BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 lutego, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

23 września 2023

Od Rumianku (Rumiankowej Łapy) CD. Lew (Lwiej Łapy)

 Czas płynął dla niego za szybko. Zaraz Lew miała być mianowana wraz z jej rodzeństwem, co oznaczało, że będzie siedział w żłobku tylko ze swoim rodzeństwem. Sama myśl mu się nie podobała. Jak Rumianek będzie spędzać dni, bez towarzystwa u swego boku? Wolał zaprzestać już rozmów z mamą, dlatego że po każdej z nich kończył w kącie, płacząc. Z rodzeństwem już dawno nie rozmawiał po tym, co zrobił Szept rudej kotce. Nie mógł przejść obok tego obojętnie. I ten kocur dalej należał do jego rodzeństwa?! Chociaż Rumianek mógł zaobserwować, że mama nie przeszła obok tej sytuacji obojętnie, co cieszyło kociaka. Teraz wystarczyło upewnić się, czy dalej Lew była jego przyjaciółką. Przecież mogła obrazić się na niego przez to, co zrobił jej jego brat. Znalazł kotkę siedzącą z boku i wpatrującą się w piórko, które leżało pomiędzy jej łapami. Nieśmiało zmierzył w jej kierunku, nie wiedząc, czy powinien. Może ta nie chce z nim nigdy rozmawiać? To by było okropne! Stracić przyjaciółkę przez głupotę brata!
 - Ja tylko… - Zaczął kociak, jednak w swej głowie nie mógł ułożyć poprawnie słów. - Chciałam się zapytać, czy jesteśmy dalej przyjaciółmi? Czy to, co mówiłaś ostatnio, dalej jest prawdą czy przez mego bra-…- Przerwał na chwilę, widząc, że wzrok kotki jest skupiony na nim. Zestresował się i plątał mu się język. - … czy już nie jesteś?
 - Nie wiem Rumianku, oj naprawdę nie wiem. - Westchnęła kotka, machając łapką na Rumianka. - Ty nic mi nie zrobiłaś, poza tym, że łączy cię krew z tym wstrętnym barbarzyńcą. A to powoduję u mnie niesmak... Jednak na to nic nie możesz poradzić, mój przyjacielu. - Uśmiechnęła się słodko, dotykając łapką szylkretowego futra na grzbiecie rozmówcy, tak jakby go chciała pocieszyć. - No oczywiście głuptasie, skąd ten pomysł, że mogłabym Cię przestać lubić. Jesteś moim ulubieńcem ze wszystkich dzieci Różanej Przełęczy, bo jako jedyna umiesz się zachować i nie jesteś krnąbrna jak twoi bracia. Zostaliśmy przyjaciółmi już w żłobku i myślę, że będziemy się przyjaźnić aż po kres dni w starszyźnie. I żaden wybryk twojego brata to nie zmieni, więc nie denerwuj się tak.
 Słowa rudej kotki ucieszyły go i to na nawet bardzo. Byli dalej przyjaciółmi, mimo wybryku jego brata, chociaż trudno było mu w to uwierzyć. Usiadł obok niej, nie odrywając od niej wzroku. Mimo jej słów, jego oczy szukały jakiegokolwiek znaku, że było to kłamstwo. Musiało przecież być, prawda? Kocica nie mogła ot, tak stwierdzić, że to nie jego wina i dalej się z nim przyjaźnić. Po prostu nie mogła.
 - Niedługo zostaniesz uczennicą, prawda? Jeśli tak, to będziesz mnie jeszcze odwiedzać, zanim stanę się uczennicą, jak ty? Bez Ciebie ten żłobek będzie bardzo i to bardzo nudny. - Na pysku kociaka pojawił się lekki uśmiech. - A ja będę musiała poczekać, aż przywódczyni Klanu Burzy mianuje mnie i moje rodzeństwo. To będzie wieczność!
 - Postaram się zaglądać, ale niczego nie obiecuję. Może mi się trafić bardzo wymagający mentor, który nie pozwoli mi na nic innego jak trening i sen. - Stwierdziła. - Nim się obejrzysz, też zostaniesz mianowana, wtedy będziemy mogły razem trenować i miło spędzać czas, odkrywając tereny klanu.
 - Z pewnością Tygrysia Gwiazda nie da Ci kogoś złego na mentora! Czemu miałaby tak robić? Przecież nic złego nie robisz, prawda? - Tu na chwilę przerwał. Lew nic złego nie robiła, a tym bardziej, gdy była w żłobku. Może i mama mówiła co innego, jednak nie mogła mieć racji. Ruda kocica była dla niego miła i chciała się bawić. To nic złego, prawda? - Naprawdę chciałabyś chodzić ze mną na treningi? Wtedy byłoby świetnie! Jestem pewna, że nasi mentorzy się dogadają i kiedyś do tego dojdzie. Nauczyłabyś mnie wtedy wielu rzeczy, bo znałabyś pewnie ich dużo, prawda?
 - Prawda. Ale znam kogoś, kto powinien dostać takiego wymagającego mentora. - Kocica zerknęła na liliowego sierściucha siedzącego w kącie u boku Powiewu. - Może by w końcu został wychowany i nabrał pokory. Przydałoby się, aby któryś z innych wojowników pokazał, gdzie jest jego miejsce. - Uśmiechnęła się słodko do liliowej szylkretki. - A co do ciebie Rumianku, z wielką przyjemnością będę dzielić się z tobą pozyskaną wiedzą. Najchętniej sama bym została twoją mentorką tak oficjalnie, jednak to niemożliwe. - Westchnęła przygnębiona wizja, że ktoś mógłby jej zepsuć przyjaciela, w którym pokładała nadzieję.
 - Może i nie będziesz mogła być mym mentorem, jednak nie sądzisz, że bycie moim mentorem zepsułoby to wszystko? - Zauważył kociak. - Posiadanie Cię jako mentorki, gdy jeszcze kilka księżyców wcześniej bawiłaś się ze mną w żłobku, byłoby dziwne. Może to tylko dla mnie, jednak nie warto zawracać sobie tym głowy. Ważne, że dalej będziemy przyjaciółmi, prawda?

*****

 Śmierć dwójki jego rodzeństwa zaraz po mianowaniu przygnębiła go bardzo. Niby nie był za nie odpowiedzialne, jednak wszystko mu mówiło, że jest odwrotnie. To on musiał być za wszystko odpowiedzialny. Gdyby nie on, to dwójka jego rodzeństwa chodziłoby dalej po tej ziemi. Jednak teraz czasu nie cofnie. Nie przywróci ich do życia, nawet jeśli starałby się bardzo. Zostało mu żyć z tymi myślami i zaakceptować fakty, co nie należało do łatwych rzeczy. Leżał właśnie na swym legowisku, próbując znaleźć powód, aby wyjść z niego. Sójczy Szczyt nie brała go na treningi, mama już nie przychodziła, więc mógł spędzić cały dzień w swym posłaniu. Podniósł swój wzrok, dopiero kiedy ujrzał przed swoim pyskiem czyjeś rude łapy. Przed nim stała uśmiechnięta Lwia Łapa jakby to, co stało się z jego rodzeństwem, nie miało żadnego znaczenia.
 - Lwia Łapo? Co tu robisz? - Zapytał zdziwiony uczeń. - Nie powinnaś być na treningu z Gepardzim Mrozem? To jest lepsze niż siedzenie tutaj ze mną i nic nierobienie.
 - Czy ja wiem, czy lepsze... Odskocznia od tego całego treningu też się przyda, bo przetrenuję się na śmierć. - Miauknęła kotka pół żartem, pół serio. - Chciałam sprawdzić, co mój ulubieniec porabia, a widzę, że coś cię trapi mój przyjacielu. Co się stało Rumianku?
 Kocur westchnął cicho. Nie wiedział, czy opowiadanie Lew o jego własnych problemach, będzie dobrym zajęciem. Prawdopodobnie kocica nie chciała już po raz któryś słyszeć o śmierci Ruczaja, a tym bardziej o śmierci Stokrotki, przy której była obecna.
 - Po prostu nie czuję się tu potrzebna. Czuję jakby ten klan, dał radę beze mnie i czuję, że jestem tylko problemem, zamiast przynosić pożytek. - Powiedział kocur, spłycając swój problem, jak najbardziej się dało. Nie chciał przecież zalewać kocicy szczegółami, bo ta z pewnością nie znałaby większości odpowiedzi na jego pytania. - Żadna rola do mnie nie pasuje, więc jedyne co robię, to przynoszę zawód swej rodzinie.
 - Oh Rumianku, wypluj te słowa! - Miauknęła z udawanym przejęciem, usadawiając się obok kocurka. - Od przynoszenia zawodu są twoi bracia, ale na pewno nie ty! Jesteś potrzebna w klanie i to nawet nie jesteś w stanie pojąć jak bardzo. Ja cię potrzebuję, potrzebuję mieć przyjaciela takiego jak ty. Nikt mi Cię nie zastąpi, bo jesteś wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju. - Mówiąc to, położyła swą łapkę na łapce Rumianku, uśmiechając się miło.
 - Jednak czuję, że to ja jestem tą stroną od przynoszenia zawodu. To ja niczego nie umiem, gdy moi bracia przynoszą tylko swoimi umiejętnościami dumę mamie. - Powiedział kocur, kładąc na swoich łapach pysk. To nie miało sensu. Jak bardzo by się nie starał to wszystko i tak szło nie po jego myśli. - Zostanę uczniem do końca mych dni, bo nic mi nie wychodzi, albo zostanę wygnana przez Różaną Przełęcz za brak postępów w treningu. Innego rozwiązania nie ma.
 - Może problem nie leży w tobie, a w twojej mentorce? - Przekrzywiła łebek, rzucając od niechcenia tę myśl, chcąc zrzucić winę pasma nieszczęść właśnie na szylkretową kotkę. - Może spróbuj potrenować z kimś innym, a gdy to nie pomoże... Rumianku, nie zrozum mnie źle, pamiętam, co mi powiedziałaś, gdy oboje byliśmy mali, lecz co jeśli to nie ścieżka wojownika jest ci pisana? Co, jeśli Gwiezdni mają wobec ciebie inne plany? Wiśniowa Iskra się starzeje, a Słoneczna Łapa jest niepełnosprawna, sama sobie nie poradzi na tak ważnym stanowisku, gdy zostanie główną medyczką.
 - Przemyślę to Lwia Łapo, jednak niczego nie obiecuje.

*****

 Dzień zapowiadał się dobrze. Pora nagich drzew zbliżała się z każdym dniem, jednak Rumiankowa Łapa nie robił żadnych postępów. Ile by nie ćwiczył, ile by nie powtarzał, to zawsze nie udawało mu się, to gdy u jego boku była Sójczy Szczyt. Tego razu również tak było. Wybrali się na trening, wraz ze Zwiędłym Hiacyntem i Srebrzystą Łapą. Miał być to trening, w którym dwójka miała nauczyć polować się na króliki. Była to naprawdę ważna umiejętność, bo z tej zwierzyny żył głównie Klan Burzy. Szli w ciszy, jakoby nikt nie chciał jej przerwać. Od czasu do czasu Rumianek zerkał na swoją mentorkę, która szła obok rudego wojownika, oraz na swego brata, który trzymał się przy jego boku. Po krótkiej podróży rozdzielili się na dwie grupy. Sójczy Szczyt poszła ze Srebrzystą Łapą, a on został posłany ze Zwiędłym Hiacyntem. Czyżby jego mentorka miała już go dość? Westchnął cicho, co zauważył wojownik.
 - Chodź Rumiankowa Łapo. Nie marnuj naszego czasu. - Powiedział chłodno Zwiędły Hiacynt, po czym ruszył w przeciwnym kierunku od Sójczego Szczytu i Srebrzystej Łapy. Uczeń ruszył zaraz za nim, aby nie zostać samotnie na niezbyt znanych przez jego terenach. Nie znał wojownika, więc nie mógł ryzykować. W głowie Rumianka pojawiało się dużo niezbyt przyjaznych myśli. A co jeśli znowu nawali? W oczach mentora jego brata będzie nikim.
 Dalej czas upłynął szybko. Wojownik wyjaśnił mu, co teraz będą robić i wyznaczył mu proste zadanie. Złapać królika, którego on wystraszy. Gdy zwierzyna będzie myślała, że uciekła spod łap wojownika, to wpakuje się w prosto w łapy drugiego kocura. Proste zadanie. Tego nie mógł źle zrobić, prawda? Oddalił się od Zwiędłego Hiacynta, aby mógł zrealizować swe zadanie poprawnie. Ustawił się poprawnie, a przynajmniej tak jak mu kiedyś Sójczy Szczyt pokazywała i czekał. Czekał na ten idealny moment, w którym miał złapać królika. Nie musiał długo czekać, bo po chwili zwierzak pojawił się w jego polu widzenia. Gdy znalazł się blisko ucznia, to skoczył on na niego, jednak zwierzyna uciekła mu spod łap. Nie chcąc zawieść Hiacynta, pobiegł za nim, jak najszybciej tylko mógł. Królik, jednak był szybszy od niego i po pewnym czasie zniknął z jego oczu. Rumianek jeszcze chwilę rozglądał się za nim, nim się poddał. Ponownie zawiódł, a zadanie było takie proste. Rozglądnął się dookoła, szukając rudego wojownika. Gdzie on się podział? Musiał być gdzieś w okolicy, prawda? Nagle usłyszał czyjeś kroki za sobą.
 - Zwiędły Hiacyncie? - Zapytał kocur, odwracając się. Myślał, że to właśnie wojownik stoi za nim, jednak był w wielkim błędzie. Rude stworzenie, które było większe od ucznia, stało za nim i nie było do niego przyjaźnie nastawione. Wychudzone ciało drapieżnika sugerowało, że on również doświadczył głodu spowodowanego przez ostrą porę opadających liści. Chciał uciekać, jednak jego ciało nie pozwalało mu wykonać żadnego ruchu. Jedyne co mógł zrobić w tej sytuacji, to wydać z siebie głośny krzyk przerażenia, mając nadzieję, że ktoś go usłyszy. Po chwili wystraszony uczeń mógł poczuć kły lisa na swym karku. Zwierzę zaatakowało go momentalnie, nie miał czasu na reakcję, a jedyne co mógł zrobić to wydać z siebie ponownie krzyk. Tak zakończy się jego historia? Skończy tak jak Zaćmiona Łapa, zabity przez lisa? Zamknął oczy, licząc, że ból przeminie szybko i przed nim pojawi się jego rodzeństwo, zabierając go do lepszego miejsca. Jednak tak się nie stało. Poczuł, że szczęki lisa rozluźniają się, a on sam upada na ziemię. Słyszał czyjeś głosy, jednak nie mógł rozszyfrować, do kogo one należały. Po pewnym czasie, gdy głosy ucichły, otworzył oczy, aby ujrzeć coś, czego nie zapomni do końca życia. Mżyste Futro oraz Ostowy Pęd syczeli na rudego drapieżnika, którego pysk był pokryty szkarłatną substancją, aby odgonić go od tego, co leżało za nimi. Ciało Różanej Przełęczy z wielką raną na szyi, która została stworzona przez lisa. To była jego wina i teraz miał tego potwierdzenie swoich słów. Wlepiał swój wzrok w ciało kocicy, nie mogąc nawet wymówić ani jednego słowa, a głosy wokoło niego momentalnie ucichły. Czuł jak łzy, podchodzą mu pod oczy, a jego oddech przyspiesza. Gdyby nie jego bezmyślne zachowanie, to nigdy by do tego nie doszło. Gdyby tylko uważał, zwracał większą uwagę na to, co dzieje się wokół niego, to nie doszłoby do tej tragedii.
 - Rumianku! - Dotarł do uszu kocura krzyk Srebrzystej Łapy, który pojawił się wraz ze Zwiędłym Hiacyntem i Sójczym Szczytem. Większa ilość kotów odstraszyła zwierzę, jednak Rumiankowa Łapa trzymał dalej wzrok na ciele przywódczyni. Ta śmierć to była jego i tylko jego wina.

*****

 Cała siódemka kotów powróciła do obozu, a Rumianek od razu został wysłany do legowiska medyka, gdzie jego raną zajęły się Wiśniowa Iskra i Słoneczna Łapa. Nawet jeśli to, co robiły kotki, sprawiało mu ból, to uczeń się tym całkowicie nie przejmował. Jego myśli były dalej poza obozem, gdzie został zaatakowany przez rudego drapieżnika. Miał on się na tym treningu nauczyć polować na króliki, a nie wpakować się pod łapy lisa. Słysząc czyjeś kroki, podniósł wzrok, aby ujrzeć stojącą przed nim jego matkę. Straciła swoje jedno z dziewięciu swych żyć przez głupotę Rumianka. Nie tak wyobrażał sobie jej poświęcenie. Zamienili ze sobą kilka słów, w których uczeń powiedział wprost, że nie może i nie chcę zostać wojownikiem. Jakby mógł reprezentować godnie tę grupę po tym, co zrobił? Zostało mu podążać drogą medyka, która została mu zaproponowana przez Pierzastą Łapę na zgromadzeniu, a później przez Lwią Łapę w obozie. To była jedyna słuszna droga, którą postanowił wybrać. Zaraz po wyjściu jego mamy w legowiska medyka, pojawiła się Lwia Łapa. Rozglądnęła się na boki, jakby sprawdzała, czy w okolicy nie ma nikogo z jego rodziny. Na końcu jej wzrok wylądował na uczniu, który leżał na jednym z legowisk. Z pewnością wiedziała, co się stało z nim, cały klan już wiedział. Informacje w klanie przechodziły szybko z kota do kota, a tylko nieliczni dowiadywali się najwyżej dwa wschody słońca później. Mała społeczność miała swoje plusy i minusy.
 - Jak się czujesz Rumianku? - Zaczęła ruda kotka, podchodząc do szylkretowego ucznia. - Słyszałam o tym, co się stało i wiem, że musiało…
 - Wiem Lwia Łapo. - Przerwał kotce Rumiankowa Łapa, przenosząc swój wzrok na nią. - Wszyscy dobrze wiedzą, co się stało i dlatego rezygnuje ze szkolenia na wojownika i zostaje medykiem. Tak jak mówiłaś, ta rola nie była mi pisana i dowiedziałam się o tym w najgorszy sposób.

[2318 słów]
<Lew?>
[Przyznano 40%]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz