BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żabia Łapa x Nur. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żabia Łapa x Nur. Pokaż wszystkie posty

30 sierpnia 2026

Od Nurowej Łapy CD. Żabiego Oka

– No… dobrze. – Kotka wreszcie się zgodziła.
– Jej! Chcę łowić ryby!
Nur ruszył w stronę rzeki, ale Żabka stanęła przed nim, blokując mu drogę. Uczeń przyjrzał się jej uważnie, wcale niezadowolony z jej zachowania.
– Spokojnie. Parę zasad. Nie biegniesz przede mną. Słuchaj mnie uważnie; woda jest niebezpieczna, a nurt rzeki potrafi zabić kota nawet najbardziej perfekcyjnego. Matka natura nie zlituje się nad tobą, bo dopiero się uczysz. Nie zlituje się nad tobą też, jak już wszystko będziesz umiał. Szanuj ją, szanuj rzekę i jej siłę. Jasne? – Głos kotki był całkowicie poważny, więc młody kocur pokiwał głową.
Nie miał zamiaru się kłócić ze starszymi. Znaczy… I tak to robił, bądźmy szczerzy. Naprawdę rzadko kiedy przyznawał komuś rację. Po prostu Żabie Oko darzył szacunkiem, więc jej słuchał. A przynajmniej próbował jej słuchać, bo nadal uważał, że był wystarczająco dobry, aby sam robić rzeczy.
– Jasne. Rozumiem.
– Uczyłeś się pływać jako kociak, ale pływanie w rzece, zwłaszcza tak długo, żeby upolować rybę, nie jest proste. Jest męczące i wymagające. Wymaga skupienia. Wymaga siły.
– Rozumiem!
Kocur naprawdę był świadomy, że nie wszystko można potrafić od razu. Po prostu uważał, że on akurat musiał być idealny od początku. Musiał pokazać rodzicom, że był wart bycia namiestnikiem. No i chciałby pokazać siostrze, że był lepszy od niej…
– I najważniejsze, Nurze. I to musisz wbić sobie do głowy na pamięć, bo to idzie wbrew wszystkim zmysłom i instynktom, jakie masz. – Żabka spoważniała jeszcze bardziej. To było dziwne, na ogół raczej wydawała się dość pozytywnym kotem… – W żadnym wypadku, jeśli zachłyśniesz się wodą… masz nie wierzgać. NIE. WIERZGAĆ. Masz zastygnąć. Wstrzymać oddech nieważne jak bardzo palą cię płuca. Ja cię obserwuję. Ja mam na ciebie oko. Ja wyjmuję cię z wody, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Nur skrzywił się po kolejnych słowach kotki. Szanował Żabkę i uważał, że była jedną z lepszych wojowniczek, ale… Dlaczego ona nie doceniała go? Wiedziała, jak wiele potrafił i do czego był zdolny. Czyżby tylko udawała, że go szanowała? Że rozumiała?
– Ale nie zajdzie! – stwierdził oburzony. – Dam sobie radę.
– Wiem… Wiem, Nurowa Łapo, wiem. Jesteś utalentowany, ale nawet utalentowanym i idealnym kotom matka natura nie daje forów. – Westchnęła. – Nieważne ile masz księżyców, nieważne ile kotów zabiłeś czy ocaliłeś. Rzeka zabierze cię w sekundę nieuwagi. Karmi nas, ale ma swoje zasady i swoje koszty. I musimy o tym pamiętać.
Nurowa Łapa nie był pewien czy rozumiał. Woda była zdradliwa, to oczywiste. Ale czy naprawdę trzeba było na nią uważać aż tak? W to akurat wątpił. Mimo to kiwnął głową na słowa wojowniczki.
– Będzie okej. Dam sobie radę.
– Ja wiem… ale zasady muszę ci przedstawić. Przecież teoria to podstawa praktyki!
Żabka uśmiechnęła się, a Nur po chwili zastanowienia oddał uśmiech. Atmosfera trochę się rozluźniła, jednak uczeń nie mógł wyrzucić z głowy wcześniejszych myśli i słów.
– Gdzie właściwie idziemy? – zapytał.
– Tam, gdzie się uczyłam ja. Tam jest płycej i ryby trzymają się bliżej tafli. Tam nurt jest też znacznie łagodniejszy i lepszy do nauki – odpowiedziała.
Kocur westchnął, zrównując z nią kroku. Nie chciał się uczyć na jakiś płytkich miejscach! Nie był jak reszta uczniów, nie musiał być gdzieś, gdzie było bezpieczniej! Poradziłby sobie nawet na największych głębinach.
– Nie możemy po prostu w rzece obok obozu? – zapytał.
– Moglibyśmy, ale tyle pływa tam kotów każdego dnia, że ryby unikają tego miejsca. Nurt jest tam bardziej nieprzewidywalny i jest lepszy do nauki pływania. A ty chciałeś łowić ryby, co? – zagadnęła.
– Tak! Chciałbym łowić ryby! – potwierdził już z uśmiechem.
– Więc idziemy w idealne do tego miejsce. Odrobinę cierpliwości. W międzyczasie możesz posłuchać ptaków i powiedzieć mi co to za gatunki.
Oczywiście, że Nur poszedł w tę zabawę. Wsłuchiwał się w odgłosy i próbował odgadnąć które gatunki takie wydawały. Nie był pewien, ile razy się pomylił, a ile razy miał rację. Jeśli on miałby decydować, to każda odpowiedź była poprawna, ale Żabka czasem się z nim nie zgadzała, więc może i nie wiedział wszystkiego. Albo to ona nie wiedziała wystarczająco dużo… Ich zabawa skończyła się, gdy dotarli na miejsce. Nur rozejrzał się z szerokim uśmiechem. Już widział siebie, jak wyłowił największą rybę i niósł ją do obozu. Jakby wtedy wszyscy byli z niego dumni! A jakby Łabądek zazdrościła!
– Dobra. Daj mi chwilę. – Nur spojrzał na Żabkę, która zanurzyła łebek pod wodę.
Podszedł do niej, najciszej jak potrafił i z zafascynowaniem wpatrywał się w to, co robiła. Kotka po chwili się wychyliła i spojrzała na niego.
– Dobra. Nurt nie jest szalony dzisiaj. Ryb jest pełno. Mamy dwie opcje nauki. Naukę łowienia z nurkowaniem i naukę z cierpliwym czekaniem na rybę.
– Nurkowanie! – Nur nawet nie zastanowił się nad odpowiedzią.
– Dobrze. To teoria.
Usiedli, a wojowniczka zaczęła szczegółowo tłumaczyć jak dobrze nurkować. Oczywiście rozgadała się, upewniając, że przekazała każdą ważną informację. Nur był już przyzwyczajony do tych monologów. Oczywiście trochę go nudziły, bo chciałby już działać, ale zawsze grzecznie słuchał. Wiedział, że praktyka różniła się od teorii, ale bez poznania teorii nie zauważy tych różnic w praktyce. Ostatecznie wraz z Żabką weszli do wody i zaczęli praktykować nurkowanie. Oczywiście, że młodemu szło to bardzo dobrze. Wreszcie przeszli też do polowania. Nur przyglądał się, jak Żabie Oko łapała rybę, będąc pod wodą z półotwartymi oczami. Żabka rzuciła rybę na brzeg, a Nur przeszedł niespokojnie z łapy na łapę.
– Kiedy mogę? Kiedy? – Zerknął na wojowniczkę.
– Jak muł usytuuje się odrobinę na dnie i ryby przestaną czuć się zagrożone. Daj im parę uderzeń serca. Woda porusza się bardzo powoli – wytłumaczyła.
Nur czekał, aż kotka mu pozwoli. A gdy tylko dostał zielone światło, to spróbował. I chociaż chciał złapać rybę za pierwszym razem, to nie był aż tak idealnym kotem. Mimo to szło mu bardzo dobrze i nawet złapał jedną rybę! Było dobrze, naprawdę dobrze… Aż w pewnym momencie zmęczony już Nur, nie zanurkował. Wsadził łebek pod taflę, zamknął na chwilę oczy i potem już poczuł, jak cały był w wodzie. Próbował się podnieść, ale nie miał siły. Otworzył pysk w głupiej próbie nabrania powietrza, przez co woda dostała się do jego płuc. Jego ciało szarpnęło nim nieproszone, ponownie próbując wyjść na powierzchnię. Umysł ucznia pozostał jednak czysty. Nie wierzgać – mówiła wcześniej Żabka. Więc całą siłą umysłu próbował utrzymać się pod taflą nieruchomo, a przy okazji nie wciągać w płuca więcej wody. Błagał Klan Gwiazdy o ratunek, o siłę… Nie był pewien, ile czasu spędził pod wodą. Miał wrażenie, że za długo. Nagle jednak poczuł chwyt na karku i znów mógł odetchnąć. Zakaszlał kilka razy, nim w ogóle udało mu się wziąć pierwszy palący w płuca oddech. Był szybki, nierówny, tak jak kilka następnych, ale już mógł oddychać. To się liczyło. Żabka wyciągnęła go na brzeg, po czym zaśmiała się nerwowo, liżąc go uspokajająco.
– Ale żeś mnie przestraszył. Zupełnie jak ja moją mentorkę, jak się uczyłam, haha!
Nur spojrzał na nią, nadal trochę próbując zrozumieć, co dokładnie się stało. Dlaczego znalazł się pod wodą? Był przecież idealnym uczniem, a popełnił tak głupi błąd. Skrzywił się na swoje własne zachowanie i po chwili wstał, otrzepując się.
– Wracajmy – mruknął, nie patrząc na kotkę.
Żabka widocznie zaskoczyła się jego zachowaniem. Wstała, próbując go znów polizać.
– Nie. Wracajmy. – Odsunął się od niej.
– Nurze, takie rzeczy się zdarzają. Mam wrażenie, że każdy łyknął trochę wody, gdy był uczniem.
Nur jednak nie słuchał. Burknął coś tylko pod nosem i ruszył w stronę obozu. Żabka oczywiście od razu ruszyła za nim.
Potem Nur chodził nieswój przez naprawdę długo. No i trenował jeszcze więcej! Jedynie, kiedy odpoczywał to, gdy słońce chowało się za horyzontem, a on nie mógł wyjść poza obóz. Wypraszał jeszcze więcej treningów z Szałwiowym Sercem, często też widywał się z Żabką, chociaż ona akurat robiła wszystko, aby młodzieniec odpoczął.
– Nurze – powiedziała pewnego dnia. – Odpoczynek to też ważna część treningu.
– Nie nauczę się niczego, odpoczywając!
– Nie będziesz popełniał głupich błędów.
No i Nur faktycznie trochę się uspokoił. Oczywiście nadal wybierał dużo długich treningów, ale jadał porządne posiłki i sypiał więcej, niż wcześniej. Trochę zaskoczył się, gdy po paru wschodach słońca nabrał więcej siły. Niestety nie mógł z niej korzystać zbyt długo, bo zakazali mu oddalać się z obozu. Znaczy, nie zamknęli go, ale nie mógł zbyt daleko wychodzić. To go irytowało. Jak miał zostać wojownikiem, kiedy traktowali go jak małego kociaka?! Niestety nie mógł się sprzeciwiać, więc wszystkie treningi odbywał w okolicach obozu, ale starał się, aby te były na tyle intensywne, aby mogły go zadowolić. Już zaczynał czuć się coraz pewniej i lepiej, aż… Łabądek została wojownikiem. Przed nim! Zdobyła wojownicze imię przed Nurem! To ukuło jego dumę. Oczywiście nadal nie sądził, że siostra była dobrą wojowniczką, traktował ją na równi z innymi wojownikami (a o nich już wiemy, że oceniał ich bardzo nieprzychylnie, nie licząc niektórych wyjątków), ale fakt, że zdała szybciej test na wojownika, był po prostu denerwujący. Musiał skończyć z tym odpoczywaniem i wziąć się do roboty.
– Żabie Oko! – Podszedł do kotki podczas jednego z posiłków.
Zdążył już udoskonalić pływanie z Szałwiowym Sercem, ale dla niego to było za mało.
– Możemy, proszę, wrócić do polowania na ryby? Tym razem nic mi się nie stanie. Jestem najedzony, wyspany…
– Nurze, wróciłeś niedawno…
– Muszę zostać wojownikiem! Już niedługo! Potrzebuję twojej pomocy! Musisz mnie nauczyć wszystkiego, co potrafisz!

<Żabko? Musisz!>
[1501 słów + łowienie ryb]

[30% + 5%]

23 sierpnia 2026

Od Żabiego Oka CD. Nurowej Łapy

Żabka przycisnęła Liliową łapę do ziemi. Kot stępnął, ale poddał się pod jej naciskiem. Zaraz potem opuściła łapy i zeszła z niego. Stanęła obok i zamyśliła się. Kociak uczył się dobrze, ale jak walczył z nią to napotykała parę problemów. Jej własna kontrola nie stanowiła tutaj żadnej przeszkody. To dzieciak bardzo powoli się uczył akurat tej umiejętności. Powoli i nieco niechętnie.
– Jeszcze raz. – odetchnęła Żabie Oko. Odeszła na parę kroków od ucznia i odwróciła się przodem do niego. Liliowa łapa pozbierał się z ziemi i gotów do dalszej nauki ustawił się w pozycji. – Pamiętaj. Próbuj nowych rzeczy. Nauczyłam cię podstaw, ale to ty musisz znaleźć swój rytm. Ja tego za ciebie nie zrobię. Każdy walczy bowiem inaczej. – powtórzyła już poprzednie lekcje.
– Rozumiem. – Liliowa Łapa pokiwał głową. – Twój styl walki jest oparty na sile i skoku. Jesteś też uważna. – mruknął. – Ja… z kolei jestem szybki i także skoczny.
– Yhymm… Okiełznaj to. Skoki i uniki są dobrą rzeczą w walce. Jeśli przeciwnik nie może cię trafić wystarczająco długo, zmęczy się albo wścieknie.
– A emocje prowadzą do błędów!
– Bardzo dobrze. Jeszcze raz. Zaczynamy. – mruknęła Żabie Oko i skoczyła w kierunku swojego ucznia.
Żabie Oko w końcu wróciła do obozu. Była nieco zmęczona, ale miała jeszcze trochę siły. Zbliżyła się do kupki z jedzeniem i chwyciła jakąś rybę. Udała się w odrobinę cienia i przysiadła sobie. Wgryzła się w zdobycz i przymknęła oczy. Ten dzień był bardzo przyjemny. Pogoda sprzyjała. Śnieg siedział jeszcze gdzieś głęboko w lasach ukryty w cieniach drzew, ale rzeka już wesoło szumiała i wypełniała obóz swoim wdziękiem. Żabka wsłuchiwała się w tą nutę natury. Ogarnął ją względny spokój. Względny, bo zaraz został przerwany. Żabie Oko uchyliła swoje pomarańczowe oko, kiedy podszedł do niej Nur.
– Rzeka jest już odmrożona! – oświadczył podekscytowany. Przeskakiwał z łapki na łapkę.
– Tak. To świetnie, prawda? – uśmiechnęła się do niego. Ten dzieciak był tak energiczny.
– Tak! Mogę już pływać! I możesz mnie nauczyć polować na ryby! – oświadczył uczeń. Żabka zamrugała i zmarszczyła nos. Lubiła trenować z Nurową Łapą, ale ilość tych treningów ją martwiła. Martwiła ją też reakcja Szałwiowego Serca na te ich wszystkie wypady. W końcu to był książę, a jego uczeń był bardziej zainteresowany treningiem z kimś takim małym i nie nieznaczącym jak Żabka. Jednak nie umiała mu odmówić. Zawsze może się wymigać faktem, że to młody Namiestnik i nie wypada mu odmawiać. Jeśli Szałwiowe Serce wyrazi taką chęć to zaprzestanie. W końcu tylko jego słowo jest ważniejsze od słowa Nura. Tak… to dobra wymówka.
– Więc wyjdziemy dziś? Zapolujemy jeszcze? Ja jestem gotowy! – Żabka spojrzała na niebo. Popołudnie całkowicie już otuliło całe niebo.
– Nie chcesz odpocząć? – zmartwiła się, spoglądają na niego. Widziała w jego mięśniach ten znajomy jej ruch zmęczenia.
– Nie! Chodźmy, proszę! – miauknął do niej i skręcił w kierunku wyjścia. Żabie Oko podniosła się ze swojego miejsca i odetchnęła. Jeszcze chwila, a dzieciak wpadnie na pomysł pójścia samemu. A to byłoby zarówno głupie jak i nieodpowiedzialne.
– No… dobrze. – westchnęła. Nie miała co się spierać z tą mocą perswazji zawartej w tym wibrującym z ekscytacji kocie. Nur jest ambitny, ale i uparty.
– Jej! Chcę łowić ryby!– uczeń wypadł w kierunku rzeki. Żabka szybko go dogoniła wykorzystując swój starszy wiek i większą masę i zagrodziła mu drogę.
– Spokojnie. Parę zasad. – mruknęła. Nur spojrzał na nią z uwagą wypisaną na pysku. – Nie biegniesz przede mną. Słuchaj się mnie uważnie, woda to kot. Woda jest niebezpieczna, a nurt rzeki potrafi zabić kota nawet najbardziej perfekcyjnego. Matka natura nie zlituje się nad tobą, bo dopiero się uczysz, nie zlituje się nad tobą jak już wszystko umiesz. Szanuj ją, szanuj rzekę i jej siłę. Jasne? – rzekła całkowicie poważnie.
– Jasne. Rozumiem. – Nur pokiwał łebkiem.
– Uczyłeś się pływać jako kociak, ale pływanie w rzece, zwłaszcza tak długo żeby upolować rybę nie jest proste. – odparła. – Jest męczące i wymagające. Wymaga skupienia. Wymaga siły.
– Rozumiem!
– I najważniejsze Nur. I to musisz wbić sobie do głowy na pamięć, bo to idzie wbrew wszystkim zmysłom i instynktom jakie masz. – spoważniała jeszcze bardziej. Mina Nura nieco zrzedła na jej słowa. – W żadnym wypadku, jeśli zachłyśniesz się wodą… masz nie wierzgać. NIE. WIERZGAĆ. Masz zastygnąć. Wstrzymać oddech nie ważne jak bardzo palą cię płuca. Ja cię obserwuję. Ja mam na ciebie oko. Ja wyjmuję cię z wody jeśli zajdzie taka potrzeba. – oświadczyła.
– Ale nie zajdzie! – Nur tupnął nogą. – Dam sobie rady.
– Wiem… Wiem Nurowa Łapo, wiem. Jesteś utalentowany, ale nawet utalentowanym i idealnym kotom matka natura nie daje forów. – mruknęła. – Nieważne ile masz lat, nieważne ile kotów zabiłeś czy ocaliłeś. Rzeka zabierze cię w sekundę nieuwagi. Karmi nas, ale ma swoje zasady i swoje koszty. I musimy o tym pamiętać. – Nurowa Łapa kiwnął głową z powagą na pyszczku.
– Będzie okej. Dam sobie radę. – mruknął zaraz potem.
– Ja wiem… ale zasady muszę ci przedstawić. Przecież teoria to podstawa praktyki! – uśmiechnęła się do dzieciaka. Atmosfera nieco się rozluźniła.
Koty szybko przepłynęły na drugi brzeg rzeki.
– Gdzie właściwie idziemy? – zapytał Nur.
– Tam gdzie się uczyłam ja. Tam jest płycej i ryby trzymają się bliżej tafli. Tam nurt jest też znacznie łagodniejszy i lepszy do nauki. – odpowiedziała.
– Nie możemy po prostu w rzece obok obozu? – zapytał równając krok z nią.
– Moglibyśmy, ale tyle pływa tam kotów codziennie, że ryby unikają tego miejsca. Nurt jest te bardziej nieprzewidywalny i jest bardziej idealny do nauki pływania. A ty chciałeś łowić ryby co? – zagadnęła.
– Tak! Chciałbym łowić ryby! – potwierdził Nur.
– Więc idziemy w idealne do tego miejsce. Odrobinę cierpliwości. W międzyczasie możesz posłuchać ptaków i powiedzieć mi co to za gatunki.
Ich zabawa w zgadywanie śpiewu ptaków trwała aż do momentu dotarcia na miejsce. Żabie Oko spojrzała w piękną wodę i zmarszczyła nos. Nurt nie wydawał się być dzisiaj jakoś rwący.
– Dobra. Daj mi chwilę. – zanurzyła się w wodzie, bardzo powoli i spokojnym ruchem podpłynęła na środek. Zanurzyła pyszczek pod wodę i uchyliła oczy. Obraz był rozmazany, ale wystarczający aby dostrzec parę ryb pływających niedaleko przy dnie. Żabka wyjęła głowę spod wody. Nie odpłynęła za daleko. To dało jej całą wiedzę jaką musiała posiadać.
– Dobra. Nurt nie jest szalony dzisiaj. Ryb jest pełno. Mamy dwie opcje nauki. Naukę łowienia z nurkowaniem i naukę z cierpliwym czekaniem na rybę.
– Nurkowanie!
– Dobrze. To teoria. – Żabka rozgadała się trochę na ten temat. Nur uważnie słuchał każdego jej słowa. W tym czasie też trochę odpoczął, co nieco uspokoiło żabkę. Potem oboje trochę popływali i poćwiczyli samo nurkowanie. Nurowa Łapa bardzo dobrze się sprawiał.
Aż nie nadszedł moment próby polowania. Nur przyglądał się temu z uchylonymi pod wodą oczami. Był gotowy. Żabie Oko rzuciła rybę na brzeg rzeki i usiedli na chwilę.

– Kiedy mogę? Kiedy? – Nur przeszedł z łapy na łapę.
– Jak muł usytuowi się odrobinę na dnie i ryby przestają czuć się zagrożone. Daj im parę uderzeń serca. Woda porusza się bardzo powoli. – wytłumaczyła. Koty odczekały jeszcze chwilę i Żabka dała Nurowi zielone światło na kolejne próby. Kot radził sobie bardzo dobrze, chociaż upolował tylko jedną rybę. Do czasu… Żabie Oko nie wiedziała co poszło nie tak. Nie widziała tego momentu. Zdarzył się pod taflą wody. Wszystko co widziała było jak głowa Nura wychyliła się nad wodę i wniknęła zaraz pod nią, z nagłym ruchem jego ciała. Wojowniczka naprężyła się i wbiła uważny wzrok w miejsce gdzie zniknął dzieciak. Zanurzyła łeb pod wodę i zaraz wyjęła go z powrotem. Skoczyła w kierunku Nura i nurkowała w kierunku młodzika. Chwyciła przerażonego ucznia za szyję, zanim w ogóle zanurzył się za głęboko i wyjęła go nad taflę. Nur zakaszlała dwa razy, trzy, cztery aż wziął porządny oddech. Pierwsze jego oddechy były krótkie i nieco przerażone, aż nie znaleźli się na brzegu. Żabka polizała Nura między uszami.
– Ale żeś mnie przestraszył. – zaśmiała się. – Zupełnie jak ja moją mentorkę, jak się uczyłam, haha! – polizała go ponownie dla ukojenia jego nerwów. Praktycznie każdy kto był niedoświadczony w nurkowaniu na początku złapał trochę wody w płuca. Od tego byli mentorzy i inni wojownicy aby mieć takich na oku.

<Nur?>

10 sierpnia 2026

Od Nurowej Łapy CD. Żabiego Oka

Nur nie uważał, że Szałwiowe Serce był złym mentorem. Nie uważał też jednak, że był dobrym mentorem. Gdyby kocur dostał kogokolwiek innego, to może spełniałby wymagania swojego ucznia. Tylko że dostał Nura, a Nur chciał ćwiczyć. Znaczy, właściwie to nie chciał, bo uważał się za lepszego od innych. A nie chciał też marnować czasu, który musiał spędzić jako uczeń na siedzeniu na zadzie. Chciał być jeszcze lepszy. Chciał trenować, dopóki nie będzie czuć mięśni! A zamiast tego szedł z księciem na drzewo, wspinał się z dwa, trzy razy i wracali do obozu. Jak miał być zadowolony w takich sytuacjach? Gdy wszedł za mentorem do obozu, ten zaczął rozmawiać z Żabim Okiem.
– Krótki trening dzisiaj? – zagadnęła świeżutka wojowniczka, zerkając na kocurka.
Nur pokiwał szybko głową, jakby chciał przekazać jej całe swoje niezadowolenie tym jednym gestem. Siedział jednak cicho, bo niekulturalnym było wtrącanie się w rozmowę dorosłych.
– Tak. Spotykam się dzisiaj z kimś z rodziny całkiem niedługo – mruknął książę pod nosem.
– To, co byś powiedział, jakbym Ci ukradła Nurową Łapę na małe polowanko? – zaproponowała kotka.
Nur aż wyprostował się na tę propozycję. Był gotowy na więcej ćwiczeń! A do tego miałby iść na polowanie z Żabką! Może jednak nie będzie to zmarnowany dzień.
– No… nie wiem. Nie wróciłaś właśnie z patrolu?
– Wróciłam, ale był krótki. I tak miałam udać się na jakieś polowanie.
– No dobra. Tylko proszę cię, nie za daleko. – Książę zezwolił na wyjście.
Kocur od razu otrzepał się ze śniegu, przebierając łapkami w puchu. Czekał, aż wreszcie wyjdą poza obóz i będą mogli coś ciekawego porobić. Oczywiście przez to, że była Pora Nagich Drzew to nie mogli robić zbyt wiele, ale może zrobią więcej, niż standardowe wspinanie się na drzewa. Oczywiście polowali i tropili już trochę, ale nie tak dużo jakby rudy chciał.
– Obiecuję mieć na tego łobuza bardzo uważne oko.
– Dziękuję, Żabie Oko! – Nurowa Łapa podszedł bliżej. – Dzisiejszy trening był naprawdę krótki. Tak jak wczorajszy – mruknął obrażony.
Nie chciał obgadywać Szałwiowego Serca za jego plecami. Ale gdyby, aż tak nie przejmował się swoją rolą w klanie, to narzekałby na księcia cały czas, gdy tylko nie było go obok.
– To musi być dla ciebie bardzo frustrujące. Jestem pewna, że to tylko chwilowe, albo zamierzone. – Żabka próbowała uspokoić kota. – W końcu Szałwiowe Serce to książę i doświadczony wojownik. Krótsze treningi nie znaczą, że są gorsze. W końcu każdy czasem potrzebuje odrobiny odpoczynku!
– Niby tak. – Nurowa Łapa odetchnął cicho.
– Niby tak, niby nie. Ale teraz. Obiecałam ci, jak byłeś jeszcze kociakiem, że pokażę ci najlepsze miejsce na polowanie na króliki, co nie? I że wezmę cię na prawdziwe polowanie. Polowałeś już coś z Szałwiowym Sercem?
– Trochę. – Wzruszył ramionami, nadal niezadowolony. – Ale głównie skupiliśmy się na razie na skradaniu, które już mi dobrze idzie. I na tropieniu. Tropiliśmy dużo, żebym znał zapachy.
– Okej. Dobrze wiedzieć. – Kiwnęła łebkiem Żabka. – Dobra. To lecimy w kierunku Brzozowego Zagajnika. Tam zaraz na brzegu drzew idzie znaleźć całkiem sporo śladów i ciekawych zapachów.
– Z wielką chęcią! – Nurowa Łapa przeskoczył z łapy na łapę.
Szli w ciszy. Nur był podekscytowany nauką z Żabim Okiem. Nadal uważał, że z wszystkich kotów w Klanie Nocy była ona najlepszą wojowniczką. Przynajmniej dopóki on nie zostanie wojownikiem. Wciąż trochę żałował, że to nie ona go trenowała, ale może ona i Szałwiowe Serce zgodzą się, aby Nur miał treningi z nimi oboma.
– Zatrzymamy się tutaj – oznajmiła kotka.
Nur rozejrzał się i kiwnął głową. Przeskoczył z łapy na łapę, niecierpliwie czekając, aż kotka powie mu, co robili.
– Dobra. Pokaż mi swój najlepszą postawę polowania.
Uczeń od razu przywarł do śniegu. Jedyne co było dobre w Porze Nagich Drzew to śnieg. Znaczy, właściwie on nie był dobry, ale przez to, że biel pokrywała większość ciała kocura, to ten mógł łatwiej wtopić się w otoczenie, gdy na zewnątrz też było biało.
– Tyłek trochę niżej – poleciła Żabka, a Nur od razu zastosował się do polecenia. – Idealnie – dodała. – Dobra. Powinieneś dać sobie radę idealnie. Teraz najciszej jak tylko umiemy, idziemy przed siebie. Jeden obok drugiego. Obserwuj uważnie śnieg, bo króliki i myszy poruszają się rzadko i szybko.
Poruszali się cicho i powoli. Nur wykonywał cały proces myślowy, zanim postawił łapę na śniegu. Oczywiście to nadal były sekundy, ale kocur nie chciał przestraszyć zdobyczy. Właściwie to będzie jego pierwszy raz, gdy upoluje coś więcej, niż kupkę śniegu… Żabka machnęła łapą w kierunku, który namierzyła. Nurowej Łapie zajęło sekundę, aby zrozumieć, że to, co widział to czubki uszu królika.
– Królik. Dawaj – zachęciła ucznia do akcji. – Nisko, powoli i od tyłu. Ich oczy są z boku, więc widzą znacznie więcej, więc naprawdę powoli. Jak tylko uważasz, że do niego doskoczysz, to się rzucasz. Pazury wyjęte, najważniejsze go spowolnić, nawet jak się wywrócisz. Jak masz w nim pazury, to jest twój – pouczyła go i sama przywarła do śniegu, obserwując go. – Jak się nie uda, to będzie następna szansa.
Nur kiwnął głową. Ale nie wierzył w ostatnie słowa wojowniczki. Jeśli się nie uda… To znaczy, że musiał się jeszcze wiele nauczyć. Jeśli się nie uda, to nie był idealny. A musiał być idealny. Zbliżając się do zdobyczy, szedł wolno, praktycznie przywierając do śniegu. Jednak nie wydawał z siebie żadnego dźwięku. Każdy jego ruch był starannie przemyślany w jego głowie. Pazury wyjęte, możesz go spowolnić – powtarzał w głowie. Teraz! Skoczył, wbił pazury w królika, ten rwał się chwilę, aby zaraz uczeń go złapał dokładniej i zagryzł. Uśmiechnął się dumnie i przyniósł zdobycz do Żabki.
– Udało mi się. – Wypiął dumnie pierś. – Musisz mnie pochwalić przed Szałwiowym Sercem, bo nie uwierzy!
– Pochwalę, pochwalę – zapewniła.
A potem stało się to ich rutyną. Gdy tylko Szałwiowe Serce miał mniej czasu i treningi z nim były zbyt krótkie, Nur szedł do Żabki. Oczywiście, książę o wszystkim wiedział. Dwójka kotów po prostu trenowała blisko obozu. To było to, czego potrzebował. Gdy wracał z wojowniczką do obozu, był wykończony, ale zadowolony. Szedł spać, podekscytowany na następny dzień. Jeszcze bardziej ekscytował się, gdy nadeszła Pora Nowych Liści, a śnieg i lód zaczęły powoli topnieć. Szałwiowe Serce spędzał z uczniem więcej czasu na treningach, ale dla ambitnego Nura to nadal było mało. Więc zaczął przychodzić do Żabki nawet wtedy, gdy treningi z księciem kończył późnym popołudniem.
– Rzeka jest już odmrożona! – Podbiegł do Żabki pewnego dnia Pory Nowych Liści.
– Tak. To świetnie, prawda?
– Tak! Mogę już pływać! I możesz mnie nauczyć polować na ryby!
Wojowniczka przez moment wydawała się zaskoczona słowami kocura. Może nawet speszona. Nur nie rozumiał jej zaskoczenia. Wolał uczyć się z nią. Więc dla niego akurat oczywiste było, że to ją prosił o treningi.
– Więc, wyjdziemy dziś? Zapolujemy jeszcze? Ja jestem gotowy! – przeskoczył z lapy na łapę.
Z każdym dniem Nurowa Łapa stawał się też coraz ambitniejszy. Obserwował innych, widział ich wady, zapewniał siebie, że nie będzie taki jak oni i szedł na następny trening. Czuł zmęczenie swoich mięśni, ale się tym nie przejmował. Uważał, że ból był wyznacznikiem dobrego treningu.
– Nie chcesz odpocząć? – zmartwiła się kotka.
– Nie! Chodźmy, proszę! – miauknął, już kręcąc się niespokojnie przy wyjściu z obozu.

[1147 słów]

[23%]

<Żabko? No chodź!>

23 lipca 2026

Od Żabiej Łapy (Żabiego Oka) CD. Nura (Nurowej Łapy)

Po mianowaniu Nura, przed mianowaniem Żabki

Żabka rzuciła swoją mysz na ziemię i rozciągnęła się. Wszystko szło po jej myśli tego dnia. Złapała trochę zdobyczy, a teraz była gotowa się w końcu najeść, bo królowe były najedzone i starszyzna zaopiekowana. Żabka nie jadła jakiś czas już, w końcu Pora Nagich Drzew była bardzo niewybaczająca pod tym względem. Kiedy już się najadła, podszedł do niej przemiły gość. Nur, a raczej Nurowa Łapa usiadł obok niej z rybą w pyszczku.
– Żabia Łapo! Jestem już uczniem! – wypiął dumnie pierś. Żabka machnęła ogonem z zadowoleniem. Jakie to był dobry dzieciak.
– Gratulacje, Nurowa Łapo. – miauknęła kotka i uśmiechnęła się.
– Wspinałem się dziś na drzewa. – zerknął gdzieś w bok. – Wcale nie jest takie ciężkie… Ale masz rację. Długa sierść jest ciężka i trochę przeszkadza.
– Jak nie będzie tyle śniegu, to będzie troszkę łatwiej. – zaśmiała się Żabcia. Zapadła chwila ciszy, gdyż Nur musiał też się najeść. Był młodym rosnącym kotem, zasługiwał na dobre kęski, w końcu przyszły namiestnik musi być silny.
– Kiedy będziesz wojownikiem? – padło pytanie, które wyrwało Żabkę z jej myśli i obserwacji życia klanu.
– Już niedługo. – odpowiedziała. Oczekiwała jeszcze może dwóch księżyców. Och słodka Żabko, jak ty niewiele wiesz, co cię czeka.
– A weźmiesz mnie wtedy na polowanie? – zagadnął, zerkając na nią kątem oka. Żabka uśmiechnęła się i poprawiła łapy, chowając je w ogonie.
– Ja miałabym cię nie wziąć?! – napuszyła się w ramach udawanego oburzenia. – Oczywiście, że cię wezmę. I na polowanie i na patrole. – oświadczyła dumnie. – Nie ważne kto będzie twoim mentorem, jestem pewna, że pozwolą mi ukraść cię, chociaż na chwilę! – jej obietnica zawisła w powietrzu.

Po mianowaniu Żabki, wkrótce potem

Żabie Oko. Cóż za imię. Pasowało do niej nawet. Jej wielkie oczy w końcu wbijały się każdego z wielką intensywnością. Jakby się im lepiej przyjrzeć to też prawdą było, że przypominają wielkością oczy żaby. Więc Żabka zaakceptowała swoje wojownicze imię. Z dumą poszła na pierwsze patrole i pierwsze polowania. Nawet zdarzyło się, że prowadziła jeden z patroli. Kotka nie mogła być z siebie bardziej dumna.
– Dzień dobry Szałwiowe Serce. – przywitała się z księciem, który akurat także wracał do obozu. Koty, które były z Żabką na patrolu już się rozeszły w swoje miejsca.
– Dzień dobry, Żabie Oko. – przywitał się kot. Zaraz za nim pojawił się Nurowa Łapa z niezadowoloną miną.
– Krótki trening dzisiaj? – zagadnęła świeżutka wojowniczka.
– Tak. Spotykam się dzisiaj z kimś z rodziny całkiem niedługo. – mruknął kot pod nosem. Jeśli nie chciał jej mówić więcej, nie szkodzi. Książę miał do tego prawo jak każdy inny kot. Chociaż… on… mentorem Nura? To była ciekawa decyzja ze strony Mandarynkowej Gwiazdy. Szałwiowe Serce był… specyficznym kotem. Sporo przeżył, ale jego reputacja była nieco nadszarpnięta według plotek, które słyszała o nim wojowniczka.
– To, co byś powiedział, jakbym Ci ukradła Nurową Łapę na małe polowanko? – zagadnęła, przestawiając swoją wagę z łapy na łapę. Śnieg pod nią chrupał niecierpliwie, nie mogąc się doczekać, aż jej waga przemieści się w inne miejsce. Szałwiowe Serce zerknął na swojego nowego ucznia i potem jeszcze raz na Żabie Oko. Kota uśmiechnęła się do niego szeroko.
– No… nie wiem. Nie wróciłaś właśnie z patrolu?
– Wróciłam, ale był krótki. I tak miałam udać się na jakieś polowanie. – kłamstwa przychodziły jej z łatwością, jakby żyły pod jej skórą tylko czekając na swój czas. Jej patrol trwał od rana, jeszcze przed wstaniem słońca. Było południe chylące się ku wieczorowi. Miała się udać na drzemkę, ale drzemka może poczekać.
– No dobra. Tylko proszę cię nie za daleko. – Szałwiowe Serce dał jej niepewne pozwolenie.
– Obiecuję mieć na tego łobuza bardzo uważne oko. – mruknęła Żabie Oko z szerokim uśmiechem, nie mrużąc oczu nawet o milimetr. Książę nieco się zmarszczył na ten widok i zaraz zniknął w obozie. – Cóż za… ciekawa osobowość. – mruknęła pod nosem Żabka.
– Dziękuję Żabie Oko! – Nurowa Łapa podszedł bliżej. – Dzisiejszy trening był naprawdę krótki. Tak jak wczorajszy. – poskarżył się. Był z tego wyraźnie niezadowolony. Żabka rozumiała to doskonale. Co jak co, ale Lawendowa Rozkosz dawała jej dokładnie taką ilość treningów, jaką młoda uczennica potrzebowała.
– To musi być dla ciebie bardzo frustrujące. Jestem pewna, że to tylko chwilowe, albo zamierzone. W końcu Szałwiowe Serce to książę i doświadczony wojownik. Krótsze treningi nie znaczą, że są gorsze. W końcu każdy czasem potrzebuje odrobiny odpoczynku!
– Niby tak. – Nurowa Łapa odetchnął cicho.
– Niby tak, niby nie. Ale teraz. Obiecałam ci, jak byłeś jeszcze kociakiem, że pokażę ci najlepsze miejsce na polowanie na króliki, co nie? I że wezmę cię na prawdziwe polowanie. Polowałeś już coś z Szałwiowym Sercem?
– Trochę. Ale głównie skupiliśmy się na razie na skradaniu, które już mi dobrze idzie. I na tropieniu. Tropiliśmy dużo, żebym znał zapachy.
– Okej. Dobrze wiedzieć. – kiwnęła łebkiem Żabka. – Dobra. To lecimy w kierunku Brzozowego Zagajnika. Tam zaraz na brzegu drzew idzie znaleźć całkiem sporo śladów i ciekawych zapachów.
– Z wielką chęcią! – Nurowa Łapa przeskoczył z łapy na łapę.
Chwilę szli w ciszy, dopóki nie przerwał im sum wody. Rzeka była zamarznięta, aczkolwiek jej dźwięk nadal towarzyszył terenom nocniaków. Gdzieś głęboko pod lodem szumiała, tam z rybami i glonami, zaraz za zasięgiem kocich łap. Żabka poprawiła wąsy i przemknęła po zmrożonej tafli. Lód nawet nie zaskrzypiał. Nurowa Łapa dzielnie za nią nadążał. Nie był już tym samym małym kociakiem, którego pamiętała jeszcze sprzed księżyca. Zresztą, już nawet wtedy był dobrze ułożonym i słuchającym się uczniem.
– Zatrzymamy się tutaj. – oznajmiła uczniowi. Zaklasyfikowała Brzozowy Zagajnik jako wystarczająco blisko obozu. – Dobra. Pokaż mi swój najlepszą postawę polowania.
Nur ochoczo przywarł do śniegu, opuszczając uszy po sobie.
– Tyłek trochę niżej. – poleciła Żabka, a Nur od razu zastosował się do polecenia. Jaki to był dobry dzieciak. – Idealnie. – dodała. – Dobra. Powinieneś dać sobie radę idealnie. Teraz najciszej jak tylko umiemy, idziemy przed siebie. Jeden obok drugiego. Obserwuj uważnie śnieg, bo króliki i myszy poruszają się rzadko i szybko.
Chwilę przemieszczali się cichutko, ich łapy były stawiane bardzo ostrożnie. Dopóki Żabka nie zauważyła małego ruchu po swojej stronie. Zastąpiła Nurowej Łapie delikatnie drogę i machnęła łapą w kierunku, który namierzyła. Tam, para szarych uszu wystawała nad śnieg. Widać było tylko same czubki.
– Królik. Dawaj. – zachęciła ucznia do akcji. – Nisko, powoli i od tyłu. Ich oczy są z boku, więc widzą znacznie więcej, więc naprawdę powoli. Jak tylko uważasz, że do niego doskoczysz, to się rzucasz. Pazury wyjęte, najważniejsze go spowolnić, nawet jak się wywrócisz. Jak masz w nim pazury, to jest twój. – pouczyła go i sama przywarła do śniegu, obserwując go. – Jak się nie uda, to będzie następna szansa. – nie wspomniała jakie szczęście ich trafiło, że ten królik wyszedł rozprostować nogi.

<Nurowa Łapo?>
wierzę w ciebie :D

Od Nura (Nurowej Łapy) CD. Żabiej Łapy (Żabiego Oka)

Przed mianowaniem

Kotka otrzepała się zaraz po jego pytaniu, na co kocur zmarszczył brwi.
– Pływałaś?
– Pływamy to my zawsze, żeby wyjść z obozu. Ja dzisiaj wspinałam się na drzewa. Z mokrą sierścią.
Nur przekrzywił głowę i zastanowił się. Czy wspinaczka na drzewa mogła być trudna? Nie wydawała się. Musiałeś polegać na swoich pazurkach i swojej sile. Tak przynajmniej mówiła mama…
– Och… To wydaje się proste…
– Jest proste, o ile nie ma się tyle sierści co ja. Jak jest mokra, to waży dużo więcej – Żabia Łapa westchnęła. – Nie jest to proste, ale nie jest to niemożliwe. Tobie pewnie będzie szło lepiej. Jesteś dobrze zbudowany, aczkolwiek pewnie posmakujesz tego, jak ciężka jest długa sierść, która przemokła do pełna! Dodatkowo jest strasznie zimno. Nic przyjemnego.
Nur skrzywił się na samą myśl. Jego sierść faktycznie już zaczęła być coraz dłuższa i czasami mu przeszkadzała. Bardziej nie podobała mu się wiadomość o pogodzie!
– Czyli dzisiaj nie wyjdziemy? – zapytał, niezadowolony.
– Możemy wyjść. Poćwiczyć coś. Jako namiestnik wiele spoczywa na Twoich młodych ramionach, co?
– No tak. Jestem teraz namiestnikiem – wypiął się dumnie. – Muszę znacznie więcej trenować, żeby być doskonałym!
– Prawda. Trzcinowy Szmerze? – Żabia Łapa zwróciła się do kocicy. Ta spojrzała na nią z uśmiechem. – Mogę zabrać Nura na chwilę na zewnątrz. Obiecuję, że nas nie umoczę
– Dobrze. Ale bądźcie ostrożni – oświadczyła mama kota. Kocurek uśmiechnął się do mamy i zaraz wraz z uczennicą wyszli ze żłobka.
– Zaraz będziesz uczniem, co nie? – przypomniała Żabka.
Rudy już odliczał dni. Czekał tylko, jak wraz z Łabądkiem wejdą przed Mandarynkową Gwiazdę, a ta nada im imiona uczniów. Zresztą, już rozmyślał o tym, jak będzie nazywał się jako wojownik. Nurowy Kieł. Albo Dumny Nur! Musiałby porozmawiać z liderką czy tak może…
– Tak – odpowiedział kociak.
– Jak myślisz. Kto będzie cię szkolił?
– Nie wiem – zastanowił się.
Widywał wojowników i w sumie… Nie do końca sądził, że ktokolwiek jest w stanie go dobrze szkolić. Sam chyba nauczyłby się więcej! Ale musiałby mieć kogoś, kto powiedziałby mu, czego właściwie musi się nauczyć…
– Myślisz, że moja mama mogłaby? – zerknął na Żabią Łapę. – Albo Pani Mandarynka?
– To byłby wielki zaszczyt. Chociaż nie wiem, czy chciałbyś, aby Twoja rodzina cię szkoliła.
– Dlaczego niby nie?
– Bo widzisz. Twoja mama cię kocha, nawet mocno. Pani Mandarynka też, w końcu dała wam specjalne oznaczenia. Jednak kiedy uczy się własną rodzinę, robi się to trochę inaczej. Osoba spoza rodziny przekaże ci inną wiedzę, nie będzie cię traktować jak kociaka, którego zna od zawsze.
Nur od razu zastanowił się nad tymi słowami. Może faktycznie Trzcinowy Szmer nie nauczyłaby go wszystkiego… A Mandarynkowa Gwiazda mogłaby go trzymać z daleka od niebezpieczeństw. Ostatecznie był jeszcze mały, a już pełnił tak ważną funkcję. Znaczy, właściwie nie pełnił funkcji namiestnika, tylko miał tytuł. Nie mógł jeszcze nic robić. Ale już niedługo!
– Może być różnie. Jak szkoli cię rodzina, to mogą szkolić cię za mocno, za długo, za szybko, bo chcą, abyś był, jak najlepszy, ale kończy się tym, że przestajesz kochać, to co robisz. A może być w drugą stronę, że będą cię trenować za słabo, a ty przecież chcesz być najlepszy?
– Tak, chcę! – kocur desperacko machnął ogonem. – Więc mama nie powinna mnie trenować?
– Powinna, nie powinna. Ja jestem tylko uczniem, nie ja to wybieram – odpowiedź uczennicy wcale nie spodobała się Nurowi. Brzmiała jak ucieczka. Ale nic nie powiedział, kiwnął tylko głową. – Ale jak będzie cię trenować bliska rodzina, to musisz pamiętać o moich słowach, okej? Nie daj się przepracować, bo odpoczynek pozwala ciału na regenerację i zebranie sił do ulepszania siebie. I nie pozwól, aby ktoś uczył cię za mało. Jesteś zdolnym kociakiem i jak się na ciebie patrzy, to się widzi wielkiego wojownika w przyszłości. Kogoś na kim można będzie polegać – mruknęła.
Kogoś na kim będzie można polegać… Tym właśnie chciał być dla królewskiego rodu! Nur usiadł, zastanawiając się. Może mógłby być kimś takim nawet dla całego Klanu Nocy? W sumie, jeśli byłby ważnym wojownikiem, to mógłby pilnować innych wojowników i uczniów… I wtedy może byłoby mniej tak nieudolnych wojowników!
– To co? Teraz polowanie? – z myśli wyrwała go Żabka. – Obiecałam twojej mamie, że się nie umoczymy, więc nici z pływania. Nur od razu wstał na łapy i uśmiechnął się.
– No dobra. Polowanie!
– Jak już będziesz uczniem i będziesz mógł wychodzić czasem sam, to zabiorę cię w najlepsze miejsce do polowania na karpie. I pokażę Ci najlepsze miejsca na czajenie się na króliki. Czasem można tam nawet zobaczyć sarny.
Kocurkowi zaświeciły się oczy na te słowa. Żabia Łapa naprawdę była najlepsza! Pokazywała mu wszystko, czego nie potrafił i chciała pokazać jeszcze więcej! Szkoda, że była uczniem. Może gdyby była trochę starsza, to ona by go trenowała!
– Obiecujesz?
– Oczywiście. A teraz pokaż mi, jak się skradasz. Tamten liść to nasza mysz!
Kocur od razu stanął w pozycji do skradania się, a kotka go poprawiła. Resztę popołudnia spędzili na ćwiczeniu jak dobrze się skradać.

Po mianowaniu Nura, przed mianowaniem Żabki

Nur został uczniem! Już nie był małym Nurem. Teraz był Nurową Łapą. I miał zamiar być jak najlepszym uczniem. A potem, jak najszybciej, zostać doskonałym wojownikiem. Musiał jednak najpierw przejść przez trening… Niestety. Liderka nawet nie chciała słuchać o opcji przyspieszonego mianowania. Może jeśli Nur się pospieszy z nauczeniem wszystkiego, co ważne to wtedy się zgodzi! A jak nie, to tylko sześć księżyców. Przynajmniej się jeszcze doszkoli. Musiał być przecież jak najlepszy! Jego mentorem został Szałwiowe Serce – książę. Oczywiście Nur był tym pochlebiany, ale kojarzył, że kocur nie miał najlepszej historii. Bał się, że może zrobił coś źle i dlatego dostał właśnie go. Tym bardziej że jego siostra dostała Błękitną Lagunę, zastępcę! Ale ona zawsze miała gadane… A może po prostu Szałwiowe Serce już odkupił swoje winy i był po prostu dobrym wojownikiem. Na tyle dobrym, aby poprowadzić Nura do zostania świetnym wojownikiem. Nadal trochę żałował, że to nie Żabka go prowadziła. Ta już wiedziała, co kocur potrafił no i nigdy mu nie umniejszała! Ale może nadal będzie mógł się z nią uczyć? Nie miał zamiaru się przestać z nią spotykać – na razie jako jedyna zwróciła jego większą uwagę. Można byłoby nawet powiedzieć, że kocur ją lubił, a przynajmniej darzył ją sympatią.
– Ćwiczyłem już polowanie i pływanie – powiedział do jego mentora, gdy ci spotkali się na trening.
– Oh, kiedy?
– Gdy byłem mały. Z Żabią Łapą.
Niebieski kiwnął głową, ale nadal nie wydawał się rozumieć. Nur już był zirytowany doborem mentora, ale nie mógł narzekać.
– Chciałbym zacząć od wspinaczki na drzewa.
– Dobrze… – koty wyszły z obozu, uważając oczywiście, aby lód pod nimi się nie załamał.
Przeszli do lasu, a tam kocur zaczął wspinać się na drzewa. Oczywiście słuchał swojego mentora, ale próbował też własnej drogi – tak, żeby było lepiej. Sam nie był pewien, ile tam spędzili czasu, ale zmęczenie, które odczuwał po treningu, było przyjemne.
– Jutro o tej samej godzinie? – zapytał się, gdy weszli do obozu.
– Jasne.
Nur uśmiechnął się szeroko i odszedł do zwierzyny. Był naprawdę głodny, zmęczony i obolały – ale to dobrze! To znaczyło, że trening był wystarczający. Przy skupie jedzenia zauważył Żabią Łapę i od razu do niej podszedł, gdy tylko wybrał sobie pyszną rybę.
– Żabia Łapo! Jestem już uczniem – wypiął dumnie pierś.
– Gratulacje, Nurowa Łapo – kotka uśmiechnęła się.
– Wspinałem się dziś na drzewa – zerknął gdzieś w bok. – Wcale nie jest takie ciężkie… Ale masz rację. Długa sierść jest ciężka i trochę przeszkadza.
– Jak nie będzie tyle śniegu, to będzie troszkę łatwiej – zaśmiała się kotka.
Nur pokiwał głową i ugryzł kawałek ryby. Oglądał innych wojowników i innych uczniów. Wszyscy byli tacy spokojni… Dlaczego? Dlaczego nie starali się być tylko coraz to lepsi? Skrzywił się i zerknął na Żabkę. Ona przynajmniej wiedziała, co znaczyło ciężka praca!
– Kiedy będziesz wojownikiem?
– Już niedługo.
Nur od razu się uśmiechnął. Żabka go słuchała i mu pomagała. A gdy będzie wojownikiem, będzie mogła go doszkalać! Albo przynajmniej pilnować, bo nie mógł sam wychodzić z obozu… Ale z nią będzie mógł! I wtedy będzie mógł trenować jeszcze więcej! A poza tym, według rudego, czarno srebrna kotka była najbliżej idealnego wojownika. Oczywiście nie tak idealnego, jakim będzie on w dorosłości, mu nikt nie dorówna. Ale to Żabka z wszystkich wojowników miała to, co inni powinni mieć. Gdy Nur będzie już duży i będzie mógł decydować o kotach bardziej, niż teraz, to właśnie takich wojowników będzie chciał – którzy dzielnie walczą za Klan Nocy, ale są ambitni nawet, wtedy gdy nie ma nic do roboty.
– A weźmiesz mnie wtedy na polowanie? – zapytał, zerkając na starszą uczennicę.

<Żabko?>
[1371 słów + wspinaczka na drzewa]

[27% + 5%]

13 lipca 2026

Od Żabiej Łapy CD. Nura

Lawendowa Rozkosz spojrzała na Żabkę z góry. Była nieco zrezygnowana, przyglądając się, jak jej uczennica próbuje desperacko wspiąć się na drzewo. Było lepiej niż na początku. Żabka już umiała wejść na drzewo bez problemu, jednak wchodzenie na nie z mokrym futrem nadal stanowiło dla niej niezwykły wysiłek.
Żabia Łapa wspięła się w końcu po jakimś czasie. Zadyszana, zmęczona i przemoknięta, ale siedziała na tym drzewie. W końcu. W końcu osiągnęła jakiś sukces w swojej edukacji i wspięła się na to drzewo.
– Dobra. Na dzisiaj koniec. – Lawendowa Rozkosz machnęła na nią łapą. Tak to się zazwyczaj właśnie kończyło. Uczennica mogła już sama zostać na chwilę poza obozem sama po ich treningach. Tego dnia jednak nie miała na to najmniejszej ochoty. Było już zimno, bo pora roku się nieprzyjemnie zmieniła i mokre futro nie było dobrym dodatkiem do takiego chłodu.
– Dobra. Dziękuję za trening. – odparła Żabia Łapa i zeskoczyła z drzewa. Wylądowała na wszystkich łapach, jednak kolanka trochę się pod nią ugięły. Jej mokra sierść jednak trochę ważyła.
Więc z wielką chęcią wróciła do obozu. Tam schować się mogła z dala od chłodu wiatru i wody. Mogła chwilę odpocząć od męczącego ją treningu i zrobić coś przyjemnego. Postanowiła odwiedzić swojego ulubionego malucha. Po mianowaniu na namiestników kociak przykładał się do ich małych sesji treningowych coraz mocniej.
– Cześć. – przywitała się, kiedy tylko weszła do kociarni, a kociak przyszedł do niej sam.
– A dziś Żabia łapo, co robiłaś na treningach? – usiadł sobie i wbił w nią te swoje ciekawskie oczka. Ta uśmiechnęła się szeroko i otrzepała delikatnie. Kociak zmarszczył się na jej reakcję. – Pływałaś?
– Pływamy to my zawsze, żeby wyjść z obozu. Ja dzisiaj wspinałam się na drzewa. Z mokrą sierścią.
– Och… To wydaje się proste… – Nur przekrzywił łepek.
– Jest proste, o ile nie ma się tyle sierści co ja. Jak jest mokra, to waży dużo więcej. – mruknęła Żabka. – Nie jest to proste, ale nie jest to niemożliwe. Tobie pewnie będzie szło lepiej. Jesteś dobrze zbudowany, aczkolwiek pewnie posmakujesz tego, jak ciężka jest długa sierść, która przemokła do pełna! – uczennica uśmiechnęła się do kociaka. – dodatkowo jest strasznie zimno. Nic przyjemnego.
– Czyli dzisiaj nie wyjdziemy?
– Możemy wyjść. Poćwiczyć coś. Jako namiestnik wiele spoczywa na Twoich młodych ramionach co?
– No tak. Jestem teraz namiestnikiem. Muszę znacznie więcej trenować, żeby być doskonałym! – odparł Nur.
– Prawda. Trzcinowy Szmerze? – Żabia Łapa zwróciła się do kocicy. Ta spojrzała na nią z uśmiechem. – Mogę zabrać Nura na chwilę na zewnątrz. Obiecuję, że nas nie umoczę.
– Dobrze. Ale bądźcie ostrożni. – oświadczyła ich mama. Żabka przytaknęła ochoczo i już po chwili oboje byli poza żłobkiem.
– Zaraz będziesz uczniem, co nie? – Żabka zerknęła na Nura, kiedy już doszli do kawałka obozu przeznaczonego głównie dla kociąt i ich wymysłów.
– Tak. – odparł kociak.
– Jak myślisz. Kto będzie cię szkolił? – spojrzała na kociaka. Sama dostała całkiem dobrego mentora, jej siostra to w ogóle, księcia. Nur pewnie zasługiwał na kogoś, kto go zrozumie i dopilnuje, aby oszlifował wszystkie swoje umiejętności.
– Nie wiem. Myślisz, że moja mama mogłaby? Albo Pani Mandarynka?
– To byłby wielki zaszczyt. Chociaż nie wiem, czy chciałbyś, aby Twoja rodzina cię szkoliła.
– Dlaczego niby nie? – Nur spojrzał na nią z zaskoczeniem.
– Bo widzisz. Twoja mama cię kocha, nawet mocno. Pani Mandarynka też, w końcu dała wam specjalne oznaczenia. Jednak kiedy uczy się własną rodzinę, robi się to trochę inaczej. Osoba spoza rodziny przekaże ci inną wiedzę, nie będzie cię traktować jak kociaka, którego zna od zawsze. – Żabka odetchnęła. – Może być różnie. Jak szkoli cię rodzina, to mogą szkolić cię za mocno, za długo, za szybko, bo chcą abyś był, jak najlepszy, ale kończy się tym, że przestajesz kochać, to co robisz. A może być w drugą stronę, że będą cię trenować za słabo, a ty przecież chcesz być najlepszy?
– Tak, chcę! – Nur machnął desperacko ogonem. – Więc mama nie powinna mnie trenować?
– Powinna, nie powinna. Ja jestem tylko uczniem, nie ja to wybieram. Ale jak będzie cię trenować bliska rodzina, to musisz pamiętać o moich słowach, okej? Nie daj się przepracować, bo odpoczynek pozwala ciału na regenerację i zebranie sił do ulepszania siebie. – Żabka powtórzyła słowa, które powiedziała jej kiedyś jej mentorka… tylko trochę inaczej. Prościej, ale Nur był inteligentnym kociakiem. Wiedział, o co chodzi – I nie pozwól, aby ktoś uczył cię za mało. Jesteś zdolnym kociakiem i jak się na ciebie patrzy, to się widzi wielkiego wojownika w przyszłości. Kogoś na kim można będzie polegać. – mruknęła. Nur zamyślił się na chwilę i pokiwał głową. – To co? Teraz polowanie? Obiecałam twojej mamie, że się nie umoczymy, więc nici z pływania.
– No dobra. Polowanie! – Nur podskoczył na równe łapy. Żabka nawet nie zauważyła, kiedy usiadł. Ha!
– Jak już będziesz uczniem i będziesz mógł wychodzić czasem sam, to zabiorę cię w najlepsze miejsce do polowania na karpie. I pokażę Ci najlepsze miejsca na czajenie się na króliki. Czasem można tam nawet zobaczyć sarny.
– Obiecujesz?
– Oczywiście. A teraz pokaż mi, jak się skradasz. Tamten liść to nasza mysz! – pokazała na listek. I tak minęło im jedno z wielu popołudni. Żabia Łapa nie mogła się już doczekać, aż kociak zostanie mianowany i będzie mogła trenować tak naprawdę u jego boku.

<Nur?>
[839 słów]
[wspinaczka na drzewa]

[17% + 5%]

30 czerwca 2026

Od Nura CD. Żabiej Łapy

Przed powstaniem namiestników

— Pewnie — odpowiedziała kotka.
I to już spodobało się maluchowi. Uczennica nie odganiała go, stwierdzając, że był za młody. Wreszcie!
— Ale pływać, tylko jeśli ktoś jest w kąciku zabaw — dodała po chwili, na co kocur kiwnął głową.
Wyszli, a Nur odetchnął świeżym powietrzem. Nie mógł doczekać się, aż będzie wojownikiem i będzie mógł wychodzić codziennie!
— Więc co byś chciał wiedzieć dokładnie? — zapytała.
Kocur zastanowił się chwilę. Miał naprawdę wiele pytań, ale nie chciał zostać spławiony przez kotkę. Miał opcję się czegoś dowiedzieć, więc musiał z niej skorzystać.
— Jak to jest być wojownikiem?
— To całkiem nudne wbrew pozorom — Nur uniósł wysoko brwi, zaskoczony tym stwierdzeniem... — Nikt Ci o tym nie mówi, jak zaczynasz być uczniem, ale… bycie wojownikiem nie jest niczym niesamowitym. Nic nie jest tak właściwie. Tak jak teraz wstajesz o poranku, żeby się najeść, będziesz wstawał jako wojownik. Potem patrol, drzemka, polowanie. I tak w kółko, chyba że znajdziesz sobie przyjaciół albo miłość, co zapełni ci trochę nudy w życiu. I tak do emerytury, właściwie.
Nur skrzywił się na samą myśl. Rutyna, o której mówiła kotka, brzmiała nudno, ale też wyjaśniała, dlaczego tyle kotów miało wady. Żyli w spokojnym świecie, nie uczyli się niczego, nie poprawiali swoich umiejętności.
— To nie brzmi… zachęcająco — stwierdził więc maluch.
— Może nie, jako samo pojęcie. To zależy, co zrobisz z tym faktem — zauważyła kotka.
No przecież! Nur nie musiał żyć jak inni – i tak był od nich lepszy. Gdy tylko zostanie wojownikiem, będzie się starał być jak najlepszy. Będzie ćwiczył i będzie przekazywał swoje nastawienie innym.
— Niektórzy wojownicy nie przejmują się monotonią. Tak wolą żyć. Jak jest spokojnie i nie muszą się niczym przejmować. Ale jak nie chcesz, tak żyć to nikt nie zabrania ci robić dodatkowych patroli, mieszać się w politykę i mącić w głowach innych. To całkiem proste tak właściwie. A ty jesteś całkiem spostrzegawczy, co? — zerknęła na niego.
— Jestem — zgodził się z dumą.
— To nigdy ci się nie będzie nudzić. Musisz tylko przyglądać się innym bardzo dobrze.
Kocur zamrugał kilka razy. Czy to naprawdę było tak proste? Już teraz widział, jak wiele kotów miało wady. Czy jeśli będzie starszy, będzie mógł je wypominać bez żadnego problemu? Czy gdyby był wystarczająco spostrzegawczy, mógłby się nawet wkraść w królewską rodzinę? Jego rodzice znali aktualnego lidera, a on właściwie mógłby znać kolejnych. Mógłby utrzymywać z nimi przyjacielskie stosunki… Mógłby być idealnym wojownikiem, ba! Idealnym powierzycielem, przyjacielem… Kimś ważnym. Nur uśmiechnął się na samą myśl.
— A teraz co? Pływanie czy polowanie? — zapytała Żabia Łapa, wyrywając go z letargu myśli.
— Pływanie. Mama mówi, że już mi świetnie idzie — wypiął dumnie pierś.
Kotka pokiwała głową i weszła do wody, a zaraz za nią wszedł maluch. Przez moment bawili się w wodzie, a srebrna pokazywała rudemu techniki dobrego pływania.

***

Nur polubił towarzystwo kotki. Fakt, że Żabia Łapa go nie spławiała, bardzo mu schlebiał. No i uczyła go rzeczy ze swoich treningów. Jak tylko zostanie uczniem, będzie przygotowany!
Nie mógł się więc doczekać, aż kotka znów przyjdzie i gdy tylko ją zauważył przy wejściu do żłobka, pojawił się przy jej nogach.
— A dziś Żabia Łapo, co robiłaś na treningach? — zapytał, siadając obok niej.
Chętnie słuchał o jej przygodach, chcąc wiedzieć jak najwięcej. Czym więcej będzie wiedział, tym bardziej gotowy będzie na bycie najlepszym uczniem, a potem najlepszym wojownikiem.

<Żabia Łapo?>

27 czerwca 2026

Od Żabiej Łapy CD. Nura

Żabka spojrzała na tego małego kota pod swoimi łapami. Kociak wbiła w nią swoje jakże niewinne oczy.
– Mogłabyś mi pokazać, jak się pływa, albo poluje, albo… ogólnie powiedzieć trochę więcej! – Nur był widocznie ciekawski i Żabia Łapa nie dziwiła mu się ani trochę.
– Pewnie. – odpowiedziała – ale pływać, tylko jeśli ktoś jest w kąciku zabaw. – dodała po sekundzie. Potem wyprowadziła kociaka ze żłobka, żeby zażył trochę świeżego powietrza.
– Więc co byś chciał wiedzieć dokładnie? – zagadnęła go.
– Jak to jest być wojownikiem? – kociak kroczył obok niej dużymi krokami. Kawałek po kawałku zbliżali się do kącika zabaw.
– To całkiem nudne wbrew pozorom. – Żabka zmarszczyła nos. – Nikt Ci o tym nie mówi, jak zaczynasz być uczniem, ale… bycie wojownikiem nie jest niczym niesamowitym. Nic nie jest tak właściwie. Tak jak teraz wstajesz o poranku, żeby się najeść, będziesz wstawał jako wojownik. Potem patrol, drzemka, polowanie. I tak w kółko, chyba że znajdziesz sobie przyjaciół albo miłość, co zapełni ci trochę nudy w życiu. I tak do emerytury, właściwie.
– To nie brzmi… zachęcająco. – odparł kociak.
– Może nie, jako sam koncept. To zależy, co zrobisz z tym faktem. Niektórzy wojownicy nie przejmują się monotonią. Tak wolą żyć. Jak jest spokojnie i nie muszą się niczym przejmować. Ale jak nie chcesz, tak żyć to nikt nie zabrania ci robić dodatkowych patroli, mieszać się w politykę i mącić w głowach innych. To całkiem proste tak właściwie. A ty jesteś całkiem spostrzegawczy, co?
– Jestem. – zatrzymali się oboje w wejściu do kącika zabaw.
– To nigdy ci się nie będzie nudzić. Musisz tylko przyglądać się innym bardzo dobrze. A teraz co? Pływanie czy polowanie?

<Nur?>
[263 słów]

Od Nura CD. Żabiej Łapy

Nur, jak zwykle zresztą, siedział z boku i obserwował. Łabądka zagadywała do jakiegoś wojownika, czy ucznia. Nur trochę nie rozumiał siostry, bo dla niego wszyscy ci byli nudni. Jedynie, po co przychodzili to, żeby się bawić! Żadnych nauk, żadnych porad! Po co w takim razie się z nimi zadawać? Może gdyby przez zabawy, chociaż uczyli czegoś przydatnego, to Nur chętniej rozmawiałby z innymi. Albo może gdyby byli chociaż trochę lepsi, to Nur by z nimi rozmawiał, chcąc się czegoś dowiedzieć. Tylko że wszystkie koty miały swoje wady…
– Nurze! – głos Trzcinowego Szmeru doszedł do kocura.
Van spojrzał w jej stronę i skrzywił się, gdy zauważył obok matki innego kota. Mimo to posłusznie wstał i podszedł do nich.
– To Żabia Łapa – przedstawiła matka.
Rudzielec przyjrzał się kotce. Kojarzył ją ze żłobka, więc była uczniem od niedawna. Może ona mu coś ciekawego powie? Starsi uważają, że nie ma co mówić o byciu wojownikiem, bo sami się o tym przekonają. Ale Nur chciał być gotowy, aby niczego nie zepsuć. Musiał być przecież najlepszy.
– Pobawisz się z nią? – zapytała Trzcinowy Szmer.
– Tylko jeśli pokaże mi coś ciekawego – odpowiedział szczerze Nur.
Kotka wydawała się zaskoczona odpowiedzią kocura, ale Nurowi zależało tylko na jednym – poprawieniu swoich umiejętności.
– Mogłabyś mi pokazać, jak się pływa, albo poluje, albo… – zastanowił się. – Ogólnie powiedzieć trochę więcej!

<Żabia Łapo?>

21 czerwca 2026

Od Żabiej Łapy do Nura

Żabka mogłaby przysiąc, że ten świat czasami jej nienawidzi. No może tylko trochę jej nie kocha. Lawendowa Rozkosz nalegała ciągle na wspinaczkę. A przecież Żabka znacznie lepiej czuła się w wodzie. Tam, gdzie są ryby, tam, gdzie jest stały grunt, który nie znajduje się parę lisich długości nad ziemią.
– Musisz się nauczyć wspinać. Bo wrócimy do wspinaczki z mokrym futrem! – pogroziła jej mentorka, kiedy ta mruknęła znowu coś o nienawiści do tego zajęcia.
– Dobrze, już dobrze. Próbuję! – odparła zaraz Żabka i przymierzyła się do wspięcia na te parszywe rośliny. Raz, drugi, trzeci i kotka wdrapała się niezgrabnie na gałąź. Lawendowa Rozkosz odetchnęła z frustracją.
– Jaka z ciebie ciapa. – fuknęła.
– Ciapa czy nie, to pierwszy raz jak wchodzę na drzewo. Oczywiście, że będzie mi brakować gracji! – prychnęła Żabka w swojej obronie. – Pływam wyśmienicie, ale grunt wolę stały, a nie… gałęzie!
– No dobra, dobra. Złaź teraz. Pokażę ci jeszcze raz, jak to się robi…
Żabka miała dość treningów na najbliższy tydzień albo jej całe życie. W gruncie rzeczy nauczyła się całkiem sporo od swojej mentorki o wspinaczce i pływaniu, ale już się trochę zmęczyła. Może po prostu miała kiepski dzień. Czasem tak też bywało. Trochę smutku, trochę narzekania na samą siebie i właściwie na tym się kończy nie? Żabka jakoś nigdy nie robiła wielkich wydruków pod wpływem emocji. Wolała się pogapić na kogoś innego i wyobrazić sobie coś ciekawego albo poprowadzić miłą rozmowę… lub mniej miłą, ale jakąkolwiek rozmowę. Dlatego była poirytowana, kiedy nie zastała nikogo ciekawego w obozie. Albo koty, które już dogłębnie znała, albo jakieś koty, które mało ją interesowały. Co w takim wypadku można sobie porobić, kiedy nie wie się co robić?
Żabka nie zastanawiała się długo. Skierowała się do żłobka, gdzie siedziała Trzcina ze swoimi maluchami. Mogła je przecież odwiedzić. Weszła do środka i przywitała się z królową.
– Żabia Łapo, dzień dobry! – Miauknęła Trzcinowy Szmer. – Co tu porabiasz znowu?
– Dzień dobry. Nudziło mi się trochę. Szukam towarzystwa i pomyślałam, że może masz ochotę odpocząć chwilę i mogę ci ukraść kociaka i się z nim pobawić? Wiesz… pokazać obóz, kącik zabaw, może zamoczyć odrobinę łapki, tak bezpiecznie. – mruknęła Żabka. – O ile chcą i o ile mogę…

<Nur?>
[357 słów]

[7%]