- Goni nas! Na pewno nas goni! Złapie i utopi! - wołał przestraszony Zlepek, pędząc ile sił w kociecych nóżkach.
- Szybko, do obozu! Tam będziemy bezpieczni! - Kózka, by zwiększyć prędkość, poruszał się długimi susami. Kociaki mknęły wśród traw, suche liście ocierały się o ich brzuszki, jednak maluchy nie zwracały na to uwagi. Normalnie, to młodzi byliby zachwyceni łysiejącymi drzewami i złotym światłem, prześwitującym przez pozostałe na gałęziach, kolorowe liście. Jednak w tej sytuacji, żaden z nich nie podziwiał widoków. Teraz musieli się jak najszybciej dostać do obozu! Już niedaleko! Jeszcze odrobinkę, a będą bezpieczni! Kocięta z wrzaskiem zleciały z górki, prosto do obozu, wywołując niemałe zamieszanie. Maluchy kierowały się prosto do żłobka, by jak najszybciej znaleźć się obok jakiejkolwiek królowej. Kocurki biegły tak szybko, że gdy wpadli do żłobka, nie wyhamowali przed czekoladowo-białą kotką i uderzyli prosto w jej brzuch, wydając z siebie dziwne, zdziwione odgłosy.
- Co się stało? - zapytała, próbując uspokoić grupkę latorośli. Zanim uzyskała jakąkolwiek odpowiedź, musiała każdego z malców obdarzyć ciepłym spojrzeniem i uspokajającym polizaniu po główce. Gdy w końcu skończyła i widziała, że w miarę można z nimi porozmawiać, wróciła do rozmowy.
- No, to teraz wszystko mi ładnie opowiedzcie, maluchy. - miauknęła, obejmując ich puchatym ogonkiem. Kózka odetchnął z ulgą, wtulając się w przyjemny w dotyku ogon Poplamionego Piórka. Teraz, otoczony miłością mógł czuć się bezpiecznie. Spojrzał na młodszego kota, który również już się nieco rozluźnił. Z jego miny kocurek wyczytał, Zlepek czuje się podobnie. Kózka szturchnął kolegę, by zaczął mówić.
- Więc było tak: wybiegliśmy z obozu, bo bawiliśmy się w berka, po czym wpadliśmy przypadkowo na kociakoże... to znaczy Lśniące Słońce i Sokole Skrzydło i Lśniące Słońce nam powiedział o kimś, kto porywa kocięta i później topi w rzece, no i nagle w krzakach usłyszeliśmy odgłosy tego mordercy i uciekaliśmy ile sił w nogach! - z pyszczka Zlepka w jednej chwili wylał się taki słowotok, że Plamka mało co zrozumiała liliowego kociaka. Po chwili przemyśleń, zaczęła trochę bardziej rozumieć sytuację i marszcząc zabawnie nosek, spojrzała w stronę wyjścia z obozu.
- Na osty i ciernie! Lśniące Słońce, jak możesz tak straszyć kocięta? - zapytała samą siebie, a jej słowa nieco uświadomiły Kózce, że Lśniący Medyk żartował. Jednak co z tym syczeniem dobiegającym ich z krzaków? Czyżby to był podstęp liliowego medyka, by ich nastraszyć?
***
Kózka obudziwszy się, uchylił nieco powieki. Pomimo wcześniejszego snu, wydawało mu się, że jest bardzo zmęczony. Kociak leżał na boku, ułożony na miękkim, zielonym mchu, wodząc wzrokiem po miejscu, w którym się znajdował. Widział półki skalne wypełnione przeróżnymi roślinami i nasionami. Do jego noska dostał się przyjemnie ziołowy zapach, rozpieszczając jego zmysł. Poznawał to miejsce. To legowisko medyków - Lśniącego Słońca i Sokolego Skrzydła. Niekoniecznie jednak wiedział, jak się tu znalazł i czemu. Chciał wstać i wrócić do żłobka, bo Lśniące Słońce może być znowu na niego zły, jednak jego nóżki odmawiały mu posłuszeństwa, nie pozwalając na podniesienie się. Kózka poruszył nieco główką, by sprawdzić, czy któryś z uzdrowicieli jest w swoim legowisku. Wkrótce zobaczył puchatego, niebieskiego kocura, układającego medykamenty. Kózka wydał z siebie cichy dźwięk, przypominający w brzmieniu imię asystenta medyka. Sokole Skrzydło skierował na kociaka spojrzenie swoich ciepłych, pomarańczowych oczu i uśmiechnął się smutno. Wtem do legowiska wszedł Lśniące Słońce z zniesmaczoną miną.
- Obudził się? - zapytał starszy medyk, wpatrując się nie w Kózkę, a przestrzeń nad nim, co zdziwiło nieco liliowego bicolora. Przecież Lśniący powinien widzieć jego otwarte oczy, prawda?
- Tak. - odpowiedział spokojnie Sokół, odwracając się w stronę dawnego mentora. Kózka zwrócił uwagę na błękitne oczy "kociakożercy". Przypomniał mu się koszmar, który wydarzył się przed tym, jak się tu obudził.
- Z-zawołasz moją mamę? - zapytał młody cichutko z nadzieją, że wydarzenia, które zapamiętał były jedynie okropnym snem.
< Lśniący? >
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?W Klanie Nocy
Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot u Samotników!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)
Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz