BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 lutego, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

19 listopada 2023

Od Morza CD. Rusałki (Rusałkowej Łapy)

Plan Rusałki wydawał się być niesamowicie ciekawy i intrygujący, toteż Morze, wdrapując się na grzbiet Biedronki, niemal trzęsła się z ekscytacji. Jednak prawdziwa frajda wypełniła jej ciałko dopiero w momencie, w którym starsza kotka podniosła się i uniosła kociątko tak wysoko, jak te jeszcze nigdy w życiu nie było.
— Jak fajnie! — pisnęła Morze uradowana.
— Niefajnie! — prychnęła w odpowiedzi Biedronka. — Jesteś ciężka jak głaz.
Słysząc te słowa, koteczka rozpłaszczyła uszy na głowie, lecz powstrzymała się od odpyskowywania. Zdawała sobie sprawę, że wystarczył jeden gwałtowniejszy ruch ze strony Biedronki, aby poszybowała na drugi koniec żłobka. To nie tak, że nie chciała poszybować! Ale wolała najpierw skorzystać z przejażdżki, która zresztą zaaranżowana została koszem łez, potu i krwi Rusałki.
— No. To gdzie jedziemy? — padło pytanie ze strony łaciatej kotki.
Wyglądało na to, że Piórolotek pragnął zaproponować jakiś cel podróży, lecz krzyk Morza przerwał mu, nim w ogóle zdążył wypowiedzieć pierwsze słowo.
— Idźmy do obozu wrogiego klanu! I podbijmy tych łotrów!
— Głupia jesteś — parsknęła Biedronka. — Taka kulka jak ty nie podbiłaby nawet sterty brudnego mchu.
— Może i jestem głupia! Ale za to tobie brak ducha walki.
— Brak mi ducha walki? Mogę ci zaraz pokazać ducha walki!
— Ja myślę — wtrąciła się Rusałka — że możemy zrobić krótki spacer zapoznawczy po obozie. A potem… możemy odwiedzić uczniów i na sam koniec odstawić Morze i Piórolotka z powrotem tutaj.
Zapadła chwilowa cisza, w trakcie której Biedronka uniosła swój łebek nieco ku górze w akcie zadumy.
— Najpierw odstawimy robaki, a potem same odwiedzimy uczennice — oznajmiła w końcu, a zdecydowanie w jej głosie musiało dać Rusałce do zrozumienia, że nie zaakceptuje żadnych kompromisów.
Łaciata z wyrazem ulgi na licu kiwnęła głową, co zakończyło dyskusję i zapoczątkowało uroczysty wymarsz, podczas którego Piórolotek wymamrotał coś, co brzmiało jak “hurra!”. Po chwili gromada kociąt znalazła się na zewnątrz, a Morze natychmiast poczuła na nosie uderzenie chłodnego powietrza.
— Ale mrozi! — wykrzyknęła.
— Pogoda zimna jak… jak Biedronka — dodał Piórolotek.
I zapewne wynikłaby z tego kolejna przepychanka słowna, gdyby Rusałka w porę nie zaczęła bardzo głośno i wyraźnie przedstawiać wszystkim zgromadzonym pieńka, który znajdował się centralnie przed nimi. Z monologu łaciatej Morze dowiedziała się, że jest to bardzo ważny pieniek, ponieważ po całym dniu polowania klanowi łowcy odkładają na niego schwytane zdobycze. Koteczka chłonęła wiedzę niczym kępka mchu, a im dłużej słuchała opowieści, tym więcej myśli i zagwozdek rodziło się w jej łebku. Najchętniej zapytałaby starsze koleżanki o wszystko, lecz obawiała się nieco, że jeśli zbombarduje je zbyt dużą ilością pytań, to będą stały przy pieńku aż do zachodu słońca i nie zdążą zobaczyć niczego innego. Spytała więc jedynie, czemu obecnie na pieńku nie ma nawet najmniejszej myszki, na co Rusałka odparła, że nie wie, natomiast Biedronka odpowiedziała, że wszystko zostało pożarte przez wstrętne i zachłanne kocury.
— Straszne! One naprawdę tak dużo jedzą? — zaniepokoiła się Morze.
— Nie wydaje mi się…
— Naprawdę! — przerwała swojej siostrze Biedronka, napuszona się ze złości na myśl o żarłocznych samcach pochłaniających wszystkie zasoby klanu. — Myślą tylko o sobie i swoich własnych brzuchach! Zero empatii i współczucia dla głodujących matek i dzieci, takich jak my.
— Lotku! Jeju, Lotku! — Morze ze szczerym niepokojem w oczach spojrzała na brata. — Wy musicie się opanować!
Rusałka skrzywiła się, wyraźnie zakłopotana mizoandrią, która spadła na tą spokojną rozmowę niczym grom z jasnego nieba. Piórolotek wyglądał na równie zmieszanego, jakby nie wiedział, czy powinien bronić się, milczeć, czy obrócić oskarżenia w żart.
— Chodźmy dalej — rzekła w końcu łaciata, kierując się w prawo, w stronę legowiska starszyzny.
Gdy weszły do środka, entuzjazm Morza nieco przygasł, okazało się bowiem, że znajduje się tam jedynie śpiący Trzcinowa Sadzawka.
— Nie będziemy mu przeszkadzać… — mruknęła łagodnie Rusałka i wycofała się z legowiska tak szybko, jak się w nim znalazła.
— Nie będziemy, bo nikogo i tak nie obchodzi ten stary zgred — szepnęła Biedronka. Ciężko stwierdzić, czy komentarz dotarł do uszu jej siostry, jednak z całą pewnością dotarł do uszu Morza, która zareagowała nieopanowanym chichotem.
Właściwie, to reszta wycieczki minęła zgoła podobnie. Gdy gromada znalazła się w legowisku medyka, przez chwilę przyglądała się Strzyżykowemu Promykowi krzątającej się przy ziołach, lecz potem odeszła, twierdząc, że medyczce nie należy przeszkadzać przy pracy. Przy okazji Morze narzekała, że kręci jej się w nosie od tych wszystkich zapachów i że jeśli zaraz stąd nie pójdą, to zacznie kichać i obsmarka Biedronce całe futro.
Z szacunku, a także ze strachu, ominęły wydrążone w sumaku legowisko Mglistej Gwiazdy i skierowały się od razu na drugą stronę, do legowiska wojowników. Ku wielkiemu rozczarowaniu kociąt, okazało się, że jest ono prawie puste, a zostali w nim tylko ci, którzy byli obecnie najbardziej schorowani. Morze w myślach przeklęła porę dnia jaką był okres szczytowania słońca, porę zabójczo nudną, nieciekawą i niweczącą dziecięce marzenia. Myślała, że jej zawód nie może już jakkolwiek się powiększyć, lecz wtem, po wyjściu z legowiska wojowników - Biedronka bezceremonialnie otrząsnęła się, zrzucając z siebie kociaka. Co gorsza, Morze wcale nie pofrunęła, a po prostu spadła na ziemię z żenującym okrzykiem.
— Ronka, co ty? — Rusałka spojrzała na swoją siostrę i przekrzywiła głowę, nieco zdezorientowana jej zachowaniem.
— Właśnie! Co ty?! Łotrze! — zawtórowała wściekle miotająca się na ziemi Morze.
— Koniec wycieczki. Robaki wracają do żłobka, a my idziemy pogadać z uczennicami — oznajmiła Biedronka, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie. Na sam koniec uderzyła Morze ogonem. — A ty się tak nie aferuj, tylko podziękuj, że w ogóle chciało mi się ciebie nosić.
— Bardzo dziękujemy — miauknął Piórolotek, który zdawał się być rzeczywiście bardzo uszczęśliwiony. Morze jednak nie podzielała jego radości.
— Nie dopuszczę do tego! — Morze w końcu odzyskała równowagę i teraz stała na wyprostowanych łapach, dumna i gotowa. — Będę walczyć o swój honor! Przezwyciężę wszystkich łotrów! — Tu zrobiła małą przerwę i zanim ktokolwiek zdążył spytać, o czym ona w ogóle mówi, wykrzyknęła: — To ja sobie pogadam z uczennicami!
Nim ktokolwiek się zorientował, Morze zerwała się do biegu i popędziła w kierunku legowiska uczniów. I na nic zdały się zatroskane wołania Rusałki i wściekłe protesty Biedronki, która ruszyła za nią w desperacką pogoń.

*timeskip do mianowania, jeszcze przed objęciem rządów przez Sroczy Lot*

Morze jakoś nigdy nie zwracała szczególnej uwagi na różnicę wieku między nią i jej przybranymi siostrami. Oczywiście, były między nimi znaczące różnice we wzroście i inteligencji, jednak z każdym dniem coraz bardziej się zacierały. W końcu nastąpił nawet moment, w którym Biedronka nie mogła już wyzywać Morza od kulki utoczonej przez żuka gnojaka, ponieważ Morze przestała przypominać kulkę i obelga stała się co najmniej nieadekwatna. Również siłowanie się z siostrami przychodziło koteczce z coraz większą łatwością. Toteż nic dziwnego, że mianowanie córek Pszczelej Dumy było dla Morza czymś niesamowicie szokującym i nieprzewidzianym.
Nastąpiło to wieczorem, gdy słońce już w połowie skryło się za horyzontem, a członkowie Klanu Nocy gromadzili się w obozie po wielu godzinach mniej lub bardziej owocnej pracy. Morze w pewnym momencie jej życia doszła do wniosku, że bardzo lubi tą porę. Pewnego dnia po prostu usiadła przed wejściem do żłobka i wraz z Piórolotkiem zaczęła obserwować wejście do obozu, a także komentować każdego, kto przez nie przechodził. Ta z początku jednorazowa rozrywka szybko zmieniła się w zwyczaj, który kultywowała niemal codziennie - odpuszczała sobie tylko wtedy, gdy pogoda była nadzwyczaj paskudna. Czasem robiła to z Piórolotkiem, czasem z Rusałką, a raz czy dwa przyłączyła się do niej nawet Biedronka, lecz często zdarzało się, że siedziała sama. Nie przeszkadzało jej to, a wręcz przeciwnie, nierzadko po całym dniu sporów ze swą serdeczną rodziną wręcz cieszyła się, że może przez chwilę pobyć w samotności. Tak właśnie było i dzisiaj - Biedronka gdzieś się zawieruszyła w tym samym momencie, w którym Krucza Łapa i Nartnikowa Łapa wróciły z treningów, zaś Rusałka i Piórolotek skryli się pod ścianą obozu, aby zająć się rozwojem architektonicznego aspektu kociej kultury, to znaczy budową konstrukcji, która zdawała się składać z kilku krzywych patyków wbitych w wilgotną ziemię i rozrzuconych dookoła nich liści. Morze natomiast, spokojna i zrelaksowana, rozglądała się i analizowała poczynania wszystkich innych kotów. Pylista Burza, Poranny Ferwor i Ryjówkowy Urok siedzieli wokół Krzyczącej Makreli, który bardzo głośno opowiadał im o wenie twórczej, którą przyniósł mu widok topniejących śniegów i która wkrótce zaowocuje nową autorską pieśnią. Natomiast kilka lisich długości od Morza pięć kocic - Spieniona Fala, Drozdowe Futro, Kawcze Serce, Sroczy Lot i Okraszona Polana - żywo dyskutowały o zbieranych przez siebie kolekcjach i opowiadały, w jaki sposób udało im się je powiększyć przez ostatnie kilka dni. Jeśli ktoś nie był pogrążony w rozmowie, to dzielił języki z najbliższymi, delektował się kolacją lub szykował do snu. Wieczorny spokój wzbudzał w Morzu poczucie ciepła, bezpieczeństwa i relaksu, a komfortowa atmosfera sprawiła, że koteczka nawet nie zauważyła sylwetki liderki wspinającej się po gałęziach najwyższego w obozie sumaku.
— Niech wszystkie koty zdolne do samodzielnego polowania zbiorą się na środku obozu! — donośny wrzask Mglistej Gwiazdy przeszył powietrze. Chwilę później niemal wszystkie rozmowy ucichły, a koty zaczęły posłusznie gromadzić się przed górującą nad nimi przywódczynią.
Morze nastroszyła futerko z zaskoczenia, ale i podekscytowania. Co prawda, nigdy nie polowała, uważała jednak, że gdyby spróbowała, to poszłoby jej doskonale, a co z tym idzie, zasługuje na uczestnictwo w zebraniu klanu. Ostrożnie, uważając, by nie wpaść nikomu pod nogi i nie zwrócić na siebie uwagi, dołączyła do gromady. Zmartwiła się nieco, gdy zorientowała się, że na obrzeżach grupy nie ma ani jej rodzeństwa, ani nawet Pszczelej Dumy, nie zamierzała bowiem przeciskać się przez tłum tylko po to, by usiąść obok kogoś znajomego. Z ulgą zorientowała się jednak, że całkiem niedaleko widzi Śnieżne Wspomnienie. W kilku susach znalazła się przy ojcu, powitała go trąceniem nosa, po czym oparła się o kocura i pozwoliła, by owinął ją ogonem. Zauważyła, że prawie dorównuje ojcu wzrostem, lecz nie miała czasu, by poddać tą myśl jakiejś głębszej refleksji, gdyż głos Mglistej Gwiazdy ponownie rozległ się nad ich głowami.
— Rusałko, Biedronko, wystąpcie proszę.
Morze poczuła, jak zalewa ją nagła fala stresu - tak duża, że jej żołądek skręcił się boleśnie. Czy tego chciała czy nie, słyszała to i owo o Mgliściej Gwieździe i egzekucjach, które organizowała na oczach całego klanu. Czy to właśnie o to chodzi? Czy jej siostry zostaną teraz uznane za zdrajczynie i zamordowane?! Z rosnącą paniką spojrzała na dwie szylkretowe kotki, które wystąpiły na przód i stanęły tuż pod Mglistą Gwiazdą. Nawet z tej odległości Morze widziała, że mimo dostojnej postawy, obie są w rzeczywistości bardzo zestresowane, a szczególnie Rusałka. Morze zastanawiała się, czemu nikt nie próbuje ratować jej sióstr i była gotowa lada moment sama rzucić się w ich obronie, gdy Mglista Gwiazda - ku uldze kocięcia - kontynuowała swoją uroczystą wypowiedź.
— Biedronko, Rusałko, skończyłyście sześć księżyców i nadszedł czas, abyście zostały uczennicami. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika, będziecie zwać się Biedronkowa Łapa i Rusałkowa Łapa. Biedronkowa Łapo, twoim mentorem zostanie Tuptająca Gęś — przerwała na chwilę, aby skupić wzrok na młodej wojowniczce — Tuptająca Gęsi, jesteś gotowa do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałaś od Makowego Pola doskonałe szkolenie i wierzę, że przekażesz Biedronkowej Łapie wszystko to, co sama wiesz.
Czarno-biała wojowniczka wystąpiła z tłumu i stanęła przed Biedronkową Łapą, aby zetknąć się z nią nosami. Między kotami rozległy się szepty, lecz szybko zostały one przerwane na rzecz kontynuacji ceremonii.
— Rusałkowa Łapo — przenikliwe spojrzenie lodowato niebieskich oczu zawisło na łaciatej koteczce. — Twoim mentorem zostanę ja, Mglista Gwiazda.
Rusałkowa Łapa otworzyła lekko pyszczek w niemym jęku, a futro na całym jej ciele stanęło dęba. Wzdrygnęła się, gdy Mglista Gwiazda zeskoczyła z gałęzi sumaku i wylądowała tuż obok niej, lecz mimo strachu, który objawiał się zarówno w jej spojrzeniu, jak i w mowie ciała, posłusznie zetknęła się nosami z nową mentorką. Ledwo to się stało, wśród kotów wybuchła wielka wrzawa - większość radośnie wykrzykiwała imiona nowych uczennic w akompaniamencie wiwatów i radosnych haseł, lecz Morze dostrzegła, że niektórzy szepczą coś w uszy sąsiadów, a ich spojrzenia były niepewne, a niekiedy nawet wrogie.
— Szkoda jej — mruknął Śnieżne Wspomnienie, a Morze obdarzyła go pytającym spojrzeniem. — No wiesz, tej twojej siostrzyczki, Rusałkowej Łapy. Trening pod okiem Mglistej Gwiazdy… — westchnął.
Nie musiał nic dodawać, albowiem ton jego głosu i nieobecne spojrzenie wyjawiało wszystko. Morze w odpowiedzi jedynie kiwnęła głową, a potem, nic już więcej nie mówiąc, wstała i ruszyła w kierunku żłobka. Miała niemały zamęt w głowie - powinna cieszyć się tym, że jej siostry zostały uczennicami, jednak nie mogła pozbyć się wrażenia, że to, co właśnie przydarzyło się Rusałce, to zapowiedź czegoś bardzo złego. Poza tym, dotarło do niej, że teraz, przez przynajmniej parę następnych księżyców, będą spędzały razem znacznie mniej czasu.
Gdy doczłapała już do żłobkowego wejścia, odwróciła się i po raz ostatni tego dnia obdarzyła obóz swoim spojrzeniem. Zauważyła, że Biedronkowa Łapa już zdążyła pogrążyć się w rozmowie z Tuptającą Gęsią, lecz, ku jej zdziwieniu, nie mogła nigdzie zlokalizować Rusałkowej Łapy i Mglistej Gwiazdy. Siostrę namierzyła dopiero, gdy skierowała wzrok na ściany obozu i rzucane przez nie mroczne cienie. To właśnie w ich mroku skryła się Rusałkowa Łapa, która jakby wyczuła na sobie spojrzenie Morza i nawiązała z nią zmartwiony, ale intensywny kontakt wzrokowy.

<Rusałko?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz