Już chwilę później kontury karmicielki i kociaków, które skakały po całym legowisku, wyostrzyły się, a ich futro nabrało intensywniejszego koloru.
Wojownik położył pysznie pachnącego nornika przy łapach Ognikowej Słoty, która siedziała z łapami owiniętymi ogonem i obserwowała swoje kociaki. Starał się ignorować to, jak apetycznie i zachęcająco wyglądała zdobycz. Wiedział, że nie mógł jej zjeść. Karmicielki miały pierwszeństwo, musiały przecież wykarmić swoje młode. W brzuchu głośno mu zaburczało, więc jak najszybciej odwrócił wzrok od nornika i wmawiał sobie, że nie czuje jego zapachu.
Dzisiejszy patrol zakończył się sukcesem. Kamienne Pióro upolował właśnie tego nornika, a parę innych kotów też coś złapało. Pora Nowych Liści się zbliżała, a to znaczyło, że już niedługo cały klan porządnie się naje. Wojownik tęsknił za ciepłem w sierści i zwierzyną, którą można było znaleźć równie łatwo, jak gałązkę. No, może trochę przesadził.
Z rozmyślań wyrwało go podziękowanie Ognikowej Słoty, a chwilę później usłyszał, jak karmicielka się posila. Spojrzał w stronę wyjścia. Nieee, nie chciał tam wracać. Na zewnątrz było zimno, a tu? Przyjemnie ciepło. Uznał, że może jeszcze trochę posiedzieć w żłobku, może z kimś porozmawia albo pobawi się z kociakami. I tak na razie nie miał nic ważnego do roboty, dopiero co wrócił z polowania, a kolejne patrole jeszcze nie wychodziły.
Nagle poczuł, jak coś się zaciska na jego ogonie. Instynktownie wyszarpnął go, a kiedy się odwrócił, zobaczył małego czarnego dymnego kocurka niezgrabnie goniącego jego ogon.
Uśmiechnął się na ten słodki widok. Ile to maleństwo mogło mieć księżyców?
— Hej, mały — miauknął, a wtedy okrągłe brązowe oczka spotkały się z jego spojrzeniem, trochę jakby zdziwione, że ten kot się do niego odezwał. Chwilę Kamienne Pióro zastanawiał się nad imieniem kociaka i kiedy już je sobie przypomniał, dodał: — Ty jesteś Iglak, prawda? Ja się nazywam Kamienne Pióro. Chcesz się pobawić?
Ciekawe, jak to było mieć swoje własne kociaki. To musiało być przyjemne uczucie. Pewnie się je bardzo kochało. Bardzo się o nie martwiło, na przykład, kiedy szły na bitwę. I było się z nich bardzo dumnym, kiedy na przykład przechodziły one ceremonię na ucznia lub wojownika. Albo, kiedy zdobywały odznaczenia… Może kiedyś, on i Korowy Szept…
<Iglaku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz