zanim srebrny nieznajomy zdążył coś powiedzieć, to Kazarek gwałtownie się odsunął, uderzając swoim ciałem o drzewko, stojąc tam przyczepiony.
— NIE PODCHODŹ DO MNIE! NIC DLA CIEBIE NIE MAM, CHCĘ JESZCZE ŻYĆ! — skulił się, a jego krótkie futerko nastroszyło się najbardziej na plecach i karku. Jego brązowe oczy były pełne strachu i paniki, a co jakiś raz syczał, żeby jakkolwiek odstraszyć wielkiego kota.
— Nie skrzywdzę cię. Widziałem, że wpadłeś w drzewo i jeszcze cię zasypało. Myślałem, że jesteś nieprzytomny, więc chciałem ci pomóc, żebyś nie przemarzł — cynamonowy kocur przez chwilę patrzył na srebrnego samotnika, nadal będąc co do niego ostrożny. Nie wiedział, jakie miał prawdziwe zamiary, przecież była Pora Nagich Drzew, a o jedzenie było trudno. Może więc nieznajomy chciał go skonsumować?
— O… to dzięki za pomyślność, raczej mało kto się o kogoś martwi, zwłaszcza gdy jest teraz w tym sezonie rywalizacja o jakąkolwiek zwierzynę między samotnikami — śnieg zaczął padać obwicie, a kocur o długim futrze strzepnął go z siebie.
— Szkoda tylko, że klany na ten czas nie podzieliłyby się swoimi ziemiami łownymi ze słabszymi. Byłoby jednak zbyt pięknie, gdyby tak było. Strzegą bardzo dobrze swych terenów. Aż bym powiedział, że za bardzo — Czy srebrny też znał się na klanach? No cóż, chyba tylko on kilka księżyców temu dokonał tego "odkrycia".
— Też znasz się na innych klanach? Bo ja się też znam, ale raczej tylko na jednym — niby mógłby już pójść, ale bał się, że samotnik zareagowałby dość ostro, bo wiadomo, miał prawo tak myśleć, nie znał go.
<Nieznajomy?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz