– Idzie Ci coraz lepiej! – oświadczyła kotka, kiedy Żabka wygrzebała się z rzeki i otrzepała. Jej mokre futro wisiało na niej śmiesznie, pokazując prawdziwą sylwetkę Żabiej Łapy. – Jeszcze chwila, a będziesz pływać lepiej ode mnie! – pochwaliła ją.
Żabia Łapa tylko spojrzała na swoją mentorkę wielki oczętami i z szerokim uśmiechem. Nie powiedziała nic, ale jej mentorka już przywykła. Takie przynajmniej sprawiała wrażenie.
– Następnym elementem będzie łowienie ryb. Już zanurzasz pysk i nurkujesz bez problemu. Terach zostały tylko techniki, które ci w tym pomogą! – miauknęła Lawendowa Rozkosz i sama się otrzepała. Obie były przemoknięte. – Proponuję krótką drzemkę na kamieniu i potem polowanie. Co ty na to?
– Tak. Poproszę. Muszę trochę wyschnąć, bo potknę się o własne futro. – Żabka zaśmiała się pod nosem. I zaraz obie kotki znalazły sobie ciepły i dobrze nagrzany kamień. Żabka rozłożyła się na nim jak jaszczurka albo jakiś wąż. Chciała, aby jej futro chłonęło jak najwięcej słońca jak to tylko możliwe. Gorąco było czasami uciążliwe, ale po wyjściu z klanu i długich lekcjach pływania było zbawieniem.
Lawendowa Rozkosz rzeczywiście przysnęła sobie na krótką drzemkę ukołysana do snu przez ciepło lata. Żabka sama była blisko tego stanu, balansując na cienkiej linii świadomości i błogości. Jedyne co jej przeszkadzało to głosy wojowników w oddali. Prawdopodobnie powracający patrol. Patrol, który przechodził zaraz obok nich.
– Widzę, ktoś zażywa słońca. – Żabka rozpoznała ten głos. Kto to był? Kto… Uczennica podniosła głowę i ziewnęła. Spojrzała na patrol ze zmrużonymi oczętami. Na jego czele stał Siwa Czapla, a u jego boku były jeszcze dwa koty. Rosiczkowa Kropla oraz Urodziwy Szafirek.
– Idziemy na polowanie potem. Musiałyśmy wyschnąć chociaż trochę. – Żabka odparła z udawaną nieśmiałością. Jakby zrobiła coś złego. Schowała ogon bliżej siebie, opuściła uszy i nieco bardziej otworzyła oczka.
– To zrozumiałe. Z tak długim futrem idzie się potknąć o własne łapy. – Siwa Czapla pokiwał łebkiem. Żabia Łapa wstała i przyjrzała się lepiej innym kotom. To zazwyczaj wprawiało wszystkich w lekki dyskomfort, kiedy otwierała swoje oczy całkowicie. Kiedy chciała być miła i wydawać się bezbronna zazwyczaj je trochę mrużyła. Teraz jednak nie miała na to ochoty. Uśmiechnęła się szeroko. Jej mentorka właśnie pozbierała się na łapy zaspana.
– Oh siostrzyczko! – uśmiechnęła się szeroko. – Może chcesz do nas dołączyć! Idziemy polować! – Lawendowa Rozkosz podskoczyła w kierunku siostry. Żabka wbiła wzrok w Urodziwego Szafirka. Kotka była ładna, trzeba jej to przyznać. Szylkretowa sierść jakoś zawsze podobała się Żabce. A jeszcze jej futro było pełne kwiatów i ozdób. Kotka miała też niebieskie oczka. Oh jak bardzo Żabka chciałaby mieć niebieskie oczy. Nic tylko pozazdrościć. Żabka uśmiechnęła się szeroko, nie mrużąc oczu. Ciekawe, jakim kotem jest szylkretka. Miłym? Wrednym? Jak łatwo będzie się z nią zaprzyjaźnić? O ile będzie się w ogóle dało. I czy jak już ją pozna, to też przywyknie do jej pyszczka jak jej siostra? Bo Lawendowa Rozkosz jakoś bardzo już nie reagowała na Żabkę i jej uporczywe gapienie się.
<Urodziwy Szafirku?>
[520 słów]
[nauka pływania]
[10% + 5%]